-

stanislaw-orda : unukalhai (unuk.al.hayah@gmail.com)

Hetman Czarniecki i morze

W ramach tematyki poważniejszej od politycznej bieżączki zająłem się onegdaj zwrotką, znanej niektórym pieśni, o  treści jak  poniżej:

Jak Czarniecki do Poznania
Po szwedzkim zaborze,
Dla ojczyzny ratowania
Wrócim się przez morze

Tak brzmi tekst czwartej zwrotki pieśni legionów polskich we Włoszech, napisanej w samej końcówce XVIII stulecia przez Józefa Rufina Wybickiego, herbu Rogala, wysokiej rangi dworzanina i polityka w służbie róznych władców, jak najbardziej masona, a w ostatnich piętnastu latach życia pensjonera ze szkatuły cesarza rzymsko-niemieckiego Franciszka II Habsburga (6 000 franków pensji rocznej).

Natomiast w ósmej zwrotce ww. pieśni także znajduje się odniesienie do powrotu zza morza w celu ratowania ojczyzny przez Stefana Czarnieckiego herbu Łodzia, hetmana koronnego pochodzącego z Czarncy k/Włoszczowy, ówcześnie wojewody ruskiego. Ni mniej, ni więcej, to oznacza, iż wątek ten, jako jedyny dwukrotnie wyeksponowany w tekście obecnego hymnu narodowego, posiadać powinien szczególne znaczenie. No, ale konia z rzędem każdemu maturzyście będącemu ofiarą doszczętnie zreformowanego systemu edukacyjnego III RP, który kojarzyłby o co chodziło z tym Czarnieckim i jego powrotem zza morza. Z chrześcijańskiego miłosierdzia pominę kwestię, czy i z czym kojarzyć się dzisiaj może ówczesne rozumienie ratowania ojczyzny.

Co prawda paralela z owym „wracaniem się przez morze”, nie jest tak zdecydowanie odległa od realiów, jak np. opisanie w znanym z kanonu lektur szkolnych poemacie mickiewiczowskim postawy nieherbowego ewangelika Konstantego Juliusza Ordona, dowódcy artylerii w 1831 roku na warszawskiej reducie nr 54 .

Z tego powodu byłem ciekaw co kryje się pod owymi lakonicznie sformułowanymi, a przy tym enigmatycznymi strofami hymnu narodowego, który wszak rzadko kiedy jest odtwarzany w całości w wersji wokalnej, zaś przeciętna jego znajomość pośród patriotycznie zorientowanych obywateli kończy się najdalej na wersach drugiej zwrotki, nie licząc refrenu.

Oto, co udało mi się wyszperać.

Król Jan Kazimierz szukał sprzymierzeńców do walki ze szwedzkim królem Karolem X Gustawem
i rebelią Bogdana Chmielnickiego, a także w obliczu rokoszów oraz samowoli poszczególnych magnatów litewskich i ruskich. Szwedzi bowiem grabili, niszczyli i palili wszystko do gołej ziemi, co tylko znalazło się na trasie ich marszu. Gdy w końcu lipca 1656 r., Szwedzi ponownie zajęli Warszawę, niecały miesiąc wcześniej odzyskaną przez Jana Kazimierza, król polski nie dysponował siłami wystarczającymi do walki na wszystkich otwartych frontach wojen. Z tego względu zawarł w maju 1657 r. przymierze z austriackim cesarzem Leopoldem I, z d. Habsburg, następnie w lipcu tegoż roku z duńskim królem Fryderykiem III, z d. Oldenburg, a w listopadzie z elektorem brandenburskim (i księciem pruskim) Fryderykiem Wilhelmem I, z d. Hohenzollern. W tzw. międzyczasie zmarł hetman Bohdan Chmielnicki i niebawem po jego śmierci część zrewoltowanych Kozaków pod dowództwem Jana (Iwana) Wyhowskiego poddała się polskiemu królowi.

Dania, zaraz po zawarciu przymierza z Polską (a wcześniej z austriackim Leopoldem I)wypowiedziała wojnę Szwecji w czasie, gdy Karol X Gustaw ugrzązł był z wojowaniem na wschodzie, w którym powodziło mu się rozmaicie, ale w drugim półroczu 1657 r. już coraz to gorzej. Z konieczności Karol X Gustaw od połowy 1657 r. musiał przerzucać oddziały z Polski na Pomorze, stamtąd dalej do Holsztynu, Jutlandii i na wysepki duńskie.

Właśnie w ramach zawartego przymierza z Danią, Jan Kazimierz wysłał latem 1657 r. kilka tysięcy jazdy pod dowództwem Czarnieckiego, aby pustoszyć szwedzkie Pomorze. Gdy Czarniecki dowiedział się, że król szwedzki forsownym marszem wraca do Wismaru (Pomorze), równie szybko powrócił do Prus, pozostawiając tabory z łupami, gdyż opóźniały „taktyczny” odwrót. Wojna Szwecji z Danią i jej sprzymierzeńcami rozgorzała w 1658 r. , i Czarniecki, obozujący z 6.000 w starym zamku Joannitów w Drahimiu i w okolicy (dzisiaj Stare Drawsko), w końcu sierpnia tegoż roku połączył się z oddziałami wystawionymi przez elektora brandenburskiego (14.000 zbrojnych), i wspólnicy razem wyruszyli z Berlina na Holsztyn i Jutlandię, dodatkowo od południa prowadził siły austriackie w liczbie 10.000 wojska generał Raimondo, hrabia de Montecuccoli.

Wypada zaznaczyć, iż przy formacjach konnych nawet do 50 procent liczby jeźdźców w linii stanowili członkowie formacji lekkich, de facto obsługujący konie zapasowe dla tych walczących w pierwszej linii. Tak więc np. przy oddziale liczącym 6.000 konnych, maksymalnie 4.000 stanowiło linię, a 2000 stanowiło oddziały pomocnicze.

Król szwedzki zaryglował się z głównymi siłami swojego 14.000 korpusu w twierdzy Friedrichsodde w Jutlandii (dz. Fredericia), trochę ponad 20 km na południe od Vejle. Wojsko prusko-austriacko-polskie blokowało wybrzeże morskie od strony cieśnin duńskich, z tym iż Czarnieckiemu przypadł w udziale najbardziej na północ wysunięty odcinek, mniej więcej od dzisiejszego Horsens do Hadeslev w środkowej i południowej Jutlandii, czyli o długości niemal 80 km. Rzecz jasna, komponentem polsko-pruskim dowodził elektor brandenburski. Dla pełniejszej blokady garnizonu szwedzkiego w ww. twierdzy postanowił on najpierw zająć wyspę Als, na której znajdował się ważny szwedzki garnizon w miejscowości Sondenborg. Do tego celu elektor skoncentrował w okolicy Dybbøl 3000 jazdy, 3000 piechoty oraz najbliżej stacjonujące w Kolding chorągwie jazdy Czarnieckiego w ilości kilkuset jeźdźców. Źródła pisane podają, że było to od 400 do 800 jezdnych, ale zapewne raczej ta niższa wartość odnosi się do formacji pierwszoliniowej.

Szerokość cieśniny morskiej na wysokości Sønderborga nie przekracza 300 metrów, przy czym możemy pominąć w tym miejscu efekt pływów morskich na ww. szerokość. Współczesny most zbudowany w tym miejscu, noszący imię Króla Christiana X, łączy wyspę Als z lądem stałym i liczy 331 metrów długości razem z przyczółkami nadbrzeżnymi. A zatem samo lustro wody może mieć najwyżej 300 metrów szerokości.

Pływy morskie nie przekraczają w omawianym rejonie wysokości kilku centymetrów, gdyż są skutecznie tłumione przez progi skalne w cieśninach duńskich jak i przez liczne wyspy, oddzielając dosyć skutecznie wody Atlantyku i Bałtyku. Przy takich uwarunkowaniach przeprawa przypominała zatem forsowanie większej rzeki, do czego konne formacje były wprawione. Jeźdźcy przeprawili się na barkach, ciągnąc rozsiodłane konie wpław (w pierwszej połowie grudnia nie było jeszcze mrozów, które mogły by skuć lodem wody w cieśninie). Czyli była to klasyczna (tzn. taka jakich wiele) przeprawa przez przeszkodę wodną.

Kampania na wyspie Als zakończyła się ostatecznie do 20 grudnia 1658 r. ucieczką garnizonu szwedzkiego(żołnierze szwedzcy odpłynęli, ewakuując się na okręty), zaś jazda Czarnieckiego musiała powrócić, by przegnać inne oddziały szwedzkie, którzy w międzyczasie zajęły, opuszczony przez oddziały polskie, Kolding.   Koalicjanci, w tym jazda Czarnieckiego, kontynuowali w ciągu 1659 roku ze zmiennym szczęściem walki ze Szwedami (w tym roku desant szwedzki wypędził garnizon polski z Aarhus). I powoli zaczynali mieć dosyć wojaczki z bardzo mobilnym (dużo dobrych okrętów i statków  z wyszkolonymi załogami) i dobrze dowodzonym (admirał Karol Gustaw Wrangel) przeciwnikiem. Elektor brandenburski wreszcie machnął ręką na Jutlandię i zabrał w sierpniu wojsko, by odwojować od Szwedów trochę Pomorza, zaś Czarnieckiego wezwał Jan Kazimierz na kampanię przeciwko Moskwie, która na jesieni 1958 zajęła Grodno.

Czarniecki, pozostawiwszy do dyspozycji elektora jedynie 1000 jezdnych, powrócił do Poznania 27 października 1659 r., gdzie był witany przez króla Jana Kazimierza.

I tak wyglądała historia z tym „rzucaniem się przez morze”.

………………………………………………………………………………….

Dodatek

Oto co Karol Zbyszewski napisał w „Prosto z mostu” (nr 49 z 24 października 1937 r. w cyklu „Ryżową szczotką” ) na temat hetmana Stefana Czarneckiego.

(do przedwojennego tekstu K. Zbyszewskiego postanowiłem dodać trzy przypisy)

 

„Z okazji przeniesienia do sarkofagu [1]rozpisały się gazety o Czarnieckim. Wszystkie artykuły były w tym tonie w jakim PAT [2] podaje życiorysy naszych ministrów.

Czytając te płasko nagromadzone pochwały widziało się Czarnieckiego słodkiego, poczciwego jak niczym nowy archanioł Gabriel, rycersko wypiera Szwedów na czele skonsolidowanego narodu. Zacny wódz co miecz ma dla wrogów, a dla swoich jeno dobre słowo i ujmujący uśmiech.

Tymczasem Czarniecki był żywym, nie papierowym, człowiekiem i prawdziwie wielkim.

W krytycznych chwilach, gdy do ratowania Polski widział tylko jedna drogę, wtedy i dla swoich
– co za nim nie stali – miał jedynie miecz!

Szwedzi przeszli całą Polskę jak na majówce, hetmani przysięgali wierność Karolowi Gustawowi, szlachta siedzi cicho, król uciekł, nie ma wolnej piędzi ziemi. Czy można było wówczas uratować kraj słodyczą, łagodna perswazją, przestrzeganiem przepisów? Czarniecki jął się innych środków. W Tyszowcach [3] zawiązuje się konfederacja. Są liczne głosy za Szwedami, mędrki szlacheckie argumentują, że Wazowie to też Szwedzi, więc czy Jan Kazimierz czy Karol będzie panował to żadna różnica. Czarniecki każe swym ludziom rozsiekać tych filozofów, po czym wszyscy już jednomyślnie są za prowadzeniem wojny. Czarniecki wezwał chłopów do walki. Szlachcicom, co utrudniali swym poddanym powstanie, karał gardłem. To on księży namówił do odmawiania chłopu rozgrzeszenia, o ile choć jednego Szweda-heretyka nie zatłukł. On otwierał więzienia i nawet najgorszych zbrodniarzy werbował. On utrzymywał dyscyplinę w szeregach rózgami, on dla tchórzy wystawiał szubienice.

Dobrowolnie skąpa szlachta nic na wojsko nie dawała. Czarniecki nakładał kontrybucje, urządzał rekwizycje, ogołacał zamki i skarbce kościelne.

- Gdzie uniwersał królewski na te rekwizycje? – pytała wzburzona szlachta.

- Ja sam jestem uniwersałem! – odpowiadał Czarniecki.

Żydzi, naturalnie, jak zawsze nienawidzący Polski, przylgnęli całym sercem do najeźdźców. Służyli im za tłumaczy, przewoźników, szpiegów. Czarniecki wieszał żydów, pozwalał swym żołnierzom urządzać pogromy. Przesadna tkliwość nie leżała w jego usposobieniu.

A ten system walki nocami jak wilki, urywania oddziałów, gwałtownych ucieczek, czatowania na wychylenie się wroga z obozu?

- To kozacki system, nie rycerski – krzywiło się wielu.

- On nie wybija, a wykrada mi wojsko – zgrzytał Karol Gustaw.

Śmieszne zarzuty. Ważniejsze przecie, by wojnę wygrać i ojczyznę ocalić niż uzyskać miano wodza walczącego w otwartym polu. Tak samo ta srogość, okrucieństwo, bezwzględność Czarnieckiego, to przymuszanie rodaków terrorem do dobrej sprawy, wzbudzają dlań tylko większy respekt, podnoszą jego wielkość.

To nie był gołąbek szybujący z gałązka oliwną, konsolidator do którego wszyscy z uciechą biegli i który zadał sobie tylko trud stanięcia na czele – to był człowiek walczący z wszelkimi przeciwnościami, ze złą wolą, opieszalstwem, zdradą, marazmem narodu …, że aby kraj wyzwolić nie cofał się przed użyciem ostrych środków – czy to mu ujmę czy zaszczyt przynosi?

- Ciepła kluska, klej dla wszelkich odłamów, język co wszystkich zjednywa, aksamitna rączka co każdego głaszcze – może tak sobie wielu dziś i wyobraża ideał wodza. Dlatego tak wypaczono wizerunek Czarnieckiego. Ale on był od tego jak najdalej, był tego antytezą.

I właśnie dlatego uratował Polskę."

Przypisy:

[1] Trumna Stefana Czarnieckiego, po uroczystym pogrzebie z udziałem króla. została przewieziona do rodowej posiadłości i złożona w kościele (pw. Św. Floriana) w Czarncy (5 km od Włoszczowy) w 1665 roku. Nietknięte prochy przeleżały w grobie do 1794 roku, kiedy kościół splądrowany został przez wojska rosyjskie, a zwłoki zbeszczeszczono. W 1907 roku odbył się drugi pogrzeb hetmana, podczas którego prochy złożono w piaskowym grobowcu. Natomiast w 1937 roku prochy hetmana przeniesione zostały z podziemi kościoła do nowego wybudowanego sarkofagu we wnętrzu świątyni;

[2] PAT - Polska Agencja Telegraficzna - oficjalna agencja rządowa w Polsce międzywojennej założona w październiku 1918 r. Wówczas, czyli po zamachu majowym, agenda propagandowa tzw. piłsudczyków;

[3] 29.12.1655 r. – Tyszowce na Roztoczu, w pół drogi pomiędzy Tomaszowem Lubelskim a Hrubieszowem;

 

 



tagi: hymn narodowy  polski hymn narodowy  hetman czarniecki 

stanislaw-orda
25 września 2017 16:09
7     1729    8 zaloguj sie by polubić
komentarze:
chlor @stanislaw-orda
25 września 2017 20:41

Może za to rabowanie kościołów miał Czarniecki za komuny dobrą prasę, jak Kołłątaj, Staszic, i Kościuszko. Jednak ci trzej mają swoje ulice wszędzie, a Czarniecki nie bardzo. Za "antysemityzm" trzymają go na pewien dystans?

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @chlor 25 września 2017 20:41
25 września 2017 20:51

Kościuszko nad Wisła jedynie ze względu na jego rangę w USA i siłę Polonii w tym kraju.

Gdyby to zalezało jedynie od kacyków nadwislańskich, równiez o nim byłoby znacznie ciszej.

Hetman Czarniecki nie nadawał  się do wzmacniania kompleksu nieudacznictwa, utrwalania poczucia niemożnosci  i  rysowanie image "brzydkiego kaczęcia", bo to był czlowiek sukcesu.

zaloguj się by móc komentować

Zawierucha @stanislaw-orda
26 września 2017 14:57

Znacie ...to poczytajcie. Z przyjemnością przeczytałem - warto było, dziękuję.

zaloguj się by móc komentować

Zawierucha @chlor 25 września 2017 20:41
26 września 2017 15:02

...zaraz tam  rabowanie. Dobrą prasę mógł mieć po prostu z powodu obecnoście w hymnie - skoro tegoż komunie nie udało się podmienić.

zaloguj się by móc komentować

sebom @stanislaw-orda
26 września 2017 16:53

Witam, nie wiem czy to zbieg okoliczności, ale wczoraj przeczytałem Pański tekst a dzisiaj Wolnosc.24 i Najwyzszy Czas udostępnili link na FB http://czashistorii.pl/marek-skalski/jak-czarniecki-rzucil-sie-przez-morze-niezwykla-szarza/ do artykułu opublikowanego dzisiaj na stronie czashistorii.pl przez Marka Skalskiego. Przy okazji chciałem podziękować za świetne teksty Panie Stanisławie i czekam na następne.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @sebom 26 września 2017 16:53
27 września 2017 11:18

 premiera tego  tekstu pojawiła się na moim blogu w s24 w dniu 11 czerwca 2015 r.,  czyli ponad dwa lata temu.

link:

https://www.salon24.pl/u/dawidowicz/653847,jak-czarniecki-do-poznania

oraz w dniu 22 czerwca 2015 r., podobnie (link):

https://www.salon24.pl/u/dawidowicz/655749,jak-czarniecki-dopisek

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @sebom 26 września 2017 16:53
27 września 2017 11:25

Notkę napisałem korzystając z książki pt: "Historya wojenna polska" autorstwa ppłk. Witolda Huperta, wydanej we Lwowie w1919 r.

Podałem ww. informację w komentarzach pod notką na s24.

Być może autor p. Marek Skalski również skorzystał z danych zawartych w publikacji p. W. Huperta.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować