A cóż tak lśni w oddali?
tym razem krótko i bynajmniej nie o „wronach”, które zaczęły gromadnie swawolić na polskim niebie
Czyli dlaczego to co błyszczące ma dla nas powab piękna i reagujemy pozytywnie na bodźce odznaczające się taką właściwością? Nic tedy dziwnego, ze wspomniana już na tym portalu mityczna boginka Vanadis rodem ze staro skandynawskiej sagi, sama strojna w pierścień Brisingów, ciężki od złota i bursztynu, obdarzyła własne córki imionami Klejnot (Hnoss) i Skarb (Gersemi). Pewnie także dlatego, że w jej krainie, pochmurnej i mrocznej przez sporą część roku, barwa i lśnienie posiadały wyjątkową rangę. Ale barwne czy migoczące błyskiem przedmioty zawsze i wszędzie były obiektem pożądania, no i wciąż takie są. Ale nie dotyczy to wyłącznie złota czy kamieni szlachetnych, także np. kolorowe pióra ptasie czy barwne muszle morskich żyjątek były środkiem płatniczym przydatnym dla wymiany towarowej. Nie wspominając o wzorzystych kobiercach czy delikatnych jedwabiach, jako też pasach słuckich lub choćby wyrobach ze szkła barwionego. To tylko kilka przykładów ilustrujących, o co chodzi w tytule notki. Ale chodzi zwłaszcza o kamienie szlachetne, towar rzadki i poszukiwany, a które same w sobie były tajemnicze, a zwłaszcza zdumiewała właściwość mienienia się przez nie różnorodnymi kolorami.
Jednym z takich ciekawskich, którzy próbowali odkryć, w czym konkretnie zawiera się ich magia, był Nicolas-Louis Vauquelin, francuski chemik żyjący w drugiej połowie XVIII oraz w pierwszej połówce XIX stulecia. (zob. ANEKS). Niejako „po drodze” do jej odkrycia, przypadkowo wykrył on błyszczący w słońcu chrom, gdy badał próbki sprowadzonej z dalekiej zabajkalskiej krainy rzadko występującej rudy węglanu ołowiu (cerusit – PbCO3). W tym miejscu drobna dygresja; otóż jednym z najbogatszych w świecie miejsc występowania złóż tej rudy jest wschodniosyberyjska Buriatia (republika autonomiczna). W polskiej wersji WiKi zostało wymienionych kilka miejsc występowania tej rudy, ale z pominięciem dlań lokalizacji syberyjskiej. Czyżby w taki dosyć zaskakujący sposób przejawiła się nachalnie lansowana rusofobia? (zastrzegam jednak, że oprogramowanie zainstalowane na moim lapku to wersja Windows 7, a więc nie zawiera aktualizacji. Na dniach mam je wymienić na aktualne)
Tak więc wspomniane różnice w kolorach kamieni szlachetnych wskazywały na istnienie również innych składników i Vauquelin postanowił rozwikłać tę tajemnicę. Po wykonaniu dokładniejszych analiz wykazał, że beryl zawiera domieszki rozmaitych rud, w tym przede wszystkim krzemionki (dwutlenek krzemu – SiO2), a ponadto tlenek glinu (Al2O3). Krystaliczna postać tego ostatniego to główny składnik korundu, który jest z kolei zasadniczym budulcem dla szafirów i rubinów. (szmaragd jest jedną z odmian rudy berylu, co oznacza iż beryl jest głównym składnikiem szmaragdów).
Vaquelin, który w międzyczasie otrzymał posadę probiercy metali szlachetnych, miał wystarczająco dużo okazji do badania obiektów jego zainteresowań. Pewnego razu poszukując „źródła” tęczowych barw w blasku klejnotów, sproszkował tłuczkiem w moździerzu szmaragd, po czym efekt rozbijania rozpuścił w kwasie azotowym. Powstały osad okazał się identyczną substancją, którą uzyskał wcześniej przy przetwarzaniu syberyjskiej rudy. Wyjaśniło się, że składnikiem nadającym kolor szmaragdom jest chrom. Niebawem ten sam efekt uzyskał po sproszkowaniu rubinu. Okazało się, że chrom nadaje zarówno czerwień rubinom jak i zieleń szmaragdom. Ale oznaczało to także, że powinna istnieć jeszcze jakaś inna przyczyna, która odpowiada za występowanie tak wyraźnej różnicy w kolorystyce tych kamieni. Warto dodać, że Vauquelin nie był jedynym, który chciał zaspokoić podobną ciekawość. Mniej więcej w tym samym czasie po drugiej stronie Kanału Angielskiego, chemik i lekarz o personaliach Smithson Tennant spalił diament , czym wykazał, że składnikiem tegoż kamienia jest niemal czysty węgiel (diament to jedna z sześciu odmian alotropowych węgla, obok m.in. grafenu oraz grafitu). Rzecz jasna, nie byli to jedyni badacze, którzy w tamtej epoce odkrywali nowe pierwiastki. A to znaczy, że w jednej notce nie sposób napisać o wszystkich, skoro każdy z nich zasługuje na odrębne opowiadanie.
Vauquelin, po dokładniejszym zanalizowaniu beryli, które reprezentowały tak kontrastowe barwy, dogrzebał się, że stanowią one mieszankę rud. Głównym ich składnikiem była co prawda krzemionka (dwutlenek krzemu) , zaś pozostałą częścią tlenek glinu (Al2O3). Krystaliczna forma tego ostatniego to z kolei podstawowy składnik korundu, z którego zbudowane są rubiny i szafiry. Ponadto wyizolował nowy tlenek, który dotychczas uchodził jego uwadze, bo był podobny do innych substancji, ale miał ciekawą właściwość, a mianowicie słodkawy posmak. Zatem nazwał go glucinum . Gdy później okazało się, że to nie jest jedyny tlenek metalu, który ma słodki smak, zmieniono mu nazwę na beryllia, a jego podstawowy składnik nazwano berylem.
W rezultacie coraz bardziej zaawansowanych analiz wykryto, iż chrom zawarty w niektórych kamieniach szlachetnych odpowiada za ich fluorescencję, czyli migotanie jakby wewnętrznym ogniem. Ale stało się tak dopiero po upływie kolejnych stu lat od momentu pionierskich prac Vauquelina.
Kij na dwa końce, bo wnikliwość badaczy jednocześnie odzierała sporo z magii i czaru tych kamieni. Jako jeden ze skutków ich odkryć pojawił się sceptycyzm odnośnie entuzjastycznych opisów wielu podróżników penetrujących odległe krainy, którzy mieli słabe przygotowanie do rozróżniania ich rodzajów. Opisy „szmaragdowych miast” pozostały dzisiaj jedynie w baśniowych utworach literackich, skoro do bardziej różnorodnych celów (np. figurki postaci ludzi , demonów, roślin czy zwierząt) znacznie lepiej sprawdza się również zielony jadeit.
A postęp technologiczny pozwolił na wytwarzanie sztucznych kamieni ozdobnych, w zasadzie o dowolnej kolorystyce, bo ich barwa zależy od proporcji dodawanych domieszek. Cecha ta jednak przestała być wyróżnikiem rodzajowym, skoro paleta barw bardzo się wydłużyła i kolory „pośrednie” nie wiadomo do którego z nich zaliczyć. Zatem umowna szlachetność pozostała przy kamieniach naturalnych (klejnotach). Z tego powodu zapewne jest nadal aktualna maksyma, bodajże z bibilijnej księgi Koheleta, głosząca że rzadsze od rubinów są tylko cnotliwe kobiety i mądrość ludzka.
Epoka, która wiele swoich konotacji kulturowych wiązała z kamieniami szlachetnymi, ich ceną i rzadkością, odeszła wskutek rozwoju technologii , która była następstwem odkrycia tajemnicy stanowiącej o czarze w nich zawartym.
A co oznacza rzadkość jakiegoś pierwiastka można pokazać na przykładzie technetu, czyli pierwszego metalu sztucznie wytworzonego w warunkach ziemskich (tzn. pierwiastek ten nie występuje w warunkach naturalnych na planecie Ziemia). W „naturze” we wszechświecie odnaleziono jego ślad w widmach atmosfery dużych, chłodnych gwiazd, tzw. czerwonych olbrzymów.
Technet wytworzony został w cyklotronie wskutek bombardowania neutronami próbki molibdenu. W rezultacie otrzymano nieznany dotąd promieniotwórczy pierwiastek, który miał zarezerwowane „okienko” w układzie okresowym pierwiastków (wyliczone rachunkowo dla nieznanego pierwiastka o liczbie atomowej 43). Stało się to w roku 1937, a odkrywcami byli fizycy: włoski Emilio Gino Segré i amerykański Carlo Perrier. Próbka, którą dysponowali ważyła zaledwie 0,1 mg (jedna dziesięciotysięczna grama). Wystarczyło to do zbadania właściwości nowego pierwiastka. A jest on wielce użyteczny, bo dodany do żelaza przekształca je w metal odporny na korozję. W tym celu wystarczy dodać jedynie 50 kg technetu do tysiąca ton żelaza. Problem w tym, że cała światowa roczna produkcja technetu liczona jest w pojedynczych kilogramach.
A zatem, jeśli ktoś chciałby się przekonać ile wynosi cena pochodna od rzadkości występowania jakiegoś pierwiastka, niech nie szuka rubinów czy szmaragdów, ale spróbuje zakupić bodaj 1 gram technetu.
ANEKS
Nicolas-Louise Vauquelin ur. 16 maja 1763 r. w płn.-zach. Francjli w wiosce St. André d'Hébertot (Normandia) jako syn robotnika rolnego. W wieku 14 lat rozpoczął pracę jako praktykant u aptekarza w Rouen, który prowadził również wykłady z fizyki i chemii. Vauquelin słucham jego wykładów podczas wykonywania swoich obowiązków, co zbudowało podstawy jego edukacji chemicznej. Później przeniósł się dco Paryża, gdzie pracował jako farmaceuta i tam poznał Antoine'a François de Fourcroy’a, profesora chemii w Szkole Medycznej w Paryżu, który przyjął Vauquelina na swojego asystenta, po czym przez wiele lat obaj kontynuowali współpracę.
W czasie „wielkiej rewolty antyfrancuskiej” został zmuszony do opuszczenia Paryża. Przez kilka miesięcy 1793 r. jako farmaceuta wojskowy pracował w mieście Melun (ok. 50 km na płd.-zach. od Paryża).
W 1794 r. w Paryżu otwarto Szkołę Politechniczną (École Polytechnique), gdzie wkrótce został mianowany adiunktem chemii. Później przeniósł się do École des Mines, gdzie zajął się analizą minerałów..
https://pl.wikipedia.org/wiki/%C3%89cole nationale_sup%C3%A9rieure_des_mines_de_Paris
W 1799 roku napisał „Manuel de l'essayeur” (Podręcznik probiercy), co doprowadziło do jego mianowania probiercą mennicy w 1802 roku i profesorem chemii na Uniwersytecie Paryskim w 1809 roku. W 1797 r. wyizolował chrom z minerału minia syberyjska i jako pierwszy rozpoznał go jako nowy pierwiastek. W 1801 r. Vauquelin został profesorem chemii w Collège de France w Paryżu. Po śmierci Fourcroya w 1809 r. objął stanowisko profesora chemii w Szkole Medycznej w Paryżu.
Vauquelin zmarł 4 listopada 1829 r. Jest zapamiętany jako odkrywca chromu oraz berylu, który wyizolował z kamieni szlachetnych – berylu i szmaragdu. Wniósł również znaczący wkład w chemię grupy platynowców dzięki obszernym i szczegółowym badaniom irydu i osmu wyizolowanych z pozostałości platyny. . Jako pierwszy wyizolował aminokwas: asparaginę ze szparagów.
*******
Wykaz moich wszystkich notek na portalu "Szkoła Nawigatorów" pod linkiem:
http://stanislaw-orda.szkolanawigatorow.pl/troche-prywaty
tagi: rzadkie pierwiastki
|
|
stanislaw-orda |
| 12 września 2025 12:19 |
Komentarze:
|
chlor @stanislaw-orda |
| 12 września 2025 19:57 |
Moja ulubiona ksiazka "tego typu" to Księga pierwiastków, autor Ignacy Eichstaedt. Czytałem ją sobie w dzieciństwie (późnym) do poduszki.
|
|
atelin @stanislaw-orda |
| 12 września 2025 20:06 |
"Czyżby w taki dosyć zaskakujący sposób przejawiła się nachalnie lansowana rusofobia? (zastrzegam jednak, że oprogramowanie zainstalowane na moim lapku to wersja Windows 7, a więc nie zawiera aktualizacji. Na dniach mam je wymienić na aktualne)".
Bo się gnoje domagają? Lepiej tego nie robić. Na moim starym lapku co chwilę wyskakuje pieprzenie o konieczności aktualizacji. Lapek jest stary, aktualizacje z każdą chwilą nowsze, zabierają zasoby i spowalniają działanie, bo sprzęt nie wytrzymuje tych cholernych aktualizacji.
|
|
MarekBielany @stanislaw-orda |
| 12 września 2025 21:08 |
Panie Stanisławie ja trochę miałem w pracy do czynienia ułamkowymi zawartościami mieszanin w - nazwijmy to - osnowie.
To jest doświadczenie bardzo ulotne.
Od dziecka fascynowała mnie Tablica Mendelejewa z tyłu Riwiery (od Polnej).
@chlor
z ilustracjami chyba więcej, niż jedna na pierwiastek/element.
|
|
MarekBielany @MarekBielany 12 września 2025 21:08 |
| 12 września 2025 21:20 |
zaloguj się by móc komentować
|
chlor @MarekBielany 12 września 2025 21:20 |
| 12 września 2025 21:43 |
Może fascynować. Przez nieczytelnosc.
|
|
MarekBielany @MarekBielany 12 września 2025 21:54 |
| 12 września 2025 21:54 |
Stanisław posprząta.
|
|
atelin @chlor 12 września 2025 21:43 |
| 12 września 2025 22:18 |
Przechodniu, popadnij w zadumę na ten widok. ;-)
To się namęczył chemik czy architekt, czy razem i w porozumieniu?
|
|
stanislaw-orda @chlor 12 września 2025 19:57 |
| 13 września 2025 15:47 |
Ja się wspomagam kompendium autorstwa Davida l. Heisermana "Księga pierwiastków chemicznych" (edycja polska1997 r., edycja USA 1992 r.)
|
chlor @stanislaw-orda 13 września 2025 15:47 |
| 13 września 2025 17:02 |
To jakaś nówka, ale może obszerna? Moja "Księga pierw." jest z roku 1966. solidna oprawa, żadna kartka nie wypada, płótno.Ilustracje takie sobie - kanciaste "filutki" autorstwa Lengrena.
|
|
stanislaw-orda @chlor 13 września 2025 17:02 |
| 13 września 2025 17:43 |
liczy sobie trochę ponad 400 stron
|
chlor @stanislaw-orda 13 września 2025 17:43 |
| 13 września 2025 19:53 |
Moja podobnie, 450. Wygrzebałem ze strychu i czytam. Wciąga bardziej niż zwykłe ksiażki.
|
|
stanislaw-orda @chlor 13 września 2025 19:53 |
| 14 września 2025 12:54 |
poleciłbym jeszcze:
Peter William Atkins "Kraina pierwiastków. Wyprawa do królestwa Układu Okresowego" (1996 r. , wydawnictwo CIS, Warszawa)
Stephen Henry Schneider "Laboratorium Ziemia" (1998, jw.)
|
|
MarekBielany @MarekBielany 12 września 2025 21:54 |
| 14 września 2025 21:35 |
chyba nie ?
|
|
stanislaw-orda @MarekBielany 14 września 2025 21:35 |
| 14 września 2025 22:42 |
nie nudź