-

stanislaw-orda : unukalhai (unuk.al.hayah@gmail.com)

Kudak - kresowe Westerplatte (część 1)

Już coraz mniej ludzi kojarzy o czym mówią słowa pieśni, która była śpiewana przy wieczornych ogniskach, bo i tytuł jej jest coraz mniej adekwatny do takich właśnie okoliczności. Współczesnym obywatelom środkowo-wschodniego kawałka zjednoczonej Europy ognisko kojarzy się prawie wyłącznie z podlewanym piwem, tudzież rozmaitymi produktami Polmosu, grillem. Nie uczęszczam na tego rodzaju imprezy, zatem nie wiem co się przy tych okazjach zdarza śpiewać, ale nie podejrzewam, by w aktualnym repertuarze pojawiała się wzmiankowana pieśń.

Tekst utworu „Płonie ognisko i szumią knieje” napisał w listopadzie 1918 roku, czyli w dniach odzyskiwania niepodległości przez Polskę, ówczesny komendant Hufca Harcerzy w Tarnowie - druh Jerzy Braun. Po raz pierwszy tekst tego utworu ukazał się drukiem w pierwszym numerze z 1920 r. miesięcznika „Czuwaj”, które to pismo było organem Harcerskiej Komendy Dzielnicowej w Tarnowie, a którego założycielem i pierwszym redaktorem był właśnie druh Jerzy.

https://m.youtube.com/watch?v=LUpapJz-Wwg

Ten wstęp był mi potrzebny do postawienia tezy, która sprowokowała mnie do napisania niniejszej notki. Otóż w tekście wspomnianej pieśni znajduje się fraza mówiąca o rycerstwie spod kresowych stanic. Nawet gdy się ją powtarza, to konia z rzędem temu, kto byłby w stanie wymienić nazwy jakichś stanic broniących w XVI i XVII wieku polskich kresowych granic. Recz jasna, bez sięgania do pomocy źródłowych typu Wiki czy klasyczna biblioteka. Nie wykluczam, że coś komuś zaświtałoby, gdyby przypomniał sobie wątki z fabuły powieści „Ogniem i mieczem”. Może wymieniłby jakiś Bar, Kamieniec Podolski albo Zbaraż. Nie wykluczam całkowicie, iż mogłoby się zdarzyć, że wyjątkowy pasjonat historii polskiej wymieniłby także nazwę Kudak, ale jestem pewien, że wszystkim pozostałym nazwa ta z niczym się nie kojarzy, chociaż kojarzyć się powinna.

W niniejszym tekście chciałbym uzasadnić dlaczego powinna.

Początki

Konieczność wybudowania warowni na południowo-wschodnich kresach ówczesnego Wielkiego Księstwa Litewskiego (zjednoczonego już wówczas unią z Koroną Królestwa Polskiego) na terenach, gdzie stykały się domeny tego księstwa z domenami Imperium Ottomanów oraz ich wasala, czyli tatarskiego Chanatu Krymskiego, zaczęła być dostrzegana w ostatnim  ćwierćwieczu XVI stulecia podczas panowania króla Zygmunta III Wazy. Sułtan turecki coraz poważniej groził polskiemu królowi podjęciem zdecydowanych kroków odwetowych za ustawiczne napady na swoje włości przez „kozaków” z Niżu dnieprowego. Sułtan zażądał ukrócenia rabunkowych rajdów przeprowadzanych przez „niżowców”, gdyż terytoria na Niżu już podówczas, to jest po podpisaniu w 1569 roku unii polsko-litewskiej tereny ówczesnego województwa kijowskiego formalnie należały do Korony Królestwa Polskiego, a nie jak dotychczas do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Ale także z powodu, że Wielki Książę Litewski był jednocześnie królem polskim i władcą Rzeczypospolitej Obojga Narodów, żądania takie w coraz ostrzejszej formie były kierowane pod adresem króla.

W końcu XVI stulecia król Stefan Batory przyznał „kozakom” niżowym tereny do wykorzystania, a mianowicie miejscowość Trechtymirów nad Dnieprem jako ośrodek administracyjny oraz wieś Samar nad rzeką Samarą jako ośrodek szpitalny i dla inwalidów wojennych. Król miał na względzie bodaj częściowe związanie zwiększającego się liczebnie „wolnego kozactwa” z Królestwem Polskim poprzez tzw. rejestr, czyli wzięcie ich na żołd za obronę rubieży kresowych. Oczywiście te formacje (max. 12 000 zbrojnych, z których gros angażowanych zazwyczaj było na innych frontach, bynajmniej nie na Niżu dnieprowym), które mogły być utrzymywane w ramach „rejestru”, miały pełnić głównie rolę straży granicznej, czyli  monitorować czy znad stepów czarnomorskich nie nadciągają zagony tatarskie albo oddziały tureckie od Pól Oczakowskich. Mobilne konne patrole kozackie mogły się szybko przemieszczać i np. skutecznie sygnalizować o nadciągającym zagrożeniu systemem ogni rozpalanych na kurhanach górujących nad bezleśnymi stepami (systemem ognisk zwanym jassy). Poza wszystkim władcy polscy nie mogli bez końca wmawiać sułtanowi tureckiemu, że są to ziemie” niczyje”, zaś ludność na nich przebywająca nie podlega królewskiej jurysdykcji, a zatem, król nie może brać odpowiedzialności za rozboje dokonywane przez mieszkańców „niczyich” ziem. Bo oto wśród tych niżowych rozbójników, trafiających co i raz do niewoli tureckiej, niemało było takich, którzy wcale nie pochodzili z kresowych ziem „Poddnieprza”, przy czym nierzadko trafiali się i  przedstawiciele stanu szlacheckiego. Na Niżu dnieprowym znajdowali bowiem schronienie czy to bankruci - uciekinierzy przed wierzycielami, albo przegrani w wyniku niekorzystnych wyroków sądowych, ale najczęściej pospolici przestępcy szukający schronienia przed zemstą prywatną albo sądową. Rzecz jasna byli tam uciekinierzy nie tylko z ziem Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, ale również ze wszystkich ziem okolicznych. Tym samym większość „kozactwa” stanowili ludzie nieokreślonego autoramentu, przymusowi oraz dobrowolni banici z dotychczasowego swojego środowiska i miejsca zamieszkania.

Właśnie tam, za porohami dnieprowymi, mniej więcej 500 km na południowy wschód od Kijowa z nurtem tej rzeki, gdzie już nie sięgała swoim oddziaływaniem żadna faktyczna władza, wszyscy oni mogli wieść życie nie podlegając niczyim prawom, poza ustanawianymi dla własnych potrzeb regułami. Ich rosnąca populacja powodowała, że byli zmuszeni podejmować coraz częstsze łupieżcze rajdy, coraz bardziej zuchwałe i coraz bardziej dokuczliwe zarówno dla sułtana tureckiego i jego lenników, jak również dla  osadników osadzanych na kresowych ziemiach przez litewskich i polskich możnowładców. Osadnictwo to było z jednej strony narażone na samowole hajdamaczyzny, z drugiej na równie niszczycielskie najazdy tatarskie, a z trzeciej na skutki ekspedycji karnych i odwetowych podejmowanych przez wojska tureckie. Z tego głównie powodu brakowało chętnych do osiedlania się na tych odległych terenach, aby zajmować miejsce po wcześniejszych pionierach, których złupiono, zabito lub uprowadzono w jasyr. Koniecznością stawało się zbudowanie sieci warowni, które ograniczałyby swobodę poczynań grabieżców, dawały schronienie osadnikom, zaś stacjonujące w nich garnizony budziłyby respekt oraz mogłyby podejmować zarówno skuteczną obronę jak i działanie interwencyjne.

Miejsce akcji

Prawie każdy, kto tylko nie przewagarował okresu nauki w szkole średniej, zetknął się z określeniem „Dzikie Pola”, a może i nawet „Zaporoże”. No, ale gdyby chcieć to opisać konkretniej, przedstawiałoby to zapewne spory problem. Tak więc, choćby z tego względu, należałoby tę kwestię doprecyzować. Na przełomie stuleci XVI i XVII granicą oddziaływania Królestwa Polskiego w województwie kijowskim była warownia Krzemieńczuk, założona w końcu XVI stulecia na wysokości lewego dopływu Dniepru - rzeki Psioł. Czyli płynąc z nurtem Dniepru, w odległości około 250 km na południe od Kijowa. Rzecz jasna, nadal to nie daje wyobrażenia o odległości tych „Dzikich Pól” czy „Zaporoża” od centrów Królestwa Polskiego. A więc odległośc w linii prostej od Lwowa do Kamieńca Podolskiego wynosiła co najmniej 220 km, zaś z Kamieńca do Krzemieńczuka kolejne 510 km. Razem sporo ponad 800 km po szlakach marnych i rzadko rozmieszczonych, zaś spływ rzekami miałby trasę znacznie dłuższą. Dodatkowo, odległość z Lwowa do Krakowa to ok. 300 km. Z Warszawy do Kijowa było w linii prostej ok. 800 km, czyli Krzemieńczuk znajdował się w odległości ponad 1000 km od stolicy. Tak bardzo  odległa od centrów Królestwa Polskiego była północna granica obszaru nazywanego Dzikimi Polami. Co prawda na tym rozległym terenie istniały już wcześniej nad Dnieprem dwa inne ośrodki, tj. Kaniów i Czerkasy, ale po wyparciu Mongołów, którzy odchodząc pozostawili spaloną ziemię jak i nie zostawili żywej duszy tam zamieszkałej, trzeba było na nowo odbudowywać te miejscowości. Kaniów był założony przez księcia kijowskiego już w XII stuleciu ze względu na konieczność kontrolowania strategicznie ważnego szlaku wiodącego wzdłuż Dniepru od Kijowa przez greckie faktorie na Krymie do Konstantynopola (szlak tawański). Gdy księstwo kijowskie dostało się pod panowanie Mongołów, wówczas w Kaniowie urzędował baskak, czyli poborca podatków, który do ich ściągania miał do dyspozycji oddział Czerkiesów stacjonujący jakieś 50 km na południe od jego siedziby. Nazwa Czerkasy najprawdopodobniej nadana została przez miejscowych temu obozowisku. Gdy w połowie XV stulecia Turcy zdobyli Konstantynopol, po czym zwasalizowali chanat krymski, wówczas straciły na znaczeniu dotychczasowe strategiczno-handlowe atuty Kaniowa i Czerkasów. Skutkiem czego miejscowości te podupadły i wyludniły się.

W samej końcówce XVI stulecia książę Aleksander Wiśniowiecki zbudował niedaleko od granicy Dzikich Pól warownię w Czehryniu, wyposażoną w działa i obsadzoną przez kilkudziesięcioosobową załogę zbrojnych, a następnie podobną pobudował w trochę bardziej odległym Korsuniu. Miasta wokół warowni lokowane były na prawie magdeburskim, a zatem starostowie mieli prawo nakładać i pobierać podatki od ludności zamieszkałej w obrębie ich starostwa. Z tego, między innymi, powodu powstawały konflikty z tzw. wolnymi kozakami, które w końcu przeradzały się w bunty o mniejszym lub większym zasięgu. Bunty krwawo tłumiono, przywódców kozackich skazywano na śmierć, zaś spirala wzajemnych pretensji i urazów przeradzała się w nienawiść, skrywaną lub jawnie okazywaną, ale zawsze oczekującą na dogodny moment do rewanżu. A nieliczne warownie w żaden sposób nie miały możliwości kontrolować tego, co dzieje się na bezkresach Dzikich Pól.

Dzikie Pola

Co zatem takiego kryło się pod określeniem Dzikie Pola? Rzecz jasna, geneza nazwy nie wywodzi się od poziomu cywilizacyjnego mieszkańców tychże, ale z powodu, że pola na ww. obszarze  nie były uprawiane. Był to teren stepowych nieużytków, a tylko w rzadkich miejscach małe skrawki ziemi były uprawiane przy chutorach, niczym oazach na pustyni. Z powodów objętościowych muszę pominąć długą i zawiłą historię określania granic terenów objętych terminem Zaporoże, a potem wydzielonych jeszcze z niego Dzikich Pól. Zarówno różni najeźdźcy rozmaicie określali ziemie nad dolnym Dnieprem, jak też ich czasowi mieszkańcy mieli nań własne nazwy (np. nyz, czyli Niż).Rzecz jasna, podróżnicy albo raczej szpiedzy, wysyłani do zbadania i opisu tych ziem, również niejednakowo określali granice tego terytorium. Dla potrzeb tej opowieści wystarczy całkowicie oparcie się o zapisy na mapach sporządzonych przez francuskiego markiza Guillaume (Wilhelm) le Vasseur de Beauplan, który na przełomie lat 20 i 30 XVII stulecia podjął na zaproszenie Zygmunta III Wazy służbę jako kapitan artylerii i inżynier wojskowy ze specjalnością budowa fortyfikacji. Dalsze jego losy związane są z wieloletnią służbą na dworach królewskich (później Władysława IV i Jana Kazimierza) oraz magnackich (Stanisław Koniecpolski). Poza pracami kartograficznymi ważnym zadaniem Beauplana było stworzenie systemu ryglowego twierdz na pograniczu Dzikich Pól, które miały za zadanie ograniczyć zasięg najazdów tatarskich i kozackich. W tym celu Beauplan zaprojektował budowę lub rozbudowę takich, między innymi, warowni jak np. Bar, Brody, Kudak, Krzemieńczuk, a także przebudowę zamku w Podhorcach.

Ogólnie można przyjąć, że Dzikie Pola to obszar stepowy rozciągający się na południe od prawego dopływu Dniepru – Taśminy, którego zachodnią granicą był dopływ rzeki Boh – Siniucha (Sine Wody), a od południa rzeka Boh do jej ujścia (liman) do Morza Czarnego, natomiast wschodnią jego granicę wytyczała rzeka Ingulec, prawy dopływ dolnego Dniepru. Z kolei teren zwany Zaporożem rozciągał się na wschód od rzeki Ingulec do Dniepru na wysokości jego lewego dopływu – rzeki Samary oraz na wschodnim brzegu Dniepru obejmował teren wzdłuż Dniepru na południe od Samary i jej dopływu Wołczy aż do rozlewisk dnieprowych określanych nazwą Końskie Wody (obecnie teren zalany wodami Zbiornika Kachowskiego spiętrzonymi dla potrzeb jednego ze składników    kaskady pięciu dnieprzańskich hydroelektrowni).

W granicach Królestwa Polskiego obszar Dzikich Pól i Zaporoża obejmował nie mniej niż 50 000 km kw., z zastrzeżeniem, że obszary stepowisk, które stanowiły kresy dla wszystkich ówczesnych mocarstw prowadzących ekspansję w tym rejonie świata, wykraczały znacznie poza granice Królestwa Polskiego. Czyli całość tego obszaru była znacznie rozleglejsza, choć jego wielkość nie jest możliwa do dokladnego oszacowania. Ale gdyby uwzględnić tylko tereny graniczące z Królestwem Polski, które rozciągały się do wybrzeży Morza Czarnego, utworzyłyby one obszar o co najmniej dwukrotnie większej powierzchni, czyli ponad 100 000 km kw., choć stanowiłoby to piątą część ziem nazywanych „Ukrainą”.

Zaporoże

Wcześniej opisane zostały granice obszaru nazywanego Zaporożem, ale tereny na których lokowane były koczowiska kozackie, wykraczały poza tak określone terytorium. Szczególnie po lewej - wschodniej stronie Dniepru (Zadnieprze) były one bardzo umowne. Otóż na początku XVII stulecia jedyną warownią najbardziej wysuniętą ku południowi był Krzemieńczuk nad Dnieprem, zbudowany u ujścia Psiołu. Dopiero prawie 100 km na północ od Krzemieńczuka znajdowała się miejscowość Połtawa (Pułtawa), należąca do dóbr książąt Wiśniowieckich i licząca wówczas ok. 800 gospodarstw domowych. A w kierunku południowym od Psiołu nie było żadnych stałych osad przez ponad 200 km, aż do Starej Siczy na dnieprowej wyspie Chortyca (obecnie w centrum miasta Zaporoże). Na południe od Krzemieńczuka, ale po prawej stronie Dniepru aż do rzeki Ingulec, także nie było większych stałych osad, poza rzadko spotykanymi jednozagrodowymi siedliskami (chutor).

Zaraz za ujściem do Dniepru jej lewego dopływu - rzeki Samary, zaczynały się w dół rzeki progi skalne, które stanowiły poważną przeszkodę dla transportu towarów drogą wodną. Progi te udawało się sforsować na małych, „zwinnych” łódkach zwanych czajkami, których używali kozacy, ale nie można było ich pokonać statkami czy łodziami załadowanymi towarem. Kupcy musieli przed tymi progami przybijać do brzegu i przewozić towary lądem aż do minięcia odcinka Dniepru na którym występowały te przeszkody. Ale można było również wynająć kozaków, którzy przeładowywali towar z jednej dużej łódki na kilka swoich czajek i znając świetnie miejsca w progach nadające się do przepłynięcia, pośredniczyli w transporcie. Podobne operacje były narażone na ryzyko utraty towaru, albo drogą rabunku, czyli ucieczki w gęstwinę bezludnych wysepek i rzeczek, albo zatopienia w nurtach Dniepru.Tak więc nazwa Zaporoże oznaczała teren za progami skalnymi na Dnieprze (progi – porohy). Było tych progów na długości 70 km, w zależności jak kto je liczył, co najmniej sześć, a niektórzy doliczali się nawet trzynastu. Pierwszy z tych, które pokonywała rzeka, zwany był „z tatarska” Kojdackim. Do jego nazwy wypadnie powrócić w dalszym ciągu tej opowieści.

Ostatnie zwarte kompleksy leśne, obfitujące w drzewa nadające się do budowy kozackich łodzi, znajdowały się nad brzegami rzeki Samary. Te leśne kompleksy rozciągające się na granicy stepów były miejscami najbliżej położonymi dla „kozaków” z Dzikich Pól i Zaporoża, gdzie oni mogli zaopatrywać się w ten surowiec. Oczywiście, lasy zaopatrywały kozaków nie tylko w drzewa konieczne do wyrobu łodzi, ale i w zwierzynę. Ponadto wody Samary obfitowały w ryby. Jak było zasygnalizowane już wcześniej, sułtan turecki stanowczo żądał ukrócenia rabunkowych „chadzek” kozackich na nadbrzeżne miasta w imperium Ottomanów. A tych „chadzek” dokonywano na owych czajkach, które zbudowane zostały z drzew wycinanych w lasach nad Samarą.

Tak więc zamysł wybudowania warowni u ujścia Samary, której działa sprawowałyby nadzór nad żeglugą w tak strategicznym miejscu, narzucał się z tzw. całą oczywistością wojewodom odpowiedzialnym za kresowe rejony przygraniczne. Warownia taka miała również powstrzymać napływ zbiegów z terenów Korony na Zaporoże i liczebne zasilanie kozaków nierejestrowych. I chociaż król Batory przekazał kozakom tereny wokół Samary, które od tamtej pory były przez nich uważane za własność, to w początkach XVII stulecia realia z czasów króla Batorego były już nieaktualne. Rzeczpospolita Obojga Narodów znajdowała się u szczytu potęgi po tym, gdy w 1609 roku podczas wojny o Inflanty pokonała pod Kłuszynem szwedzko-rosyjską armię, w wyniku czego powiększyła swoje domeny na wschodzie o ziemie smoleńską, czernihowską i siewierską, zaś król Władysław IV Waza został na przeciąg kilku lat carem Rosji (lata 1610-1613). W wyniku kontrakcji rosyjskiej wojsko polskie opuściło Moskwę, a na mocy traktatu rozjemczego w Dywilinie (w 1614 r.) król zrzekł się pretensji do tronu carskiego (za co otrzymał rekompensatę w wys. 20 000 rubli, ówczesnych, rzecz jasna), przy czym jednocześnie car Michał I Romanow zrzekł się pretensji do Inflant.

Trochę później zawarty został pokój z Turcją (1634 r.), w którym Rzeczpospolita zobowiązała się do powstrzymania kozaków zaporoskich od „chadzek” na ziemie tureckie. W imieniu Rzeczypospolitej zobowiązanie takie podjął hetman wielki koronny i wojewoda kijowski Stanisław Koniecpolski (herbu Pobóg). Hetman utrzymywał kontakty z Portą i sułtanem, bowiem włości będące w jego władaniu graniczyły z Imperium Ottomańskim, przy czym poznał język jak i zwyczaje tureckie. Tym samym, zobowiązanie podjęte przez tego konkretnie przedstawiciela Rzeczypospolitej posiadało dla sułtana tureckiego walor wiarygodności.

W styczniu 1635 roku, zwołano w Warszawie sejm który podjął uchwały mające w założeniu zdyscyplinować sytuację na Niżu Dnieprowym, czyli Zaporożu i Dzikich Polach. Po pierwsze zmniejszono kontyngent kozaków rejestrowych do 7 000 jeźdźców, czyli prawie do połowy poprzedniego stanu. Po drugie, co w tym opowiadaniu interesuje nas najbardziej, a zatem i po ostatnie, zgodzono się na wybudowanie twierdzy nad Dnieprem przy porohu Kojdackim, przeznaczając na ten cel 100 000 złotych polskich.

Beauplan czyli piękny projekt

Sejm dał zielone światło aby powstała w tym miejscu fortyfikacja o charakterze twierdzy. Polacy twierdz nie budowali, a jeśli jakieś znajdowały się wówczas w granicach Rzeczypospolitej, były to fortece zbudowane przez innych (np. Malbork). Nie dbano o nie, nie remontowano ani nie modernizowano. Z czasem popadały w ruinę, zresztą w przypadku konfliktów zbrojnych przeważnie nikt ich nie bronił. Od czasów Grunwaldu rycerstwo polskie szczyciło się dewizą głoszącą, że „Polak to ma po naturze, bić się w polu a nie w murze”. Rzecz jasna, miejscowości już istniejące otaczane były z konieczności szańcami i obwałowaniami, ale Kudak był pierwszą fortyfikacją na kresach „ukrainnych”, wzniesioną z przeznaczeniem wyłącznie militarnym.

Wojewoda kijowski, hetman Stanisław Koniecpolski wyznaczył do projektu i nadzoru nad pracami budowlanymi warowni w Kudaku, przedstawionego już wcześniej inżyniera wojskowego Wilhelma le Vasseur de Beauplan (Beauplan to przydomek, gdyż w starym i licznie rozgałęzionym rodzie Levasseur powtarzały się imiona, zatem trzeba było jakoś się rozróżniać). Miejsce było wybrane już wcześniej, na wzgórzu naprzeciwko ujścia Samary do Dniepru, a niedaleko przed pierwszym z porohów. Przeznaczeniem warowni było kontrolowanie żeglugi na Dnieprze oraz nadzór nad pływaniem w ujściu Samary. Od strony stepów nie obawiano się zbytnio ataku, gdyż ani czambuły tatarskie ani kurenie zaporoskie nie dysponowały armatami, które są konieczne przy obleganiu umocnień fortecznych. Nazwa Kojdak dla powstającej warowni narzucała się, choćby dlatego żeby z łatwością skojarzyć jej położenie. Ale hetman St. Koniecpolski znał język turecki, a pewnie i tatarski, który poznał w czasach przebywania w jasyrze, stąd wiedział, że po tatarsku kojdak ma znaczenie sprośne, w żaden sposób nie pasujące do strażnicy strzegącej ważnej rubieży, natomiast zdecydowanie lepiej pasujące do skały wystającej ponad nurt rzeczny. I z tego powodu zdecydował, że nazwa Kudak będzie bardziej stosowna dla twierdzy. Oczywiście, była to nazwa urzędowa, oficjalna, zaś okoliczna ludność, kozacy, Tatarzy czy nawet żołnierze rekrutowani na pobliskich terenach używali nazwy dotychczasowej.

Zbudowano fosy, wały i bastiony wg schemat rozrysowanego przez Beauplana, z powodu pośpiechu wznosząc wyłącznie ziemno-drewniany czworobok fortyfikacji. Pośpiech był spowodowany pogłoskami o rychłym kolejnym buncie kozaków „zaporoskich” i trzeba było przed nadchodzącą zimą przeprowadzić demonstrację siły, która miałaby zniechęcać do wszczynania rebelii. Z końcem lata 1635 roku Kudak obsadzono załogą, mimo iż nie dokończono w całości prac nad umocnieniami, ani nie sprowadzono artylerii, którą miano zamiar dostarczyć dopiero na wiosnę 1636 roku. Załoga warowni mieściła się w ziemiankach, lepiankach i szałasach, składy i magazyny znajdowały się w ziemnych piwnicach, a jedynie dla komendanta postawiono mały drewniany domek. Komendantem ziemno-drewnianej twierdzy mianowano kondotiera (najemnika) z Francji, niejakiego Jeana Marion, być może desygnowanego do tej roli z poręczenia Beauplana. Komendant miał przydzielonego łącznika do kontaktów z miejscowymi, szlachcica Przyjałgowskiego, który był w Kudaku „komisarzem” z ramienia Rzeczypospolitej. Niezbyt liczna załoga (bodajże liczyła wówczas mniej więcej 200-300 ludzi) stanowiła zbieraninę najemników z rozmaitych stron, z tym iż poszczególni dowódcy wywodzili się głównie z krajów niemieckojęzycznych. Czyli najemnicy ci stanowili twór obcy wśród ludności rusińskiej, w zasadzie jej wrogi, nie znający ani nie rozumiejący obyczajów tutejszych mieszkańców. Przybysze znad lub zza Renu jawnie okazywali pogardę miejscowym „dzikusom” i stosownie do tego ich traktowali. Było więc jedynie kwestią czasu, gdy nabrzmiewająca wzajemna nienawiść znajdzie sobie ujście w jakimś krwawym rozstrzygnięciu. I okazało się, że nie trzeba było na nie zbytnio czekać.

Otóż tereny nad rzeką Samarą, czyli kraina zwana wówczas Samarią, oprócz bogactwa lasów, posiadały także połacie żyznej ziemi, na której ochotnicy kozaccy, którzy opuszczali kosze siczowe na dnieprowym Niżu i tamtejsze życie w celibacie, zakładali tutaj swoje siedliska i rodziny decydując się na prowadzenie osiadłego trybu życia. Ośrodkiem wokół którego powstawały ich chutory był, założony 60 lat wcześniej, samarski klasztor prawosławny (monaster), który pełnił także funkcję szpitala dla „zaporożców”, a także tutejsi mnisi prowadzili szkółkę dla dzieci osadników. Położenie monasteru i osad po lewej stronie Dniepru pozostawiało je poza głównymi szlakami najazdów tatarskich, których zagony przeprawiały się na prawy brzeg Dniepru daleko na południu, u wyspy Tawań (dzisiaj na wysokości miasta Nowa Kachowka), po czym kierowały się na północny zachód. Tak więc do czasu pojawienia się zgrai międzynarodowych rzezimieszków i opryszków, z których głównie składał się garnizon w Kudaku łącznie z jego komendanturą, nikt nie niepokoił mieszkańców Samarii. Załoga warowni natychmiast zaczęła utrudniać kozakom połowy ryb, czyli po dzisiejszemu zorganizowała „reket” niejako opodatkowując te połowy. Na domiar złego, w  jednej ze swoich łupieżczych ekspedycji na początku września 1635 roku „dragoni” w obecności Przyjałgowskiego, złupili klasztor samarski.  Prawdopodobnie doszło do tego w wyniku rzucenia podejrzenia na przełożonego monastyru, ojca Paisjusza, że knujeon  jakiś spisek przeciwko wojewodzie kijowskiemu. Komendant Kudaku, licząc się z oporem mnichów, wyekspediował na akcję liczny oddział „dragonów”. Mnisi faktycznie stawiali zacięty opór i wieść o napadzie rozeszła się szybko po całej okolicy. W drodze powrotnej oddział ekspedycyjny został dopędzony przez przybyłych na pomoc kozaków i   wybity, zanim zdążył dotrzeć do przeprawy na prawy brzeg Dniepru i schronić się za murami Kudaku. Pojmanego Przyjałgowskiego natychmiast powieszono. Kozacy „poszli za ciosem”, bo oto inny oddział kozacki, dowodzony przez rutynowanego zabijakę Iwana Sulimę, podpłynął pod Kudak, po czym kozacy wysiedli ze swoich czajek i uderzyli szturmem od najsłabiej ufortyfikowanej strony, gdyż podejście od południowych stepów miały ryglować armaty, których nie zdążono dostarczyć. Szturm rozpoczęty w nocy z 3 na 4 września 1635 roku zakończył się po kilku godzinach wybiciem resztek obrońców, wszak w twierdzy pozostało niewielu zbrojnych, gdyz ich większość zginęła w starciu nad Samarą. Francuski komendant Kudaku zginął rozstrzelany z łuków przez kozaków.

Takim oto tragicznym finałem skończył się pierwszy etap poskramiania kozaków zaporoskich za pomocą wzniesienia warowni na granicy Dzikich Pól. Niebawem po nim nastąpił ten właściwy etap, czyli ważniejszy, choć jednocześnie ostatni.

O nim będzie mowa w drugiej części opowiadania.

cdn za tydzień
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



tagi: kudak   twierdza kudak 

stanislaw-orda
20 października 2017 12:00
46     801    11 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Maryla-Sztajer @stanislaw-orda
20 października 2017 13:33

Plus

.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Maryla-Sztajer 20 października 2017 13:33
20 października 2017 13:58

Długie to i musialem podzielić na dwie części.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda
20 października 2017 14:11

Super, mój obszar zainteresowań,  tylko kurhanu brak:).

.

 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @stanislaw-orda
20 października 2017 19:49

A mnie się z kresowymi stanicami kojarzy sienkiewiczowski Chreptiów. Rzeczywiście przez pana Wołodyjowskiego dowowdzony. Tyle, że Jerzego. No, ale ten od Hajduczka też miał na pierwsze Jerzy, ale ponieważ ten patron tylko zabiciem smoka się wsławił, więc został porzucony dla drugiego patrona, Michała, co samego Lucyfera do piekieł strącił...

https://pl.wikipedia.org/wiki/Chrebtijiw

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @jolanta-gancarz 20 października 2017 19:49
20 października 2017 20:09

Rzecz jasna, tych stanic kresowych było trochę więcej.

A jeśli ktoś ma czas:

http://www.osadnicy.org/stanice_archiwum.htm

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda
20 października 2017 22:38

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Twierdza_w_Kamie%C5%84cu_Podolskim

.

Miał powstać cały system, linia obrony granicy. Każde z miejsc obronnych miało swoją ciekawą historię, znaczenie Kamieńca rozumieli dwaj papieże, tworząc fundacje dla rozbudowy twierdzy. Chyba jedyne, tak wysokie wsparcie linii kresowej. 

Zresztą i system 'hydrauliczny ' zastosowany. ..unikalny. 

Warto by systematycznie zlustrować Dzikie Pola. ..

Usilowalam wypatrzec na starej mapie najważniejsze miejsca. Nie wszystko znalazłam :). Może jutro

.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Maryla-Sztajer 20 października 2017 22:38
20 października 2017 23:00

a z którymi miejscami na mapie jest taki kłopot?

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda 20 października 2017 23:00
21 października 2017 09:47

Jeszcze sobie będę oglądać. ..Fascynujące. Granica była płynna,  falowała pod naporem, ale z grubsza, ten pas ziemi trzymał się aż do końca RON.

Potem skorzystali na tym terytorialnie austryjacy. .

A polegliśmy na innym odcinku, front z Moskwą. 

I w budowie linii twierdz i stanic główną rolę odgrywali chyba kresowi książęta, król wygląda na wynajętego urzędnika, w dodatku daleko.

.

 

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Maryla-Sztajer 21 października 2017 09:47
21 października 2017 10:10

Wazowie nie zajmowali sie kresami ukrainnymi. Ich interesował basen Bałtyku.

Kudak i tego rodaju przedsięwzięcia to była idee fixe hetmana Stanisłąwa Koniecpolskiego, który chciał oprzeć Polske o Morze Czarne wypierając z  Krymu  Tatarów.

Kudak miał stanowić  tylko pierwszy etap tego projektu. No, ale projekt bez orientacji całego państwa n a  jego realizację był niewykonalny. Bo np. Moskwa , aby podbić Krym potrzebowała około 200 lat  i było to możliwe ze względu tylko z uwagi na absolutystyczny charakter władzy w państwie  carów. A w  Polsce król musiał żebrać u szlachty, by móc wypłacać żołd wojsku, ktore było na rejestrze "państwowym".

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda
21 października 2017 10:51

Tak, Koniecpolskiego warto znać. Jego Brody i Podhorce..

Niestety nikt z moich rozmówców nie identyfikuje się z tamtą naszą historią. Myślą ze była Ukraina, którą podbilismy. ..Galicja :(.

Podobnie z moim rodzinnym pograniczem. Nikt nic nie wie. 

Całkiem zmodyfikowano świadomość ludzi 

.

 

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Maryla-Sztajer 21 października 2017 10:51
21 października 2017 10:58

Gdyby historii Polski nauczano w oparciu o  książki  Wł. Konopczyńskiego, to byłoby z kim porozmawiać.

Ale szkolne  programy lobotomii historycznej aplikowane  nadwislańskim tubylcom nie mógły tolerować takich  autorów jak Konopczyński.

I, bodajże, do dzisiaj ich nie tolerują.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda 21 października 2017 10:58
21 października 2017 11:06

Nie wiedzą. Rządzi i decyduje pokolenie już zmodyfikowane. A ponieważ pilnie się niszczy znajomość matematyki i dyscyplinę myślenia, to tłumaczenie komuś, kto chwilę słucha najczęściej spotyka mur. Podwójny : niemożność logicznego wnioskowana. ..I lęk ze oto dowiadują się czegoś, co może ich wykluczyć z kręgu w którym żyją.  Wolą nie wiedzieć, aby nie być odbierani ...jako dxiwacy...

Wiem coś o tym :(.

.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Maryla-Sztajer 21 października 2017 11:06
21 października 2017 11:23

Tak, to rodzaj samoobrony przed przyznaniem się do ignorancji. Następuje agresywna reakcja "przeniesienia', że to ten  ktoś, kto przedstawia inną wersję, jest "głupi", bo wszak wszyscy dokoła wiedzą, jak to było "naprawdę". Poza tym, skąd ten ktoś niby wie, skoro ja o tym nie wiem, a i w telewizji nic na ten temat nie było.

Koło się zamyka, czyli każdy żyje w świecie swoich imaginacji i nie zamieni go na cudzy.

Zwlaszcza, gdy już ma za sobą  szkolną/uczelnianą edukację i  robi jako popychle w korpo, które musi krakać jak wszystkie wrony wokół, zaś  czas mu wystarcza  tylko na weekendowy ochlaj  przy grillu.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda
21 października 2017 11:44

Mnie bawi 'psucie' takich zabaw...czasem mnie wyrzucają; ))

Ale zawsze się coś zasieje, a mnie już nie zależy. ..mogę być 'straszna':))

.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Maryla-Sztajer 21 października 2017 11:44
21 października 2017 12:02

To orka na ugorze, rzecz jasna.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda
21 października 2017 14:38

....po prostu...sposób spędzania czasu...

:).

 

zaloguj się by móc komentować

Zbigwie @stanislaw-orda
21 października 2017 14:52

Witaj,

Świetny tekst!

Znam te tereny. Bywałem tam,

Jestem fanem Xięcia "Jaremy".

Brakuje mi w Twoim tekscie stosownej mapki.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Zbigwie 21 października 2017 14:52
21 października 2017 16:14

Może coś z ilustracji  wkleję w drugiej części.

a na razie link:

http://rzecz-pospolita.com/zadnieprze/m_kudak.php

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Zbigwie 21 października 2017 14:52
21 października 2017 16:19

Nawet nie wiedziałem, że w tym roku wydano na ten temat takie coś:

http://napoleonv.pl/p/27/856/kudak-twierdza-kresowa--fortyfikacje-sztuka-obleznicza.html

Ale nie mam i nie znam tej pozycji.

zaloguj się by móc komentować

Zbigwie @stanislaw-orda 21 października 2017 16:14
21 października 2017 17:20

Dobra mapa! Wszystko jest: Kudak, Targowica, Krzemieńczuk, Łubnie, Bałta, a nawet Odessa. Nie znalazłem tylko miejscowosci BIrzuła - gdy tam byłem nazywała sie Kotowsk od nazwiska bolszewickiego bandyty, a teraz nazywa sie Podolsk. Byłem w tych wszystkich miejscowościach kiedyś - jeździłem po Ukrainie samochodem od Kijowa po Odessę i od Lwowa po Połtawę.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda
21 października 2017 17:30

Są na mapie Rozłogi !:).

Ciekawe czy te, sienkiewiczowskie?

.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Zbigwie 21 października 2017 17:20
21 października 2017 17:30

a pod tym liniem  opis z ilustracjami w "małpim języku":

http://www.fortified-places.com/kudak/

 

zaloguj się by móc komentować


stanislaw-orda @Zbigwie 21 października 2017 17:20
21 października 2017 17:40

Żeby była na mapie widoczna taka stacyjka jak Birzuła, to zalinkowana mapa ma za małą rozdzielczość.

zaloguj się by móc komentować


stanislaw-orda @Zbigwie 21 października 2017 17:34
21 października 2017 17:46

tę znam od dawna, własnie w oparciu o nią piszę obecny  tekst

zaloguj się by móc komentować


Maryla-Sztajer @stanislaw-orda 21 października 2017 17:50
21 października 2017 17:56

Ta pierwsza twierdza, to były w istocie ziemne umocnienia,  podobno nie dokończone?  Dlatego łatwe do zdobycia. 

Potem Koniecpolski to rozbudował i dał załogi 4000 żołnierzy 

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda 21 października 2017 17:50
21 października 2017 17:58

Piękne ilustracje. Ta notka powinna być wysoko. Czytelnicy nie wiedzą co tracą 

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda
21 października 2017 18:26

Swoją drogą,  widzę że dowódca który stracił tę placówkę to Francuz. De Marion.

Mogło to zaognic sytuację, gdyby Koniecpolski nie umocnił ponownie Kudaku.

Jakie relacje miała wtedy Francja i Turcja? 

.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Maryla-Sztajer 21 października 2017 17:56
21 października 2017 18:34

Nie, 4 000 wojska nie pomieściłaby ta forteca, nawet rozbudowana

Pierwsza załoga to było ok. 200 ludzi, a  powiększona, po rozbudowie warowni i jej uzbrojeniu w armaty,  liczyla ok. 600 ludzi.

PS

W Kudaku nie było murowanych fortyfikacji. Były to konstrukcje drewniano-ziemne (ziemia z kamieniami) jako mury,  bastiony i most zwodzony, zaś  system fos, okopów itp. to były konstrukcje praktycznie wyłącznie ziemne.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Maryla-Sztajer 21 października 2017 18:26
21 października 2017 18:41

To byli najemnicy, krórzy szukali pracy. Mozna sobie wyobrazić, że do obsadzenia podobnej placówki zbytnio sie nikt nie garnal, a juz zwłaszcza oficerowie. Stąd zapewne, ten Jean de Marion to był jakis znajomy architekta Kudaku, rowniez francuskiego oficera Beauplana, o którym troche szerzej w notce. Moze nawet razem z nim przybyłym na sluzbe do hetmana Koniecpolskiego. Reasumując, musiano Kudak obsadzic taka zalogą, jaka sie godzila na  warunki słuzby w tym miejscu. To była takze kwestia czasu i pospiechu w tej pierwszej, nieudanej wersji twierdzy.

O tej nastepnej  wersji  będzie traktowała  druga i zarazem ostatnia część notki, czyli jej  dokonczenie.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda 21 października 2017 18:34
21 października 2017 18:46

Te 4 tysiące wyczytałam w ...wiki...? ...ktoś się pomylił.

Trochę poza tematem...nawet w centralnej Rzeczpospolitej budowano drewniane zamki. ..zamki, obronne. Rzecz nie tylko w samym materiale lecz w konstrukcji umocnień. 

.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Maryla-Sztajer 21 października 2017 18:46
21 października 2017 18:49

W Wiki rozmaite dziwactwa wypisują.

A budowano na ogół z z takiego surowca, jaki  był na miejscu, czyli  pod ręką.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda 21 października 2017 18:41
21 października 2017 18:50

Skoro brali każdego kto zechciał

Jednak ci obcokrajowcy na tak dalekich kresach budzą podejrzenie. Może to jeszcze wyjdzie przy jakiejś okazji.

To czekam na dalszy ciąg 

.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Maryla-Sztajer 21 października 2017 18:50
21 października 2017 19:05

 faktycznie to byli kondotierzy najęci i opłacani przez hetmana Koniecpolskliego, to był jego projekt.

Wówczs nie było tak ostrych podziałow. nazwijmy to,  narodowościowych.

Takie podziały to wynalazek rozmaitych rewolucji i idei republikańskich, poczynając od rewolucji antyfrancuskiej z końca XVIII stulecia.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda 21 października 2017 19:05
21 października 2017 19:23

Nie, nie chodzi mi o narodowość, tak jak dziś rozumiemy..absolutnie. 

Boson dokładnie opisywał epokę Wazów. Ja teraz tego nie odtworzē porządnie.  Jednak Francja jako kraj miała w Polsce swoje sprawy, interesy. 

A w Turcji. .na 100%

.

Może ten akurat de Marion niewinny. ..ale wątpię dla zasady, zbyt ważny punkt na skraju RON

.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Maryla-Sztajer 21 października 2017 19:23
21 października 2017 19:49

Owszem, były kwestie ważne i mniej ważne, w zależnosci od konfiguracji między kluczowymi mocarstwami .

Tamten rejon nie był priorytetowy przecież także i dla RON, chociaz w środkowo-wschodniej Europie była wóczas mocarstwem. Ledwo minęło 50 lat od  ostatecznego upadku Kudaku i z tego mocarstwa zostały tylko wspomnienia.

Jesli Francja miała interesy w państwie rządzonym przez Wazów, to byłoby to  kontrolowanie  (i kontrowanie)  wpływów angielskich, austriackich czy rosyjskich poprzez żonglowanie sojuszami.

A interesy francuskie w ówczesnej Turcji  (I połowa XVII stulecia) to bardziej region Morza Śródziemnego, niz  kresy ukrainne. 

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda
21 października 2017 19:51

Ciągle zapominam dopisać :)

O rycerstwie spod kresowych stanic. ..rozumiałam co śpiewam.  Miałam przy tych słowach łzy w gardle:).

.

 

zaloguj się by móc komentować


Maryla-Sztajer @stanislaw-orda 21 października 2017 20:00
21 października 2017 20:22

Kresy pozwalają wziąć głęboki oddech. ..

Pieśń piękna, dzięki. .

.

 

zaloguj się by móc komentować


Maryla-Sztajer @stanislaw-orda
21 października 2017 21:18

https://m.youtube.com/watch?v=LUpapJz-Wwg

.

Konieczna klamra muzyczna, bez tej pieśni byla by niepełna notka:))

.

 

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Maryla-Sztajer 21 października 2017 21:18
22 października 2017 07:31

Dzięki, wkleiłem ten  link w tekst notki

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda
22 października 2017 08:39

:).

Jakiś czas mnie nie będzie. Postaram się przeczytać drugą część opowieści. 

.

 

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować