-

stanislaw-orda : unukalhai (unuk.al.hayah@gmail.com). Bawię się z losem w chowanego

Sąsiedzi Benesza

W związku z szalonym odzewem na mój ostatni tekst na „SN” (zero komentarzy) postanowiłem jeszcze trochę podrążyć temat prezydenta Benesza oraz jego sąsiadów.
http://stanislaw-orda.szkolanawigatorow.pl/dobry-sasiad-benesz
Zamieszczam obszerne fragmenty wspomnień bezpośrednich świadków relacji czechosłowacko-polskich w 1938 r., czyli zajęcia Zaolzia w kontekście monachijskiego „paktu czterech” , na mocy którego Czechosłowacja została oddana w pacht III Rzeszy Niemieckiej. Wspomnienia ukazały się w 1962 roku na łamach polskiego tygodnika wydawanego w Londynie („Wiadomości”). Najpierw wspomnienie polskiego posła (ambasadora) w Pradze czeskiej , Kazimierza Papée [Kronika kilku dni”; „Wiadomości”, Nr 834 z 1962 r.], po nim odpowiedź Juraja Slavika, posła czechosło-
wackiego w Warszawie [„Wiadomości” , Nr 836 z 1962 r.], i na koniec krótka polemika z posłem Papée nadesłana do redakcji tej gazety przez płk dypl. Tadeusza Machalskiego [„Wiadomości”, Nr 837 z 1962 r.].
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_Pap%C3%A9e
https://pl.wikipedia.org/wiki/Juraj_Sl%C3%A1vik
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Machalski_(1893%E2%80%931983)

Sprawa o tyle jest godna uwagi, że aktualnie kwestie naszych stosunków z Czechosłowacją przed wybuchem II wojny, zostały przywołane przez prezydenta Federacji Rosyjskiej. Polskie ofiary reform edukacji nie znają kompletnie tych wydarzeń i są bez reszty skazane na propagandową młóckę środków masowego rażenia. A przecież prezydent FR powtórzył tylko opinię Juraja Slavika, zapewne korzystając z niewydanej w Polsce publikacji tego posła pt. Moja pamät’ – živá kniha”; które ogłosiło (emigracyjne) pismo słowackie „New Yorsky Dennik" w 1955 r., a z której fragment został zamieszczony w "Wiadomościach".

Jak zazwyczaj, zaznaczyłem jako (…) pominięcia fragmentów w tekście oryginalnym, w nawiasach kwadratowych [abc] umieściłem własne dopiski oraz uzupełnienia, jak  również poprawiłem w kilku miejscach stylistykę, zwłaszcza w tekście posła czechosłowackiego, który chociaż znał język polski, to  uznałem że warto wygładzić co bardziej rażące zgrzyty. Podałem również linki przy niektórych nazwach lub nazwiskach mniej znanych postaci.

Kazimierz Papée :

27 września 1938 r. wręczyłem czechosłowackiemu ministrowi spraw zagranicznych Krofcie naszą drugą notę dotyczącą tej części Śląska Cieszyńskiego, którą układem obu Rad Narodowych z 1919 r. przyznano Polsce, a którą potem zajęli Czesi. https://en.wikipedia.org/wiki/Kamil_Krofta  Nota żądała plebiscytu i ustąpienia z zamieszkałych przez Polaków terenów, analogicznie do tego na co się Czesi zgodzili w stosunku do mniejszości niemieckiej.

Dochodziła 9-a wieczór, i Krofta, sympatyczny starszy pan, wydawał się bardzo zmęczony. Ogromny pałac Czerminów, siedziba czechosłowackiego ministerstwa spraw zagranicznych, był mroczny i pusty, tylko na piętrze, gdzie znajdowały się biura departamentu politycznego, panował niezwykły ruch. Rozmowa, prowadzona jak zwykle między nami po polsku i po czesku, z wstawkami francuskimi gdy chodziło o precyzję, była krótka: z mojej strony apel, by nie zwlekano z załatwieniem sprawy mniejszości polskiej, gdy sprawa mniejszości niemiec-kiej była już tak daleko posunięta; z jego - obietnica przestudiowania noty i udzielenia odpowiedzi w możliwie najszybszym czasie. Rozmowa w spokojnym tonie, bez akcentów dramatycznych, trwała niecałe 20 minut. Równocześnie wręczyłem odpowiedź prezydenta Mościckiego na list prezydenta Benesza z 22 września. Wracając do naszego poselstwa w pałacu Fürstenbergów u stop Hradu, myślałem że pośpiech jest teraz sprawą zasadniczą.

Głównym zadaniem posła polskiego było obecnie przyśpieszyć decyzję czeską, starać się wyłączyć sprawę Śląska Cieszyńskiego z targów międzynarodowych i przede wszystkim dążyć do załatwienia sprawy „à l’amiable”. Ale Czesi się nie śpieszyli. Następny dzień 28 września zszedł na wyczekiwaniu odpowiedzi na naszą notę. Telefony i kontakty osobiste przez sekretarzy nie zapowiadały rychłej odpowiedzi. Był wieczór i siedziałem w swoim gabi-necie, pięknej bibliotece Fürstenbergów.  Na kominku palił się ogień, bo już zaczynało być chłodno. Koło 7-ej wieczór zameldowano mi niezapowiedzianych gości: posłów słowackich do sejmu praskiego, Sidora i ks. Tiso.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Karol_Sidor
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jozef_Tiso

Z posłem Sidorem widywałem się często, podtrzymując przez niego swoją łączność z katolickim stronnictwem hlinkowów, [ks. Andrej Hlinka] właściwych przedstawicieli ziemi słowackiej. Łączyła nas już pewna zażyłość, która potem w czasie długich lat pobytu mego w Città del Vaticano zamieniła się w przyjaźń. Ceniłem jego patriotyzm, lojalność, energię, trzeźwy chłopski rozsądek. W krytycznych miesiącach przed wrześniem 1938 omówiliśmy gruntownie wszystkie możliwe do przyjęcia dla Słowaków formy życia państwowego: autonomię w ramach republiki czechosłowackiej, federację z Czechami, federację z Polską, federację z Polską i Węgrami. W miarę jak sytuacja państwa Benesza się pogarszała, a on nic Słowakom nie miał do powiedzenia, ich program emancypacyjny robił postępy, a tendencje odśrodkowe rosły. Sidor i jego grupa byli za unią czy też federacją z Polską,  inni oglądali się na Węgry, jeszcze inni wierzyli tylko w Niemcy i głosili program schronienia się pod skrzydła Trzeciej Rzeszy.

Ostatnia moja rozmowa z Sidorem odbyła się 10 dni przed jego niespodziewaną wizytą. Zastanawialiśmy się wtedy nad potrzebą oświadczenia czy proklamacji słowackiej, gdyby rozkład wewnętrzny Czechosłowacji szedł nadal w takim tempie. Ja nastawałem na konieczność utworzenia „d’une transversale de sécurite”, obejmującej m.in. Polskę, Słowację i Węgry, gdyż stawało się coraz jaśniejsze że bez tego nie da się zatrzymać impetu niemieckiego w Europie środkowej. Oczywiście także i Rumunia wchodziłaby w rachubę. Sprawa naszych słusznych rewindykacji na Śląsku Cieszyń- skim była w tym świetle tylko częścią zagadnienia, które należało rozwiązać równocześnie w jego całości: można i trzeba było sięgnąć głębiej, gdyż opanowanie Czech i Moraw przez Niemców nie zostawiałoby nam wyboru. Od czasu owej rozmowy nie miałem od Sidora wiadomości.

Ks. Tiso, który później tak tragicznie skończył, znałem dość mało, spotkaliśmy się dwa czy trzy razy i nigdy przedtem u mnie nie był. Toteż nie bez uczucia ciekawości czekałem teraz na ich wejście.  Byli podnieceni, a przy tym jak gdyby uroczyści. Bez dłuższych wstępów Sidor wyjął z kieszeni arkusz papieru i podał mi go, mówiąc że jest to oświadczenie stronnictwa ludowego (hlinkowców) w sprawie przyszłości państwowej Słowacji. Rzuciłem okiem na tekst, potem przeczytałem go uważnie: była to deklaracja unii z Polską w ramach państwa dualistycz-nego, albo unii z Polską i Węgrami w ramach państwa trialistycznego, gdyby taki związek dochodził do skutku. Muszę przyznać że ogarnęło mnie pewne wzruszenie. Dokument był dużej wagi i w całym słowa znaczeniu kompromitujący dla posłów sejmu czechosłowackiego. Było aktem wielkiej odwagi i patriotyzmu przyjść z nim w tych czasach do poselstwa polskiego, które znajdowało się pod nieustanną obserwacją. A poza tym zawierał tak doniosłą decyzję!

Podziękowałem więc moim gościom za zaufanie.

- Moje stanowisko w tej ważnej sprawie jest panom znane, nie jest ono oczywiście miarodajne, ale jeżeli zostawi-cie mi swoją deklarację, poślę ją specjalnym kurierem do Warszawy. Lekkie wahanie odbiło się na twarzach moich gości. Było jasne i dla nich że nic innego powiedzieć im nie mogłem, a jednak składali w tej chwili swoje losy w obce ręce. Przerwał milczenie Sidor:

- Mamy tu jeszcze jedną kopię, której lepiej nie mieć przy sobie gdy będziemy wychodzić z tego domu, a oryginał pójdzie do Warszawy. Co z nią zrobić?

Wstałem, wziąłem leżącą przed Sidorem kopię i podszedłem z nią do kominka. Sidor wstał także i w chwili gdy wrzucałem kopię w ogień, podał mi oryginał. Posłałem go do Warszawy samolotem przez sekretarza Jerzego Szczeniowskiego, równocześnie z odpowiedzią Krofty na naszą notę z 27-go. Podkreśliłem w swoim raporcie wagę i wewnętrzne powiązanie obu spraw: cieszyńskiej i słowackiej. Na mój raport w sprawie słowackiej nigdy nie dostałem odpowiedzi.

Ale nie uprzedzajmy wypadków. Po tym pamiętnym dla mnie 28 września nadszedł 29-y, a na notę w sprawie cieszyńskiej Czesi wciąż nie odpowiadali. 29 września był dniem Monachium. Pakt czterech, którego tak zawsze obawialiśmy się, stał się rzeczywistością na naszych oczach, świeżo utworzony areopag czterech wielkich mocarstw przystępował do rewizji granic Czechosłowacji. Czy tylko Czechosłowacji ? Słusznie powiedział mi w marcu 1943 nuncjusz przy rządzie polskim msgr Cortesi [abp Filippe Cortesi]:

- Polski nie było w Monachium właśnie dlatego, że w Rzymie wiedziano iż będzie się ona sprzeciwiała rozbrojeniu Czech od północy. A że gdy Czechy się rozpadły, Polska nie chciała by Zaolzie dostało się w orbitę wpływów niemieckich, to było jej słuszne prawo. Należało się śpieszyć z wyłączeniem sprawy Zaolzia z targu monachij-skiego i z dwustronnym jej załatwieniem, choćby w ostatniej chwili.

Nie mogąc uzyskać rano 29 września widzenia się z Kroftą, udałem się do szefa gabinetu cywilnego prezydenta Benesza, ministra Smutnego [Jaromír Smutný] i w dłuższej rozmowie starałem się go nakłonić aby wpłynął na swego szefa w kierunku szybkiego i polubownego zaspokojenia naszych żądań. Smutny wahał się, przyznawał słuszność pewnym moim argumentom, wreszcie poradził abym się udał do podsekretarza stanu Krny [Dalibor Milos Krno?]. Ten dał mi wprost do zrozumienia,  że wszystko zależy od Prezydenta. Wobec tego wyraziłem chęć natychmiastowego zobaczenia się z Beneszem, w czym Krno obiecał dopomóc. Rzeczywiście, koło 3-ej pp. Dostałem telefon, zapraszający mnie na godzinę 5-ą pp. na Hrad. Rozmowa trwała półtorej godziny. Starałem się przekonać Benesza że w imię dobrych przyszłych stosunków obu narodów, konieczne jest nie zwlekać z odpo- wiedzią i nadać jej charakter dobrowolnego, szybkiego naprawienia krzywdy wyrządzonej Polsce w latach 1919 - 1920, a nade wszystko osiągnąć porozumienie bezpośrednio, bez udawania się przed trybunał mocarstw monachij-skich. Wydawało się że Benesz jest pod wrażeniem tych argumentów; pożegnał mnie zapewnieniem że rozumie nasze stanowisko i że możemy mieć do niego zaufanie. Mimo to ani wieczór 29 września, ani ranek 30-go nie przyniosły odpowiedzi na naszą notę.

A tymczasem w Monachium cztery mocarstwa zrobiły swoje.

29 września pracowałem do późna w noc, pilnując także pakowania poselstwa i moich rzeczy, bo instrukcja ministra Becka przewidywała że w razie oporu zbrojnego Czechosłowacji i wybuchu wojny z Niemcami mam się trzymać prezydenta i rządu Czechosłowacji i wyjechać z nimi do kwatery głównej. Było to logiczną konsekwencją tezy że w razie wojny, nie możemy, jako sprzymierzeńcy Francji, znaleźć się w jednym obozie z Niemcami. „Ordre de bataille” armii czechosłowackiej przewidywał przeniesienie kwatery głównej na Słowaczyznę. Osobiście nie wierzyłem w opór zbrojny armii czechosłowackiej; wszystko co mnie ze sztabu praskiego docho-dziło, potwierdzało moją tezę że Czechosłowacja, opuszczona przez sprzymierzeńców, bronić się nie będzie. W tym też duchu informowałem Warszawę. Ale instrukcja była wyraźna.
(…)
Kilka minut po 5-ej pilny telefon z poselstwa niemieckiego. Przy telefonie charge d’affaires Hencke [Andor Hencke, konsul, niemiecki w Pradze].
(…)

- Hallo Hencke, was ist los (Hallo, co się dzieje) ? Odpowiedź pada w tonie niezwykle oficjalnym jak na godzinę i okoliczności. Hencke informuje mnie że cztery wielkie mocarstwa, zebrawszy się w Monachium, zdecydowały pokojową rewizję granic Czechosłowacji i równocześnie zastrzegły sobie decyzję w sprawie losów mniejszości węgierskiej i polskiej. Wobec tego trzeba czekać na tę decyzję i wszelka akcja indywidualna Polski czy Węgier, dyplomatyczna czy inna, odpada (eribrigt sich).
(…)

Odpowiedź na naszą notę dalej nie nadchodziła. Dopiero o 1-ej pp. otrzymałem ją od Krofty. Traktowała pobieżnie i nierzeczowo meritum sprawy kładąc nacisk głównie na procedurę. Było jasne że Czechosłowacja Benesza nie tylko nie miała zamiaru załatwić sporu polsko-czeskiego o Śląsk Cieszyński przed wymuszonym w Monachium odstąpieniem ziem sudeckich, ale że ustąpiwszy już Niemcom, próbowała obejść nasze żądania i grała na zwłokę, opierając się na nowym stanie rzeczy i nowych gwarantach.
(…)

Posłałem tę odpowiedź wraz z tekstem oświadczenia Tiso-Sidor samolotem do Warszawy o 1.30 pp. przez specjalnego kuriera. W ciągu popołudnia dostałem zapowiedź nowych instrukcji. Wieczorem koło 10-ej otrzymałem przywieziony samolotem tekst naszej noty i o 11.45 doręczyłem ją Krefcie.Trudno nie pamiętać każdego szczegółu tego spotkania. W Pradze panowało zupełne zaciemnienie. Ulice zawalone były wojskiem. Z trudem i z wielką stratą czasu przebijając się przez maszerujące kolumny, dojechałem do siedziby ministerstwa spraw zagranicznych i wprowadzony zostałem do Krofty. Siedział przy biurku, widocznie wyczerpany ciężkim dniem i przybity. Powstawszy rzekł: - Wiem z czym pan przychodzi.

Notę zawierającą ultimatum przeczytał przy mnie i zapowiedział odpowiedź na jutro. Na tym skończyła się oficjalna część rozmowy. Patrzyłem na niego gdy czytał i zdawało mi się że zdaję sobie dobrze sprawę z uczuć tego szczerego patrioty i znawcy stosunków polsko-czeskich w przebiegu dziejów. Podniósłszy się, Krofta zaczął mówić o nowym ciosie zadanym ciężko rannemu. Odpowiedziałem:

- Zna mnie pan od dwóch lat i wiem że pamięta pan co przez ten czas stale powtarzałem; w ciągu ostatnich 48 godzin, w poczuciu swego obowiązku, zrobiłem wszystko by wytłumaczyć i przekonać. Teraz już niestety nic nie mam do dodania.

Tej noty, która była konsekwencją obrotu, jaki sprawy wzięły w Monachium nie mogli nam darować wszyscy właściwi winowajcy upadku Czechosłowacji: ci, co zdradzili i opuścili swego sprzymierzeńca ze strachu przed silniejszym przeciwnikiem, ale z faryzejskim oburzeniem próbowali przejść do porządku nad prawami słabszego, choć te były pod względem moralnym, prawnym i politycznym niewątpliwe i nic nie miały wspólnego z zabor-czością Trzeciej Rzeszy, przez nich juz zaspokojoną.

Wróciłem do poselstwa i wysłałem szyfr. (…). Na tym kończył się ten ciężki dzień 30 września.

Rankiem 1 października wszyscy nerwowo patrzyli na wskazówki zegara i nasłuchiwali czy nie zadzwoni telefon. I zadzwonił. Sztab czechosłowacki prosił attaché wojskowego poselstwa, płk Bronisława Nöela, by zechciał przyjechać: tam uprzedzono go że Czesi przyjmą nasze żądania,  ale na pewno nie będą mogli dotrzymać wyzna-czonego terminu. Rzeczywiście, o 11:20 zadzwonił  do mnie dyrektor departamentu politycznego Czermak [Jan Čermák], prosząc o przedłużenie terminu o godzinę (tj. z 12:00 na 13:00). Warszawa się zgodziła. O 11:45 zadzwonił z kolei pomocnik i zastępca Krofty, Krno [Dalibor Miloš Krno], by donieść oficjalnie że rząd czecho-słowacki przyjmuje propozycje naszej ultymatywnej noty z dnia poprzedniego i prosić mnie bym za pół godziny przyje- chał do pałacu Czerninów. Tam o 12:30 wręczono mi notę zawierającą zgodę na nasze żądania z datą 1 października 1938, podpisana przez ministra Kroftę.
(…)

Dziś o tych sprawach pisać jest o wiele łatwiej gdyż rozporządzamy ogromną ilością dokumentów i pamiętników. Wśród dokumentów, na pierwszy plan wybija się oficjalne wydawnictwo brytyjskie „The Aftermath of Munich”  (Londyn 1951). Pamiętniki te obejmują długą serię od Churchilla aż po Kirkpatricka [James Jackson Kilpatrick].
(…)

Zatrzymuję się na głosach obcych, bo w sprawach tak bardzo własnych bezpieczniej jest nie ufać własnemu spojrzeniu. Przede wszystkim jasne jest że Czechosłowacja, opuszczona przez wszystkich sprzymierzeńców, Francję Daladiera [Édouard Daladier] i Rosję sowiecką, sama bronić się nie chciała.
(…)

Churchill stwierdza w swoich pamiętnikach, że nigdy nie rozumiał gotowości Benesza do poddania się, bo przecież gdyby Czechosłowacja oparła się Hitlerowi zbrojnie, Francja, a za nią Wielka Brytania musiałyby pospieszyć jej z pomocą. Wiemy także że Polska, która nie miała przymierza z Czechosłowacją Benesza, miała przymierze z Francją i że tego przymierza była gotowa dochować. Wiemy że Polska w razie wojny nie znalazła by się po stronie Niemiec, ale po stronie swojej sojuszniczki Francji, czyli tym samym po stronie Czechosłowacji. Nie ma co do tego wątpliwości historiografia (Roos).
https://de.wikipedia.org/wiki/Hans_Roos_(Historiker)

(...)

Po Monachium natomiast, po złożeniu Czechosłowacji przez samozwańczy areopag czterech mocarstw na ołtarzu „pokoju” , Polska działała wobec czechosłowackiej masy upadłościowej samodzielnie, bez porozumienia z Niem-cami i w ostatniej fazie przeciw nim, wyrywając Zaolzie, do którego miała wszelkie prawa, ze szponów Hitlera. A że to stwierdzenie jest zgodne z prawdą, dowodzą losy Węgier i ich mniejszości na Słowacji, o której 1 listopada 1938 r. w Wiedniu nie decydowali już przedstawiciele czterech mocarstw monachijskich, jak było zastrzeżone w sławetnym protokóle, ale we dwójkę: Hitler i Ciano. A tego właśnie myśmy się obawiali. Były poseł belgijski w Warszawie Paternotte [Alexandre Paternotte de la Vaillée], późniejszy ambasador Belgii przy Watykanie, mówił mi w marcu 1949 r. w Rzymie:

- Sprawa była jasna, gdyby powiaty cieszyński i karwiński nie zostały odstąpione Polsce, zajęliby je oczywiście Niemcy.
(…)

Czy byliśmy na to za słabi, czy tez mieliśmy za słabych partnerów? Na Węgrzech minister Kanya [Kálmán Kánya], stary wychowanek Ballplatzu https://en.m.wikipedia.org/wiki/Ballhausplatz
był uosobieniem niezdecydowania, w Rumunii minister Petrescu-Comnene nie chciał zmienionej sytuacji zrozumieć. https://en.wikipedia.org/wiki/Nicolae_Petrescu-Comnen

Minister Beck, po rozmowach w Gałaczu, napisał o nim że „niczego w ogóle nie rozumiał”.

Chwila właściwą dla realizacji były dni bezpośrednio po Monachium. Słowacy zrobili swoje i czekali. Goering dziwił się później, że na tym odcinku Polska i Węgry tak łatwo pogodziły się z decyzjami monachijskimi. Ale juz w dwa tygodnie później, gdy Daranyi [Kálmán Darányi - ówczesny premier Węgier] spróbował mówić z Hitlerem o Słowacji, usłyszał od niego wyraźnie i szczere:
Moment został przegapiony (Der Zeitpunkt ist verpasst).

===========================================================================

JURAJ SLAVIK:

Od 1936 r. byłem posłem czechosłowackim w Warszawie. Powierzono mi misję doprowadzenia do porozumienia z Polską, ale i sam osobiście szczerze do tego dążyłem. Dzieje tego zadania opisałem po słowacku we wspomnie-niach p.t. . "Moja pamięć - żywa księga".
(…)

Pan minister Papée przed swym wyjazdem do Pragi w styczniu 1937 odwiedził mnie w Warszawie. Swoim sposobem wysłowienia, powolnym i rozważnym, zrobił na mnie wrażenie człowieka bardzo ostrożnego, który wykonuje swoje zadanie ściśle według otrzymanych dyrektyw swojego ministra bez żadnej własnej inicjatywy.

W swoich wspomnieniach dałem wyraz przekonaniu, że pani Papée wyjeżdża do Pragi rzeczywiście z dobrymi zamiarami i będzie w dziedzinie kulturalnej bardziej aktywnym czynnikiem niż jej małżonek w dziedzinie politycznej. Pani Papée zna przecież dobrze Czechy - jako skrzypaczka, po ukończeniu konserwatorium krakowskiego, odbyła studia u mistrza Sevcika.
https://www.rmfclassic.pl/encyklopedia/sevcik-otakar.html

[Pani Papée - Leonia Hubal Dobrzańska (1894-1961), córka Henryka i Marii z hr. Lubienieckich, która nosiła imię po swoim pradziadku, znanym pamiętnikarzu hr. Leonie Potockim. Jej bratem był mjr Henryk Dobrzański ps. Hubal. Synem Kazimierza i Leonii był Henryk - klimatolog]

Niemniej przeto sądziłem że p. minister Papée będzie się starał wyrównać istniejące rozdźwięki polsko-czechosło-wackie i doprowadzić do porozumienia oraz współpracy. W polskiej prasie te nadzieje wypowiedział jedynie Wojciech Korfanty w katowickiej "Polonii". Niestety, muszę stwierdzić że poselstwo polskie w Pradze podczas urzędowania p. ministra Papée mało się przyczyniło do zasadniczego poprawienia stosunków czechosłowacko- polskich. Jestem zdania że „Kartki z pamiętnika" dowodzą, iż to moje twierdzenie jest więcej niż uprawnione. Za ten stan rzeczy nie przypisuję winy tylko lub przede wszystkim p. ministrowi Papée. Pan minister ściśle wykony-wał rozkazy swego urzędu.

Myślę że p. minister Papée, mówiąc o listach prezydenta Benesza i prezydenta Mościckiego z 22 1 27 września 1938, ułatwiłby zrozumienie zagadnienia, gdyby przytoczył ich treść zasadniczą. A skoro listy te są krótkie, uczynię to za niego.

I tak w liście z 22 września 1938 do prezydenta Mościckiego, prezydent Benesz podejmuje inicjatywę stworzenia przyjacielskich stosunków między Polską i Czechosłowacją:
Proponuję zatem Waszej Ekselencji w imieniu państwa czechosłowackiego otwarte i przyjacielskie wyjaśnienie oraz rozstrzygnięcie naszych różnic dotyczących obywateli polskich w Czechosłowacji. Gotów jestem zagadnienie to rozstrzygnąć na zasadzie zmiany granic. Porozumienie byłoby logicznym następstwem takiego układu jeżeli dojdziemy do porozumienia - a jestem przeświadczony że jest to możliwe - traktowałbym to jako początek nowej ery w stosunkach między naszymi dwoma krajami.”

"W zgodzie z właściwymi ministrami przedstawiam tę propozycję poufnie, ale równocześnie osobiście, w celu nadania jej charakteru pewnego zobowiązania. W ten sposób chciałbym to zagadnienie uczynić zagadnieniem wyłącznie między naszymi państwami.”

Znając drażliwość naszych wzajemnych stosunków i będąc świadomy, jak było zawsze ciężko zmienić je na lepsze w czasach normalnych, środkami dyplomatycznymi lub politycznymi, próbuję skorzystać z aktualnego kryzysu, aby za jednym zamachem stworzyć nową atmosferę. Czynię to zupełnie szczerze. Jestem przeświadczony że przyszłość naszych państw i przyszła współpraca między nami będą w ten sposób ostatecznie zabezpieczone".

W odpowiedzi na list prezydenta Benesza, prezydent Mościcki w liście z 27 września 1938 r. oświad- czył że poddał jego wnioski „najściślejszemu zbadaniu", dodając iż podziela całkowicie pogląd „że stosunki między naszymi krajami mogłyby ulec poprawie tylko wówczas gdyby osiągnięto poważne decyzje".

Jestem tego samego zdania, że w pierwszym szeregu zagadnień obecnej doby znajduje się stanow- cza decyzja dotycząca sporów terytorialnych, które bez mała dwadzieścia lat uniemożliwiały polep- szenie atmosfery między naszymi państwami. Przekazując swemu rządowi propozycję Waszej Ekscelencji , jestem przeświadczony że można w krótkim czasie opracować projekt porozumienia, które by odpowiadało wymaganiom dzisiejszej poważnej sytuacji".

Kiedy doręczałem list prezydenta Benesza prezydentowi Mościckiemu, byłem przekonany że będzie on zrozu-miany w taki sposób jak był pomyślany i że się doczekam dla naszych krajów braterskiego stosunku, który może powstanie z wielkiego cierpienia mojego narodu. Dosłownie tak powiedziałem prezydentowi Mościckiemu.

W odpowiedzi czeskiego ministerstwa spraw zagranicznych, złożonej przez ministra Kroftę posłowi Papée na jego notę z 21 września 1938 r., było zaznaczenie, że „rząd czechosłowacki gotów jest niezwłocznie rozpocząć przyja-cielskie rokowania z rządem polskim we wszystkich sprawach, aby doprowadzić do prawdziwego porozumienia między Polską a Czechosłowacją.”
Minister Krofta ustnie dodał:
„Pan minister Papée ponownie przypomniał że gest ze strony czechosłowackiej mógłby w dużej mierze przyczynić się do załatwienia sprawy. Pan prezydent Benesz posyła więc za pośrednictwem p. Slavika p. prezydentowi Rzecz-pospolitej Polskiej osobisty list , który uzupełnia nasza notę z dnia dzisiejszego i obejmuje zasadę zmiany granicy. W ten sposób gest będzie dokonany uroczyściej niż zwykłą notą dyplomatyczną. Dla przyszłości wzajemnych stosunków ważne jest aby nie było rekryminacji ze strony Czechosłowacji iż rozstrzygnięcie wymuszono w ciężkiej sytuacji”.

Pan minister Papée zaczyna swoje wspomnienia od noty z 27 września (której nie cytuje). Podaje jednak że żądał przeprowadzenia plebiscytu i ustąpienia "z zamieszkałych przez Polaków terenów analogicznie do tego, na co się Czesi zgodzili gdy chodzi o mniejszość niemiecką”. Kiedy ambasador rumuński Franasovici z polecenia ministra spraw zagranicznych Comnene, którego minister Beck nazwał „un parfait imbecile" i „un faible d'esprit" (p. minister słowa te łagodzi cytując: „niczego w ogóle nie rozumiał") interweniował w Warszawie, aby spór czechosłowacko-polski załatwić polubownie, p. minister Arciszewski [Mirosław Arciszewski, wówczas p.o. ministra SZ] powiedział mu że byłoby w interesie sprawy, żeby Czechosłowacja oświadczyła publicznie przez radio o swojej zgodzie na ustąpienie Polsce Śląska Cieszyńskiego. Polska podobno nie żąda niezwłocznego odstąpienia, ale tylko ogłoszenia zaraz tego zobowiązania. Informację tę przekazałem 27 września telegraficznie do Pragi.

Na to otrzymałem z Pragi zapytanie, czy ważne jest to co oświadczył Arciszewski, gdyż Papée domaga się niezwłocznego odstąpienia Śląska Cieszyńskiego i żąda odpowiedzi w ciągu dwóch dni. Benesz mówił p. minis-trowi Papée o gotowości oddania Śląska Cieszyńskiego, ale gdyby Czechosłowacja uczyniła to dziś, straciłaby kolej bogumińską, a Niemcy powołaliby się na polski precedens i zażądali zajęcia linii Hitlera [https://www.labiryntarium.pl/opevneni/1709-opevneni.html ]:
Nie możemy zrobić dla Polski tego czego nie chcemy zrobić dla Niemców mimo ich nacisku wojennego... Polsce jesteśmy gotowi zaraz złożyć zasadnicze oświadczenie o decyzji odstąpienia terenu, który przekażemy po załatwie-niu wszystkich szczegółów, przy czym Polska musi uwzględnić nasze żywotne interesy, które są obecnie w grze. W przeciwnym wypadku byłaby zmarnowana podstawa, na której oparłem przyszłe dobre stosunki. Nie byłoby to porozumienie, ale dyktat i przemoc".
Pan minister Papee jednak pisze: „Pośpiech jest teraz sprawą zasadniczą”. Chociaż wiedział albo bodaj wyczu-wał, co się w Monachium działo. Wie o tym przecież teraz gdy pisze swoje „Kartki z pamiętnika". Nie zmienił jednak swego zdania, głosząc że „głównym zadaniem posła polskiego było obecnie przyspieszyć decyzję czeską".

Czechosłowacka odpowiedź na notę polską rzeczywiście się spóźniła i była doręczona dopiero 30 września, gdyż wypadki w Monachium w dniu 29 września wymagały całkowitej uwagi Pragi i zepchnęły zagadnienia Warszawy na drugi plan.

Ale polska polityka zagraniczna nie tylko nie liczyła się z tym co się działo w Monachium, ale na odwrót, monachijskie nieszczęście jeszcze ją podniecało do nieustępliwego działania. Minister Beck w swojej książce „Dernier rapport” (str. 165-167) sam wyjaśnia, że polskie postępowanie było „protestem przeciwko postępowaniu w Monachium", gdyż polska polityka zagraniczna znalazła się w takiej sytuacji, że tereny niemieckie powiększyły się bezpośrednio przy polskiej granicy i w sąsiedztwie Zaolzia, a konferencja czterech mocarstw, naruszając najelementarniejsze zasady niepodległości państw i nietykalności ich ziem, nie wzięła pod uwagę interesów innych państw.

Dlatego też na naradzie na Zamku u prezydenta Mościckiego w obecności marszałka Śmigłego-Rydza, premiera Składkowskiego i wicepremiera Kwiatkowskiego, minister Beck zajął stanowisko, że gen. Bortnowski „na znak protestu przeciwko postępowaniu w Monachium” musi niezwłocznie rozpocząć pochód na Zaolzie. Na tej konfe-rencji wniosek ten ustalono. Uzupełniło go tylko postanowienie o wysłaniu do Pragi ultimatum tego samego dnia przed północą z terminem 12 godzin na odpowiedź, czyli do południa 1 października poseł Papée 30 września o godz. 11.45 w nocy doręczył ultimatum żądając niezwłocz- nego opuszczenia i oddania terenu oznaczonego na mapie w nocie z 27 września, dalszej ewakuacji w ciągu 24 godzin drugiej strefy, oznaczonej na innej mapie oddania reszty powiatów cieszyńskiego i frysztackiego w ciągu 10 dni. To były tylko główne żądania ultimatum, które obejmowało 8 punktów.

Rządy francuski i angielski uważały że żądań tych rząd czechosłowacki nie może przyjąć.

Wobec czego ambasadorowie Nöel i Kennard ponownie interweniowali u Becka 30 września i 1 października, aby Polska odstąpiła od kroków wojennych [Léon Nöel; ambasador francuski. Howard William Kennard; ambasador brytyjski]. Prezydent Roosevelt również wysłał osobistą depeszę do prezydenta Mościckiego.

Nie było to jednak potrzebne: rząd czechosłowacki, który zwrócił się o przedłużenie ultimatum o jedną godzinę, doręczył posłowi Papée odpowiedź o 12:30 w 2 października, zawierającą bezwarunkowe przyjęcie polskich żądań, przy czym odpowiedź określała że wszelkie ustalenia dotyczące obywateli polskich rząd czechosłowacki chciałby szybko rozstrzygnąć w bezpośrednich i przyjaznych rozmowach między oboma rządami.

Jak z tego wynika, niesłuszne i niesprawiedliwe jest twierdzenie ministra Papée, że „Czechosłowacja Benesza nie tylko nie miała zamiaru załatwić sporu czesko-polskiego o Śląsk Cieszyński przed wymuszonym w Monachium odstąpieniem ziem sudeckich, ale że ustąpiwszy już Niemcom , próbowała obejść nasze żądania i grała na zwłokę, opierając się na nowym stanie rzeczy i nowych gwarancjach”.

Nie zamierzam zajmować się szczegółami, które podaje p. minister Papée. O zdarzeniach w trakcie trwania konferencji w Monachium wie niewątpliwie więcej niż ja. W swoich wspomnieniach zaznaczyłem, że po mojej wizycie u prezydenta Mościckiego posunięcia polskie były wykonywane głównie w Pradze przez p. ministra Papée i dowiadywałem się wtedy o nich tylko pośrednio i z różnych źródeł.

W Pradze wiedziano że posłowie ze Słowackiej Partii Ludowej, zwłaszcza Sidor, odwiedzali poselstwo polskie. I ja o tym wiedziałem. Ale ponieważ nie wiedzieliśmy jakie stanowisko podczas tych odwiedzin zajmowali poseł polski oraz Sidor, dlatego w swoich wspomnieniach o tych odwiedzinach nie pisałem. Wspomniałem tylko że rozmawiałem z Sidorem w Tatrach, w czasie Bożego Narodzenia w 1938 r., i w ostry sposób zarzucałem mu zachowanie się w Warszawie. Sidor wówczas - zaznaczam to we wspomnieniach - zmienił front, mówił o Pola-kach nieprzyjaźnie. Przypomniałem mu wówczas jego zagadkowe wizyty u posła Papée. Sidor odpowiedział w sposób zdecydowany że nigdy w rozmo- wach z p. ministrem Papée nie zajął stanowiska antypaństwowego.
Zaznaczył że dobrze wie, jak dyplomaci mogą wyzyskać to, czego im się uda dowiedzieć w drodze poufnej.

Dlatego tym bardziej ważkie jest ujawnienie przez p. ministra Papée - w „Kronice kilku dni" jak Tiso i Sidor wobec przedstawiciela obcego państwa zdradzali Czechosłowację. Pan minister Papée sam przyznaje, że dokument, który mu doręczyli posłowie sejmu czechosłowackiego, był „w całym słowa znaczeniu kompromitujący dla posłów sejmu czechosłowackiego". Czy wobec tego postępowanie posła obcego państwa akredytowanego przy czechosłowackim prezydencie i rządzie było poprawne? Ja nie pozwoliłbym sobie na podobny wyczyn wobec państwa, w którym byłem akredytowany.

Dokument, który Tiso i Sidor doręczyli p. ministrowi Papée, był deklaracją partii ludowej o unii z Polską w „ramach państwa dualistycznego, albo unii z Polską i Węgrami w ramach państwa trialistycznego, gdyby taki związek dochodził do skutku". Deklarację tę p. minister Papée przekazał specjalnym kurierem do Warszawy. Niezmiernie interesujące jest że w „Journal 1933 - 1939" Szembeka [Jan Szembek, wiceminister MSZ], gdzie pod datą 4 października znajduje się wzmianka o rozmowie z Kobylańskim [Tadeusz Mieczysław Kobylański; wówczas v-ce dyr., dep. Polit.-Ekonom. w MSZ] na temat Słowacji, nie ma wzmianki o tej deklaracji. Tak byli w Warszawie przezorni aby nie zdradzić swoich przyjaciół na Słowacji.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Szembek_(dyplomata)

Można się zgodzić z niektórymi poglądami p. ministra Papée. Na przykład że Czechosłowacja powinna była walczyć i nie poddać się dyktatowi Monachium. Ale czy p. minister Papée nie widzi własnej winy w tym, że w Pradze powszechnie wierzono, iż Polska będzie walczyła przeciw Czechosłowacji?

Usiłowałem temu zaprzeczać. Nie wierzono mi . O tym że p. minister Papée dostał instrukcje od ministra Becka, aby na wypadek wybuchu wojny pozostał przy prezydencie Beneszu i udał się z nim do sztabu generalnego, p. minister Papee na pewno nikomu w Pradze nie mówił. A mógł to oświad- czyć chociaż ministrowi Krofcie, który wspomniał o nowym uderzeniu wymierzonym w ciężko rannego. Ten „szczery patriota i znawca stosunków polsko-czeskich w przebiegu dziejów" - powtarzam słowa p. ministra Papée o Krofcie i dziękuję mu za nie - nie byłby wyzyskał tego na szkodę sprawy.

Niezmiernie zainteresował mnie list p. Tadeusza Machalskiego do redaktora „Wiadomości" (nr 837)
[zob. appendix na końcu notki].

W zasadzie zgadzam się z nim i jestem mu wdzięczny za stwierdzenie że „rozwiązania kwestii naszego polskiego bezpieczeństwa nie należało szukać we wspólnym z Hitlerem rozbiorze Czechosłowacji, ale wręcz przeciwnie, podtrzymując Czechosłowację w jej oporze i broniąc jej przed agresją niemiecką”.

W maju 1938 r. bardzo często stykałem się z Nöelem i Kennardem. W moich wspomnieniach nic nie piszę o „zapytaniu rządu francuskiego, co Polska zrobi w wypadku, jeżeli agresja niemiecka w stosunku do Czechosło-wacji spowoduje konflikt zbrojny między Francją i Anglią a Niemcami". Ambasadorowie Nöel i Kennard byli w dniu 4 maja u ministra Becka i według mojej wiedzy nie stawiali tak jednoznacznego pytania. Tak samo minister Beck w tym czasie, według informacji Nöela, nie odpowiedział że „Polska nie jest związana żadnymi zobowiąza- niami w stosunku do Czechosłowacji".

Ale prawdą jest, że ambasador Nöel podaje w książce "L'Agression allemande contre la Pologne"na str. 206: „W swoim czasie, jeden z dzienników angielskich twierdził, że Polska w razie wojny stanie w jednym szeregu ze swoim sprzymierzeńcem, Francją, po stronie czeskiej. Twierdzenie tego dziennika wywołało formalne zaprzeczenie: rząd polski oświadczał, że nie zawarł żadnego układu wzajemnej pomocy z Czechosłowacją i podkreślał swoją wrogość (hostilité). Zaczęto się zastanawiać czy ta sprzeczna informacja nie została podsunięta dziennikowi angielskiemu, ażeby dać powód do takiego określenia stanowiska [polskiego]".

Ale charakterystyczne jest że Nöel w swej książce twierdzi (str. 216- 217): „Istotnie, stan rzeczy był taki: trzeba było się obawiać że w razie wybuchu wojny, Polska będzie walczyła u boku Niemiec, ponieważ, jak wyrażała jasno swój zamiar, opierać się będzie siłą rosyjskiej Interwencji zbrojnej na rzecz Czechosłowacji, co więcej, że w razie jakiegokolwiek zajścia granicznego, sama zaatakuje Czechosłowację do czego, było to jasne, przygotowywała się. Będzie zatem [Polska] wmieszana w konflikt przeciw sprzymierzeńcom Francji, podczas kiedy Francja będzie wciągnięta w walkę śmiertelną z Niemcami, popierając Czechosłowację".

Co do drugiego faktu, wspomnianego przez p. Machalskiego o demarkacyjnej linii polskiej i niemiec- kiej strefy interesów w Czechosłowacji, o co prowadził rokowania p. ambasador Lipski [Józef Lipski] z sekretarzem stanu Hitlera Weizsäckerem - to, według raportów tego ostatniego z 27 września 1938 (zawartych w: „Documents on German Foreign Policy. 1918 – 1945”, Series D, Volume II):
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ernst_von_Weizs%C3%A4cker

29 września ministerstwo spraw zagranicznych w Berlinie depeszowało do swej ambasady w Warszawie, że na mapie, którą ambasador Lipski pokazał sekretarzowi stanu przy rozmowie, były dwie linie: jedna która była przeznaczona na wypadek pokojowej okupacji, a druga, która wyznaczała polską sferę zainteresowań dalej na zachód. Łatwo się porozumieli, przyjmując linię wyznaczoną na wypadek akcji nieprzyjacielskiej .”

Interesujące, że von Moltke [Hans-Adolf Helmuth Ludwig Erdmann Waldemar von Moltke] podawał ponownie do Berlina informację o postawie Polski, która zostanie neutralna w początkowej fazie niemiecko-czeskiego konfliktu. Polska będzie usiłowała zabezpieczyć neutralny kordon państw bałtyckich. Polska nie tylko jest przeciw temu, aby sowiecka armia przeszła przez polskie ziemie, ale okaże daleko idącą pomoc Rumunii po to by uniemożliwić przejście tej armii przez Rumunię.

Beck w rozmowie 1 października wyraził von Moltkemu „prawdziwą wdzięczność za lojalne postępowanie, jakie podczas konferencji monachijskiej okazano Polsce, i za szczerość jaką Polska odczuwała ze strony Niemiec podczas czeskiego konfliktu. Zachowanie się Führera i kanclerza było w pełni uznane przez polski rząd i społeczeństwo" (raport z 1 października 1938). Lipski, na polecenie Becka, wyraził takie same uznanie w Berlinie.

APPENDIX
List autorstwa płk dypl. WP Tadeusza Machalskiego (1893 Wiedeń - 1983; Londyn) do redakcji „Wiadomości”.

Oto treść tej korespondencji:

Ambasador Papée pisze w swojej „Kronice kilku dni(…) :
Wiemy także że Polska, która nie miała przymierza z Czechosłowacją Benesza, miała przymierze z Francją i że tego przymierza była gotowa dochować. Wiemy że Polska w razie wojny nie znalazła by się po stronie Niemiec, ale po stronie swojej sojuszniczki Francji, czyli tym samym po stronie Czechosłowacji.

Te dwa zdania stanowią prawdziwą rewelację , ponieważ są w rażącej sprzeczności z powszechnie znanymi faktami.

Fakt pierwszy. W maju 1938 rząd francuski zawiadomił oficjalnie rząd polski, że wprawdzie wspólnie z rządem brytyjskim będzie nalegał na rząd czechosłowacki, by w sposób sprawiedliwy załatwił sprawę mniejszości niemieckich w granicach państwa czechosłowackiego, w razie jednak pogwałcenia suwerenności Czechosłowacji zdecydowany jest wystąpić zbrojnie w obronie swojej sojuszniczki , przy czym rząd francuski pytał: „co Polska zrobi w przypadku, jeżeli agresja niemiecka w stosunku do Czechosłowacji spowoduje konflikt zbrojny między Francją i Anglia a Niemcami? [wytłuszczenie moje  -  S.O.]

Pytanie było jasne. Nie mniej jasna była odpowiedź Becka, który ograniczył się do szorstkiego stwierdzenia, ze Polska nie jest związana żadnymi zobowiązaniami stosunku do Czechosłowacji.

Jak to pogodzić z twierdzeniem ambasadora Papée że Polska „była gotowa dochować swego przymierza z Francją?”

Fakt drugi. W okresie przedmonachijskim ustalał w niemieckim ministerstwie spraw zagranicznych w Berlinie linię demarkacyjną , która miała rozgraniczać polska i nieniecką strefę interesów w Czecho- słowacji. Wynika z tego że Polska przygotowywała się do wspólnej akcji z Hitlerem przeciw Czechosłowacji, a minister Beck dziękował Hitlerowi za jego życzliwe ustosunkowanie się do interesów polskich, co jeszcze bardziej zaprzecza tezie ambasadora Papée.

Znane jest tłumaczenie się Śmigłego-Rydza i Becka że wobec decyzji Hitlera, Polska znalazła się w sytuacji przymusowej, bo gdybyśmy sami nie zajęli Zaolzia, to zająłby je Hitler, a nie mogliśmy dopuścić by Niemcy zawładnęli połączeniem kolejowym, które przez Bogumin i Cieszyn wyprowadzło by ich na południowe stoki Karpat [prawidłowo powinno być: na północne stoki być może to błąd składu w drukarni „Wiadomości”].

Nic bardziej fałszywego niż takie twierdzenie. Rozwiązania kwestii naszego bezpieczeństwa nie należało szukać we wspólnym z Hitlerem rozbiorze Czechosłowacji, ale wręcz przeciwnie, podtrzymując Czechosłowacje w jej oporze i broniąc jej przed agresją niemiecką.

=======================================================================

Dla zainteresowanych tematem więcej szczegółów np. pod linkiem:

http://rcin.org.pl/Content/52305/WA303_71681_A453-SzDZ-R-49-2_Kaminski.pdf



tagi: zaolzie 1938 

stanislaw-orda
25 stycznia 2020 13:31
31     4999    9 zaloguj sie by polubić
komentarze:
gabriel-maciejewski @stanislaw-orda
25 stycznia 2020 13:54

O tym fundacja narodowa czy jak ona sie tam nazywa powinna zrobić film. No, ale wtedy okazałoby się, że trzeba zapłacić za scenariusz komuś innemu niż kolega Sakiewicza, albo on sam. i kłopot, bo przecież nie można wyrzucać pieniędzy w błoto

zaloguj się by móc komentować

Autobus117 @stanislaw-orda
25 stycznia 2020 14:04

Opublikował Pan tekst o 13:31 :) To symboliczne. Cała "dyplomacja" II RP to totalne nieporozumienie, a raczej porażka. Czesi pewnie wiele wiedzieli, kontakty,wywiad. Z kim mieli współpracować? Z facetami którzy poświęcą naród dla anglikofrancuzów? Hasek to Czech. Oni go czytali my

Wiem , że moje uwagi są wielce amatorskie, ale tak to widzę.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Autobus117 25 stycznia 2020 14:04
25 stycznia 2020 14:45

Cała nie, ale dyplomacja w wykonaniu "piłsudczyków (Beck, Szembek, itp.) to było totalne nieporozumienia sfinalizowane nieszczęściem kraju. Nieudacznik siedział tam na szkodniku i poganiał psuja.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @stanislaw-orda
25 stycznia 2020 15:36

No dobra skoro temat żyje, czemu się wcale nie dziwię bo nie dość że jest fascynujący to jeszcze mało znany, rzućmy okiem na "istotę problemu" czyli o co toczyła się, prócz elementów etnicznych/narodowych, gra w Śląsku Cieszyńskim. Cytuję:

"KOLEJ KOSZYCKO-BOGUMIŃSKA
IV – Kolej Koszycko-Bogumińska

Region Śląska Cieszyńskiego stanowił ważne skrzyżowanie szlaków transportowych położone na granicach kilku krajów. Przez samo miasto Cieszyn przebiegały istotne trasy komunikacyjne, takie jak droga łącząca Wiedeń z Krakowem czy równie ważne połączenie między Śląskiem a Węgrami (Słowacją) prowadzące przez Przełęcz Jabłonkowską. Dobra koniunktura gospodarcza w drugiej połowie XIX wieku oznaczała również intensywny rozwój transportu kolejowego, który miał znaczący wpływ na cały obszar Śląska Cieszyńskiego. Najważniejszą trasą kolejową, która tędy przebiegała, była Kolej Koszycko-Bogumińska (tzw. KBD), łącząca, jak sama nazwa wskazuje, Bogumin i Koszyce. Stanowiła ona również jedno z najważniejszych połączeń zachodniej i wschodniej części Monarchii Habsburgów (od 1867 roku Austro-Węgier) i była pierwszą koleją na Górnych Węgrzech (na Słowacji).

Po zatwierdzeniu ostatecznej postaci KBD w roku 1864 przyznano dwa lata później koncesję na jej budowę konsorcjum przedsiębiorców z belgijską firmą braci Riche z Brukseli i węgierskim kanclerzem Antalem Forgáchem na czele. Właściwe prace budowlane rozpoczęły się jesienią roku 1867 od budowy trasy z Bogumina do Cieszyna. Ten fragment o długości 32 kilometrów został ostatecznie otwarty 5 maja 1869. Po przeniesieniu koncesji na Bank Anglo-Austriacki prace budowlane przyspieszyły. Drugi w kolejności 70-kilometrowy odcinek z Cieszyna do Żyliny wraz z tunelem jabłonkowskim został otwarty 8 stycznia 1870, a budowę całej trasy ukończono 18 marca 1872 w chwili doprowadzenia kolei do Koszyc. Była ona podzielona na część śląską (czy też austriacką) na odcinku od Bogumina do Czadcy (64 km), gdzie realizowana była większość transportu towarowego i osobowego, oraz część węgierską (304,6 km). W ten sposób Kolej Koszycko-Bogumińska stała się ważnym elementem sieci kolejowej Austro-Węgier. Stanowiła ona kontynuację Kolei Północnej doprowadzonej do Bogumina w 1847 roku, dołączały do niej przedsiębiorstwa górnicze i hutnicze oraz stopniowo budowane trasy lokalne Śląska Cieszyńskiego. Kolej ta była prywatna aż do 1921 roku, kiedy to większość jej akcji kupiło państwo czechosłowackie. 

Liczba osób korzystających z kolei szybko rosła – w okresie przed wybuchem I wojny światowej na trasie tej podróżowało około pięciu milionów osób, a stacja kolejowa w Cieszynie była miejscem o największej liczbie podróżnych w skali całej Kolei. Jednakże największe znaczenie miał transport towarowy, zwłaszcza zaś przewóz węgla kamiennego i rud metali.

Pierwotny budynek stacji spółki Kolei Koszycko-Bogumińskiej w lewobrzeżnej części miasta znajdował się na zachód od torowiska, nieopodal drogi jabłonkowskiej, na tzw. Kamieńcu. Do budynku stacji kolejowej w 1873 roku przeniesiono również dyrekcję operacyjną śląskiej części spółki. Po drugiej, wschodniej stronie torowiska w latach 1887-1888 Kolej Północna wybudowała swój własny budynek stacji na potrzeby odcinka trasy z Kojetína do Bielska. Budynek dworca był następnie wykorzystywany przez obie spółki, co spowodowało stworzenie nowego centralnego kompleksu dworcowego. Autorem projektu stacji kolejowej na dworcu w Cieszynie był architekt Anton Dachler. Dworzec cieszyński i wybudowany z podobnego materiału obiekt w Bielsku były jedynymi realizacjami projektów tego architekta. Z punktu widzenia architektury dworzec w Cieszynie należał do grupy reprezentacyjnych stacji kolejowych z ceglanego muru licowego i stanowił dobry przykład budownictwa ostatnich dwudziestu lat XIX wieku na trasie byłej Kolei Północnej.

Znaczenie strategiczne Kolei Koszycko-Bogumińskiej było najbardziej widoczne podczas I wojny światowej, a zwłaszcza po jej zakończeniu, kiedy rozpoczął się trwający dwadzieścia lat spór pomiędzy nowo powstałymi państwami – Czechosłowacją i Polską – o przynależność państwową Śląska Cieszyńskiego. Pozyskanie całej długości trasy stało się jednym z głównych celów obu stron; zwłaszcza dla Czechosłowacji KBD była jedynym kompleksowym połączeniem ziem czeskich ze Słowacją, i stanowiła element kluczowy dla funkcjonowania młodej republiki. Znaczenie dworca potwierdza również fakt, iż niedługo po powstaniu nowego miasta przed ustaleniem jego nazwy urzędowej używano oznaczenia Cieszyn-dworzec (Teschen-Bahnhof).

Budynek dworca stał się miejscem, w którym witano ważne osobistości przyjeżdżające do Cieszyna. Dotyczyło to zwłaszcza lat 1915-1917, kiedy to Cieszyn był siedzibą szabu generalnego armii Austro-Węgier i przebywali tutaj lub zatrzymywali się najwyżsi rangą oficerowie wojskowi i urzędnicy państwowi, nie tylko z Austro-Węgier. Do najważniejszych z nich zaliczyć możemy cesarza Franciszka Józefa I, Karola I Habsburga, niemieckiego cesarza Wilhelma II Hohenzollerna czy bułgarskiego cara Ferdynanda I Koburga.

Dworzec był również świadkiem przyjazdów mniej oficjalnych gości. Na przykład na początku sierpnia 1906 roku do Cieszyna przybył słynny Buffalo Bill ze znanym zespołem Wild West podczas swej podróży po Europie, zaś 24 lutego 1921 miał się tutaj urodzić pisarz Ludwik Aszkenazy, którego małżonka Leonie Mann była córką niemieckiego pisarza Henryka  Manna".

https://openairmuseum.info/img/strony/urbanistyka_kolej/obr.%202.JPG"Kolorowa widokówka przedstawiająca dworzec z czasów Austro-Węgier. (H 17090/2, Zbiory Muzeum Těšínska)"

Zdjęcie i tekst wzięto z:

https://openairmuseum.info/pl/dzialy/Kolej-Koszycko-Boguminska

Jednym słowem było się o co spierać nie tylko w skali mikroetnicznej.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @tomciob 25 stycznia 2020 15:36
25 stycznia 2020 15:40

Bardzo dziękuję za to uzupełnienie

zaloguj się by móc komentować

tomciob @tomciob 25 stycznia 2020 15:36
25 stycznia 2020 15:43

Open Air Muzeum Cieszyn:

"O MUZEUM
Pierwsza transgraniczna ekspozycja muzealna

Cieszyn, miasto z ponad tysiącletnią historią, od 1920 roku podzielony jest na dwie części: polską i czeską. Graniczna rzeka Olza stanowi swoisty symbol współczesnych losów Cieszyna, gdyż jako element wspólny dla obu części miasta, nie tylko dzieli, ale także łączy. I choć od 2007 roku – od czasu wejścia do strefy Schengen – wiele przeszkód natury prawnej i administracyjnej zostało zniesionych, wciąż istnieją bariery mentalne, kulturowe i historyczne, wynikające z wieloletniej izolacji mieszkańców obu stron miasta.

Projekt Open Air Museum Cieszyn. Český Tĕšín miał na celu stworzenie nowej jakości produktu turystycznego opartego na fenomenie miasta podzielonego. Muzeum zostało ulokowane w szczególnym miejscu – na granicy dwóch państw - jak dotąd nie było miejsca, w którym można było zapoznać się z historią podziału miasta. Open Air Museum Cieszyn. Český Tĕšín, ze względu na swój otwarty charakter i wyjątkowe, transgraniczne położenie, ma wartość turystyczną i edukacyjną, powstała też nowa, atrakcyjna przestrzeń do wspólnego spędzania czasu przez mieszkańców obu części miasta oraz turystów.

Oba miasta znów tworzą jedną całość. Od czasu przystąpienia Polski i Czech do strefy Schengen ściśle współpracują na wielu płaszczyznach. Open Air Muzeum Cieszyn. Český Tĕšín jest tego kolejnym dowodem".

Cytat z: https://openairmuseum.info/pl/o-muzeum

zaloguj się by móc komentować


tomciob @tomciob 25 stycznia 2020 15:49
25 stycznia 2020 15:55

http://cieszyn1918.pl/wp-content/uploads/fly-images/518/hero-img-1170x9999.jpeg"Na zdjęciu
Wiec w Cieszynie za przyłączeniem Śląska Cieszyńskiego do Polski,
27 października 1918"

Źródło zdjęcia - www.cieszyn1918.pl

http://cieszyn1918.pl/wystawa/

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @stanislaw-orda
25 stycznia 2020 15:59

Gdy dośc często podrózowałem (służbowo) po południowych rubieżach Śląska (lata 2003-2005), robiłem od czasu do czasu wypad do Cieszyna, aby po czeskiej stronie zaopatrzyć się w piwo. Funkcjonowały tam spore składy - sklepy z asortymentem (piwo butelkowe) dla przyjezdnych - czytaj Polakow,  bo lokalsi pijali wszak piwo beczkowe z kufli, które serwowano u nich w licznych barach.

Razu jednego wszedłem do takiego sklepu (jedyny asortyment - piwo) i zapytałem sprzedawczynię, który rodzaj by poleciła, bo wybór był znaczny. Ona na to, że nienawidzi piwa i piwoszów, bo pracuje tu codziennie przez ileś godzin i nabrała organicznego wstrętu do tego produktu i jego zapachu. Tak więc musiałem wybierać na chybił-trafił. I dopiero z czasem  posiadłem  jakie takie rozeznanie. 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @gabriel-maciejewski 25 stycznia 2020 13:54
25 stycznia 2020 16:04

Przede wszystkim nie pasuje do obecnej "linii politycznej" futrującej nas ckliwo-sentymentalnym patriotyzmem. Że my zawsze byliśmy tacy święci , a wokołonas krązyły wyłącznie  czyhające na naszą zgubę ludojady. Odwoływanie się w obecnej propagandzie  do tradycji w jej wersji  piłsudczykowskiej budzi we mnie odruch wymiotny.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @tomciob 25 stycznia 2020 15:55
25 stycznia 2020 16:11

"Gwiazdka Cieszyńska" - Wikipedia.pl

"Rota – napisany w 1908 r. na Śląsku Cieszyńskim wiersz Marii Konopnickiej, a także pieśń hymniczna. Pierwszy raz Rota została opublikowana w 1908 r. w „Gwiazdce Cieszyńskiej” (nr 90 z 7 listopada). Powstała pod wpływem oburzenia prześladowaniami polskości w zaborze pruskim. W połowie listopada 1908 r. utwór został przedrukowany w krakowskim miesięczniku „Przodownica”." źródło

"Nie rzucim ziemi skąd nasz ród!
Nie damy pogrześć mowy.
Polski my naród, polski lud,
Królewski szczep Piastowy.
Nie damy, by nas zgnębił wróg!
Tak nam dopomóż Bóg!
Tak nam dopomóż Bóg!

Do krwi ostatniej kropli z żył
Bronić będziemy ducha,
Aż się rozpadnie w proch i w pył
Krzyżacka zawierucha.
Twierdzą nam będzie każdy próg!
Tak nam dopomóż Bóg!
Tak nam dopomóż Bóg!

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz
Ni dzieci nam germanił,
Orężny stanie hufiec nasz,
Duch będzie nam hetmanił.
Pójdziemy, gdy zabrzmi złoty róg!
Tak nam dopomóż Bóg!
Tak nam dopomóż Bóg!

Nie damy miana Polski zgnieść
Nie pójdziem żywo w trumnę
Na Polski imię, na jej cześć
Podnosi czoła dumne.
Odzyska ziemi dziadów wnuk!
Tak nam dopomóż Bóg!
Tak nam dopomóż Bóg!" źródło

Mały skrawek ziemi ten Śląsk Cieszyński, a jakże niebłahy.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @tomciob 25 stycznia 2020 16:11
25 stycznia 2020 16:30

Wszyscy zaborcy byli jednako siebie warci

zaloguj się by móc komentować

ikony58 @stanislaw-orda 25 stycznia 2020 14:45
25 stycznia 2020 17:17

 [Artuzow] pozyskał np. attaché polskiego poselstwa, majora Sztabu Generalnego, zausznika marszałka Piłsudskiego. (…) Ostatnio wyjaśniło się, że był nim Tadeusz Kobylański. (…) służył w Moskwie w latach 1925-1928. Zwrócił tam na siebie uwagę jako karciarz, wielbiciel hulanek i spekulant. Zdrada nastąpiła jednak nie tylko na tle finansowym, ale i homoseksualnym. Kobylański, jako sowicie opłacany agent, dostarczał, co najmniej do roku 1937, kompletnych informacji we wszystkich interesujących Sowietów zakresach. Ponieważ był funkcjonariuszem II Oddziału Sztabu Głównego, a następnie wicedyrektorem Departamentu Polityczno-Ekonomicznego i zarazem naczelnikiem Wydziału Wschodniego MSZ, spowinowaconym i zaprzyjaźnionym do tego blisko z rodziną prezydenta Mościckiego, działania dwójki i polityka Becka nie miały odtąd przed Moskwą żadnych tajemnic https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Kobyla%C5%84ski

zaloguj się by móc komentować

ikony58 @ikony58 25 stycznia 2020 17:17
25 stycznia 2020 17:19

Tadeusz Mieczysław Kobylański w ewidencji Wojska Polskiego figurował jako „Tadeusz I Kobylański” w celu odróżnienia od innego oficera noszącego to samo imię i nazwisko, a mianowicie por. piech. Tadeusza II Kobylańskiego

zaloguj się by móc komentować

ikony58 @ikony58 25 stycznia 2020 17:19
25 stycznia 2020 17:25

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_Kobyla%C5%84ski

zmusili jej właściciela Antoniego Kobylańskiego (brata Kazimierza, sądzonego później w procesie szesnastu) do otwarcia kasy,

https://pl.wikipedia.org/wiki/Mord_w_Drzewicy

zaloguj się by móc komentować


BTWSelena @ikony58 25 stycznia 2020 17:19
25 stycznia 2020 18:35

Werbunek Kobylańskiego przeprowadzono „w wyniku koronkowej operacji spec służb Artuzowa,a "wykreował"niejaki Kowalski, współpracownik wywiadu polskiego.Wszędzie kasa,dolary.Ciekawie o tych  zdradach-szpiegach (na końcu Kobylański) Stalina w linku:

https://www.konflikty.pl/historia/1918-1939/szpiegostwo-wsrod-oficerow-wojska-polskiego-19181939

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @ikony58 25 stycznia 2020 17:17
25 stycznia 2020 19:23

Ja przepraszam, ale jak można do wywiadu zatrudnić karciarza, wielbiciel hulaneka i spekulanta, a przy tym homoseksualistę?  I ten cżłowiek został jeszcze wicedyrektorem.

zaloguj się by móc komentować


stanislaw-orda @ewa-rembikowska 25 stycznia 2020 19:23
25 stycznia 2020 20:00

Kobylański  nie był agentem wywiadu, ale pracownikiem służby dyplomatycznej. Ze wzgledu na swoje "przypadlości" został zwerbowany. Tak jak wielu innych po szerokim swiecie, i to nie tylko byle dyrektorów.

zaloguj się by móc komentować

BTWSelena @stanislaw-orda 25 stycznia 2020 20:00
25 stycznia 2020 22:10

Kobylański faktycznie nie był od początku agentem wywiadu- był attaché poselstwa polskiego w Moskwie w latach 1925–1928. Prowadził więcej niz hulaszczy tryb życia,był romansowy,pies na baby. A czy był homoseksualistą przy tej okazji na dodatek ? Tego nie wiadomo,raczej ten Kowalski. Główne awantury miał o kobiety.A to kosztuje.Łatwo więc go zwerbowano w 1927 roku w/g źródeł.Po powrocie zerwano z nim kontakt,(przyjaźnił się z ministrem Beckiem),wyjechał do Brazyli i tam zmarł w 1967 roku w tajemniczych okolicznościach.Sorry ,że odbiegliśmy od głównego interesującego tematu.

zaloguj się by móc komentować

ikony58 @stanislaw-orda
25 stycznia 2020 23:00

sasiedzi Hitlera...

 „Ulice polskie są wypełnione publicznością, która się szczerze cieszy i triumfuje, żeśmy bez wojny uzyskali teren bogaty i ludny, odzyskali rodaków, którzy tęsknili do Polski. Oczywiście, że to są słuszne powody do radości” –  zaczynał swój wstępniak w „Słowie” Stanisław Cat-Mackiewicz („Nad czem się nie zastanawia triumfująca dziś ulica?”). Zaraz dodawał jednak: „a cóż się dzisiaj stało? Ja „germanofil” i „hitlerofil” ze strachem stwierdzam, że dziś na placu zostało tylko jedno mocarstwo, z którym sojusz jest możliwy. Sytuacja więc staje się podobna do tej, której w tamtych latach tak się przeciwstawiałem. Musimy bowiem zdać sobie sprawę, że z chwilą konferencji monachijskiej Francja zeszła z terenu, który się nazywa środkową i wschodnią Europą. Podpis Francji zapewne dużo jeszcze znaczy w Marokko, Tunisie czy Hiszpanii, ale francuski podpis już nic nie znaczy w Europie środkowej czy wschodniej. Przecież Francja podpisała pewne zobowiązania Czechosłowacji i zobowiązań tych dotrzymać nie była w stanie. Jeśli nie mogła ich dotrzymać Czechosłowacji, to tak samo nie będzie mogła ich dotrzymać Rumunii, czy Jugosławii, czy nam, czy Rosji sowieckiej. Na giełdzie politycznej środkowej i wschodniej Europy podpis francuski nie ma dziś wartości” – pisał bardzo trzeźwo „Cat”, dodając: „zapewne się różnię poglądem z naszym Ministerstwem Spraw Zagranicznych, ale nie uważam tego faktu za korzystny dla Polski”. 

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/71/Ilustrowany_Kuryer_Codzienny_2_X_1938.jpg

 

Jak trudny był protest przeciwko aneksji Zaolzia w obliczu narodowego wzmożenia obecnego na Wileńszczyźnie uświadamia list Czesława Miłosza z okresu okupacji niemieckiej skierowany do Jerzego Andrzejewskiego (wspomina o nim Andrzej Franaszek w książce „Miłosz. Biografia”). Autor „Zniewolonego umysłu”, wydanego już po wojnie, zwierza się pisarzowi, że jest mu wstyd, że jako pracownik wileńskiego radia nie zdobył się w 1938 r. na protest przeciwko ówczesnym propagandowym komunikatom ze Śląska Cieszyńskiego.

zaloguj się by móc komentować



ikony58 @stanislaw-orda
26 stycznia 2020 09:21

Donata Rogozik

Stosunki polsko-czechosłowackie
w latach 1934—1938 w świetle śląskiej
„Polonii”/Korfantego/ i „Polski Zachodniej”/Grażyńskiego/

zaloguj się by móc komentować

ikony58 @ikony58 26 stycznia 2020 09:21
26 stycznia 2020 09:41

Smigly-Rydz_na_Zaolziu.jpgWojewoda śląski Michał Grażyńskimarszałek Edward Śmigły-Rydz i gen. Władysław Bortnowski w Cieszynie 12 października 1938 r./ first published in Gazeta Polska 1938/

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adys%C5%82aw_Bortnowski

zaloguj się by móc komentować

tomciob @ikony58 26 stycznia 2020 09:41
26 stycznia 2020 10:51

Michał Grażyński / Kurzydło (Grażyński od "Grażyny" Adama Mickiewicza) bardzo ciekawa biografia. Następna nadająca się na film. Konflikt z Korfantym, uwięzienie na Wyspie Węży (przez rząd RP na emigracji - 1940 r.), dożycie i śmierć w Wielkiej Brytanii, materiału na scenariusz aż nadto.

zaloguj się by móc komentować


tomciob @ikony58 26 stycznia 2020 11:38
26 stycznia 2020 12:03

"W latach 1940–1942 w Rothesay znajdował się jeden z polskich „obozów izolacyjnych”, w których Władysław Sikorski, premier rządu polskiego na uchodźstwie więził przeciwników politycznych". źródło

inne źródło

jeszcze jedno

"Obozy Sikorskiego" (?), może dlatego GB nadal utajnia pewne archiwa. Wiem jestem poza tematem notki ale skojarzenia jednak są. Wszak ta droga polityczna, w której czy to Śląsk Cieszyński czy też Górny, grana była konkretnie znaczonymi kartami politycznymi.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @ikony58 26 stycznia 2020 11:38
26 stycznia 2020 13:48

Przeczytałem. Zrobiło na mnie wrażenie ale to temat na osobną rozmowę. Chociaż "Wdowa Korfantowa w Londynie" daje mi sporo do myślenia. Ciekawe jak się czuła jako członek II RN RP kiedy się dowiedziała o układzie Sikorski-Majski? Może zerknę jeszcze chwilę na gościnę Korfantego w Czechosłowacji.

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować