-

stanislaw-orda : unukalhai (unuk.al.hayah@gmail.com)

Przystań Śmierdzieli

Późną wiosną 1673 r. ekspedycja wysłana z polecenia gubernatora Nowej Francji Louisa de Buade, hrabiego Frontenac ( http://www.biographi.ca/fr/bio.php?BioId=34218 ), w celu zbadania szlaku wodnego, mogącego doprowadzić przez Wielkie Jeziora do Pacyfiku, przybiła swoje canou na brzegu dzisiejszej Green Bay, tj. największej z zatok jeziora Michigan, zakładając tam obozowisko i misję pod wezwaniem św. Franciszka Ksawerego. Napotkała na tym terenie członków szczepu Winnebago, spokrewnionego z Siouxami. Obydwa wymienione natives reprezentowały lud Dakota (używa się również nazwy Lakota lub Nakota), zamieszkujący wówczas rozległe tereny po zachodniej stronie pasma Appalachów, poczynając od Wielkich Jezior aż po dolny bieg Mississipi (Luizjana). Winnebago zmieniali swoje koczowiska w ponad 1000 kilometrowy pasie od południowych okolic dzisiejszego jeziora Winnipeg w Manitobie (Kanada) do południowych okolic jeziora Michigan. Oczywiście ten nieliczny szczep nie był jedynym koczującym na tak olbrzymim terytorium.

Wyprawą dowodzili dwaj ludzie profesjonalnie przygotowani do podejmowania podobnych wypraw. Jednym z nich był Jacques Marquette, francuski jezuita pochodzący z Laon w północnej Francji.
(https://fr.wikipedia.org/wiki/Jacques_Marquette).
Gdy w 1666r. rozpoczął zakładanie placówek misyjnych we francuskich posiadłościach na kontynencie amerykańskim, dobiegał już trzydziestki. Przez kilka lat poznał pół tuzina narzeczy Indian z rejonu jezior Ontario, Eire i Huron, by następnie dołączyć do wspomnianej ekspedycji, którą dowodził Louis Jolliet, oficer w służbie gubernatora Nowej Francji, czyli de facto agent rządowy (https://fr.wikipedia.org/wiki/Louis_Jolliet).
L. Jolliet urodził się już na kontynencie amerykańskim w okolicach miasta Quebec i był osiem lat młodszy od Marquette’a.  Po otrzymaniu niższych święceń w seminarium jezuickim w Quebecu  porzucił stan duchowny i zajął się handlem futrami, kontynuując rodzinną profesję (tym zajmował się jego ojczym). Oprócz znajomości narzeczy indiańskich, niezbędnych przy handlu futrami, potrafił porozumiewać się także w angielskim i w hiszpańskim, zatem był "idealnym" kandydatem na eksploatatora nieznanych ziem na tamtejszych terytoriach.

Ekspedycja, którą kierowali pospołu agent handlu futrami i jezuicki misjonarz dotarła do Mississipi łodziami (płynąc od jeziora Michigan rzeką Illinois, dopływem Mississipi) i dalej popłynęła z nurtem rzeki na południe aż do ujścia rzeki Arkansas. Stało się jasne, że Mississipi nie wpływa do Pacyfiku lecz do Zatoki Meksykańskiej, wobec czego ekspedycja zawróciła, raz z powodu, że już rozpoznała bieg tej rzeki, a dwa, że na południe od ujścia rzeki Arkansas zaczynały się tereny podległe koronie hiszpańskiej i pojawiła się zasadne obawy, że uczestnicy ekspedycji zostaną tam przywitani niekoniecznie życzliwie. Louis Jolliet powrócił do Quebecu, natomiast Jacques Marquette postanowił zatrzymać się w Green Bay wraz z dwoma innymi uczestnikami ekspedycji i tam przezimować, aby wiosną następnego, czyli 1674 roku, wyruszyć ponownie na tereny dzisiejszego Illinois, w celu utworzenia tam placówki misyjnej. W trakcie podróży zatrzymała go wczesna i ostra zima, którą musiał przeczekać na południowym wybrzeżu jeziora Michigan, gdzie przebywał pośród Indian Winnebago, którzy odżywiali się, jako jednym z warzyw, rodzajem cebuli rosnącej na tutejszych bagniskach. W ich narzeczu nazwa tej cebul brzmiała „eschicagou”. Nadgniłe owoce cebuli śmierdziały na całą okolicę, oczywiście  podobną woń czuć było od zjadaczy tychże. Z tego to powodu ową okolicę przezywano określeniem „Przystań Śmierdzieli”. Wiosną 1674 r. Marquette wyruszył w drogę zgodnie z pierwotnym planem, czyli  popłynął rzeką Illinois w kierunku Mississipi. Po przebyciu około 150 km, gdy dotarł do pierwszych osad indiańskich na miejsce, gdzie znajduje się obecnie miejscowość North Utica, rozpoczął działalność misyjną. W jej trakcie zachorował na dyzenterię (czerwonkę), co go zmusiło do udania się w drogę powrotną. Zmarł, przeżywszy niespełna 38 lat, w maju 1675 roku na wschodnim brzegu jeziora Michigan w okolicy dzisiejszego miasta Ludington (stan Michigan). Do jeziora wpada tam nieduża rzeka, ktorą na jego cześć  nazwano Pere Marquette River. Dwa lata później szczątki Ojca Marquette zostały przeniesione i pochowane na terenie jednej z pierwszych założonych przez niego misji pod wezwaniem św. Ignacego (Loyoli), w północnym Michigan w miejscowości Saint-Ignace. (https://www.britannica.com/place/Saint-Ignace).
Ojciec Marquette był pierwszym nie autochtonicznym przybyszem, który przebywał w miejscu dzisiejszej metropolii chicagowskiej, chociaż rozmaite źródła podają, że tym właściwym pionierem, czyli nie indiańskim mieszkańcem miejsca, na którym wyrosło Chicago, był ktoś zupełnie inny, a mianowicie czarnoskóry imigrant z Haiti, niejaki Jean Baptiste Point Desaible (także np. De Sable, Du Sable, albo jakoś podobnie), który ożeniwszy się z Indianką z lokalnego szczepu, założył następnie faktorię handlu skórami bobrowymi. Ale działo się to ponad sto lat po kilkumiesięcznym pobycie Ojca Marquette’a, bo dopiero w latach 1779-1818. Jak z tego wynika, to własnie on był osadnikiem z prawdziwego zdarzenia, gdyż mieszkał w tamtym rejonie całkiem sporo czasu. Niemniej jednak wypada uznać, że formalnie pierwszym nie indiańskim mieszkańcem Przystani Śmierdzieli był wspomniany francuski jezuita, który przezimował w niej wraz z dwoma swoimi pomocnikami, których personaliów nie znamy.

Natomiast pierwszym Polakiem, mieszkańcem o którym zachowało się świadectwo, że dotarł tu w 1837 roku, a więc w dacie formalnego założenia miasta Chicago, był uchodźca po Powstaniu Listopadowym kapitan Jan (John)Napieralski.

Natomiast znacznie wcześniej na terenach stanu Illinois, w dzisiejszym mieście Danville, czyli troche  na południe od Chicago, osiedlił się Józef Sadowski o którym, podobnie jak o Janie Napieralskim, niczego bliższego nie wiemy.

Dalsze dzieje miasta Chicago, włącznie ze skutkami tragicznego pożaru w październiku 1871 roku, są dokładnie i w wielu miejscach opisane, zatem ja już nie chcę i nie muszę odkrywać tej Ameryki.

 

 

 



tagi: chicago 

stanislaw-orda
5 listopada 2018 23:35
2     774    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
stanislaw-orda @stanislaw-orda
6 listopada 2018 12:28

Taka  drobna ciekawostka - przerywnik przed znacznie obszerniejszym tekstem z okazji rocznicy  stulecia, wiadomo czego. 

zaloguj się by móc komentować

Brzoza @stanislaw-orda 6 listopada 2018 12:28
6 listopada 2018 16:01

Śmierdzieli rzecz jasna :)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować