-

stanislaw-orda : unukalhai (unuk.al.hayah@gmail.com)

List otwarty do literata, który nie zdążył napisać „Wiosny”.

Saltomortale wielkiego pisarza. List otwarty do Stefana Żeromskiego
z powodu „Przedwiośnia
””.
Poznań 1925 (nakładem Autora).
Skład główny w Księgarni Św. Wojciecha.

Autor: Wacław Naake-Nakęski
Jako że zarówno ww. publikacja jak i Autor była w PRL-u oraz obecnie na tzw. indeksie, podaję jego dane biograficzne w Appendix na końcu notki. W tekście „Listu otwartego” pozostawiłem oryginalną ortografię, zaś własne przypisy […] ograniczyłem do niezbędnego minimum.

Oto pełny tekst publikacji sprzed nieomal stulecia  (marzec 1925 r.):

„Do Czytelnika

Mija już trzy miesiące od pojawienia się w handlu księgarskim „Przedwiośnia“ p. S. Żeromskiego i tyleż czasu od zapoznania się przeze mnie z jego treścią. Nie jestem krytykiem literackim i nie mam w tym kierunku odpowiednich zdolności, ani pretensyj. To też w niniejszym „Liście otwartym“ o co innego mi chodzi. Moje uczucia obywatelskie, mój sentyment dla nowego Państwa Polskiego bardzo przykro dotknięte zostały treścią i formą zakończenia tej powieści już przy pierwszem czytaniu. Nie zabierałem jednak głosu, bo pewny byłem, że ktoś ode mnie zdolniejszy, bardziej znany w Polsce i zajmujący w niej wyższe stanowisko, niewątpliwie to uczyni, stając w obronie autorytetu Państwa i jednej z ważniejszych jego instytucyj. Skoro nikt tego dotąd nie zrobił, ośmielam się sam spełnić ten bardzo przykry obowiązek. Niechże więc nikt się nie dziwi, iż mam odwagę powiedzieć autorowi kilka słów prawdy. Nikt też nie może mi wziąć tego za złe, że czynię to, co było obowiązkiem bardziej powołanych ku temu, czego jednak z takich czy innych względów nie mieli odwagi uczynić.

Więc puszczam w świat „List otwarty“ i myślę, że miałem do tego o wiele ważniejsze i słuszniejsze powody, aniżeli p. Arcybaszew, który się obraził na p. Żeromskiego za przezwanie Puszkina „pornografem“. Jeżeli Rosjanin uważał za stosowne z tego powodu wystosować do autora „List otwarty“, to sądzę, że od Polaków p. Żeromski powinien był otrzymać przynajmniej tysiąc takich listów.”

 

Autor.

 

 

„Wielmożny Pan Stefan Żeromski w Warszawie.

 

Wielmożny Panie!

Pańskie „Przedwiośnie“ wywołało w polskim świecie umysłowym niemały rozgłos, który nazwałbym raczej huczkiem, bo w zainteresowaniu się Pańską książką brakło głębszego wniknięcia w sedno rzeczy. A zdarzyło się to i najlepszym krytykom i literatom. Rzecz naturalna - wielki talent hipnotyzuje umysły i odbiera im zdolność samodzielnego oceniania dzieła i dostrzegania w niem stron ujemnych. Taki jest bowiem Pański autorytet w Polsce albo raczej był do tej chwili. Przeoczono przytem rzeczy bardzo ważne.

Do dwu pierwszych części powieści, z których pierwsza jest wielce wartościowa pod każdym względem, aczkolwiek niema w niej nic takiego, czegoby nie było w poprzednich Pańskich utworach, a druga doskonała pod artystycznym, nasuwa jednak duże wątpliwości ze stanowiska etycznego, - dodałeś Pan część trzecią, której zakończenie, według ogólnego zdania ludzi myślących, jest bałamutne i szkodliwe.

Znane jest powszechnie Pańskie zdanie o kobiecie polskiej: ani w jednym utworze Pańskim niema postaci kobiecej, którą możnaby postawić za ideał kobiety polskiej, są to wszystko samice, mniej lub więcej rozwydrzone, albo osobniki dobre, poczciwe, ale o ciasnym horyzoncie umysłowym. Więc nikogo nie zdziwiło, że i w ,,Przedwiośniu“ typ dodatni, to poczciwina, żona starego Baryki, której ideałem jest ujrzeć przed śmiercią choćby raz swoje rodzinne Siedlce, albo samica wyrachowana i bez honoru, która zdzielona przez kochanka szpicrutą po gębie, chciałaby mimo to, powrócić jeszcze w jego objęcia, albo wreszcie skromne dziewczątko, które przez zazdrość truje w sposób skrytobójczy swoją mniemaną rywalkę. - Na takie tylko wzory umiesz się Pan zdobyć. Jeden z poważnych publicystów b. Kongresówki, zmarły już, znany Panu doskonale, którego zdanie w sprawach i zagadnieniach, związanych z interesem ogólno-narodowym, zawsze sobie wysoko ceniłem, - w swoim czasie po zjawieniu się Pańskich powieści „Wierna rzeka“ i „Dzieje grzechu“, nazwał Pana „żółtą muchą“. To było porównanie bardzo zjadliwe, ale w odniesieniu do tych dwu utworów sądzę, że zupełnie słuszne. Albowiem i taka powaga, jak Aleksander Brückner w niedawno wydanych „Dziejach narodowej literatury polskiej" tak określa drugie z tych dzieł: „Dzieje grzechu" - (którego właściwie? - przecież to tylko dzieje niemożliwego spodlenia, zezwierzęcenia natury szlachetnej!). Tom II, str. 146.

Wiem oddawna, że Pańskie zdrowie fizyczne nie jest w stanie świetnym i że bywa z niem raz lepiej raz gorzej. A psyche jest w ścisłym związku ze zdrowiem fizycznem. Tem się prawdopodobnie tłumaczy, że w tym samym utworze są u Pana rzeczy znakomite, i mniej dobre, a czasami bardzo... niezdrowe.

Częstokroć utwór jakiś zaczyna się wspaniałe, zapowiada coś wielkiego, a kończy się pod względem logicznym i artystycznym - fatalnie, albo zgoła naiwnie. Wśród obrazów jasnych i podniosłych znajdujemy kał i brud moralny, wśród harmonji trafi się naraz niespodzianie coś takiego, jak zgrzyt żelaza po szkle. Nastrój optymistyczny przeplata się czasem wybuchami pesymizmu i zgryźliwości. „Szklane domy" i „Nawłoć" (po części) były napisane przez Pana pod wpływem jakiegoś dobrego natchnienia. Ale potem zdrowie Pańskie musiało się pogorszyć i popełniłeś Pan błąd kapitalny, dodając część trzecią: „Wiatr od Wschodu". Jaki zły duch podszepnął Panu to zakończenie? To nie był czyn dobry i jeszcze się Pan o tem przekona, o ile dotąd Pan tego nie spostrzegł.

W pierwszej połowie trzeciej części dałeś Pan ustępy bardzo ładne. Jest to hołd oddany pamięci Marjana Bohusza, Stanisława Krzemińskiego i Edwarda Abramowskiego. Wszystkich trzech znałem osobiście i zbliska, więc przyznam się, że z najwyższem zadowoleniem czytałem parokrotnie wskrzeszone obrazy świetlanych tych postaci. Ale młode pokolenie w b. zaborze rosyjskim temi ustępami już się nie przejmie, a czytelnicy z dwu innych dzielnic czytają to jak bajkę o żelaznym wilku.

W każdym razie trzeba Ci to zapisać na dobro Twoje. Jak jednak pogodzić to z zakończeniem wprost fatalnem? Widocznie zwrócono już Panu uwagę na krok fałszywy, skoro się Pan broni przed różnemi zarzutami z powodu zakończenia trzeciej części. Dołączę i ja swoje skromne uwagi, bo myślę, a raczej pewny jestem, że nie wszystko Panu powiedziano, co powiedzieć należało. Jesteś Pan pisarzem wielkiej miary, jesteś jednym z pierwszych obywateli Polski, uważany jesteś za ideowego przewodnika Narodu. Od ludzi stojących na takiej wyżynie, wymagać można i trzeba bardzo wiele. Powinieneś więc być człowiekiem i pisarzem bez zarzutu. Tymczasem w swojej obronie pisze Pan o sobie: „Nikogo nie wzywałem na drogę komunizmu, lecz zapomocą tego utworu literackiego usiłowałem zabiec drogę komunizmowi, ostrzec, przerazić, odstraszyć“. W zakończeniu „Wiatru od Wschodu" wcale tej pięknej intencji nie widać i nie czuć. Jest zaś coś zupełnie przeciwnego. Jeżeli

w pismach moskiewskich pojawiły się pochwalne artykuły, głoszące, iż przyłączyłeś się do komunistów, to niechże Pan wie i cała Polska też, że i we Lwowie w kołach komunistycznych ta część „Przedwiośnia“ zrobiła takie samo wrażenie, a pan Hankiewicz, komunista „ukraiński“, z radości ręce zaciera i nie kryje się z tem, że wyświadczyłeś im Pan rzeczywistą, ogromną przysługę.

Kto uważnie przeczyta tę część dzieła, to niewątpliwie nabierze przekonania, że do podważania komunizmu w Polsce wziąłeś się Pan w sposób zaiste dziwnie opaczny. Pański bohater po pewnym słabym oporze i opozycji przechodzi na stronę komunistów i wraz z nimi kroczy na Belweder... A Pan uważa ten pochód za „ohydę, okropność, tragedję, przy którego opisie Panu serce się łamało“. Ohydą pochodu na Belweder chce Pan odstraszyć młodzież polską od komunizmu? Słaby to środek po temu. Zwłaszcza, jeśli się Pan w całym tym rozdziale powieści wysila na to, aby przedstawić komunizm i komunistów z jak najlepszej strony. I znaczna część małokrytycznej młodzieży polskiej pójdzie, dzięki Panu, na lep komunizmu, bo zahipnotyzuje ją autorytet Pańskiego talentu i nazwiska. I dziwnych Pan środków używa w całej tej części, aby młodzież naszą od komunizmu odstraszyć, przerazić.

Jakże sympatycznie np. opisuje Pan agitatorkę ze zgromadzenia komunistycznego! Jakże była wdzięczna, wysmukła, zgrabna i piękna jej postać, jak melodyjnym ruchem przechodziła przez pokój, jakże miłym, dźwięcznym był jej głos! A jak przytem mądre były jej wywody! Próbkę tej mądrości daje Pan na str. 351 a mianowicie w ustępie, zaczynającym się od słów: „Jestem z zawodu lekarką“, a koń¬ czącym się słowami: „Pieniądz rządzi wszystkimi i wszystkiem(1).
(1) Święta prawda! Zwłaszcza pieniądz żydowski

Gdzie ja to słyszałem? Aha, to mówiła na procesie komunistów, t. zw. „świętojurskim jedna z oskarżonych, tow. Grosserowa. (Co prawda, nie była ona tak sympatyczna, jak komunistka z „Przedwiośnia“). Przekonałem się na własne oczy, że ustęp ten przepisałeś Pan słowo w słowo z protokółu, wydanego przez partję komunistyczną według stenogramu tow. Hołówki, a skonfiskowanego w swoim czasie przez prokuraturę Państwa. Trzeba przyznać, że okoliczność ta nadaje książce Pańskiej wartość dokumentu historycznego. Jest tam więcej jeszcze ustępów, przepisanych żywcem albo z tego stenogramu, albo z innych dokumentów komunistycznych, skonfiskowanych przez władze polskie z uwagi na tendencje antypaństwowe. A pan nie zawahał się jaskrawsze ustępy przemycić w ten dowcipny sposób i podać do wiadomości publicznej...

Czy tak postępuje już nie powiem lojalny, ale uczciwy obywatel polski? I Pan chce zapomocą tej metody odstraszyć młodzież polską od komunizmu? W ustępie ze str. 351 wdzięczna mówczyni komunistyczna mówi: „Cała klasa robotnicza (w Warszawie i w całej Polsce) przeżarta jest nędzą i chorobami“. Nie wspomina wprawdzie o pijaństwie i prostytucji, ale o to już mniejsza. Tego samego zapewne zdania jest i Pan, pisząc na str. 382 o pochodzie na Belweder: „Bezrobotni wskutek fabrykanckiego lokautu, strejkujący wskutek drożyzny i niemożności wyżycia z płacy zarobkowej tak nędznej, jaka była ich udziałem"... Aczkolwiek, opisując dzielnicę żydowską w Warszawie, innego jest Pan zdania, bo czytamy tam na str. 321: ,,...ten nadmiar nędzarzy-łachmaniarzy... nic literalnie nie czynił dla zarobku godziwego, stałego i dobrze płatnego w fabrykach i warsztatach“. Więc jakże według Pana właściwie ma się w Polsce klasa robotnicza, - dobrze czy źle? Co o tem Pan właściwie sam sądzi, tego z Pańskiej książki nie można się dowiedzieć. Natomiast dowiadujemy się dzięki sympatji Pańskiej do miłej komunistki, że ,,w Warszawie przeciętna długość życia robotnika wynosi 39 lat, przeciętna długość życia księdza 60 lat". To mi dopiero statystyka i to mi argumenty! Porównywać śmiertelność kilkakroćstotysiącznej warstwy robotniczej w Warszawie, ze śmiertelno- ścią kilkudziesięciu księży! Ale dlaczego nie dano zestawienia z długością życia np. rabinów? Przecież ich jest w Warszawie znacznie więcej niż księży, a nadto żyją o wiele dłużej, niż księża? Może byłoby to cokolwiek logiczniejsze? (2).
(2) Przy tej sposobności można wyrazić zdumienie, jak przewodniczący rozprawy w procesie świętojurskim mógł pozwolić na wygłaszanie tego rodzaju pseudo-naukowych i rozwlekłych tyrad. Wyjaśnia się to tem, że przewodniczył rozprawie jakiś sędzia z Bukowiny, któremu widać niewiele zależało na utrzymaniu powagi sądu polskiego.

Ale Pan używa środków o wiele radykalniejszych, a wszystko w tym celu, aby „odstraszyć młodzież polską od komunizmu". Na str. 357 komuniści ruscy oskarżają o znęcanie się nad niejakim Bortniczukiem za pomocą elektryczności Polską Policję Państwową podczas prowadzenia śledztwa wstępnego przez komisarza Kajdana, dotychczas żyjącego i urzędującego we Lwowie. Przy tym ustępie nie dodaje Pan od siebie najmniejszej uwagi ani zastrzeżenia. To znaczy, że Pan jako autor, solidaryzuje się ze stanowiskiem oskarżycieli. Znęcanie się policji naszej nad więźniami politycznymi przyjmuje Pan zatem jako fakt, nie podlegający dyskusji i postępowanie jej stawia Pan pod pręgierzem opinji publicznej w Polsce, a nawet zagranicą. Nie będę tu karcił Pana za to z pobudek patrjotycznego sentymentalizmu, wyrażającego się w znanem przysłowiu „Brzydki taki ptak, co swe gniazdo kala". Czy się jednak Pan zastanowił, jakie będą konsekwencje takiego postawienia kwestii? Wszak książka Pańska będzie przetłumaczona na języki obce i cały świat może się wkrótce dowiedzieć, że policja polska, to organizacja katów nowoczesnych, która swemi metodami przeszła dzikość i okrucieństwo carskiej ochrany i bolszewickich czrezwyczajek. Zagranica zrozumie to bowiem tak: Jeżeli tak wielki pisarz, jak Żeromski, urbi et orbi ogłasza takie ciężkie oskarżenie policji polskiej, jeżeli zdecydował się na krok tak tragiczny, no, to można sobie wyobrazić, czem w rzeczywistości jest policja w nowej Polsce, co za straszne tajemnice kryć się muszą wśród murów aresztów policyjnych i więzień po całej Polsce!... Czy miłem to będzie dla Pana, jako Polaka, pierwszego obywatela nowej Polski? Czy serce Pana, tak czułe wobec pochodu na Belweder, nie zaboli Go wtedy? nie załamie się z boleści, czy wyrzutów sumienia?... Ale dajmy na to, że policja polska istotnie bije aresztantów, co jednak dalekie jest od torturowania. Czy Pan może mi wskazać jaką policję na świecie, któraby w pewnych wypadkach nie biła aresztantów? Czy pan sobie wy¬ obraża, że jest gdziekolwiek policja, złożona z aniołów? A możeby Pan pragnął, aby policja polska była jakimś ideałem policji, organizacją, złożoną z samych nadludzi, obdarzonych anielską dobrocią i cierpliwością? Mogli nasi mistycy i mesjaniści głosić ideał Polski, jako „Chrystusa narodów“. To im można było wybaczyć, jako ludziom zbolałym, może nienormalnvm psychicznie. Czy Pan także pragnie nowozmartwychwstałą Polskę zrobić takim ,, Chrystusem narodów“? Ale pisarz czasów dzisiejszych powinien się liczyć z rzeczywistością i takich mrzonek żywić mu nie wolno. Jeżeli Pan chce trwałej Polski, a nie efemerydy, nie „Saisons-Staatu“, zechce się Pan zgodzić na to, że Polska musi być czemś realnem, że obywatele jej muszą być ludźmi, a nie aniołami, a organa jej wykonawcze nie mogą bawić się w Chrystusów. Nasza policja nie musi i nie potrzebuje być lepsza czy inna, niż policja niemiecka, francuska, angielska i t. d. Czy Pan tego nie może zrozumieć? Ale od uderzenia w twarz zbrodniarza, - a komunistyczni fanatycy są gorsi zbrodniarze od zwykłych kryminalistów, - do torturowania zapomocą różnych średniowiecznych sposobów lub prądu elektrycznego, to bardzo odległa droga. Tego rodzaju torturowanie jest wymysłem „ukraińskich“ i żydowskich komunistów. Ale Pan temu uwierzył. I to swoje przekonanie wpaja Pan sugestywnie w czytelników, w młodzież polską zwłaszcza, którą Pan chce odstraszyć od komunizmu. W ten sposób? Za pomocą oszczerczego potępiania polskich władz bezpieczeństwa? Wolne żarty.

Jest to postępowanie nieetyczne, nieobywatelskie. Tego wielkiemu pisarzowi czynić nie wolno. Przed oddaniem tego do druku, trzeba było zapytać swego sumienia, Ale Pan to zrobiłeś po głębokim namyśle, z całą świadomością czynu. Z tego wynika, że sumienie masz Pan bardzo... chore, albo nie masz go Pan wcale. Zrobiłeś Pan przytem wielką krzywdę urzędnikowi policji polskiej, jednemu ze zdolniejszych i energiczniejszych komisarzy. Czytałem list jego w tej sprawie do Pana, w którym, tytułując Cię ,,Czcigodnym Panem“, w sposób grzeczny wytyka Ci ten błąd i zapytuje, w jaki sposób dać mu możesz zadośćuczynienie. Czytałem odpowiedź Twoją bardzo długą, niesmaczną i zgryźliwą (3), w której nietylko że nie udzielasz mu żadnej satysfakcji, nie przepraszasz za krzywdę wyrządzoną i gruby nietakt ze stanowiska obywatelskiego, ale dajesz mu wyraźnie do zrozumienia, że uważasz go za zdolnego do większych znacznie okrucieństw nad więźniami, aniżeli to, co w krótkiej wzmiance o nim w książce uczyniłeś.
(3) Sprawę Kajdan contra Żeromski oddano już do rozpatrzenia Lidze ochrony czci. List Pański do kom. Kajdana prawdopodobnie będzie w swoim czasie opublikowany. A tu przyznać się muszę, że był on dla mnie
lontem, przyłożonym do prochu i on to głównie skłonił mnie do niniejszego wystąpienia.

Wogóle zaś o okrucieństwach władz polskich rozwodzisz się aż na trzech stronicach. A na czem Pan oparłeś te swoje ciężkie oskarżenia? Piszesz w liście do kom. Kajdana, że o tych wszystkich okrucieństwach dowiedziałeś się z nadesłanych Ci dwukrotnie anonimowo dokumentów, podpisanych przez posłów do Sejmu i przez mnóstwo wybitnych osób z inteligencji „ukraińskiej“, a które - dodam od siebie - obecnie stoją zupełnie na platformie komunizmu. Jeżeli więc to były, jak Pan twierdzi, przesyłki „n i e w i a d o m o p r z e z k o g o n a d e s ł a n e“, to jak mogłeś na podstawie anonimowych doniesień publicznie oskarżać członków polskiej służby bezpieczeń- stwa, a tem samem i całą instytucję Państwowej Policji, o rzeczy tak potworne? Rzecz godna przytem zastanowienia, jak wielkiem u komunistów cieszysz się zaufaniem. Dlaczego nie posłali tych dokumentów żadnemu innemu pisarzowi polskiemu, np. Reymontowi, Tetmajerowi, Weyssenhoffowi i t. p. Nie posłali nawet pisarzom socjalistycznym, np. Daniłowskiemu, Sieroszewskiemu, Strugowi, tylko akurat Tobie właśnie. Widocznie zgóry byli pewni, że zrobisz z nich użytek odpowiedni, w myśl ich życzeń najgorętszych. Mówi Pan „Dokumenty, podpisane przez kilkadziesiąt wybitnych osób“. A czy nie przychodzi Ci na myśl, że te podpisy mogły być sfałszowane przez anonimowego informatora? Ale ja nie uważam Pana za tak dalece naiwnego, albo tak bardzo pozbawionego skrupułów moralnych, żebyś był zdolny, opierając się na anonimie, w podobny sposób oskarżać policję polską. Wprawdzie pisze Pan w liście do kom. Kajdana, że nic Cię nie łączy k o m u n i z me m, ale mojem zdaniem łączą Cię osobiste i to dość poufałe stosunki z komunistami i tą drogą właśnie otrzymałeś stenogram Hołówki z procesu świętojurskiego, tą drogą dostałeś „protokoły“ ukraińskie o rzekomem znęcaniu się kom. Kajdana nad Bortniczukiem, (którego, jak stwierdzono na Sądzie, Kajdan nie znał wcale, ani on Kajdana). Ale że masz słabość nadzwyczajną do „uciśnionych“ mniejszości narodowych, więc uwierzyłeś w prawdziwość ich zarzutów i oskarżeń. Zaimponowało Ci kilkadziesiąt podpisów „inteligencji" ukraińskiej, tak dalece, że nie podejrzewałeś całkiem ich rzetelności i wiarogodności. A czy Pan wiesz, co to jest „inteligencja ukraińska? Znasz poziom jej kultury? Czy wiesz, jaką rządzi się etyką, zwłaszcza w stosunku do Polski i Polaków? Naród uciemiężony i prześladowany przez imper- jalizm polski? Pewnie takie jest Twoje zdanie?

Posłuchaj, co Ci powiem. Można jeszcze zrozumieć czyn obłąkańca Mirosława Siczyńskiego, który skrytobójczo zamordował namiestnika Potockiego, Sprzysiężenie uknute przez Prusaków, do którego prawdopodobnie czynną rękę przyłożył ówczesny dyrektor policji austrjackiej we Lwowie p.Schachtel, który, otrzymawszy dymisję, przeniósł się wkrótce... do Berlina. Ale inteligencja ukraińska zdolna jest do innych o wiele gorszych rzeczy. Oto toczy się obecnie przed sądem lwowskim proces przy drzwiach zamkniętych przeciwko 10 komunistom ukraińskim, oskarżonym o szpiegostwo na rzecz Rosji i Niemiec (4).
(4)
Już zapadł wyrok, skazujący 8 osób na ciężkie więzienie od dwu do trzech lat.

A oto nazwiska i stanowiska oskarżonych: Melnyk, inżynier leśnictwa, Zyblikiewicz, słuchacz praw, Wachnianinowa, żona profesora gimnazjum, Zełenyj, słuchacz techniki, Worobec, słuchacz politechniki, Sztyk, abiturjent gimn., poza tem 2 rolników i stelmach, oraz 1 Rosjanin. Czy taki zbiorowy udział inteligencji „ukraińskiej“ w zbrodni szpiegostwa, ordynarnego szpiegostwa za dobre pieniądze, nic Ci nie mówi? Czy uważasz, że to są idealiści, wysługujący się Niemcom i Sowietom z czystego patrjotyzmu? Czy pan myśli, że to jest właściwa i uczciwa droga dla wywalczenia „samostijnej" Ukrainy? Czy Pan ich może postawi w jednym rzędzie ze „Szpiegiem" Fenimore’a Coopera, służącym swej ojczyźnie Unji amerykańskiej w walce z Anglją? I takim ludziom Pan ufa, że podpisali zeznania Bortniczuka o okrucieństwach Kajdana w dobrej wierze? I te wszystkie zmyślone świadomie łgarstwa o polskich okrucieństwach i torturach znajdują u Pana wiarę? Zaiste, czy to jest z Pańskiej strony naiwność, czy co innego? Nadesłano Panu zapewne podobnej wartości protokóły o znęcaniach się nad Bessarabową? (Sprawa również o szpiegostwo wojskowe.) W rocznicę jej samobójstwa w więzieniu „Ukraińcy“ urządzają nabożeństwa żałobne z wielką pompą, jako za bohaterkę narodową, zamęczoną przez „polskich zbirów“. A czy wiesz, kto to była Bessarabowa? Oto ta „narodowa męczennica ukraińska“ była kobietą wcale niedwuznacznej konduity; w ciągu wojny światowej utrzymywała lupanar we Lwowie przy ul. Ossolińskich, specjalnie dla niemieckich i austrjackich oficerów. I w swojej książce stajesz w obronie takich żywiołów? Pan takiem opacznem ujmowaniem sprawy nie zwalczy komunizmu, ale ściele mu drogę wraz z wszelką kiereńszczyzną, jaka grasuje po całej Polsce.

O takiej obronie przed komunizmem Polska może rzec śmiało: „Broń mnie, Boże, przed takimi przyjaciółmi, bo od wrogów sama obronić się zdołam!“ Pan jest wielkim pisarzem, powiem nawet myślicielem. Wielkość okazał Pan w „Wietrze od morza” , aczkolwiek i tam jest dużo rzeczy mglistych i niejasnych, niedomówień i niedociągnięć. Nawiasem dodam, że pierwsze wydanie tej książki z powodu zapewne pośpiechu w tworzeniu, niedbałej korekty, było wprost niechlujne. (5)
(5) Za Wiatr od morza“ otrzymał Pan nagrodę państwową w kwocie 5.000 zl. Rzecz dziwna jednak, która zwróciła uwagę wielu, że nagroda ta udzielona została w dwa lata po wydaniu „Wiatru od morza“, a w miesiąc po pojawieniu się „Przedwiośnia", Zdezorientowana opinja polska przypuszcza na tej podstawie, że nagrodę tę uzyskał Pan nie za co innego, tylko właśnie za „Przedwiośnie", a „Wiatr od morza" był tylko zręcznym pozorem.

Ale w zakończeniu „Wiatru od Wschodu“ okazał się Pan bardzo dalekim od wielkości. Wielkich zagadnień nie można stawiać niewyraźnie i nie można ich rozstrzygać dwuznacznie, wykrętnie, bez etycznego drogowskazu i nie wiedząc, czego się właściwie chce i do czego się dąży, co ma być najwyżczym celem. Co było dla Pańskiego bohatera bodźcem, punktem wyjścia, że powrócił do komunizmu? Zapoznanie się z niechlujstwem i nędzą dzielnicy żydowskiej w Warszawie? Można się domyślać, że to Pan sam dostał się przypadkiem do tego „Ghetta" i dał potem bardzo prawdziwy, realny opis w 3-ciej części „Przedwiośnia“. Co do mnie, to gdym w swoim czasie często zwiedzał tę dzielnicę, nigdy mnie ona nie usposobiała do komunizmu, lecz skłaniała raczej do rozmyślań nad kwestją żydowską w Polsce i nad sposobami jej rozwiązania. Ale Pańskie refleksje, czy Pańskiego bohatera potoczyły się inną drogą. Pański Czaruś uznał po długim namyśle, że najlepiej przyczynić się może do rozwiązania kwestji żydowskiej przez wstąpienie do partji komunistycznej ! Niech zresztą Czaruś robi, co mu się żywnie podoba, ale od Pana, jako „duchowego wodza pokolenia“, jak Pana nazywa p. Włodzimierz Jampolski („Bibljoteka tęczowa“ , Lwów t. X) (6) można i należy się spodziewać, że w niedalekiej przyszłości wielki Pański talent literacki zajmie się nareszcie całkiem poważnie niebezpieczeństwem żydowskiem.
( 6) Pan Jampolski jest chrześcijaninem od niedawna dopiero, ojciec jego zwał się Jampoler. W p. Jampolskim ma Pan chwalcę i wielbiciela bez zastrzeżeń, jego ocena literackiej Pańskiej twórczości zamyka się w samych superlatywach. - I znowu rzecz dziwna! książeczka ta pojawiła się zaraz po wyjściu z druku „Przedwiośnia", jak gdyby celem jej było zamknąć zawczasu gębę wszelkim głosom krytyki wobec Pańskiego logicznego i politycznego saltomortale w 3-ciej części tego dzieła.

Nie przypuszczam ani na chwilę, żebyś Pan tego niebezpieczeństwa nie widział i nie rozumiał, ale szkoda wielka, że dotychczas kwestji żydowskej dotykałeś tylko zlekka, ubocznie, mimochodem. Żeby jednak w tę sprawę wniknąć głębiej, dobrze ją zbadać, szczerze się nią zająć, trzeba koniecznie pozbyć się tkwiącego w Panu jeszcze bardzo silnie nadmiernego humanit ryzmu, gdyż on zaciemnia Panu horyzont, mąci sąd o rzeczy i pogląd na interes Narodu polskiego. Możesz Pan sobie przytem pozostać socjalistą, czy nawet komunistą, tylko odrzuć Pan całkowicie pierwiastki żydowskie i wszelką ideologję żydowską. Zostań Pan choćby samym djabłem, ale niech to będzie rodzimy djabeł Boruta, ale nie djabeł... z pejsami. A zarazem odrzuć Pan wszelkie sympatje do pół-polaków i zerwij Pan stosunki z nimi. Bądź samym sobą i zabierz się do studjów literackich nad kwestją żydowską, a stworzysz wielkie dzieło. Oto np. ulega Pan jeszcze młodzieńczemu złudzeniu, mimo swoich lat 60, że burżuazja żydowska, a proletarjat żydowski to dwie wrogie sobie klasy. I ja tak sądziłem... lat temu 40. W trzeciej części „Przedwiośnia“ przeciwstawiasz „biednego żydzinę, pchającego z wysiłkiem wózek“ z towarami opasłym „Żydowicom w karakułach“, rozbijającym się po ulicach samochodami. Jakżeś bardzo zacofany! Ale takich jest legjon, co patrzą, a nie widzą, co słuchają, a nie słyszą. Czy myślisz, że w razie przewrotu komunistycznego w Polsce odbędzie się rozrachunek także i z burżuazją żydowską? Niema o to obawy. Najbogatszemu Żydowi nie spadnie włos z głowy. A dlaczego? Rzecz jasna! Bo nad przeciwieństwami klasowemi Żydów góruje niemająca granic solidarność rasowo-wyznaniowa. Wszystko skrupić się musi na gojach. Trzeba było być świadkiem tego żywiołowego poruszenia Żydów lwowskich z powodu zagrożonego sądem doraźnym Steigera, oskarżonego o zamach na Prezydenta Wojciechowskiego. Syn majstra szklarskiego, z przekonań rzekomo sjonista. W olbrzymiej, wielce hałaśliwej manifestacji na jego cześć, gdy sprawę przekazano sądowi przysięgłych, wzięły udział wszystkie warstwy od miljonerów aż do ostatniego nędzarza, zarówno sjoniści, jak ortodoksi, zarówno socjaliści, jak i komuniści. A chyba objawów tego rodzaju i gdzie indziej w Polsce dosyć.

Czy to niczego Cię nie uczy? Ale może tak źle jeszcze z Panem nie jest. Że Pan mimo wszystko przeczuwa niebezpieczeństwo żydowskie, stwierdza to pewien ustęp z Pańskiego dzieła, a mianowicie na str. 339 - 40, gdzie czytamy:

Nadto zachodziła w drogę (Cezaremu) kwestja żydów z Franciszkańskiej, Świętojerskiej, Miłej, a także z Nalewek. Rozwój gospodarczy wymaga, żeby burżuazja ustąpiła, gdyż jest klasą przestarzałą. Jeżeli tego nie zechce wykonać dobrowolnie, należy ją usunąć gwałtem, przymusowo na drodze rewolucyjnej. Władzę całkowitą obejmą robotnicy. A cóż wówczas stanie się z proletarjatem najbiedniejszym z p r o l e t ar j a t ó w , z biedą żydowską z ulicy Franciszkańskiej i przyległych? Czy to są robotnicy? Czy to jest burżuazja? Cezary obawiał się w duszy, na mocy tego wszystkiego, co już za żywota swego w sprawach przewrotowych widział na własne oczy, ażeby ta żydowska burżuazja, a zarazem to ghetto żydowskie, — ci ludzie bez przeszłości i bez przyszłości, których jest w Polsce więcej niż trzy miljony (tylko?), - kandydatów - (na co?) pod pozorem, iż oni to właśnie są światem robotników, - proletariatem, - nie objęli całej władzy w ręce ponad zburzyszczem wszystkiego. Nie sądził bowiem, żeby to było pożyteczne dla postępu świata“.

Obawy bardzo słuszne i uzasadnione. I nie wątpię, że Pan doskonale to sobie wyobraża, że w tym wypadku zajść może tylko jedna alternatywa, z dwiema możliwościami : Jeśli dalszy rozwój stosunków w Polsce potoczy się w drodze pokojowej, to gdy już Żydzi wykupią wszystkie domy w Warszawie, wtedy postarają się o zniesienie zupełne ustawy o ochronie lokatorów, co im nader łatwo przyjdzie, i wyrzucą na bruk wszystkich lokatorów Polaków i wogóle gojów, a wprowadzą na ich miejsce swych spółwyznawców z dzielnicy Nalewkowskiej. A to samo zajdzie we wszystkich innych miastach w Polsce, może z wyjątkiem Poznańskiego i Pomorza. Jeśli zaś dojdzie do przewrotu komunistycznego w Polsce, do czego różne siły świadomie i nieświadomie dążą, to - rezultat ostateczny będzie ten sam, z tą różnicą tylko, że gojów się wymorduje, a mieszkania ich wraz z urządzeniem zajmą nadliczbowi mieszkańcy Nalewek i przyległych ulic. A to samo krwawe widowisko odbędzie się w pozostałych miastach Polski, może już włącznie z Poznańskiem i Pomo- rzem. Drugiej alternatywy nie przewiduję.

Otem, aby to niezliczone mrowie odpłynęło dokądkolwiek, nie można ani marzyć. Nie zrobi ono tego dobrowolnie i nie zmusi go do tego nasz Rząd, w którym wpływy żydowskie są bardzo silne a w przyszłości będą coraz silniejsze. Dokąd zresztą ma odpłynąć? Do Palestyny? Do Ugandy? Śmieszne rzeczy! Poco im to? Wszak otwarta jest dla nich droga na Wschód, całą Rosję wraz z Syberją mają do swej dyspozycji, a nie idą tam, owszem przeciwnie ściągają stamtąd do Polski. „Nalewki“ - więc pozostaną w Polsce, jak o tem dali dość wyraźnie do zrozumienia niedawno pp. Berkelhammer w lwowskiej sjonistycznej „Chwili“ oraz Ringel w berlińskiej „Jüdische Rundschau“. Przypomnij sobie, że w styczniu roku przyszłego minie sto lat od śmierci Staszica, a ten Staszic w r. 1816 napisał memorjał pod tytułem: „O przyczynach szkodliwości żydów i środkach usposobienia ich tak, aby się stali pożytecznymi wszelkiemu społeczeństwu i krajowi, w którym mieszkają“. Sto lat temu widział on już to niebezpieczeństwo straszne, którego tysiące i miljony z nas obecnie jeszcze nie widzą. Jakby to było pięknie, gdybyś Pan dla uczczenia pamięci tego wielkiego męża napisał powieść na temat tego niebezpieczeństwa. Kilka miesięcy na to wystarczyłoby Panu. Nie musiałaby to być rzecz, wyczerpu- jąca temat i nie mogłaby nią być. Później mogłyby nastąpić uzupełnienia. Ale trzeba raz wejść na tę drogę. Wtedy zostałbyś naprawdę Wielkim. Naród cały czciłby Cię i wielbił. Tylko Żydzi by Cię znienawidzili. A Mortkowicz by tej książki nie wydał. Byłaby to dla społeczeństwa polskiego rekompensata za nieudałe zakończenie „Wiatru od Wschodu“. Miej odwagę zajrzeć temu niebezpieczeństwu w oczy zbliska. Zdobądź się na tę ofiarę dla nieszczęśliwego społeczeństwa, nad którem ciąży jakiś fatalizm. Taką powieścią prawdziwie polską, prawdziwie narodową, w której cały Naród polski znalazłby swój własny drogowskaz, zyskałbyś sobie tytuł do wiekopomnej wdzięczności. Ale w tej powieści należałoby wstrząsnąć społeczeństwem do głębi, zelektryzować je, wyrwać z letargu i marazmu, w jakich gnuśnieje. Jeśli zaś przy tem dostanie się porządne lanie tej czy innej warstwie, tej czy innej partji, lub wszystkim odrazu - o to mniejsza. Salus reipublicae - rzecz główna.

Obiecałeś Pan kom. Kajdanowi, że w następnem wydaniu „Przedwiośnia“ wykreślisz jego nazwisko. To mało. To ustępstwo tylko dla niego. A jaką satysfakcję dasz całej policji polskiej ? Musiałbyś wykreślić wszelkie nieprawdziwe kalumnje o rzekomych okrucieństwach, wyssanych z palca. A co dasz społeczeństwu tytułem satysfakcji za całe to zakończenie, zupełnie niepotrzebne i sztucznie przyczepione do powieści. Nietylko nic ona nie straci, ale zyska, gdy w następnem wydaniu zupełnie je opuścisz. To był pomysł całkiem niefortunny. Jeżeli chcesz sprawę naprawić, a zarazem podać dalsze losy bohatera, to możesz tego dokonać w nowej powieści, gdzie Czaruś ujrzy w całej grozie to, co nas czeka od Żydów. Jeżeli tego nie uczynisz, będziesz pogrzebany w opinji myślącej części społeczeństwa całkowicie i bez apelacji.

Przypuszczenie to moje potwierdza między innemi i fakt, że pisma zagraniczne rozpisują się już o tem, że popadłeś w niełaskę u społeczeństwa polskiego za napisanie „Przedwiośnia“. Oto jeden z tych głosów zagranicy. „Börsenblatt für den Deutschen Buchhandel“ w numerze 52 z dnia 3 marca roku bież. [tj. 1925] podaje taką notatkę:
Pisarz polski w niełasce. Jak „Frankfurter Zig.“ donosi z Warszawy, powieściopisarz polski Żeromski ogłosił nową powieść p. t. „Przedwiośnie“, której pojawienie się wywołało prawdziwą burzę w politycznych i literackich kołach polskich. Żeromski, który dotychczas jako twórca, a także ze swoich poglądów politycznych był uważany za gorącego patrjotę polskiego, daje w swoim bohaterze obraz przemiany polskiego nacjonalisty na międzynarodowego komunistę. Ta zmiana u bohatera powieści odbywa się w następstwie rozczarowania, które mu zgotowało Państwo polskie. Pisarz każe mu obserwować najciemniejsze strony dzisiejszej Polski. Samowola, naruszanie ustaw ze strony policji i wysokich urzędników, przekupstwo, przewlekanie spraw najważniejszych, w czem biorą udział i politycy - wszystko to jest przedstawione w formie najzjadliwszej satyry. Koła nacjonalistyczne
społeczeństwa polskiego są niemile zdumione ostatnią metamorfozą pisarza, który właśnie niedawno otrzymał nagrodę państwową za swoją działalność literacką. Należy przytem nadmienić, że w obecnej chwili w Rosji sowieckiej widzą już w Żeromskim zdecydowanego komunistę, a jego powieść służy jako materjał do ataków na polską burżuazję, Powieść Żeromskiego ma być w najbliższym czasie wydana w Moskwie w przekładzie na język rosyjski.

Więc to wszystko, co wyczytujemy w powyższej .notatce, mniej więcej pokrywa się z tem, co tu zarzucam Tobie, Wielmożny Panie. „Przedwiośnie“ przełożone będzie wkrótce na wszystkie języki europejskie. O to już postarają się nasi najserdeczniejsi wyznania Mojżeszowego, oraz ich parobcy wszelkich języków - komuniści. W tych dniach chodziłem po księgarniach lwowskich i informowałem się o pokupności tego dzieła. Prawdopodobnie już wiesz o tem, że „Przedwiośnie“ osiągnęło rekord pod tym względem. Dotychczas żadne Twoje dzieło nie było tak rozchwytywane, ani wogóle żadna książka polska. We Lwowie sprzedano w ciągu ubiegłych miesięcy najmniej do trzech tysięcy egzemplarzy, jeśli nie więcej. Nadzwyczajne jak na polskie stosunki. Ale tajemnica tej pokupności rychło się wyjaśniła. Lwią część nakładu rozkupili - Żydzi wszelkich odcieni, poza tem sporo komuniści różnych nacyj, w tem i Rusini, zaliczający się do obozu „ukraińskiego“. W żydowskich wypożyczalniach we Lwowie, gdzie nowości najpoczytniejsze kupowało się dotąd najwyżej w 13 egz., „Przedwiośnia“ fundowano sobie po 3, 4 i więcej trzynastek, aby zaspokoić głód żydowsko-komunistyczny.

Czyż potrzeba tu jeszcze dalszych komentarzy? To chyba dostateczne dla zrozumienia Twego czynu. Czy to było Twoją intencją, gdy pisałeś zakończenie powieści? Żydzi, komuniści ruscy, polscy i t. d. wykupują Twoje dzieło, bo używają go jako środka propagandy komunistycznej. To wszystko, co było dotąd zakazane ze względu na interes Państwa Polskiego, włączeniem do swojej powieści „immunizo- wałeś“, jak się to mówi w urzędowem narzeczu galicyjskiem. Zyskałeś sobie tem dozgonną wdzięczność komunistów, Żydów i wszystkich wrogów Polski, jacy tylko są. Wkrótce zobaczymy zapewne i wydanie w języku litewskim. Na zakończenie tych dowodów jeszcze jeden szczegół. Po całej Polsce rozjeżdżają prelegenci wszelakiego autoramentu, wygłaszający odczyty o „Przedwiośniu“. Niedawno taki odczyt zapowiedziany był wielkiemi plakatami we Lwowie.. . w ruskim Narodnym Domu (!), gdzie Polacy nigdy żadnych odczytów nie wygłaszają i wogóle wcale z tej sali nie korzystają. Ba, nawet P.P. S-owcy, tak mało wybredni w tym względzie, wstrzymują się od tego. Odczyt wygłosić miał p. Jan Hempel, jakiś „literat“ warszawski mało znany, z przekonań - komunista. Na parę dni przed odczytem zaczął sprzedawać bilety niejaki p. Emanuel Scherer, notoryczny komunista z pasażu Hausmana, właściciel Biura dzienników i ogłoszeń, gdzie w oknie wystawowem można widzieć różne wydawnictwa antychrześcijańskie i komunistyczne, Gdy policja ze względów ustawowych (niezgłoszenie na czas) odczytu zabroniła, interwenjował w tej sprawie bardzo energicznie, na szczęście bez skutku, adwokat Maurycy Axer, naturalnie Żyd. Zapewne im wszystkim mocno zależało na tem, aby młodzież polską odstraszyć od komunizmu, przerazić ją widmem przewrotu komunistycznego? Albo może panowie Scherery i Axery tak nagle zapałali gwałtowną miłością do beletrystyki polskiej?... Bohater Twój woła o wielki czyn w Polsce, bo inaczej djabli ją wezmą. Zapewne i Twoje takie jest zdanie. I ja sądzę tak samo. Tylko kwestja w określeniu, co będzie wielkim czynem w Polsce? Bo na to można się różnie zapatrywać. Pan Młynarski w bardzo dobrej książce swojej, która wkrótce wyjdzie z druku p. t. „Kryzys i reforma walutowa“, powiada, że takim wielkim czynem była stabilizacja marki i wprowadzenie złotego, co jednak nie udałoby się p. Grabskiemu, gdyby nie został poparty przez Sejm i społeczeństwo. Według p. M. był to trzeci cud nad Wisłą: po pierwszym cudzie zmartwychwstania Polski i drugim odparcia najazdu bolszewic- kiego.

A tego samego zdania z pewnością jest i Twój p. Gajowiec z „Przedwiośnia“. Ale w powieści Twej bohater kładzie szczególny nacisk na „wielką“ reformę agrarną. Otóż jak ta reforma ma wyglądać, żeby ją powszechnie uznać za „wielki czyn“? Według „Wyzwolenia" ma to być reforma bez odszkodowania. Tak samo sądzą i inne radykalne stronnictwa. Ale przecie są głosy przeciwne tak pojętej reformie. Pan zaś w swej obronie mówisz, że powinna ona dać w sposób mądry ziemię i dom bezrolnym i bezdomnym. Tylko jak tego dokonać? Mądrość nie pójdzie tu w parze z pośpiechem, a komunistom tu bardzo pilno. Oni nie zechcą długo czekać, a Ty im w swej książce „prostujesz ścieżki". W kwestji żydowskiej też niema zgodności co do tego, co byłoby czynem „wielkim“. Dla zacietrzewionego żydofoba byłoby nim pójście za przykładem, jeśli się nie mylę, Edwarda IV angielskiego z w. XV, który dla wyratowania ludu ze szponów lichwy żydowskiej kazał załadować Żydów na okręty i potopić w morzu. A majątki ich skonfiskował na rzecz skarbu. Gołębie jednak serca Lechitów wzdrygają się przed takiem okrucieństwem i szukają innych dróg wyjścia z sytuacji, która jednak jest bez wyjścia. Bo wszystko nas zawiodło: i asymilacja, i demokratyzacja, i emigracja, i bojkot, w epoce pod zaborcami, i zawiedzie nas tak samo epoka obecna, gdy mimo wszystkie środki, jakiemi rozporządzamy, z jakimś fatalizmem zdążamy ku własnej zagładzie.

Są więc różne pojmowania „wielkiego czynu" w Polsce. Dla monarchisty polskiego np. wielkim czynem byłoby zwalenie ustroju republikańskiego i powołanie na tron polski jednego z członków dynastji angielskiej. Są tacy, którzy mniemają, że to byłby bardzo dobry środek uchylenia radykalnego bardzo wielu grożących nam niebezpieczeństw i osiągnięcia silnej i trwałej Polski. A czyż nie zgodzi się Pan na to, że w obecnej chwili byłoby wielkim czynem zajęcie Gdańska? Wszak maleńka Litwa bez pozwolenia mocarstw zajęła Kłajpedę i nic sobie nie robi ani z koalicji, ani z Europy, ani z całego świata, Ale są tacy, którychby to nie zadowoliło i uważaliby za konieczne zająć całe Prusy Wschodnie, jako główne gniazdo polityki odwetowej i wieczny miecz Damoklesowy, wiszący nam nad głową. Są wreszcie i tacy, co poszliby chętnie i na Litwę kowieńską, aby raz uciąć łeb tej wciąż kąsającej hydrze. Można też różnie zapatrywać się na zawarty niedawno konkordat z Watykanem. Jeśli nie zaliczę tego czynu do rzędu „wielkich", to w każdym razie był to czyn bardzo poważny, a że jest pożyteczny dla Polski, to chyba najlepszy dowód w tem, jak wielką wściekłość wywołał u wszystkich naszych wrogów, więc u Litwinów, Rusinów, a wreszcie i Niemców. Takich czynów ignorować nie można. Więc czynów wielkich możnaby wyliczyć: i więcej, o wiele więcej, aniżeli jest wielkich ludzi w Polsce.

Narazie będziemy zadowoleni, że znalazł się jeden taki, co dokonał uzdrowienia skarbu. Ale poza wielkiemi czynami są i nieco mniejsze, ale również pożyteczne. Każdy w swoim zakresie ma możność ich spełniania. I Pan masz tę możność, ale w ,,Przedwiośniu" sposobność tę wykoślawiłeś i zmarnowałeś. Pomyśl tylko. Jeżeli Ty dzisiaj oszkalowałeś całą policję polską bezpodstawnie, ktoś inny rzuci się jutro na armję polską lub polskie sądownictwo i zmiesza je z błotem, potem przyjdzie kolej np. na minister jum skarbu, następnie ktoś uzna za stosowne spotwarzyć majestat Prezydenta Rzeczypospolitej i t. d. Do czegóż to doprowadzi? Czyż można na to pozwolić? Społeczeństwo nie zareagowało w należyty sposób przeciw podobnej metodzie konstruowania powieści. Dlaczego? Bo nasze społeczeństwo jest dobroduszne i łatwowierne do niepojętych granic, Niema chyba na świecie drugiego społeczeństwa, któreby tak pozwalało ciosać sobie kołki na głowie, jak nasze. I dzięki temu można Polskę spotwarzać bezkarnie. Widocznie ,,nie zrozumiano ohydy, okropności, tragedji zakończenia w „Przedwiośniu“, - rzeczy, przy której czytaniu serce mi się łamało.

Rzuciłeś się w niegodziwy sposób na policję polską. Czy Ci nic nie zależy na dobrej opinji tej instytucji państwowej? na utrzymaniu jej powagi? Czy zapomniałeś, że w ciągu zeszłego roku na obszarze Polski zamordowano w różnych okolicznościach 85 członków naszej policji? To uczynili dywersanci lub bandyci. A dlaczego Ty, wielki obywatelu, przykładasz rękę do moralnego uśmiercania naszej służby bezpieczeństwa? Taka propaganda nie każe długo czekać na owoce. Skutki widzimy co dnia. We Lwowie (a zapewne i w innych miastach podobnie zażydzonych) na porządku dziennym są takie sceny uliczne. Na policjantów patrolujących napadają różne kryminalne indywidua, policzkują ich, strącają czapki, zrywają im gwizdki, wymyślają, przewracają nieraz na ziemię, biją i kopią. Kto są ci napadający? Przeważnie żydzi, poczęści chrześcijanie o ruskich nazwiskach. Czem się to dzieje? Oto przedewszyst- kiem dlatego, że policji we Lwowie (a zapewne i gdzie indziej) jest za mało i że wobec zuchwalstwa Żydów jest ona zupełnie bezbronna. Uzbrojenie ich w dzień składa się z bagnetu i rewol- weru, których użyć im nie wolno. I znowu rzecz dziwna. Mówi się, że policja nasza wzorowana jest na angielskiej. Ależ policja angielska oprócz rewolwerów ma gumowe laski i to jest broń, która musi wzbudzać szacunek dla przedstawiciela porządku publicznego. A u nas? Wprost przykro o tem myśleć. Niech się Pan o tem dowie, że we Lwowie nie można aresztować jakiegokolwiek przestępcy żydowskiego bez wywołania masowego tumultu ze strony Żydów. Zdrowie i życie policjanta jest w tych wypadkach mocno zagrożone, nie mówiąc już o honorze. I nie można się dziwić, że pojedynczy policjant bardziej słabego ducha woli wcale nie interwenjować, bo mu życie milsze, niż obowiązek Propaganda żydowsko-komunistyczna doskonale w tym kierunku wykorzysta nieobywatelski Pański postępek. Trzeba wreszcie wyjaśnić, o co Panu chodzi, do czego Pan zmierza. Rozczula się Pan nad przeludnieniem dzielnicy żydowskiej w Warszawie. Czy to myśmy sami sprowadzali do niej za caratu tysiące litwaków z cesarstwa? Czy to my zmuszamy Żydów, aby się mnożyli jak króliki? Dlaczego Pan nie woła głosem wielkim do Rządu polskiego, aby nie wpuszczał z Bolszewji Żydów do Polski? Jesteś Pan persona grata u Rządu, który Ci dał bezpłatne mieszkanie w Zamku Królewskim..., więc z głosem Pańskim liczyć się będą. Dlaczego jednak nie okazujesz jednocześnie podobnego współczucia dla przeludnionych dzielnic robotniczych polskich na Powiślu, na Woli i t. d.?

Dlaczego tak bardzo jesteś jednostronny? Twój bohater woła do Gajowca - ,,Jak myślicie ulepszyć życie żydów, stłoczonych w ghettach?!“ Otóż to właśnie! My mamy o tem myśleć przedewszystkiem. Dlaczegóż o tem nie myślą możnowładcy żydowscy, żydowscy miljarderzy, którzy w czasie wojny światowe; obłuskali całą Europę a zwłaszcza Polskę z wszelkiej gotowizny, z wszelkiego dobra? Jest wprost wzruszającą Twoja troska o Żydów w „Przedwiośniu“. Oto jeszcze jeden dowód, na str. 357 bohater Twój w polemice z komunistami zapytuje: „Ciekawym, czy (policja) bije i tych, co wysadzają prochownie, a obok prochowni usiłują wysadzić w powietrze'całe dzielnice, zamieszkane przez ubogą ludność żydowską?" I znów tylko o Żydów chodzi. Skądże to? Wybuch prochowni w Cytadeli warszawskiej nie uszkodził wcale dzielnicy żydowskiej, tylko domy w obrębie Cytadeli, gdzie Żydów wcale niema, jeno wojsko oraz rodziny oficerskie i urzędników wojskowych. Zamach zaś na prochownię we Lwowie na Janowskiem, gdyby się był udał, sprowadziłby ofiary wyłącznie niemal wśród ludności chrześcijań- skiej. Więc cóż Pan na to?

Zdążam już do konkluzji. Wobec wymienionych powyżej faktów każdy Polak ma prawo zapytać Pana, o czyje dobro Panu bardziej chodzi: o dobro Polski czy o interes agresywnego żydostwa? Po takiem wyładowaniu żółci przeciwko Polsce w trzeciej części „Przedwiośnia“ podobne zapytanie jest najzupełniej uzasadnione. „Nie można dwu panom służyć“ -  mówi ewangelja. Trzeba się wyraźnie zdeklarować: wóz albo przewóz. Hic Rhodus, hic salta! [Pokaż, co umiesz! dosł.: Tu Rhodos, tu skacz!; z bajki Ezopa pt.: Samochwał ]

Gdy Czaruś na str. 370 wyrzuca p, Gajowcowi: „Umiecie tylko wymyślać, szkalować, plotkować!“ - czy nie miał przypadkiem na myśli samego autora „Przedwiośnia“? Może w tem zdaniu przemówiło, mimowoli, Pańskie sumienie?... Pańska fizjonomja duchowa przechodziła już niejedną metamorfozę. Z sympatyka socjalizmu z wybuchem wojny, wiedziony zdrowym instynktem narodowym, przedzierz- gnąłeś się w zdecydowanego wroga N. K. N-u, a było to tak wyraźne, że opinja gotowa była Cię uznać za zwolennika endecji, co jednakże nie nastąpiło. Czy wystąpienie Twoje w zakończeniu „Przedwiośnia“ nie znamionuje jakiejś nowej przemiany? Psyche Twoja jest bardzo nieobliczalna i gotować może nową niespodziankę. Socjalizm w postaci Polskiej Partji Socjalistycznej od pewnego czasu wszedł już w stadjum uwiądu starczego. Organizacja ta ulega dość szybkiemu' rozkładowi. Przywódcy spoczęli na laurach: jedni zostali świetnie uposażonymi dygnitarzami państwowymi, inni są obecnie typowymi burżujami, jako dyrektorowie różnych przedsiębiorstw łub członkowie rad nadzorczych. W szeregach organizacji szerzy się masowo dezercja; co gorętsze, co bardziej wrogie klasom posiadającym, a obojętne dla Polski, przechodzi do komunistów. A ci, co kierują tem wszystkiem z za kulis, doskonale to widzą, że socjalizm już nic więcej dla nich nie zrobi. „Murzyn wykonał już swoją robotę, murzyn może odejść“ Niedobitki socjalizmu mogą słusznie zawołać do swoich panów: „Morituri vos salutant!“ Ale baczmy, aby wkrótce cała inteligencja polska nie miała słusznego powodu tak samo wołać do Żydów... Ktoby miał jeszcze jaką wątpliwość co do zamierania socjalizmu, ten z przebiegu manifestacji socjalistycznej w roku zeszłym przeciwko wojnie, zwłaszcza we Lwowie, mógł się o tem dowodnie przekonać. „Cała masa manifestantów“ wraz z p. posłem Hausnerem bardzo wygodnie pomieściła się na kilku stopniach pod kolumną Mickiewicza. (Literalnie!) . Więc czy Pan nie jesteś jednym ze szczurów, uciekających z tonącego okrętu P. P. S.?

A teraz wchodzi na widownię w Polsce komunizm, partja młoda, energiczna pod zręczną reżyserją mędrców Sjonu, którzy potrafili już w posłuszne sobie kadry wciągnąć część proletariatu polskiego i prawie wszystkich Rusinów. Policja nas zapewnia, że komuniści we Lwowie są tak osaczeni, że nic zrobić nie mogą, więc można spać spokojnie.

Nie podzielam wcale tego zdania. Jeżeli kilkudziesięciu komunistów z p. Schererem na czele potrafi rozbić zgromadzenie socjalistyczne z kilkuset ludzi złożone, jak to się stało niedawno, fakt ten dowodzi zupełnie czego innego. Jak policja lwowska może być pewną bezpieczeństwa z tej strony, jeśli w obrębie miasta i najbliższych gmin podmiejskich przemieszkuje spokojnie tysiące ludzi wcale niemeldowanych, a w tem Żydzi stanowią olbrzymią większość?... A z wielu stron słyszę, że Żydzi i Rusini potajemnie się zbroją,.. Sytuacja jest bardzo poważna. Na dziejowym zegarze wskazówki nie¬ uchronnie posuwają się ku wyrocznej godzinie...”

 

Wacław Nauke-Nakęski

 

Lwów, d. 29 marca 1925 r.

 

http://kpbc.umk.pl/dlibra/doccontent?id=165415

 

 

Appendix

Za: Krystyna Nowak-Wolna
repo.uni.opole.pl/docstore/download,seam;jsessionid… fileld?

NAAKE-NAKĘSKI Wacław (1864-1945);
pseudonimy: Banita, Obuszek Wacław, Piastun, Twardowski F. Publicysta, działacz socjalistyczny, polski działacz narodowy i oświatowy.

Urodził się w Warszawie 27 maja 1864 r. Jego rodzicami byli Adolf i Bronisława z Piotrkowskich. Ojciec Wacława pracował jako urzędnik kolejowy; był równocześnie współpracownikiem „Encyklopedii” Maurycego Olgelbranda. Rodzina ojca, pochodzenia holenderskiego, była wyznania ewangelicko-reformowanego. Dziadek Wacława występował już pod podwójnym nazwiskiem, które stało się odtąd nazwiskiem rodowym rodziny.

Wacław Naake-Nakęski uczęszczał do prywatnego gimnazjum Górskiego i Szmurły w Warszawie, a następnie przeniósł się do szkoły technicznej Towarzystwa Kolei Żelaznej Warszawsko-Terespolskiej, którą ukończył w roku1882. Następnie, aż do 1891 r., pracował jako technik w tymże Towarzystwie.

Naake-Nakęski pełnił funkcję sekretarza wydziału czytelń Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności (WTD) na Pradze, którego prezesem był znany prawnik i społecznik Adolf Suligowski. Tu zapoznał się Naake-Nakęski między innymi z Romanem Dmowskim oraz Stefanią Sempołowską, co wpłynęło na jego zainteresowanie się sprawami społeczno-politycznymi. W 1888 r. przystąpił do Ligi Polskiej oraz Związku Młodzieży Polskiej „Zet” współpracując z Romanem Dmowskim także w nadrzędnej organizacji „Łączność” . W mieszkaniu Naake- Nakęskiego odbywały się częstokroć zebrania „Łączności”, dzięki czemu mógł poznać przyszłego prezydenta odrodzonej Rzeczypospolitej Gabriela Narutowicza.

W maju 1891 r. za udział w pogrzebie studenta Brulińskiego, który popełnił w więzieniu samobójstwo, został aresztowany i osadzony na sześć miesięcy w Cytadeli Warszawskiej w osławionym X pawilonie. Po wyjściu na wolność podjął pracę w Towarzystwie Ubezpieczeń, ponieważ z poprzedniej, w Towarzystwa Kolei Żelaznej Warszawsko-Terespolskiej, został zwolniony. Nie rezygnując z przynależności do organizacji „Zet”, podjął współpracę z Polską Partią Socjalistyczną. Od 1894 r. wszedł w skład redakcji „Robotnika”. Wiosną tego roku, obawiając się kolejnego aresztowania, wyjechał z Warszawy, dokąd już nie powrócił. Zamieszkał w Galicji pracując przy budowie linii kolejowych m.in. na trasach Jaworzno-Trzebinia-Skawce i Chabówka-Zakopane (1896-1899). Kolejne lata spędził przy budowie linii kolejowych na Śląsku Cieszyńskim. Brał czynny udział w pracy oświatowej, współpracując m. in. z księdzem Józefem Londzinem. Następnie przeniósł się do Morawskiej Ostrawy, gdzie podjął współpracę ze znanym działaczem polskim Wacławem Seidlem. Wspólnie z nim oraz Franciszkiem Popiołkiem i Franciszkiem Friedlem założył w 1898 r. Towarzystwo Oświatowe „Jedność” we Frysztacie. Owocem działalności Naake-Nakęskiego na Śląsku Cieszyńskim był szereg artykułów obrazujących sytuację ludności polskiej na tym terenie publikowanych przede wszystkim w „Głosie Ludu Śląskiego”. W roku 1896 pod pseudonimem dr G. Twardowski wydał broszurę „Przed forum polskiego społeczeństwa. Stosunki polskie na Śląsku”, będącą przedrukiem jego artykułów publikowanych w „Dzienniku Krakowskim”. W 1898 r. wydał we Frysztacie liczącą dwadzieścia osiem stron broszurę „Kapitał niemiecki wobec ludu polskiego na Śląsku Cieszyńskim”, która ukazała się nakładem wydawnictwa „Głosu ludu śląskiego”. W 1901 r. pod pseudonimem Piastun opublikował we Frysztacie pracę „Spór czesko-polski na Śląsku Cieszyńskim”.

Kontynuował współpracę z Ligą Narodową, jak również z sekcją krakowską Zagranicznego Związku PPS. W lecie 1897 r. wspólnie z Romanem Dmowskim, Adamem Szelągowskim i Kazimierzem Wróblewskim pojechał do Rapperswilu. Podróż ta spowodowała odsunięcie się Naake-Nakęskiego od ruchu socjalistycznego, a związała go na stałe z ruchem narodowo-demokratycznym. Następnie wyjechał do Lwowa (1901) obejmując stanowisko wicedyrektora wydawnictwa w tamtejszym Towarzystwie Wydawniczym. W roku 1903, po przejęciu przez Ligę Polską „Słowa Polskiego”, został redaktorem wydania porannego tej gazety. Obowiązki te pełnił do 1915 r.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Naake-Nakęski poświęcił się pracy publicystycznej oraz działalności oświatowej. Od 1922 r. pracował w czytelniach Towarzystwa Szkoły Ludowej we Lwowie. Napisał wówczas około dwustu osiemdziesięciu artykułów i broszur poświęconych między innym sytuacji ludności polskiej na Śląsku Cieszyńskim, m.in. „Śląsk Cieszyński w drugiej połowie zeszłego wieku. Wspomnienia i zapiski” („Dziennik Cieszyński” 1920, nr 25-64).

W czasie II wojny światowej przebywał najpierw we Lwowie (do 1942 r.), a następnie przeniósł się do Ługowa pod Nałęczowem, gdzie zmarł 14 maja 1945 r.

Był żonaty z Łucją z Wiercieńskich. Miał troje dzieci: syna Zbigniewa, który zmarł w 1921 r. oraz dwie córki - Halinę i Bronisławę.

Literatura i źródła:

Elektroniczny słownik biograficzny Śląska Cieszyńskiego:
http://slownik.kc-cieszyn.pl/index.php/online,591/;
Jasiński Z., Działalność kulturalno-oświatowa Polaków za Olzą (1920-1938), Opole 1990, s. 16;
Szturc J., Ewangelicy w Polsce: słownik biograficzny XVI-XX wieku, Bielsko-Biała, 1998, s. 211;
Zieliński J., Naake-Nakęski Wacław, Polski słownik biograficzny, t. 22 pod red. Emanuela Rostworowskiego, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1977, s. 417-418.

 



tagi: żeromski 

stanislaw-orda
30 grudnia 2018 15:16
3     673    4 zaloguj sie by polubić
komentarze:
gabriel-maciejewski @stanislaw-orda
30 grudnia 2018 15:29

Nie dam rady dziś całości przeczytać, ale to jest dość znamienne, że on krytykuje Żeromskiego i komunistów, a broni Abramowskiego. Pewnie ze względu na jego szlachetną naturę...To jest obłęd unu, nie tędy prowadzi droga

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @gabriel-maciejewski 30 grudnia 2018 15:29
30 grudnia 2018 15:41

Gdyby Żeromski nie zmarł w  listopadzie 1925 r. to kontynuacja "Przedwiośnia" (ponoć już miał pozbierane notatki do powieści "Wiosna"),  mogłaby okazać  naszym rodzimym "Manifestem komunistycznym".

zaloguj się by móc komentować

qwerty @stanislaw-orda
31 grudnia 2018 10:06

arcyinteresujące

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować