-

stanislaw-orda : unukalhai (unuk.al.hayah@gmail.com)

Ostatni mason na polskim tronie


Przedstawiam tekst Kazimierza Mariana Morawskiego (1884 – 1944) opublikowany 4 grudnia 1932 r. w „Kurjerze Warszawskim” pod tytułem „Wtajemniczenie ostatniego króla”,  który to tekst stanowi trzecią część publikacji ww. Autora zatytułowaną „Źródła rozbioru Polski” ; Księgarnia Św. Wojciecha, Poznań 1935.
http://www.legitymizm.org/ebp-kazimierz-marian-morawski
http://www.kpbc.ukw.edu.pl/dlibra/plain-content?id=111139

Ze względu na to, iż tekst ma swoje lata, "uwspółcześniłem" ortografię, a  niektórych miejscach również stylistykę. Ale kto lubi  bardziej staromodną  konwencję w czytaniu, to oryginalne brzmienie jest dostępne pod drugim w kolejności linkiem powyżej.

Poza "uwspólcześnieniem" ortografii oraz stylistyki, dodałem, jak zazwyczaj, przypisy [...]  oraz linki, które przybliżają sylwetki  bohaterów tekstu.

A zatem, voilà.
 

Zagadnienie genezy wolnomularstwa, zdaniem badaczy, dosyć wcześnie zaczęło zaprzątać umysły masonów i nie - masonów. Czytamy w dziele Le Forestier'a o masonerii niemieckiej, iż tego rodzaju pytania trawiły umysły „braci" najżywiej w okresie pierwszego rozbioru Polski.
[René Le Forestier (1868-1951) ; Les Illuminés de Bavière et la Franc-Maçonnerie Allemande (1914)] https://fr.wikipedia.org/wiki/Ren%C3%A9_Le_Forestier

W kabalistycznym mianowicie roku 1777 (trzy siódemki!) i następnych widzimy szereg konwentów masońskich [w Hamburgu i Lipsku 1777 r., w Wolfenbüttel - 1778 r.], rozpatrujących ów problem genezy, pochodzenia masonerii i jej celów, widzimy nawet dalekie wyprawy dostojników masońskich, (podejmowane celem wyświetlenia tych tajemnic, aż na koniec — 19-go września 1780 r. — „Wielki Mistrz Zakonu", Ferdynand książę Brunszwicki [Ferdinand von Braunschweig-Wolfenbüttel], a w zakonie „Rycerz zwycięstwa" [Eques a Victoria – loża rytu szkockiego], sławiony przez „braci" na wszelakie tony szwagier i aliant w wojnie 7-mio letniej Fryderyka II, a przejściowo kandydat na tron polski, wydaje okólnik, zwołujący nowy konwent, który za przedmiot obrad ma mieć m. in. zbadanie, czy „zakon" wywodzi się od starszego jakiegoś chronologicznie stowarzyszenia, ewentualnie od jakiego; czy i jakim podlega „Przełożonym nieznanym"; jaki jest cel jego właściwy; czy ma nim być, być może, wskrzeszenie zakonu Templariuszy (skasowanego, jak wiadomo, przez papieża w roku 1312) i czy — nareszcie — „zakon" obecny uprawiać ma czy nie ma uprawiać okultyzmu. W masonerii bowiem panował w stuleciu XVIII-ym zadziwiający chaos. Rytuały i tradycje krzyżowały się ze sobą. Nikt nie wiedział, czego ma się trzymać i co o własnej sądzić ma przynależności. W atmosferze masońskiej krążyły najbardziej fantastyczne wersje. Ferdynand wysłał tedy do Włoch zaufanego Karola-Eberharda Waechtera, celem wyszukania rezydujących tamże wedle tradycji, przechowywanej w „zakonie" „Nieznanych Przełożonych" tegoż.
[Karl Eberhard von Wächter] https://de.wikipedia.org/wiki/Karl_Eberhard_von_W%C3%A4chter

Ale snadź i ta wyprawa nie dała pożądanych rezultatów, skoro w parę lat później trzeba było zwoływać aż „ad hoc" konwent w Wilhelmsbadzie (1782). Debaty te i kontrowersje znalazły wyraźny swój oddźwięk także i w środowiskach masońskich polskich. Dowodem tego jest memorialik byłego wielkiego mistrza Wielkiej Loży polskiej, Augusta Moszyńskiego dla króla Stanisława Augusta.
[„Mes observations" (rękopis nr 700 w archiwum ks. Czartoryskich w Krakowie, karty 437—9)]:

Wszystkie moje poszukiwania, tyczące się filozofii hermetycznej oraz masonerii — pisał w tym memoriale szef „Najwyższej (warszawskiej) kapituły dogmatycznej Różanego i Złotego Krzyża" — przekonały mnie, że egzystowała (w przeszłości) i egzystuje może jeszcze wiedza nieznana uczonym nowoczesnym, co ma za przedmiot działania przyrodzone, które uchodzą za nadprzyrodzone, nadto zaś tradycję przewrotów naszego globu, a nareszcie znajomość mniej niedoskonałą, niźli ta, którą my posiadamy, Istoty Bożej. Rozmaite te wiadomości wydają się pochodzić od Hindusów, od których przeniosły się do Egiptu, gdzie kapłani uczynili z nich przedmiot religii i wiedzy kapłańskiej, w który wtajemniczano jedynie przywódców narodu i kasty kapłańskiej. Stamtąd Mojżesz, geniusz czynny i przedsiębiorczy, zaczerpnął pierwszych swoich wiadomości i za pomocą rzeczonej wiedzy dokonał cudów na dworze Faraona... Jest rzeczą prawdopodobną, że Mojżesz i Aaron, (jako) dzierżyciele tej wiedzy, posługiwali się nią do rządów nad hordą żydowską i przekazali jej tradycję arcykapłanom narodu, którzy ze swojej strony wtajemniczali w nią królów, przywiązanych do Zakonu, tak jak Dawid i Salomon. Twierdzi się dalej, że te nauki znajdują się zawarte w księdze chaldejskiej, nazwanej „Zoharem", wszelako są one tam odtworzone tak dalece zawile i pod pokrywką tylu przypowieści i tylu słów, których znać potrzeba wartość liczbową, jako też źródłosłowy, że bardzo mało Żydów rozumie się (na tym „Zoharze”). [w alfabecie hebrajskim litery są zarazem liczbami].

W tej liczbie wymienia się Falka i Franka, którzy rozumieją się na tem dosyć, ażeby dokonywać pewnych eksperymentów czysto fizykalnych, które jednak wydają się nadprzyrodzonymi ludziom, będącym ich świadkami, a prostą szarlatanerią słyszącym o nich uczonym.
[Chaim - Samuel - Jakób Rafałowicz Falk (1710—1782), zwany „Baal Szemem" (Cudotwórca);
Jakób Ben Jehuda Löb Frank (1720—1791)].

Jest wszakże rzeczą niemal pewną: albo ten „Zohar" nie zawiera całej wiedzy tajnej, albo też jego interpretatorzy nie pojmują go w zupełności, bez czego nie ograniczaliby się do zadziwiania ciekawych. Jest w końcu rzeczą prawdopodobną; iż po zburzeniu świątyni, niektóre cząstki rzeczonej wiedzy kapłańskiej rozpowszechniły się pomiędzy elitą kulturalną Wschodu — i stąd ta mnogość Arabów, poświęcających się studium wiedzy tajnej... Esseńczycy, jako potomkowie rodzin kapłańskich żydowskich, prze- chowali również w swoich pustelniach niektóre ślady wspomnianych nauk i udzielili znowu cząsteczek tychże Krzyżowcom, a w szczególności Templariuszom, którzy... przekazali je na koniec spadkobiercom swoim, co pojawili się w ostatnim stuleciu pod nazwą Masonów...

Jeżeli się zważy, — konkludował uwagi swoje Moszyński — że skutkiem przewrotów dziejowych, dzierżyciele (tej) wiedzy (tajnej) się rozproszyli, każdy zaś z nich wykształcić musiał po paru uczniów, nie wyda się dziwne, iż ci (ze strony swojej) wytworzyli stowarzyszenia, które wyposażyli w pewne pierwociny rzeczonej wiedzy, pozostawiając im pieczę o rozwinięcie tychże. Wasza Królewska Mość rozumie, kogo mam tu na myśli..."
https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/august-fryderyk-moszynski-h-nalecz

Kogóż miał tu na myśli Moszyński? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w tradycji masońskiej :

Od roku (mianowicie) 1498 — pisze historyk masonerii niemieckiej Ludwik Keller — w którym to pożegnał ten świat „najczcigodniejszy i najmądrzejszy" mistrz Akademii rzymskiej, Pomponius Laetus, jedną z najważniejszych siedzib tychże Akademii wydaje się Florencja, gdzie Akademie cieszyły się chwilowo możnym poparciem Medyceuszów. Istniała tam (bowiem) „Academia Magna", jednocząca pod sobą szereg akademii filjalnych."
Ludwig Keller https://en.wikipedia.org/wiki/Ludwig_Keller
Julius Pomponius Laetus https://en.wikipedia.org/wiki/Julius_Pomponius_Laetus
[Akademia rzymska została zamknięta w roku 1468 przez papieża Pawła II; do jej członków należał m.in., Kallimach - Filip Buonaccorsi];

Jakiż był kształt zewnętrzny tych Akademii florenckich? Zapytajmy o to Giorgia Vasari'ego, słynnego dziejopisa malarstwa włoskiego, który w swoich „Vite de piu eccelenti pittori... kreśli nam zarys form obowiązujących w jednej z tego rodzaju akademii, a mianowicie „Stowarzyszeniu kielni" (Compagnia della Cazzuola), istniejącym w dobie Renesansu w mieście nad Arno obok innych, jak „Della Crusca" (Stowarzyszenie otrębów), „Delli Assetati" (Stowarzyszenie spragnionych) itp.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Giorgio_Vasari

To stowarzyszenie, — stwierdza uczony Keller — podobnie jak analogiczna akademia z siedzibą w Livorno, używało, jako odznaki kielni, noszonej przez wszystkich członków. Stowarzyszenie rozpadało się na członków starszych (maggiori), dzierżących młotek, młodszych (minori) oraz zwolenników (aderenti). „Bracia" gromadzili się z okoliczności pewnych świąt w stroju robotników mularskich (in abito de muratori e manovali). Podczas bankietu podawano im pieczywo i pasztety w kształcie różnorakich narzędzi murarskich: kamieni ociosanych i nieociosanych, słupów, cyrklów itd. Dozorca — zawsze podług sprawozdania Vasari’ego — szkicował wreszcie zarysy gmachu, do którego wzniesienia dążyć mieli „bracia" w swoim stowarzyszeniu."

W związku z tym opisem konstatują zgodnie historycy Gregorovius, Reumont i Pastor, że „Cazzuola" była klasyczną już lożą masońską, jedną z tych które stanowiły następnie pierwowzór dla licznych filii zaalpejskich niemieckich, „Palmen-", czy „Blumen- ordenów", angielskich stowarzyszeń o typie lożowym z doby Cromwella itp. Memorialik cytowany Moszyńskiego dla Stanisława Augusta (z września 1781 r.) był niewątpliwie w związku ze wspomnianym poprzednio przez nas okólnikiem lożowym ks. Ferdynanda Brunszwickiego (z września 1780 r.). Przebija się bowiem z niego to samo zainteresowanie, które w ogóle w tym czasie nurtowało umysły „braci" – masonów: zagadnienie pochodzenia ich instytucji oraz jej celów.

Stanisław August wtajemniczony został do wolnomularstwa — jak świeżo ustalił Askenazy — młodzieńcem jeszcze, bo w 1753 czy 1754 roku, podczas wielkiej swojej zachodniej podróży.
https://klubjagiellonski.pl/2018/08/05/polak-zyd-historyk-sylwetka-szymona-askenazego/

Rozróżnić należy dwie kategorie wpływów, które przy tym ewenemencie odegrać musiały swoją rolę, a to moment środowiska, w którym wychowywał się przyszły król, jak również — towarzystwa, w którym znalazł się w dobie tego zasadniczego swojego „wojażu".

Zatem na dworze pana wojewody mazowieckiego, później zaś kasztelana krakowskiego, ojca króla Jegomości, czynne były owe wpływy tajne, które - jak niebawem już postaram się wykazać w obszerniejszej monografii krytycznej- August II przyniósł do Rzeczypospolitej w tejże samej puszce Pandory, z której inne się jeszcze na Polskę za jego panowania wysypać miały klęski.
[„Bractwo wrogów wstrzemięźliwości" w lwowskim „Kwartalniku historycznym"]

Stanisław Poniatowski, podobnie jak August i jak Brühl oraz  zapewne i Flemming, był okultystą. Jak „Mocny", kochał się on w astrologii, trzymając na dworze swoim, w Wołczynie, owego Włocha-wróżbitę Formikę [formica - wł. mrówka], który rodzącemu się Stasiowi w tajemniczych nad wyraz okolicznościach wyprorokował koronę. Świadom był dalej pan wojewoda praktyk kabalistycznych, jak świadczy o tym prawnuczka jego, pani Potocka, trzymał nadto na dworze swoim osobnego (czy też jednoznacznego z Formiką) alchemika, przeznaczonego do eksperymentów z „kamieniem filozoficz- nym", która to tradycja przejść miała w spuściźnie na króla, wyposażającego (tuż przed swoją elekcją) hojnym stypendium zagranicznym okultystę Toux de Salvert, przyjaźniącego się z Moszyńskim, otaczającego się ze szczególną predylekcją magami i obieżyświatami z pod znaku Pentagramu i Róży (Cagliostro, Casanova, Kortum, Eckert, Forster, Boscamp, Boekler, Ghigiotti, Piattoli, itd.).

[Jean Luc Louis Toux de Salverte(? - 1797), pułkownik wojsk polskich, odgrywający w 2 połowie XVIII wieku dużą rolę w wolnomularstwie polskim; m.in. w Warszawie w 1750 roku Jan Łukasz de Toux de Salverte założył lożę Dobrego Pasterza]
 

To jedno koryto, którym do duszy młodego Poniatowskiego sączyły się „nowinki", ale mogło być,
i z pewnością też było, koryto drugie, bardziej jeszcze od tamtego egzotyczne, przyjaźń i mentorstwo sir Charles Hanbury Williams.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Charles_Hanbury_Williams

Williams, dyplomata angielski, syn tej atmosfery, która wytworzyła się w Anglii około roku 1700, zaraz po przejściu, dzięki interwencji żydowsko-holenderskich kapitałów, steru Wielkiej Brytanii z rąk katolickich Stuartów do protestanckich Orano-Hannowerczyków, Williams, libertyn „wie es im Buche steht" [jak o nim piszą], wolnomyśliciel, a, co za tym wtedy szło, pewnie i — mularz, uczestnik frywolnego kółka braci Foxów, osławiony z powodu lascywnych [swawolnych] swoich wierszy i z powodu rozwiązłego trybu życia, który go z czasem, jak kolegów po fachu Castlereagh'a i Wroughton’a, doprowadzić miał do samobójstwa, Williams był właśnie, w dobie owej pierwszej „inicjacji" młodego Stasia, niepodzielnym niemal mentorem młodzieńca, jego przyjacielem i wyrocznią. Nie miejsce tu, by śledzić szczegółowo zanotowane w pamiętnikach królewskich przygody mentora i pupila we wspomnianej ich wspólnej podróży. Wystarczy przytoczyć holenderski epizod tejże, pobyt Poniatowskiego z Williamsem w owej Holandii, dokąd niegdyś ojciec-wojewoda i kasztelan zaglądał był tak często i tak tajemniczo, że te nieustanne holenderskie jego ekstratury [podróże specjalne] aż budziły niepokój w sercach dyplomatów zagranicznych, w Holandii, która - mocno nam się to wydaje - była, gdzieś od końca stulecia XVII-go, w silniejszym jeszcze stopniu, aniżeli Frankfurt czy Hamburg, centralą ruchu wolno- mularskiego na Europę środkową, siedzibą słynnej loży „Indissolubilis" [Niezniszczalni], prawdopodobnej kontynuatorki rozwiązanego rzekomo „Zakonu Palmowego".

Więc kogóż to widywał Poniatowski-syn w tej Holandii i do kogo wodził go Williams? W Hadze frekwentował [odwiedzał] przyszły król przede wszystkim wpływowych „sefardymów" portugalskich, jak Suassowie, co to, jak wiadomo nam skądinąd, przyczynili się byli walnie „bezinteresowną" pożyczką do zmiany dynastii w Anglii, podobnie jak współcześnie inny „książę wygnania", Samson Wertheimer, finansował polską elekcję Augusta.
http://www.stamboomsijbrands.nl/suasso.htm
https://www.encyclopedia.com/religion/encyclopedias-almanacs-transcripts-and-maps/wertheimer-samson

Suasso, qui parut me prendre en grande affection [który zdawał sie mnie kochać] — pisze o nim
Stanisław August — me voyant témoigner une grandę détestation pour les principes persécuteurs qui venaient de conduire au bûcher onze juifs en Pologne parle décretdel'évéque de Kijovie Sołtyk, aujourdhui évëque de Cracovie - [widząc we mnie przeciwnika prześladowań, które na mocy dekretu biskupa kijowskiego Sołtyka, obecnego biskupa krakowskiego, doprowadziły do spalenia jedenastu Żydów] rozmawiał z przyszłym władcą polskim wyłącznie o pierwszym tym kijowskim „mordzie rytualnym" ; współwyznawca Suassa, Tobiasz Boas, ratował Poniatowskiego z pierwszej jego opresji finansowej, ale najlepiej czuł się młody Staś w domu jednego z członków „trijumwiratu", rządzącego wówczas faktycznie Holandią, w domu hrabiego Bentincka.
Był on wielkim przyjacielem mojego ojca. Polubił mnie tak dalece, że ku zdumieniu wszystkich, co go się obawiali i skarżyli się na jego mrukliwość, czułem się u niego prawie jak dziecię domu..."
[nie jest jasne o którego z hrabiów Bentinck może chodzić]
https://wikivisually.com/wiki/Bentinck_family ]

Otóż w domu tegoż samego Bentincka, tylko w kilka lat później, mieszkał inny gość, i to też nie bylejakiej masońskiej próby, mieszkał słynny „mag Białej Loży", „hrabia de Saint-Germain", bywalec warszawski jeszcze z doby Augusta II, w dobie późniejszej zausznik najbliższy pani de Pompadour, wedle danych policyjnych francuskich właściwie Daniel Wolf, syn lekarza żydowskiego ze Strassburga.

[Hrabia St. Germain jest postacią historyczną, chociaż nie rozstrzygnięte jest jego pochodzenie. Fineasz Taylor Barnum* w „The Humbugs of the World”, (1886), powołał się na opinię Markiza de Créquy**, który twierdził, że St. Germain był alzackim Żydem o nazwisku Simon Wolff, i który urodził się w Strasburgu w końcu XVII lub na początku XVIII wieku; Kolejna wersja sugeruje, że był naturalnym synem włoskiej księżniczki i wskazuje, iż urodził się około roku 1710 w miejscowości San Germano, w Sabaudii ,a  jego rzekomym ojcem był Rotondo, poborca ​​podatkowy tego regionu. Jako hrabia St. Germain zaczął być znany od 1740 roku.
*) Phineas Taylor Barnum
https://en.wikipedia.org/wiki/P._T._Barnum
**)Louis Marie Marquis de Créquy-Hesmont (1705-1741)
https://en.wikipedia.org/wiki/Cr%C3%A9quy_family ]

Cóż więc dziwnego, że kiedy na tron polski, dzięki zabiegom kół tych „wtajemniczonych", wstąpił znienawidzony w wielkiej części narodu „stolnik", pośród tegoż narodu szlacheckiego rozpętała się burza. Przypomniano sobie ponoć babkę nowego króla, neofitkę Niewiarowską i — jak zapisuje wolnomularz Heyking — „Osoby wysokiej rangi w Polsce zapewniały mnie, że dziad Stanisława był pochodzenia żydowskiego."
[kurlandzki baron Karl Armand Heinrich Heyking (1752-1809)]

Nic nam o tym nie wiadomo, jakoby Franciszek Poniatowski miał być „mechesem", a i w matczynej, dostojniejszej krwi Czartoryskich też tkwić mogła skłonność do tajnej wiedzy i związków u króla: wszakże księcia Adama (jenerała ziem podolskich) widzimy w Paryżu, 12-go października 1773 roku (t.j. w najostrzejszym stadium operacji rozbiorowej), jak prezyduje w „Wielkim Wschodzie" paryskim [loża Grand Orient de France], w tzw. Folies-Titon, w „fartuchu" ognistego koloru i pozostałym rynsztunku masońskim, siedząc po prawicy sekretarza jeneralnego „Wschodu", w dzień instalacji na wielkie mistrzostwo księcia „Filipa-Egalité". Siostra znowu księcia, a ulubiona kochanka królewska, „siostra" Izabella Lubomirska, „księżna-marszałkowa" flirtuje również z „braćmi" Arandą i Casanovą.
[Folie-Titon (Szaleństo Titonosa), wówczas podparyska rezydencja wybudowana przez Maximiliane Titona w miejscowości Faubourg Saint Antoine]

Kuzyn króla, ks. Józef Czartoryski, jeden z naczelnych dyplomatów „Sejmu Czteroletniego", poseł
w Berlinie, umysł zresztą, jak na Czartoryskiego, mierny („grand homme a Korzec généreux a Łuck, simple a Varsovie et sot a Berlin" ).
[franc.: wielki człowiek w Korcu, hojny w Łucku, prostak w Warszawie i głupiec w Berlinie],

trzymał w Korcu, jako lekarza nadwornego, tuza masonerii, Fryderyka-Erharda Loebera, ni mniej ni więcej tylko mistrza wspomnianej już wyżej centralnej na Europę środkową wielkiej loży „Indissolubilis" (1770). Nie ma co mówić — Sejm czteroletni przygotowywany był „lege artis".

Syn kabalisty-okultysty, przyjaciel Suassa, Bentincka, Williamsa i Moszyńskiego, protektor Toux de Salvert, Casanovy, Cagliostra, Forstera, Kortuma i Eckerta, zobowiązany Boasa, „témoignant une grande détestation pour les principes persécuteurs" [franc.: okazujący wielką nienawiść do zasad dyskryminacji], okazujący za to stałą ciekawość dla ghetta (jeździł np. już jako król z lektorem Reverdilem saniami oglądać podmiejskie wesele żydowskie), interesujący się, jak nam to wykazuje memorialik Moszyńskiego, kabalistyką Falka czy Franka, Stanisław August dał z czasem pociągnąć się do okultyzmu w ścisłym znaczeniu tego słowa. Dokonało się to w ciągu roku 1777, jak chce Askenazy, nie precyzujący swoim zwyczajem źródeł, kiedy to król przyjęty został za pośrednictwem Szwajcara Glayre'a, jako „kawaler różano-złocistego krzyża" (najwyższy VII-my stopień wolnomularski), pod imieniem „Salsinatus Magnus" (Salsinatus stanowił anagram imienia „Stanislaus") do loży warszawskiej „Karol pod Trzema Hełmami", „pracującej" w języku niemieckim, a mieszczącej się w domu gminy ewangelickiej przy ulicy Królewskiej. W tym charakterze złożył też król — jak dalej podaje Askenazy — przepisaną przysięgę zakonną „z zastrzeżeniem swych obowiązków obywatelskich i królewskich".
https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Maurycy_Glayre

Król nie czuł się zbyt dobrze w nowym zespole, dowodem jego pytania do „brata" lożowego i druha w alchemii, Augusta Moszyńskiego, względem praktyk magicznych, udziału żydów-kabalistów w „zakonie", pochodzenia tegoż „zakonu" i zadań, na które niewątpliwą odpowiedzią był cytowany przez nas memoriał. Czuł się niedobrze, mamy na to i inne, pośrednie jeszcze dowody, jak słynna jego rozmowa czasu pierwszego rozbioru ze szwagrem, wielkim mistrzem Mokronowskim, o której ówczesny poseł pruski relacjonował Fryderykowi, że Stanisław-August, widząc swoją zależność, nie płakał podczas niej, mais a hurlé [franc.: ale zawył].
https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Mokronowski

Jak było, to było, dla potomności wszakże figurować będzie odtąd ostatni nasz król, idący w tym względzie śladami najgorszego ze swoich poprzedników, Augusta Mocnego, na listach oficjalnych „czcigodnego bractwa Różo-Krzyża". Fakt zaś ten tłumaczy, zdaniem naszym, dostatecznie późniejszą tragikę jego losu, tak lapidarnie ujętą na petersburskiej płycie grobowej:

Stanisław August, król polski, wielki książę litewski, niepospolity przykład złej i dobrej doli..."
 

 

 

 

 



tagi: sap król 

stanislaw-orda
20 maja 2019 18:23
10     1192    4 zaloguj sie by polubić
komentarze:
bolek @stanislaw-orda
20 maja 2019 19:05

"Przebija się bowiem z niego to samo zainteresowanie, które w ogóle w tym czasie nurtowało umysły „braci" – masonów: zagadnienie pochodzenia ich instytucji oraz jej celów."

Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać.

Przeczytałem "uwspółcześnioną" całość. Dzięki za edycję.
Ponury obraz wyłania się z tego tekstu.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @stanislaw-orda
20 maja 2019 19:40

Oj, gęsto było wokół Stasua, gęsto. Wielu było przy promowaniu, ale niewielu przy kiepskim pogrzebie. O czym winni pamiętać kandydaci na mężów stanu promowanych w różnych okultystycznych i bankowych okolicznościach. Świetna notka, do skopiowania. Ale informacji, parę ton.  A w szkole tylko "obiady czwartkowe":)))

zaloguj się by móc komentować


stanislaw-orda @bolek 20 maja 2019 20:30
20 maja 2019 20:36

Za "króla Stasia" to głównie były "orgietki czwartkowe".

I nie tylko czwartkowe zresztą.

zaloguj się by móc komentować

organista @stanislaw-orda
20 maja 2019 21:04

piszesz: Za "króla Stasia" to głównie były "orgietki czwartkowe"

ciekawe jaki to jest rodzaj biegunki. 

zaloguj się by móc komentować


organista @stanislaw-orda 20 maja 2019 21:12
20 maja 2019 21:41

w tego typu biegunkach nie jest biegly. przykro

zaloguj się by móc komentować

gorylisko @organista 20 maja 2019 21:41
20 maja 2019 22:23

zapytaj pan wujka google, będziesz pan wiedzieć lepiej... a jak google nie będzie wiedział to tematu nie było...

zaloguj się by móc komentować

gorylisko @stanislaw-orda
21 maja 2019 03:04

z tego co wiem, kiedy likwidowano Rzeczpospolitą to obermason Kaspar Otto von Saldern zgłaszał jakieś obiekcje, caryca go "tylko" wykopała z rosji choć za mniejsze sprawy można było być skróconym o głowę... czy ktoś coś wie o co poszło ? podobno Saldern sprzeciwiał się likwidacji... w to, że robił to z dobroci serca nie uwierzę za chiny ludowe z Tybetem... czy też może był agentem starego fryca i działał na jego rzecz... albo masoni mieli jakiś inny plan związany z karpiami może ;-)

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @gorylisko 21 maja 2019 03:04
22 maja 2019 11:51

Ale chyba nic z jego pism i publikacji nie przełożono na jęz. polski.

https://translate.google.pl/translate?hl=pl&sl=en&u=http://www.worldcat.org/identities/lccn-n83182468&prev=search

Natomiast jest sporo opracowań na temat działałnosci ww. w publikacjach rosyjskich.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować