-

stanislaw-orda : unukalhai (unuk.al.hayah@gmail.com). Bawię się z losem w chowanego

Dobry sąsiad Benesz

Kontynuacja cyklu o dwóch despotach opóźni się  o ok. dwóch tygodni, gdyż wątek okresu „tobolskiego” Aleksandra Despot-Zenowicza na Syberii w połowie XIX w. musiałem przeredagować
http://stanislaw-orda.szkolanawigatorow.pl/dwaj-despotowie
Ze wspomnianego przeredagowania wynikła odrębna, bardziej kompleksowa notka o Polakach na Syberii, z których bynajmniej nie wszyscy byli zesłańcami, ale znalazło się tam także sporo ochotników (w tym awanturników i zabijaków), który zaciągali się do licznych ekspedycji bądź awantur wojennych, poczynając od wyprawy Jermaka w pierwszej połowie XVI stulecia.
http://stanislaw-orda.szkolanawigatorow.pl/czy-jermak-zdoby-syberie-1-czesc

Z tego powodu wątek o polskich zesłańcach na Syberii w kolejnej części cyklu został skrócony o te partie, które znajdą się w odrębnym tematycznie tekście.

Obecnie zaś, w nawiązaniu do interesującej notki blogerki pink-panther, zamieszczam drobne „trzy grosze” w postaci fragmentów tekstu Kajetana Morawskiego, który był wydrukowany w 1952 r. pod tytułem „Sąsiedzi”.(„Wiadomości” (londyńskie), Nr 329 z 1952 r.).
https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/kajetan-morawski-dzierzykraj-morawski

Fragmenty pominięte oznaczyłem jako (…), tekst oryginalny uzupełniłem o linki oraz przypisy […].
W kilku miejscach nieco uwspółcześniłem stylistykę (powód: tekst liczy niemal 70 lat), a także dokonałem kilku  dopisków  (…).

Oto te „trzy grosze”:

(…)
Historia sąsiedzkich - można by nawet powiedzieć, rodzinnych - nieporozumień między Polakami a Czechami zasługiwałaby na osobną monografię. Spłonął niestety w Warszawie wraz z innymi moimi papierami obszerny zbiór listów Erazma Piltza analizu-jących ściśle i wnikliwie powody dla których polityka obu państw, od chwili gdy odzyskały niepodległość, potoczyła się odrębnymi a nieraz rozbieżnymi szlakami. Od początku dzielił je odmienny stosunek do Rosji, dzieliło również, co wydaje się paradoksem, wspólne obu stronom poczucie zagrożenia przez Niemcy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Erazm_Piltz

Upraszczając sprawy powiedzieć by można że przez pierwszą część okresu międzywojennego zabiegał Benesz, aby rewindykacja korytarza i Śląska przez Niemcy nie zamąciła pokojowego rozwoju jego własnego kraju, przez drugą pilnował Beck aby podsycane przez Hitlera dążenia odśrodkowe w Czechosłowacji nie wciągnęły Polski w konflikt z Rzeszą.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Edvard_Bene%C5%A1

Miała więc gra ta poniekąd cechy odpłaty pięknem za nadobne, tylko że jak wykazał rozwój wypadków, ani pierwsza jej faza nie była nadobna, ani też druga piękna.

Ciężar dowodu że zarówno dawniejsze przypuszczenia Benesza co do „sezonowości" państwa polskiego jak późniejsze przeświadczenie Becka o nieuchronnym rozkładzie Czechosłowacji były uzasadnione, wziął na siebie Hitler. Dowód, jak sądził ostateczny, starał się przeprowadzić za pomocą czołgów i Gestapo. I dopiero wówczas, już na emigracji, przystąpili politycy polscy i czechosłowaccy do rewizji dotychczasowych metod myślenia i postępowania. Leżało to niewątpliwie w interesie obopólnym, a wzbudziło stanowczy sprzeciw tylko z jednej strony, tj. ze strony dyplomatów sowieckich obnoszących po bruku londyńskim (…) świeżą aureolę zawartego przymierza.

Pamiętam długą rozmowę z ambasadorem Bogomołowem, który przyszedł aby mnie swym zawsze cichym i spokojnym głosem uprzedzić, że Rosja sowiecka nie zgodzi się nigdy na bliższe porozumienie grecko-jugosło-wiańskie, a układ polsko-czechosłowacki zaakceptuje tylko o ile zawarty zostanie pod jej auspicjami i z jej udziałem. Okazało się że znów, jak niegdyś Hitler, rację miał Bogomołow - przewidywania poparte odpowiednią liczbą dywizji zazwyczaj się sprawdzają., - i znów, jak niegdyś Hitler, przypuszcza on zapewne nadal że racja jego obowiązywać będzie na zawsze.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Dmitrij_Bogomo%C5%82ow

Mackiewicz (Stanisław), komentując rokowania londyńskie twierdzi , że ze strony polskiej udzielono pomocy Beneszowi w uzyskaniu charakteru oficjalnego. Raczyński (Edward) temu zaprzecza.

[Stanisław Mackiewicz:Korespondencja Benesza z Sikorskim” - „Wiadomości (londyńskie),
Nr 315/316 z 1952 r.; „Benesz i Beck” - „Wiadomości” jw. Nr 319 z 1952 r.; „Calendarium”, jw. Nr 321; „Co Beck powinien był robić?”, jw. Nr 322.
Edward Raczkiewicz: „Polska i Czechosłowacja”., korespondencja (list do redakcji); „Wiadomości (londyńskie), Nr 324 z 1952 r.]

Niech mi wolno będzie, niejako na marginesie tego sporu, przytoczyć kilka wspomnień osobistych.

Wczesną wiosną 1941roku czekałem w Lizbonie wespół z wieloma towarzyszami na przelot do Londynu. Było to zajęcie notowane na giełdzie uchodźczej nie najgorzej, w każdym razie lepiej niż czekanie na przejazd statkiem do neutralnej jeszcze Ameryki Północnej. Tak czy owak czekaliśmy wszyscy, nie wyłączając posła Dubicza, który czekał kiedy nas się pozbędzie. I to wyczekiwanie, wespół z niepokojem o bliskich w Kraju, stało się niejako treścią naszego bytu.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Karol_Dubicz-Penther

Tym bardziej zdziwiłem się, gdy któregoś dnia odebrałem za pośrednictwem poselstwa telegram od ministra spraw zagranicznych, Augusta Zaleskiego, proponujący mi - z powołaniem na uchwałę rady ministrów - objęcie placówki dyplomatycznej przy rządzie czechosłowackim.
https://pl.wikipedia.org/wiki/August_Zaleski
(…)

Jednak nie było dokładnie wiadomo, przy kim mam być akredytowany. Naczelny organ polityczny emigracji czechosłowackiej nie miał określonego statusu prawnego, a szczególnie drażliwa była sytuacja Benesza, który mimo formalnego złożenia w swoim czasie urzędu Prezydenta w ręce Hachy, pragnął być uważany ponownie za głowę państwa.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Emil_H%C3%A1cha

W porozumieniu z ministerstwem spraw zagranicznych udałem się do Foreign Office, aby wybadać jak rząd Jego Królewskiej Mości trudność tę rozwiązał. Od szefa kompetentnego deparlamentu otrzymałem odpowiedź przynoszącą zaszczyt tradycyjnemu empiryzmowi brytyjskiemu. Wyjaśniono ml mianowicie że władze Zjednoczonego Królestwa, odkładając rozstrzygnięcie wątpliwości prawno-politycznych na później, w sprawach dotyczących Czechosłowacji porozumiewają się z „Jego Ekselencją Prezydentem Beneszem oraz z jego współpracownikami”.

Poseł czechosłowacki przy rządzie polskim był już wyznaczony i otrzymał był agrément. Listy swe składał następnie Prezydentowi Raczkiewiczowi.
https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adys%C5%82aw_Raczkiewicz
Przesądzało to o uznaniu przez nas legalności władz czechosłowackich ukonstytuowanych w Londynie. Złożenie przeze mnie listów uwierzytelniających Prezydentowi Beneszowi było logicznie wynikającym z poprzednich ale dalej sięgającym krokiem na tej drodze. Ze strony czechosłowackiej przywiązywano do tego wagę precedensową, po raz pierwszy od przewrotu i okupacji kraju przyjmował Benesz posła zagranicznego znów w oficjalnym charakterze Prezydenta. Stanowiło to, oczywiście nie decydujący, ale bądź co bądź przydatny argument w długo i wytrwale prowadzonej walce o uzyskanie uznania i równouprawnienia wewnątrz sprzymierzeńczej hierarchii emigracyjnej.

Porównywanie sumy wpływów politycznych byłoby płonne, ale pod względem formalno-prawnym miały władze polskie w tym okresie sytuację o wiele mocniejszą i silniej ugruntowaną od władz czechosłowackich.
(…)

Widywałem Benesza dawniej w trakcie swojej pracy w Genewie, w Lidze Narodów. Spędziłem z nim wiele pełnych niepokoju godzin na naradach i wymianie informacji w jednym z tych rzadkich okresów - przed konfe-rencją lokarneńską i w pierwszych dniach jej trwania - gdy poczucie wspólnego niebezpieczeństwa zmiatało antagonizm polsko-czeski na jakiś czas z powierzchni. Przyglądałem się z ciekawości jego metodom i, do czasu, powodzeniu na terenie międzynarodowym. Reakcje jego tak osobiste Jak polityczne były niemal zawsze diamet-ralnie odmienne od naszych. Taktyka górowała nad strategią, którą pozostawił możniejszym od siebie. Uzyskiwał wpływ, bo nigdy nie narzucał ani swej osoby ani swych poglądów, nigdy nie był ani „pierwszym uczniem" ani też arbitrem; ale nie istniała dość na pozór odległa sprawa by nie zgodził się w niej pośredniczyć.

Za każde pośrednictwo brał skromne pięć procent politycznej prowizji dla swego narodu i kraju. Tanio, bo w podwórzu. To, że w drobnych sprawach tyle razy przyznawano mu rację i odnosił sukcesy, opłacił wielkimi pomyłkami i wielkimi klęskami. Trudno wyobrazić sobie człowieka mniej zdawałoby się predestynowanego do odegrania bohaterskiej roli w tragedii dziejowej.

A jednak los jego był tragiczny. Obok bohaterstwa Kmicica czy Wołodyjowskiego istnieje bohaterstwo dzielnego wojaka Szwejka.
(…)

Wydaje mi się że mimo swego zasadniczego rusofilizmu, mimo głębokiego choć ukrywanego żalu do Francji i Anglii za słabość okazaną w Monachium, w chwili nawiązania rozmów z nami w Londynie, Benesz szczerze rozważał możliwość zastosowania rozwiązania konfederacyjnego w Europie środkowej. Świadomość że koncepcja ta miała poparcie brytyjskie i liczyć mogła na równie dobre przyjęcie w Stanach Zjednoczonych, umacniała go zapewne w dążeniu do zbliżenia z sąsiadami. Dokładnie te same motywy wpływały jednak ubocznie i na naszą postawę. A sprzeciw rosyjski ujawnił się dopiero później.

Mylne byłoby przypuszczenie że Benesz przy całej sympatii do Rosji , nawet sowieckiej, zamykał oczy na niebezpieczeństwo komunizmu. W rozmowach z gen. Wł. Sikorskim skarżył się w mojej obecności na ciągłe trudności ze słuchającymi moskiewskich dyspozycji odłamami czeskiego podziemia. Tłumaczył nam, co znamienne, że dobre stosunki ze Związkiem Sowieckim, na których mu bardzo zależy, potrafi utrzymać tylko o ile wyzwolenie Czechosłowacji dokonane zostanie przez armie zachodnie. Najpewniejszym może sprawdzianem jego intencji było zachowanie Jana Masaryka, człowieka o bez porównania większym uroku, a mniej zarysowanej indywidualności niż Benesz. Masaryk, wychowany w Ameryce, był antykomunistą. Ministrem spraw zagranicz-nych został tylko jako dziedzic wielkiej tradycji i nazwiska. Ale z tego właśnie dziedzictwa wysnuwał obowiązek lojalności wobec Benesza, równej tej jaką w jego przekonaniu Benesz wykazywał wobec jego ojca. Lubił sport, lubił muzykę, nie stawiał własnego programu politycznego. Słowa jego były odbiciem myśli Benesza, tylko uproszczonych i formułowanych mniej przezornie. Któregoś dnia w moim gabinecie bijąc pięścią w stół zarzekał się że armia czerwona wkroczy do Czechosłowacji chyba po jego trupie.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Masaryk

Wkroczyła wcześniej, ale i żywego i trupa jednako stratowała i sponiewierała. Jak często ludzie słabi a szlachetni poświęcił wierność zasadom wierności dla człowieka.

Wyraźna zmiana w nastawieniu i postępowaniu Benesza zaczęła się objawiać dopiero gdy nie tylko stal się przedmiotem nacisków dyplomacji sowieckiej, ale równocześnie zauważył do jak dalekich granic posuwa się ustępliwość Londynu i Waszyngtonu wobec wschodniego sprzymierzeńca.

Jeśli świat miał być podzielony na sfery wpływów, to on, stary rusofil zdradzony w Monachium przez Chamberlaina za nic znaleźć się nie chciał w strefie wschodniej z piętnem klienta anglo-amerykańskiego. Łudził się zapewne, że znów Jak tylekroć w przeszłości, odegrać może rolę cenionego przez obie strony pośrednika, ale przede wszystkim powiedział sobie że lepiej samemu sprzedawać niż być sprzedanym. I odtąd zaczął się między nim a jego wielkimi partnerami anglosaskimi wyścig w czasie i przestrzeni z Kremlem jako metą ostateczną. Na wiele zanim czołgi amerykańskie zatrzymane zostały w zwycięskim pochodzie rozkazem głównej kwatery, by pozwolić armii czerwonej zająć Pragę, zatrzymany był z woli Churchilla przez szereg tygodni gdzieś na Bliskim Wschodzie pojedynczy samolot, którym Prezydent Czechosłowacji gnał pospiesznie do Moskwy by z namaszczeniem Stalina móc wracać kiedyś do kraju.

Na początku 1944 r. spotkałem Benesza po raz ostatni. W przelocie z Moskwy do Londynu zatrzymywał się w Algierze, gdzie schwycił mnie na oficjalnym przyjęciu i zaprowadziwszy w kąt pokoju, opowiadał, ku niecierpli- wości zebranych długo, niezmiernie długo, o urazach sowieckich do naszego rządu. Wytykał nam brak ostrożności w słowach i postępkach, przestrzegał przed daleko i głęboko sięgającymi mackami moskiewskiego wywiadu. W kolach polskich zarzucano mu że znów nieproszony wystąpił jako mediator. Mnie uderzyło, że choć chadzał w aureoli sukcesu, choć wskazywano nań jako na żywy dowód iż z Kremlem można dojść do ugody, niepokój widniał w oczach rzekomego zwycięzcy. Może przeczuwał co oznacza pozostanie sam na sam z komunistycznym kolosem.
(...)

Gdy do Londynu dotarła wiadomość o mordzie katyńskim, jeden z polityków czeskich powiedział mi: - Stała się rzecz straszna, ale straty jakie poniosła Polska w swoich warstwach wyższych powinny na przyszłość ułatwić zbliżenie naszych krajów.

Na tle świeżej żałoby narodowej i rodzinnej słowa te wydały mi się niemal świętokradztwem Dopiero później starając się rozważyć je spokojnie, zrozumiałem ich treść właściwą i zawartą w nich głęboką pomyłkę.

W polskich komnatach zamkowych mówiono do XVI w. chętnie po czesku, tak jak w trzysta lat potem w salonach po francusku. Z biegiem dziejów jednak uległ naród czeski głębszej od polskiego egalitaryzacji nie tylko społecz-nej, ale i mentalnej. W stosunkach osobistych i urzędowych, w życiu codziennym i w polityce zaczęła go razić pańskość obyczaju polskiego.

Próżno byłoby na różnicę tę zamykać oczy. Ujawniała się ona i uwidacznia w szeregu objawów.

Ileż razy społeczeństwo polskie wyrzekało się realnego zysku by zabłysnąć szlachetnym gestem, ileż razy poświęcili Czesi próżny gest by osiągnąć zysk konkretny. Czesi są mistrzami propagandy, my zdobywamy się najczęściej tylko na chełpliwość lub pogardliwe milczenie. W prasie światowej pisano więcej o Lidicach, niż o Powstaniu warszawskim.

Ostoją emigracji polskiej stały się „Księgi pielgrzymstwa", oparciem czeskiej - bilanse Baty.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tom%C3%A1%C5%A1_Ba%C5%A5a
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Anton%C3%ADn_Ba%C5%A5a

A jednak mylił się polityk czechosłowacki gdy przypuszczał, że wytępienie jednej warstwy w Polsce dystans między sąsiednimi narodami pomniejszy.

Mylił się, bo nie dostrzegł że pańskość obyczaju nie jest u Polaków cechą określonej grupy społecznej czy politycznej, nie jest związana ani z pochodzeniem ani z wykształceniem, że przystrajała się ongiś nie rzadziej w sukmanę niż w kontusz, że po dziś dzień hamują ją w sobie z trudem najbardziej autentyczni przywódcy polskiego ruchu robotniczego. Jak Arabowie, jak Hiszpanie, lubimy żyć hardo i umierać bezużytecznie. I błądzi kto zagad-nienie narodowe zawęża do ram zagadnienia elitarnego.

Więc nie przemiana w układzie społecznym narodu, tylko klęska ogólna i powszechna stała się dla Polaków szkołą skromności i realizmu, tak jak dla Czechów nauką, że bytu państwa opierać nie można na samej przezorności i wyrachowaniu.

(…)

 

 

 



tagi: polaka i czechosłowacja  

stanislaw-orda
21 stycznia 2020 20:01
1     4784    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
betacool @stanislaw-orda
25 stycznia 2020 23:06

Nie pamiętam już we  wspomnieniach jakiego polskiego dyplomaty to czytałem, ale pierwszy list,  który Piłsudski wysłał do Masaryka po odzyskaniu niepodległości był strasznie poplamiony masłem. Nasz posłaniec chciał to jakoś odplamić,  ale się  nie udało.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować