-

stanislaw-orda : unukalhai (unuk.al.hayah@gmail.com)

Jak Jermak zdobywał Syberię - dokończenie

Droga w nieznane

W czasie gdy tatarski zagon pod dowództwem Aleja, najstarszego z synów władcy chanatu syberyjskiego, zdążył spustoszyć domeny Stroganowych w Permi, w tym puszczając z dymem połowę z prawie trzydziestu warzelni soli i dotarł w samym końcu lipca 1582 r. pod Czerdyń, nieformalną stolicę tego regionu, Jermak ze swoimi kozakami wyruszał w drogę za Ural, nie wiedząc o wspomnianym manewrze wojsk tatarskich.

Kozacy przemieszczali się rzekami na płaskodennych łodziach zwanych strugami. W zasadzie były to statki rzeczne bardziej przypominające bojowe łodzie Wikingów, niż cokolwiek co kojarzy się z łodzią lub czółnem. Otóż typowy strug mógł pomieścić do 20 ludzi z uzbrojeniem i zapasami oraz, w razie konieczności, można było postawić na nim żagiel. Budowano także strugi większych rozmiarów mogące pomieścić nawet do 40 ludzi, ale to były wersje przeznaczone głównie na użytek morski, które były wykorzystywane także na wielkich rzekach. Strugi o największych rozmiarach, ze względu na swój ciężar nie mogły być transportowane przez tereny wododziałów, a już zwłaszcza przez tereny dziewicze. Natomiast strugi o typowych rozmiarach mogły pływać na mniejszych rzeczkach, no i były znacznie łatwiejsze do transportu na obszarach rozdzielających rzeki.

Z zapisków sporządzonych przez uczestników wyprawy, z których w rosyjskich archiwach zachowały się tylko odpisy, można było odtworzyć trasę jaką przebyła flotylla Jermaka udając się za Ural. Nie będę rozpisywał się o szczegółach owej marszruty, natomiast wymienię kolejność rzek jakimi poruszali się kozacy, aby przekroczyć masyw Uralu i wtargnąć na tereny zachodniej Syberii. Tak więc popłynęli pod prąd rzeki Czusowej (dopływ Kamy), a następnie jej dopływem rzeką Srebrną. Kontynuowali żeglugę przeciw nurtowi aż do momentu w którym sforsowali wododział z uralską rzeką Żurawlik, tak samo z rzeką Borańczuk i znaleźli się po syberyjskiej stronie Uralu, gdzie popłynęli z nurtem rzeki Tagił, która jest dopływem Tury. Tura zaś wpada do rzeki Toboł, a ta z kolei jest dopływem Irtyszu. Irtysz natomiast ma swoje ujście w rzece Obi.

Kaszłyk, stolica chanatu syberyjskiego, znajdował się nad brzegiem Irtyszu, trochę poniżej ujścia Tobołu. Używając określenia „stolica” należy mieć świadomość jego umowności w odniesieniu do ówczesnych realiów. Za stolicę uważano miejsce, w którym czasowo przebywał chan (car) wraz ze swoją gwardią. Wybierano na ten cel trudno dostępne miejsce, często na półwyspie, rozstawiano jurty, po czym wznoszono obwarowania. W tej akurat „stolicy” zmieściła się kwatera wodza i maksimum setka jeźdźców, natomiast główne siły wojskowe musiały być porozmieszczane w okolicy, zakładając obozowiska w kilku odrębnych miejscach. Na okres zimy zmieniano rejon pobytu koczując na południe w stepy zakaspijskie i wokół azowskie, czyli na tereny graniczące z chanatami nogajskim i kazachskim.

Współczesnych badaczy zadziwia tempo w jakim oddział Jermaka dotarł w okolice Kaszłyku, bowiem pokonał tę drogę w nieco ponad dwa miesiące. Otóż Jermak wyruszył z Permi (rzeka Czusowa) w dniu 1 września 1582 roku (14 września wg datacji kalendarza gregoriańskiego), a już od 10 listopada tego roku toczył pierwsze potyczki z wojskami tatarskimi pozostałymi przy Kuczumie.

W drugiej połowie lat 70-tych ubiegłego stulecia grupa studentów pasjonatów z permskiej politechniki (Państwowy Uniwersytetu Techniczny) postanowiła przebyć trasę wg marszruty opisanej we wspomnieniach uczestników jermakowej ekspedycji. Pomimo iż przez 400 lat tereny te znacznie się zurbanizowały, przebycie drogi zajęło studentom cztery miesiące. Rzecz jasna, współcześni studenci to nie to samo, co wytrawni rzeczni i morscy rabusie, przywykli od młodego wieku do wiosłowania i żeglowania, czyli wprawieni do codziennego ciężkiego fizycznego wysiłku. Należy zatem uznać, że studenci uprawdopodobnili tempo kozackiej flotylli jako w zupełności wykonalne.

Pierwsze starcie

Wypada także podkreślić, iż praktycznie podczas całej wyprawy jermakowcy nie napotkali przeciwdziałania sił tatarskich, a więc poza trudnościami natury przyrodniczej nie musieli angażować się w poważniejsze potyczki zbrojne, co niewątpliwie opóźniło by tempo ekspedycji. Oczywiście, chan Kuczum wiedział o pojawieniu się kozaków po wschodniej stronie Uralu, gdyż jego zwiadowcy spostrzegli strugi z kozakami płynące po rzece Tura. Jermak chciał zdobyć tatarskich jeńców, aby pozyskać języka, czyli przewodników mogących ułatwić żeglugę na nieznanych rzekach syberyjskich. Pierwszą taką próbę podjęli kozacy niedaleko wioski Epanczin (obecnie obwód tiumeński, niedaleko Tobolska), ale tatarscy zwiadowcy zdołali umknąć. I także oni zawiadomili Kuczuma o niezbyt liczebnym oddziale kozackim płynącym w okolicy. Kuczum zupełnie nie przejął się otrzymanym meldunkiem. Chan uważał, że kozacy muszą jak najszybciej zawrócić za Ural, gdyż inaczej szybko nadchodzące mrozy odetną im możliwość powrotu i zamkną w pułapce, gdzie będą zdani na jego łaskę i niełaskę. Zakładał zdroworozsądkowo, że skoro korpus tatarski pod wodzą jego syna pustoszy Permię, zaś Stroganowowie wysłali tych kozaków za Ural, to będą oni zmuszeni jak najszybciej ich zawrócić, aby wzmocnić obronę swoich włości. Czyli chan był zdania, że kozacy, jak zwykle, trochę nagrabią i zaraz potem zawrócą z łupami. Toteż gdy flotylla kozacka pojawiła się na rzece Toboł i jednoznacznie kierowała się w stronę Kaszłyku, zaskoczony tym Kuczum gorączkowo zaczął przygotowywania do obrony. W tym celu wezwał tatarów z najbliższych obozowisk oraz ściągnął wojska pomocnicze z wcześniej zwasalizowanych siłą szczepów mansyjskich i chantyjskich. Wojsko Kuczuma zbudowało zaporę z zasieków blokującą jedyne dogodne wyjście z rzeki Irtysz na ląd, za którą ustawiono oddziały łuczników oraz obsadziło posterunkami obydwa brzegi tej rzeki, poczynając od ujścia Tobołu aż do zapory z zasieków. Aby uderzyć na wojsko Kuczuma kozacy byli zmuszeni wysiąść z łodzi i zaatakować pieszo. A byli zmuszeni, gdyż na odwrót i powrót do Permi, płynąc tym razem pod nurt rzek, było już za późno, gdyż nadchodzące mrozy z pewnością uwięziły by ich w lodowej pułapce jeszcze po syberyjskiej stronie. Pozostało kozakom albo zwyciężyć, albo zginąć.

Szturm w dniu 8 listopada 1582 r. (wg kalendarza cerkiewnego w 26 października, czyli w dzień św. Dymitra z Tessaloniki, męczennika z czasów prześladowań chrześcijan za cesarza Dioklecjana), wykonany przez kilkuset zawodowych zabijaków uzbrojonych w broń palną (300 sztuk strzelb i arkebuzów), wspomaganych dodatkowo ogniem z trzech przenośnych armatek, przeważył szalę bitwy. Jako pierwsi, przerażeni palbą ogniową, uciekły z pola walki oddziały chantyjskie, a za ich przykładem poszły oddziały mansyjskie. Zaraźliwa panika spowodowała, że wojsko tatarskie również ustąpiło, uciekając na południe. Ich dowódca, kniaź Mametkuł, brat Kuczuma, chociaż ranny, zbiegł z pola bitwy, a chan Kuczum, obserwujący z Góry Czuwaszowej przebieg starcia, także oddalił się w bezpieczne rejony swoich włości. W tym samym dniu kozacy Jermaka zajęli porzucony przez tatarów Kaszłyk.

Ale Kaszłyk nie nadawał się do przezimowania, gdyż było tam zbyt mało miejsca dla całości oddziału. Główna część kozaków rozbiła obozowisko na sporej wyspie Karaczin, położonej przy ujściu Toboła do Irtyszu, w odległości kilkunastu kilometrów od Kaszłyku, tam wykopała ziemianki oraz pobudowała umocnienia i fortyfikacje. W Kaszłyku natomiast znalazło się miejsce dla nie więcej jak piątej części oddziału.

Dalsze walki

Kuczum postanowił odłożyć rozprawę z kozakami na czas, gdy powróci z Permi najbardziej wartościowy segment tatarskich sił zbrojnych, dowodzony przez jego syna Aleja. Przerwa w działaniach wojennych potrwała około miesiąca, a w tym czasie chan rozesłał wici po wszystkich osadach i ułusach chanatu z nakazem zebrania sił w celu pokonanie kozaków i odzyskanie stolicy. Pod broń wezwano wszystkich zdolnych do noszenia broni. Dowodzenie całością armii chan powierzył kniaziowi Mametkułowi, który posiadał największe doświadczenie w starciach z kozakami. Kuczum zdołał zgromadzić więcej wojska niż poprzednio, choć zbrojnego głównie w łuki i oszczepy, szable i topory (w arsenale wojsk tatarskich brakowało broni palnej, prochu i kul do niej, instruktorów mogących nauczyć strzelania jak też rusznikarzy oraz warsztatów produkcyjnych). Oraz dwie stare armaty, trudne do obsługi i trudne do przemieszczania. Ale gdyby udało się otoczyć kozaków i odciąć im drogi zaopatrzenia, wówczas i mroźna zima i ponawianie nękających ataków mogłyby złamać obrońców. Sygnałem ostrzegawczym dla Jermaka była zagłada grupy kozaków, którzy wyprawili się na pobliskie jezioro Abałak, słynące z obfitości ryb, aby uzupełnić prowiant dla obozowiska. Kozacy wpadli w zasadzkę i zostali wybici do nogi. Dlatego Jermak, nie czekając aż Mametkuł pozbiera armię w całość i uszczelni pierścień okrążenia, z wszystkimi swoimi ludźmi ruszył naprzeciw tatarom.

W dniu 5 grudnia 1583 r., w odległości 15 kilometrów na południe od stolicy chanatu, w okolicach wspomnianego jeziora, uderzył na formujące się tam oddziały tatarskie. Krwawy bój trwał przez cały dzień aż do nadejścia nocy, która przerwała walkę. Tatarzy wycofali się, ale w przeciwieństwie do pierwszego starcia, nie była to ani paniczna, ani chaotyczna ucieczka, chociaż ponieśli ogromne straty w ludziach, gdyż tym razem Mametkuł opanował sytuację. Kozacy także ciężkimi stratami okupili powstrzymanie tatarów, choć oczywiście, uznali takie rozstrzygnięcie za swój sukces. Determinacja drużyny Jermaka w walkach wynikała z tego, że kozacy nie mieli ani gdzie, ani jak się wycofać. Strugi bowiem już dawno zostały wyciągnięte na brzeg, aby ich nie zmiażdżył lód zamarzającej rzeki, a w głębokim, kopnym śniegu daleko by nie zaszli przez dzikie lasy tajgi. Ale na razie Tatarzy musieli lizać odniesione rany, toteż nie kwapili się do kolejnej konfrontacji. W wyniku udanych starć ludzie Jermaka zdobyli spore ilości łupów, w tym także dużą ilość koni. Konie zaś pozwalały na większą mobilność, tak że kozacy nie byli skazani wyłącznie na poruszanie się łodziami lub pieszo, zaś konno mogli penetrować tereny oddalone od brzegów rzek.

Co dalej?

Przed powyższym dylematem stanęli jermakowcy, którzy szybko zaczęli zdawać sobie sprawę, że bez instytucjonalnego związku z carem moskiewskim i bez otrzymania pomocy z jego strony nie będą w stanie utrzymać się na Syberii. Dlatego postanowili objąć ziemie chanatu „w imieniu cara”, po czym zmuszali ludność tam żyjącą do przysięgi na wierność państwu rosyjskiemu. I, oczywiście, nałożyli na tę ludność stosowny podatek, zwany jasakiem. W ten sposób niejako zobowiązali Moskwę do udzielenia im pomocy. Na wiosnę (syberyjską) 1583 r. starszyzna kozacka wyprawiła posłów do cara Iwana IV Groźnego z wiadomością o zdobyciu Syberii (a ściślej ziem chanatu syberyjskiego).

W skład 25-osobowej delegacji wchodził zastępca Jermaka, Iwan Kolco, a także atamani Aleksander Iwanow o przezwisku Czerkas oraz Sawwa Bołdyria. Za wskazaniami miejscowych plemion wybrali trasę za Ural inną drogą i popłynęli z nurtem rzek, czyli z Irtyszu do Obi, którą dotarli prawie do ujścia do morza (Morze Karskie), gdzie do sforsowania niskich już w tym miejscu gór (Ural był wówczas znany pod nazwą Kamień) wykorzystali rzekę Sobię (tzw. „szlak peczorski” przez wododziały, tj. z Sobi do Usy, z Usy do Peczory, z Peczory do Kamy). Do Moskwy dotarli latem lub wczesną jesienią 1583 r. Gdyby natomiast chcieli powtórzyć trasę Jermaka (1200 km wiosłowania przeciw nurtowi rzek), mogliby nie zdążyć przekroczyć Uralu przed nadejściem mrozów.

Pierwsza pomoc

Car docenił osiągnięcie jermakowców, darował im wszystkie winy, bo spora część ekipy Jermaka to byli ludzie wyjęci spod prawa, których po złapaniu można było powiesić na najbliższej gałęzi, i polecił wysłać im pomoc pod dowództwem kniazia Siemiona Dymitrewicza Wołchowskiego, podówczas pełniącego funkcję wojewody moskiewskiego. W styczniu następnego roku, (tj. 1584 r.) wojewoda na czele trzech rot (300-osobowy oddział, w tym rota kazańskich strzelców) wyruszył w drogę zaopatrzony w pismo cara do Stroganowych, aby wyposażyli oddział w 15 łodzi (strugów) i niezbędny ekwipunek. Oprócz sotni kazańskich strzelców pozostała część oddziału to byli nałapani pod przymusem jacyś młodzicy, siłą oderwani od sochy albo od pasania krów, i oczywiście nie mający pojęcia o wojaczce, wiosłowaniu i żeglowaniu. Stroganowowie zbyli wojewodę byle czym, bo mieli znacznie poważniejsze kłopoty na głowie. Kozak Iwan Kolco poprowadził znaną już sobie trasą oddział wojewody z Permi przez Ural. Trudy ekspedycji, związane z transportowaniem na plecach ciężkich łodzi i innego ekwipunku, mocno poturbowały zwłaszcza kadrę młodocianych żółtodziobów, którzy dotarli w listopadzie 1584 roku w rejon Kaszłyku skrajnie wycieńczeni, wielu z nich było chorych, rannych i kontuzjowanych. W takim stanie nie reprezentowali żadnej znaczącej wartości bojowej, a swoim pojawieniem się stworzyli kolejny poważny kłopot. Co gorsza, oddział Wołchowskiego w trakcie trudnej przeprawy zużył oraz utracił zabrane ze sobą zapasy żywności i ekwipunku. Jermakowcy nie dysponowali nadwyżkowymi zapasami, szczególnie dla tak licznej ekipy, gdyż gromadzili je tylko w ilościach niezbędnych dla siebie (w tym zapas ziół, chroniących przed awitaminozą). W tej sytuacji Jermak stanowczo odmówił podporządkowania się władzy wojewody oraz żądaniom zaopatrzenia ludzi z nim przybyłych. Także w ciasnych ziemiankach obozowiska na wyspie Karaczin nie dało się pomieścić nowych przybyszów. Oznaczało to, że ludzie wojewody muszą radzić sobie sami. Wojewoda nie dysponował odpowiednią siłą, aby wymusić posłuszeństwo na Jermaku, więc wysyłał gońców ze skargami do cara, ale droga do Moskwy trwała minimum cztery miesiące (w jedną stronę), tak więc, póki co, założył obozowisko w innym miejscu. Jego ludzie nie mogli w tajdze polować ze względu na swój stan fizyczny, nieznajomość terenu, głębokie śniegi i silne mrozy, a zwłaszcza z uwagi na tatarów blokujących obozowiska kozackie Nie mieli także ciepłych ubrań, nie posiadali odpowiednich namiotów i piecyków do ich ogrzewania. Reasumując, brakowało im i ekwipunku i doświadczenia dla przezimowania na Syberii.

Gdy nastała długa i mroźna zima i gdy temperatura często spadała poniżej minus 40 stopni, ludzie wojewody masowo marli z głodu i zimna. Na dodatek chorowali i słabli z powodu awitaminozy (szkorbut), a wszystko to razem dziesiątkowało ich szeregi. Nie wspominając o tym, iż każdy wychodzący za ogrodzenie stawał się często ofiarą watah wygłodniałych wilków. Do połowy lutego 1585 r. wymarło dwie trzecie oddziału i w tym czasie zmarł także wojewoda Wołchowski. Kiedy znikła konieczność podporządkowania się wysłannikowi cara, Jermak postanowił uratować pozostałą przy życiu setkę strzelców, którzy wzmocnili jego siły. Wzmocnienie było potrzebne, gdyż straty bitewne, choroby, mróz oraz wypadki losowe coraz bardziej zmniejszały liczebność sił Jermaka.

Pojmanie Mametkuła

Skutki pierwszego i dalszych niepowodzeń bitewnych wojsk Kuczuma okazały się bardziej trwałe. Ciemiężone plemiona mansyjskie i chantyjskie nie chciały dłużej walczyć z kozakami, a przeciwnie, zaczęły szukać z nimi przymierza. Niedługo po pierwszej bitwie Ałaczej i Bojar, wodzowie mansyjskich szczepów oraz Iszberdej i Suklem, wodzowie szczepów chantyjskich, zaczęli dostarczać zaopatrzenie dla kozaków, którzy obwarowali się w Kaszłyku i na Karaczinie. Także pośród tatarskich kniaziów odżyły wzajemne animozje i chęć rewanżu. Kuczum był bowiem klasycznym krwawym despotą azjatyckim, który pozbywał się faktycznych lub domniemanych konkurentów do władzy, w tej liczbie wielu swoich krewnych, zaś ich rodziny oraz zwolennicy tylko czyhali na jego potknięcie. Ponadto uśmiercił wielu lokalnych książąt (kniaziów), sam zaś otoczył się gwardią złożoną z Nogajów i Kirgizów. I dlatego zapalnikiem ruchów odśrodkowych wśród części elity chanatu syberyjskiego stały się niepowodzenia Kuczuma w walkach z jermakowcami. Książę Sedi-chan z dynastii Tajbugidów, krewniak zabitego przez Kuczuma poprzedniego władcy syberyjskiego kniazia Edigera (władcy nie pochodzący z dynastii Czyngizydów nie mieli prawa do tytułu „chan”), ukrywający się dotychczas w Bucharze, pojawił się na terenach chanatu gromadząc przeciwników obecnego chana. Także jeden z głównych wezyrów, zapisany w kronice pod imieniem Karacza (dostojnicy o randze wezyra nosili w chanacie syberyjskim miano „karacza”), zaprzestał słuchać rozkazów Kuczuma. Z kolei Seinbachta Tagin, inny ważny wezyr z rodu Kuczuma, wydał Jermakowi miejsce, w którym rozbił swój obóz kniaź Mametkuł, brat Kuczuma i głównodowodzący armii tatarskiej. Kniaź z niewielkim oddziałem przybocznym koczował przy ujściu rzeki Wagaj do Irtysza, jakieś sto km od obozu Jermaka. Należało wykorzystać taką okazję i Jermak niezwłocznie wysłał do tego zadania swoich najbardziej wytrawnych i doświadczonych kozaków. Komando kozackie podpłynęło do obozowiska kniazia nocą i atakiem z zaskoczenia rozbiło gwardię Mametkuła, a jego samego zabrało ze sobą. Jermak natychmiast, czyli w końcu zimy 1584/1585 wyprawił w drogę do Moskwy cennego jeńca, dodając mu asystę strzelców pod dowództwem Iwana Kirejewa, zastępcy zmarłego wojewody Wołchowskiego.

Ostatni bój Jermaka

W marcu 1584 r. zmarł car Iwan IV Groźny i przez kilka tygodni trwało zamieszanie w związku sukcesją tronu w moskiewskim kremlu. Sprawa kolejnej pomocy dla ekspedycji Jermaka przez czas jakiś nie miała rangi priorytetowej, czyli musiała odczekać na swoją kolej.

W chanacie syberyjskim kozacy Jermaka, podzieleni na małe oddziałki, zbierali podatek (jasak) od pomniejszych książąt tatarskich i starszyzny plemiennej innych ludów zamieszkujących ziemie chanatu. Nie było z tym łatwo, gdyż rozmaite szczepy nie po to odrzuciły władzę Kuczuma, aby teraz znosić to samo od kozaków. Kozacy egzekwowali więc jasak siłą, co napotykało na opór, prowadziło do starć i związanych z nimi rosnących strat w ludziach.

Siły Jermaka w połowie 1585 r. stopniały do połowy stanu, z jakim przybył w 1582 r. do Kaszłyku. Zdawał on sobie sprawę, że bez nadejścia posiłków już niebawem nie będzie w stanie utrzymać tego, co formalnie włączył do domeny państwa rosyjskiego. Trwanie jermakowców w ziemi chanatu przedłużały nieustanne waśnie w rodzinnym klanie Kuczuma oraz bunty i rebelie jego wasali. Jermak, grając na czas, starał się wygrywać te animozje i zawierał pakty z tymi, dla których władza Kuczuma stała się zbyt uciążliwa lub niewygodna.

W armii tatarskiej, w miejsce pojmanego w niewolę Mametkuła, wodzem o największym znaczeniu został Karacza, który w 1585 r. wdał się w wojnę z Ordą Kazachską.

Karacza wydał się pożytecznym doraźnie sojusznikiem wtedy, gdy przestał uznawać władzę Kuczuma. A gdy przestał ją uznawać, przeniósł swoje koczowiska za południowy brzeg rzeki Tary (prawy dopływ Irtysza), tj. na tereny ordyńców kazachskich. Gdy tam wszedł z nimi w konflikt, wtedy zwrócił się do Jermaka o wsparcie. Wysłany na pomoc 40-to osobowy oddział kozaków pod dowództwem Iwana Kolco wpadł w zasadzkę i ludzie Karaczy wybili kozaków co do sztuki. Ponadto z początkiem wiosny 1585 r. wojska Karaczy blokowały kozaków Jermaka w Kaszłyku, chcąc ich wziąć głodem. Kozacy w nagłym wypadzie rozbili blokadę, zmuszając tatarów do ucieczki. Jermak z kozakami, którzy bazowali w Kaszłyku (około setki), nie chcąc ryzykować ponownego okrążenia, opuścił obozowisko w stolicy chanatu i udał się na tereny, które poprzednio zajmowały oddziały Karaczy.

Chan Kuczum także nie zaprzestał walki z kozakami, ale cały czas monitorował poczynania oraz stan oddziału Jermaka, oczekując nadarzającej się okazji. Rozpuścił plotkę, że Tatarzy zatrzymali na górnym Irtyszu karawanę kupców z Buchary, czyli najważniejszego partnera handlowego dla terenów około uralskich. Gdyby Jermakowi udało się kontrolować kupiecki szlak handlowy dla ruchu towarów do i z Azji Środkowej, wówczas zapewne zdołałby dłużej utrzymywać się w Syberii.

Dlatego Jermak na czele swojej setki kozaków postanowił wyruszyć na odsiecz kupcom. A Kuczum konsekwentnie wciągał go w pułapkę, informując przez podstawionych ludzi, że kupcy znajdują się w górze rzeki Wagaj. Kozacy długo płynęli przeciwko silnemu nurtowi rzek, ale oczywiście karawany kupieckiej nie znaleźli. Gdy zapadł zmrok, postanowili zawrócić, ale z powodu ciemności i zmęczenia musieli zrobić postój na nocleg. Było to 6 sierpnia 1585 r. I wówczas na śpiących kozaków napadli tatarzy Kuczuma. Jermak osłaniał odwrót kozaków, którzy musieli dostać się do łodzi, aby móc się uratować. Walczył do końca i zginął na brzegu Wagaju wraz z dwudziestoma towarzyszami, ale reszta oddziału zdołała wsiąść do łodzi i odpłynąć.

Kolejny oddział z pomocą dla Jermaka, wysłany już przez nowego cara, a w zasadzie przez wszechwładnego Borysa Godunowa, brata żony cara Fiodora, dotarł nad Irtysz późną wiosną 1586 r. Nie tylko nie było już wówczas na tym terenie Jermaka, ale nie było go wśród żywych. Także resztki Jermakowej ekspedycji, czyli niecała setka kozaków, opuściły Syberię wkrótce po śmierci dowódcy.

Jeszcze przez trzynaście lat toczyły się walki zakończone podbiciem państwa Kuczuma przez Rosję. Moskwa metodycznie zagarniała kolejne tereny chanatu, wznosząc twierdze kontrolujące główne rzeki syberyjskie. Między innymi, już w dwa lata po śmierci Jermaka, niedaleko Kaszłyku, wybudowano twierdzę Tobolsk, która stała się stolicą nowo pozyskanych ziem zauralskich.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



tagi: jermak  syberia 

stanislaw-orda
7 września 2017 00:30
5     415    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
pink-panther @stanislaw-orda
7 września 2017 01:59

Bardzo ciekawe. Jak się okazuje , zasada, że "koszty ludzkie nie grają roli" to stara zasada moskiewska. Zapewne i Kompania Moskiewska od roku 1555 pod protektoratem angielskich królów zainstalowana w Moskwie uzyskała "szersze spojrzenie" na ten cały biznes.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @stanislaw-orda
7 września 2017 07:17

To nie jest tylko "stara moskiewska zasada". To jest zasada wszystkich imperiów w odniesieniu do  sfery kolonizacji.

PS

Koszty ludzkie przy podporządkowaniu  Syberii były relatywnie bardzo nieznaczne.

zaloguj się by móc komentować

betacool @stanislaw-orda
7 września 2017 16:57

Mnie wprawia w zachwyt ówczesna logistyka, do której współcześni, dysponując ówczesnym sprzętem nie są w stanie się zbliżyć.

A przy okazji - bardzo lekko się czyta ten tekst - to naprawdę sztuka tak pisać.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @betacool 7 września 2017 16:57
7 września 2017 18:31

Współcześni nie mają wprawy w posługiwaniu się ówczesnym sprzętem.

Prosze sobie wyobrazić nawigowanie przez dzisiejszego kapitana statku bez tych wszystkich cudeniek, GPS-ów i wspomagania telekomunikacją satelitarną. Pewnie nie potrafiliby znaleźć Gwiazdy Polarnej na niebie, aby utrzymać np. kurs  na północ. Co akurat potrafili strarożytni, średniowieczni czy z epoki  Jermaka wszyscy  przeciętni sternicy czy żeglarze, najczęściej analfabeci.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @pink-panther 7 września 2017 01:59
10 września 2017 13:01

To nie jest tylko "stara moskiewska zasada". To jest zasada odnosząca się do wszystkich imperiów w przedmiocie  kolonizacji i ekspansji.

PS

Straty  ludzkie przy podboju Syberii były relatywnie bardzo nieznaczne.

W całym chanacie syberyjskim zaludnienie w trakcie kolonizacji nie przekraczało 200 tys. ludzi, z tego większość stanowowili mobilni nomadzi (koczownicy). A spora część w ogóle nie była Tatarami. Plemiona nietatarskie najszybciej przyjmoway patronat Moskwy, zazwyczaj  dobrowolnie.

Przewaga militarna ekspedycji rosyjskich nad mieszkańcami Syberii była porównywalna do przewagi Anglosasów nad szczepami czerwonoskoprych w trakcie podboju "Dzikiego Zachodu" na kontynencie północnoamerykańskim.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować