-

stanislaw-orda : unukalhai (unuk.al.hayah@gmail.com)

Metody Cyryla czyli chrystianizacja Słowiańszczyzny

Tadeusz Milewski (1906 -1966), dr hab.  profesor UJ w Krakowie:
http://cyfrowaetnografia.pl/Content/586/Strony%20od%20EP_XII-17.pdf
jest autorem tekstu zatytułowanego Cyryl i Metody - Apostołowie Słowiańszczyzny
Artykuł został opublikowany w miesięczniku „ZNAK” Nr 97/98 z 1962 r., str. 995-1024);
w czasach gdy redaktorem naczelnym tego czasopisma była Hanna Malewska.
http://mbc.malopolska.pl/dlibra/publication? id=66917&tab=3 ;
https://archive.org/stream/miesiecznik_znak_1960_1969/097-098#page/n1/mode/2up ;

Przedstawiam zasadniczą część ww. tekstu uzupełnioną moimi przypisami umieszczonymi w nawiasach kwadratowych […]. Pominięte fragmenty tekstu oryginalnego oznaczone są przez (…). Ponadto wprowadziłem wytłuszczenia w tekście dla zaakcentowania niektórych tez.

(…)
Najbardziej wielokierunkowa jest polityka językowa chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo wschodnie prowadziło w pierwszym tysiącleciu politykę, wyraźnie wielojęzykową. Znaczenie dominujące miała tu greka, język Nowego Testamentu i wspaniałej literatury teologicznej, ale począwszy od III w. zaczynają powstawać inne języki liturgiczne, jak syryjski i koptyjski, a nieco później etiopski, gocki, ormiański i wiele innych. Misjonarze chrześcijańscy tworzą w różnych krajach dla języków miejscowych na ogół bardzo precyzyjne alfabety i przy ich pomocy spisują tłumaczenia dokonane z greki chrześcijańskich ksiąg liturgicznych, kanonicznych i różnych innych związanych z religią. Podstawą tej pracy było przeświadczenie o równości języków wobec Boga. Każdy język dostatecznie rozpowszechniony może być językiem liturgicznym. Natomiast chrześcijaństwo zachodnie w praktyce ograniczało ilość języków powołanych do służby bożej. Do końca II w. językiem liturgicznym na zachodzie była greka, w III w. stała się nim łacina, po grece zaś zachowały się tylko drobne szczątki w liturgii. Łacina jednak, zdobywszy na zachodzie stanowisko dominujące, wykluczyła możność tworzenia nowych języków liturgicznych. Jeżeli więc chrześcijaństwo wschodnie było wielojęzyczne — to zachodnie było w praktyce jednojęzyczne, łacińskie. Te dwie sprzeczne zasady polityki językowej starły się ze sobą w sposób bardzo dramatyczny w IX w. na terenie Moraw i Panonii, w czasie pracy misyjnej prowadzonej tam wśród Słowian przez dwóch duchownych greckich, Konstantyna, znanego lepiej pod imieniem św. Cyryla, i jego brata Metodego.

Punktem wyjścia działalności obu braci był Konstantynopol, stolica cesarstwa wschodniorzymskiego, czyli bizantyńskiego, które obejmowało wówczas mniej więcej obszar dzisiejszej Grecji i Turcji. Państwo to z języka i kultury greckie, z tradycji prawnych i politycznych rzymskie, z religii chrześcijań- skie miało ustrój bliski temu, co dziś zwiemy totalizmem. Omnipotencja biurokracji państwowej obejmowała duszę i ciało wszystkich mieszkańców cesarstwa. Ich życiem kulturalnym władał zrośnięty z państwem Kościół i system szkół państwowych, nad ich życiem gospodarczym ciążyły monopole i nadmierne podatki, ich życie społeczne regulowała policja i wojsko. Wszystko koncentro- wało się w idei utrzymania cesarstwa chrześcijańskiego, które uważane było za twór najdoskonalszy, za spadkobiercę najdostojniejszych tradycji. Przedmiotem czci była nie tyle osoba cesarza, ile instytucja jego władzy istniejąca i przekazywana nieprzerwanie od czasów Konstantyna Wielkiego. Stąd paradoksalna sprzeczność: z jednej strony niesłychany przepych otaczający cesarza i jego dwór - z drugiej fakt, że jakżeż często ginął on z ręki swego następcy i to nierzadko przy użyciu tortur. Cesarz był symbolem wszechmocy państwa, symbolem, który musiał nieustannie trwać, ale który sam w sobie był niczym. Teoretycznie każdy mógł być cesarzem, każdy w wyniku szczęśliwego zamachu stanu mógł go zastąpić. Cesarz był równocześnie wszechwładny i bezsilny. Główną jego troską była obrona wiecznie zagrożonych granic państwa. W IX w. od wschodu napierali Arabowie, od północy Chazarowie, od zachodu Niemcy. Z biegiem lat sytuacja coraz bardziej się pogarszała. Na żołd dla najemnego wojska i na „podarki" dla barbarzyńskich władców, których pomoc lub tylko neutralność trzeba było sobie zapewnić, szła lwia część olbrzymich dochodów cesarstwa, które wynosiły rocznie [odpowiednik] około pół miliarda przedwojennych franków w złocie.

Bizancjum lawirowało po wzburzonych falach wędrówek ludów przez jedenaście wieków w warunkach tak trudnych, jak chyba żadne inne państwo w dziejach ludzkości. Wyczerpywało to niemal zupełnie jego siły duchowe. Wśród biernej i sterroryzowanej ludności cesarstwa wyodrębniały się grupy jednostek o pewnych indywidualnych rysach, jak dostojnicy świeccy i duchowni, wybitni artyści i uczeni. Szacunek powszechny otaczał uczonych, którzy zajmowali zazwyczaj wysokie stanowiska kościelne, nie byli oni jednak elementem twórczym.

Bizantyńczycy posunęli naprzód naukę światową tylko w drobnych szczegółach (w gramatyce np. tzw. lokalistyczna teoria przypadków) i pod tym względem nie mogą równać się ze współczesnymi im Arabami, którzy między w. VIII a XII dzierżyli prym w rozwoju nauk. Od uczonych bizantyńskich nikt nie żądał nowych odkryć, ich zadania były inne. Przede wszystkim mieli oni poznać i przekazać swym następcom wielkie tradycje kulturalne starożytnej Grecji, jej literaturę, filozofię i naukę. Z tego tytułu byli oni przede wszystkim filologami, badali oni stare teksty, pisali komentarze (scholia) do autorów klasycznych i układali apologie na ich cześć. Ponadto zadaniem uczonych była obrona intelektualna obowiązującej w danym momencie nauki kościoła i ideologii państwa. To czyniło ich dialektykami, mistrzami w wynajdywaniu i zbijaniu argumentów w niekończących się dyskusjach religijno-politycz- nych. To środowisko uczonych ma tu dla nas wielkie znaczenie, do niego bowiem należał Konstantyn w pierwszej fazie swego życia.

Średniowieczne kodeksy spisane w języku starosłowiańskim zachowały nam dwa cenne żywoty Konstantyna [Cyryla] i Metodego (tzw. obszerne). Choć same rękopisy obu zabytków są stosunkowo późnego pochodzenia (najstarszy odpis Żywotu Konstantyna z w. XV, a Żywotu Metodego z XII w.), to jednak różne dane zaczerpnięte tak z innych zabytków starosłowiańskich, jak i z analizy krytycznej samych Żywotów pozwalają ustalić, że powstały one w IX w. i że wobec tego są najstarszymi zabytkami literackimi Słowian. Każdy z żywotów jest dziełem innego autora. Żywot Metodego (skrót ŻM) powstał między 6 kwietnia 885 (data śmierci świętego) a wrześniem tegoż roku (data wypędzenia jego uczniów z Moraw, o czym ŻM jeszcze nic nie wie). Autorem jego był nieznany nam z imienia uczeń św. Metodego, Morawianin z pochodzenia, o wyraźnym poczuciu narodowym. Żywot Konstantyna (skrót ŻK), znacznie obszerniejszy od ŻM, powstał przed nim. Autor ŻM znał niezawodnie ŻK i dlatego świadomie pomija lub tylko szkicuje wszystkie fakty w nim zawarte. ŻK powstał więc między r. 869 (data śmierci Konstantyna) a latem 885 (data powstania ŻM). Autorem jego był może brat zmarłego Metody, za czym przemawia znakomita znajomość stosunków bizantyńskich u autora żywot u, jego informacje o szczegółach z dzieciństwa Konstantyna, a wreszcie systematyczne przemilczanie wszystkiego co się odnosi do Metodego, co można wytłumaczyć jego skromnością i przywiązaniem do brata.

Nie jest jednak wykluczone, że autorem ŻK jest Klemens, Słowianin pochodzący z Bałkanów, najwybit- niejszy uczeń i następca Metodego. Te główne nasze źródła, ŻK i ŻM uzupełniają inne dokumenty, jak Żywot Klemensa, zachowane listy papieży odnoszące się do działalności Metodego z lat 869 do 885, a wreszcie dzieła historyków bizantyńskich, które rzucają światło na tło działalności obu braci. Wszystkie te źródła zostały wykorzystane w bardzo bogatej literaturze naukowej
(…).
W Polsce problematyką tą zajmował się A. Bielowski i K. Potkański , a w ostatnim czterdziestoleciu
T. Lehr-Spławiński, który w książce Żywot Konstantyna i Metodego (Poznań 1959) dał tekst starosłowiański i przekład polski obu żywotów, wraz z gruntownym wstępem i objaśnieniami. Na podstawie wszystkich dostępnych mi źródeł i opracowań postaram się dać krótki zarys działalności świętych braci, oddając w najważniejszych momentach głos samym autorom ich żywotów, których cytuję w przekładzie polskim T. Lehra-Spławińskiego.

Święci bracia urodzili się w mieście, które Filip II król Macedonii w IV w przed Chr. nazwał Thessalonike na pamiątkę zwycięstwa nad Tessalami, z czego nowogreckie Saloniki. Rzymianie przekształcili nazwę tego miasta na Solona, co Słowianie zapożyczyli jako Sołuń, W mieście tym położonym w greckiej Macedonii nad Morzem Egejskim istniała dość liczna gmina chrześcijańska już za czasów św. Pawła. W VII w. po Chr. masy Słowian zalały całą niemal Grecję wraz z Peloponezem, tak że w ręku Greków pozostały tylko wybrzeża, wyspy i wielkie, ufortyfikowane miasta. W IX w. ci koloniści słowiańscy byli już podbici przez Bizancjum i ujęci w twardą organizację cesarstwa. Okolice Sołunia były wówczas czysto słowiańskie, a miasto dwujęzyczne. „Sołunianie wszyscy biegle po słowiańsku mówią" stwierdza (ŻM V).

Dialekt słowiański ówczesnego Sołunia bliski był gwarom, z których rozwinął się dzisiejszy język macedoński i dlatego nazywamy go dialektem staromacedońskim. Sołuń, miasto duże i bogate, było w IX w. centrum życia umysłowego i religijnego jako siedziba arcybiskupa, oraz ważnym punktem organizacji państwowej jako stolica odrębnej prowincji wojskowej („tematu") i siedziba jej dowódcy - stratega. W pierwszej ćwierci IX w. żył w Sołuniu „mąż z dobrego rodu i bogaty imieniem Leon" (ŻK II), Był on drongariosem, tj. wyższym oficerem, pod rozkazami miejscowego stratega, a wszystko wskazuje, że należał on do warstwy rządzącej cesarstwem. Leon był żonaty i miał siedmioro dzieci, z których najmłodszym był Konstantyn urodzony w r. 826, Metody był jego starszym bratem. Gdy Konstantyn miał lat siedem, rodzice posłali go do szkół w Sołuniu, gdy miał lat czternaście, stracił ojca. Konstantyn był od dziecka wątłym intelektualistą, pożeraczem książek. Ulubionym autorem jego pierwszej młodości był Grzegorz Teolog czyli Św. Grzegorz z Nazjanzu, najwybitniejszy z greckich Ojców Kościoła żyjących w IV w., autor licznych kazań, listów i poezji. Konstantyn, siedząc w domu, uczył się na pamięć wyjątków z dzieł swego mistrza a pierwszą jego pracą literacką była pochwała św. Grzegorza, oczywiście po grecku. W dwa czy trzy lata po śmierci ojca zarysował się w życiu Konstan- tyna pierwszy konflikt, Szybki jego rozwój intelektualny przekroczył poziom prowincjonalnych w gruncie rzeczy szkół rodzinnego miasta. Znalazł się w samotności, bo nie miał nauczyciela, który by umożliwił mu przejście do studiów wyższych.
(…)
Konstantyn nie mogąc znaleźć odpowiedniego nauczyciela w rodzinnym Sołuniu, postanowił przenieść się na studia wyższe do Konstantynopola. Całą sprawę ułatwił stary przyjaciel rodziny drongariosa Leona, wysoki dostojnik dworu cesarskiego Teoktist (T h e ó k t i s t o s), który wezwał Konstantyna do stolicy. Młodzieniec opuścił rodzinne miasto, by już nigdy do niego nie wrócić.

Konstantyn przybył do stolicy w r. 843, mając 17 lat. Konstantynopol był wówczas największym i najwspanialszym miastem Europy, liczącym około miliona mieszkańców. W r. 842, tj. na rok przed przybyciem Konstantyna, zmarł cesarz Teofil, a w imieniu jego małoletniego syna Michała III (ur. 839) rządy sprawowała jako regentka cesarzowa-matka Teodora. Właściwym dyktatorem jednak przy słabej cesarzowej był właśnie protektor Konstantyna Teoktist, noszący tytuł logoteta, tj. dostojnika dworu cesarskiego kierującego polityką, w szczególności zagraniczną. Teoktist bardzo popierał oświatę i nauki, gdy więc tylko przybył Konstantyn z Sołunia oddał go na studia do uniwersytetu. Uniwersytet w Konstantynopolu był wówczas jedyną wyższą uczelnią w Europie. Obejmował on kilkadziesiąt katedr luźno ze sobą związanych i choć był mało twórczy dawał solidne wykształcenie. Konstantyn przeszedł normalny kurs wyższego nauczania uniwersyteckiego zbliżony do systemu trivium et quadrivium. Zaczął od geometrii, którą opanował w trzy miesiące. Następnie zapoznał się z poematami Homera, studiował geometrię u słynnego Leona Matematyka oraz słuchał wykładów z dialektyki i filozofii wielkiego Focjusza, późniejszego patriarchy i inicjatora schizmy. Na następnym niejako szczeblu nauczania Konstantyn studiował retorykę, arytmetykę, astronomię i muzykę. Dzięki pracy i zdolnościom opanował on znakomicie wszystkie te nauki, objawiając w czasie studiów skłonność do życia kontemplacyjnego i rozmyślań religijnych zdała od zgiełku świata.

W czasie studiów Konstantyn mieszkał na dworze logoteta Teoktista, który wyjednał mu swobodny dostęp do pałacu cesarskiego, popierał na każdym kroku i prowadził z nim dyskusje filozoficzne. Dla nas Konstantyn był raczej filologiem, teologiem i dialektykiem, dla współczesnych był on jednak przede wszystkim filozofem, który definiował filozofię w duchu swej epoki jako „zrozumienie rzeczy Boskich i ludzkich" (ŻK IV). Gdy Konstantyn skończył swe studia, logotet Teoktist udał się do cesarzowej-regentk i Teodory i powiedział jej: „Ten młody filozof nie lubi życia świeckiego, ale nie puszczajmy go z naszego otoczenia, tylko postrzygłszy go do stanu duchownego, dajmy mu urząd: niech będzie bibliotekarzem przy patriarsze u Św. Zofii, abyśmy go chociaż w ten sposób zatrzymali" (ŻK IV). Cesarzowa zgodziła się na ten plan i Konstantyn, wyświęcony na księdza, objął ważne na dworze patriarszym stanowisko bibliotekarza czyli chartofylaksa. Wytrwał on na nim jednak tylko przez bardzo krótki czas. Zgiełk i intrygi dworu mierziły go. Porzucił więc go i potajemnie ukrył się w klasztorze Kleidion nad Bosforem, gdzie przebywał przez sześć miesięcy. Tu zdarzył się pierwszy, niezwykły wypadek w jego życiu.

Od stu pięćdziesięciu lat cesarstwo Bizantyńskie rozdarte było walką między ikonoklastami czyli obrazoburcami a ikonodulami, tj. czcicielami obrazów. Pierwsi zakazywali czci obrazów i rzeźb przedstawiających osoby święte, drudzy kult ten dopuszczali. U podstaw konfliktu leżało różne pojęcie znaku, jakim był wizerunek święty. Ikonoklaści zarzucali ikonodulom, że nie odróżniają treści znaku, tj. osoby świętej, od formy znaku, tj. wizerunku, i że oddają cześć boską samym ikonom (obrazom), co w pewnym stopniu mogło być prawdą w Grecji mającej tak długo tradycję kultu posągów pogańskich. Natomiast czciciele obrazów twierdzili, że wyraźnie odróżniają treść znaku od jego formy, że czczą tylko samą treść, tj. osoby święte, forma zaś ma dla nich tylko znaczenie pośred- nika. Problem ten jest odwieczny. Występował on tak w epoce Mojżesza jak i w epoce reformacji, a i dziś także odgrywa on pewną rolę w sporze między zwolennikami religijnej sztuki abstrakcyjnej i przedstawieniowej. W VIII w. obrazoburcy zdobywszy przewagę w sferach dworskich pozyskali sobie cesarza Leona III, który edyktem z r. 726 zakazał kultu ikon. Nastały smutne czasy, w których oddziały wojska cesarskiego wdzierały się do kościołów i mimo oporu wiernych rąbały siekierami krucyfiksy i ikony wielkiej częstokroć wartości artystycznej. Był to prawdziwy zmierzch kultury bizantyńskiej. Nieszczęsny spór wyjałowił umysły. Od początku IX w. wzbiera reakcja, która widząc fatalne skutki obrazoburstwa postanowiła z nim skończyć. Przewrót nastąpił w r. 842, tj. na rok przed przybyciem Konstantyna do stolicy. Śmierć cesarza Teofila i dojście do władzy cesarzowej Teodory i jej ulubieńca Teoktista dało przewagę ikonodulom. Synod potępił obrazoburstwo jako herezję. Cześć obrazów przywrócono. Dostojnicy kościelni ze stronnictwa obrazoburców zostali usunięci ze swych stanowisk. Taki los spotkał Leona Matematyka, wielkiego uczonego i obrazoburczego arcybiskupa Sołunia, który, złożony z urzędu w r. 842, zamieszkał w Konstantynopolu, gdzie wykładał na uniwersytecie i był mistrzem Konstantyna w geometrii. Ostatni obrazoburczy patriarcha Jan Gramatyk, słynny uczony, został złożony z tronu w r. 843 i osadzony w klasztorze Kleidion nad Bosforem, gdzie oślepiony zmarł w r. 850. Gdy Konstantyn schronił się do tego klasztoru spotkał tam zdetronizowanego patriarchę i stoczył z nim pierwszą w swym życiu wielką dysputę. Konstantyn, przyjaciel Teoktista, bronił stano- wiska ikonodulów, Jan Gramatyk - ikonoklastów.
(…)
Po sześciu miesiącach poszukiwań wykryto kryjówkę Konstantyna w klasztorze Kleidion i zażądano od niego powrotu na stanowisko bibliotekarza, gdy on jednak stanowczo odmówił, zaproponowano mu katedrę filozofii na uniwersytecie w Konstantynopolu. Konstantym propozycję tę przyjął i przez kilkanaście lat z przerwami wykładał z powodzeniem filozofię, co zjednało mu przydomek filozofa. Pierwsza przerwa w wykładach nastąpiła w r. 850, Dwudziestoczteroletniego Konstantyna przyłą- czono do poselstwa, które w tym roku zostało wysłane z Bizancjum do Arabów dla wymiany jeńców i wszczęcia rokowań pokojowych. Gdy przybyli na miejsce, w czasie uczty wydanej przez Arabów na cześć posłów doszło do dysputy między Konstantynem a uczonymi arabskimi. Mahometanie atakowali dogmat Trójcy Świętej i wykazywali, że chrześcijanie nie żyją wedle zasad swej wiary. Konstantyn bronił nauki kościoła opierając się na cytatach z Ewangelii i Koranu. Dyskutanci rozeszli się nieprzekonani, a Konstantyn wkrótce potem wrócił szczęśliwie do Bizancjum i podjął przerwane wykłady. Po sześciu latach spokojnej pracy uniwersyteckiej nastąpiła nowa, tym razem dłuższa, w niej przerwa. Od r. 842 przez 14 lat trwały rządy cesarzowej-regentki Teodory i jej ulubieńca logoteta Teoktista. Ten system został obalony przez przewrót polityczny w r. 856. Wuj cesarski Bardas (czytaj Wardas) w porozumieniu z dorastającym, bo już siedemnastoletnim cesarzem Michałem III, obalił i pozbawił życia dotychczasowego logoteta Teoktista a swą siostrę, cesarzową Teodorę zamknął w klasztorze. Władzę teoretycznie objął Michał III, ogłoszony pełnoletnim, faktycznie jednak w jego imieniu rządził Bardas. Dla Konstantyna przewrót ten mógł mieć fatalne skutki, znany był on bowiem jako pupil Teoktista, można więc było się obawiać, że czystka stronników obalonego dyktatora obejmie i jego. By uniknąć niebezpieczeństwa, Konstantyn opuścił stolicę i ukrył się w Bitynii za Bosforem, gdzie znalazł się w skrajnej nędzy, którą dzielnie znosił. Bywały dnie nawet świąteczne, w ciągu których nie miał wraz ze swym sługą co do ust włożyć (ŻK VII). W tej sytuacji udał się Konstan- tyn na górę Olimp położoną koło Brusy w Bitynii na małoazjatyckich wybrzeżach Morza Marmara. Znajdował się tam wielki kompleks klasztorów, jeden z najważniejszych w cesarstwie, Konstantyn schronił się do jednego z nich, do klasztoru Polychnion, gdzie spotkał swego brata Metodego. Bracia tworzyli zupełny kontrast. Młodszy Konstantyn, wątły, szczupły, wiecznie zmęczony, subtelny dialektyk bizantyński, tym mniejszym się wydawał przy starszym bracie Metodym, mężu olbrzymiej postaci, człowieku czynu, prawniku i administratorze.

Około r. 845 młodemu wówczas Metodemu powierzył Teoktist, który go popierał jak i jego brata Konstantyna, zarząd prowincji zamieszkałych przez Słowian na obszarze Grecji czy Macedonii. Metody, zarządzając przez przeszło 10 lat tymi prowincjami, jeszcze pogłębił swą znajomość języka i obyczajów słowiańskich, którą wyniósł z rodzinnego Sołunia (ŻM II). Po przewrocie w r. 856, nie chcąc jako zwolennik Teoktista wpaść w ręce Bardasa, uciekł potajemnie do klasztoru Polychnion na górze Olimp, gdzie został mnichem. Konstantyn, dowiedziawszy się o miejscu pobytu Metodego, udał się tam również. Wygnanie braci nie trwało długo. Ich przewidywania okazały się słuszne. Nowy reżim oparty na współpracy Michała III i Bardasa ugruntowawszy się przestał ścigać zwolenników poprzed- niego dyktatora, którzy nie byli już dla niego groźni. Tymczasem zaszedł wypadek, który zmienił zupełnie sytuację. Do Konstantynopola przybyło poselstwo od potężnego chana Chazarów z ważnymi propozycjami. Chazarowie byli ludem pierwotnie koczowniczym, mówiącym językiem pochodzenia tureckiego, który między w. VI a XI po Chr. stworzył silne państwo na północ od gór Kaukaskich, między Morzem Czarnym a Kaspijskim od Krymu aż poza ujście rzeki Ural. Ich stolica Itil (dziś Astrachań) leżała w delcie Wołgi. Pierwotną religią Chazarów był prymitywny szamanizm, ale na terenie ich państwa, które prowadziło liberalną politykę wyznaniową, wyznawane były różne religie. W połowie IX w. stanął przed chanem Chazarów problem ustalenia oficjalnej religii państwowej. Było jasne, że religia ta musi być monoteistyczna, ale pozostał wybór między trzema religiami: żydowskim mozaizmem, arabskim islamem i greckim chrześcijań- stwem, które wszystkie trzy czciły jedynego Boga. Chan Chazarów wahał się i w tej sytuacji wysłał z końcem r. 856 poselstwo do Bizancjum z listem zawierającym prośbę o przysłanie „męża uczonego" i z zapewnieniem, że przyjmie wraz z poddanymi wiarę chrześcijańską, jeśli on w dyspucie pokona teologów żydowskich i mahometań- skich, jeśli wykaże wyższość religii chrześcijańskiej.

Zapoznawszy się z propozycjami Chazarów, Michał III i Bardas wybrali do tej misji Konstantyna, puszczając w niepamięć dawne urazy. Widocznie jego rola w czasie poselstwa do Arabów w r. 850 została oceniona dodatnio na dworze cesarskim. Wysłannicy Michała III odnaleźli Konstantyna w klasztorze Polychnion i sprowadzili go wraz z bratem do stolicy. Cesarz na audiencji przedstawił mu propozycje Chazarów i rzekł: „Idź filozofie do tych ludzi, poucz ich i powiedz im o Trójcy Świętej z jej pomocą. Nikt bowiem inny nie może tego należycie wykonać" (ŻK VIII).
(…)
Ekspedycja statkiem przepłynęła Morze Czarne i wylądowała w mieście Chersonesie, bardzo starożytnej a od dawna chrześcijańskiej kolonii greckiej t położonej na południowych brzegach Krymu. Tu zatrzymała się ona czas dłuższy pozostając w kontakcie z miejscowym arcybiskupem, Konstantyn zamknął się w swej kwaterze i, przygotowując się do dysputy z rabinami żydowskimi, uczył się intensywnie języka hebrajskiego pod kierunkiem pewnego uczonego Samarytanina, który przychodząc do niego prowadził z nim rozprawy i przyniósłszy księgi samarytańskie, pokazał mu je" (ŻK VIII). Samarytanie z Palestyny, bliscy Żydom religią i językiem, mieli podobnie jak oni swe księgi święte spisane po hebrajsku. Około r. 723 wskutek prześladowań ze strony władz bizantyńskich zarówno Żydzi jak i Samarytanie częściowo przenieśli się na Krym. Z tej kolonii samarytańskiej pochodził nauczyciel Konstantyna, który przy jego pomocy nauczył się mówić i czytać po hebrajsku a nawet przetłumaczył na grekę część gramatyki tego języka. Badania filologiczne Konstantyna poszły jednak dalej. Wyszperał on w Chersonesie stary tekst ewangelii i psałterza spisany „literami roskimi", co najprawdopodobniej oznacza pismo i język gocki. Był to zapewne odpis części Biblii przetłumaczonej w IV w. po Chr. przez biskupa Wulfila na język germańskich Gotów, którzy mieszkali wówczas nad Morzem Czarnym, a których szczątki utrzymały się na Krymie aż do w. XVIII. Konstantyn wyszukał w mieście jakiegoś Gota i przy jego pomocy odczytał znalezione teksty. Najważniejsze jednak znaczenie miało odszukanie przez Konstantyna relikwii św. Klemensa. W Chersonesie był tradycyjny kult męczennika Klemensa, którego zdaje się niesłusznie identyfikowano ze św. Klemensem papieżem -męczennikiem, trzecim następcą św. Piotra, wygnanym z Rzymu w początkach II w. za cesarza Trajana i utopionym w morzu przez pogan koło Chersonesu.
(…)
Wydobyto [święte szczątki] z wielką czcią i przewieziono do miasta Chersonesu, którego cała ludność zebrała się, aby oddać im cześć. Konstantyn opisał te wypadki po grecku w osobnej pracy pt. Odnale- zienie, której przekład starosłowiański zachował się jako tzw. Legenda chersońska. Odnalezione relikwie zabrał ze sobą Konstantyn w dalszą drogę. Po kilku miesiącach pobytu w Chersonesie Konstantyn z towarzyszami opuścił to miasto w lecie r. 857 i okrętem udał się na wschód. Przepłynął Cieśninę Kercz i wylądował na wschodnich wybrzeżach Morza Azowskiego, na północ od ujścia rzeki Kubań, na obszarze właściwego państwa Chazarów.
(…)
Gdy Konstantyn przybył do Balandżar [letnia rezydencja chana Chazarów, dzisiaj okolice Endirey w Dagestanie], chan wydał w swej letniej rezydencji ucztę na jego cześć i tu w obecności monarchy i wielu znakomitych Chazarów dysputował Konstantyn z uczonymi żydowskimi broniąc atakowanego przez nich dogmatu Trójcy Świętej.
(…)
Przemowę swą zakończył Konstantyn wezwaniem, aby ci co się nawrócili przyjęli chrzest. Ochrzczono wówczas około 200 Chazarów, którzy się zgłosili. Zwycięstwo Konstantyna było jednak tylko pozorne. Chan okazał się doskonałym dyplomatą. Wręczył on Konstantynowi list do cesarza zaczynający się od słów: „Posłałeś nam, władco, człowieka, który słowem i dowodami wykazał nam, że wiara chrześci- jańska jest święta" (ŻK XI). Po komplementach pod adresem Konstantyna szły mętne zapowiedzi przyjęcia chrztu w przyszłości i zapewnienia przyjaźni i wierności cesarzowi.
(…)
Gdy Konstantyn odjechał, wśród Chazarów coraz bardziej zaczęły brać górę wpływy żydowskie i osta- tecznie przyjęli oni mozaizm, co jest wypadkiem jedynym na tę skalę w historii. Przyczyny tej decyzji były w istocie polityczne. Przyjęcie chrześcijaństwa oznaczało - jak to podkreślał sam Konstantyn w swych przemówieniach - uznanie przez Chazarów zwierzchnictwa cesarza bizantyńskiego. Podobnie przyjęcie islamu musiałoby być połączone z uznaniem zwierzchnictwa kalifa z Bagdadu. Natomiast przyjmując mozaizm Chazarowie zachowali swą niepodległość. Miał więc rację Konstantyn, że chciał iść boso do Chazarów z misją wyłącznie religijną, bo wtedy miałby więcej szans zwycięstwa. Doświadczenia jednak z wyprawy do Chazarów nie zostały zmarnowane. Konstantyn wziął je pod uwagę w późniejszej swej pracy misyjnej.

Bracia sołuńscy wrócili tą samą drogą. Konstantyn na audiencji u cesarza zdał sprawę ze swej misji i wręczył mu list od chana. Działalność Konstantyna oceniono na dworze dodatnio. Metody wrócił na górę Olimp, gdzie został igumenem, tj. przeorem, klasztoru Polychnion, Konstantyn zaś rozpoczął na nowo swą przerwaną działalność na uniwersytecie, przesiadując często i modląc się w swym ukocha- nym kościele Świętych Apostołów. Rozbudzone jednak u Konstantyna na Krymie zainteresowania filologiczne nie zagasły. W katedrze św. Zofii przechowywana była drogocenna czasza z napisem hebrajskim, który Konstantyn odczytał korzystając ze swej znajomości tego języka zdobytej w Chersonesie.

Gdy się to działo w Bizancjum, na dalekich Morawach zaszły wypadki o wielkiej doniosłości. Około r. 820 książę Mojmir zjednoczył pod swym panowaniem kilka plemion słowiańskich w dorzeczu Morawy i Wagu, tworząc z nich dość dużą całość polityczną, znaną pod nazwą państwa wielkomoraw- skiego. Zasadniczo obejmowało ono w przybliżeniu obszar dzisiejszych Moraw i Słowaczyzny, nie było jednak przynajmniej początkowo zupełnie jednolite. Na dzisiejszej Słowaczyźnie w Nitrze panował dawniejszy książę plemienny Pribina, którego Mojmir wygnał z kraju około r. 833. Sam Mojmir umarł w r. 846 a tron po nim odziedziczył jego syn Rościsław (R a s t i s l a v), podczas gdy w Nitrze, jako podległy mu książę dzielnicowy, panował jego bratanek Świętopełk. Także i w innych częściach państwa panowali jeszcze książęta dzielnicowi pod zwierzchnictwem Rościsława. Chrześcijaństwo łacińskie przenikało na Morawy od początku IX w. przynoszone przez duchowieństwo niemieckie. Arcybiskup salzburski Adalram poświęcił około r. 830 kościół w Nitrze, jeszcze gdy panował tam książę Pribina. Ówczesna Europa rozdarta była walką między państwem wschodnio-frankońskim czyli niemieckim (na obszarze dzisiejszego NRF) [tekst z 1962 r.], rządzonego wówczas przez króla Ludwika, a cesarstwem bizantyńskim, z którym związani byli również Bułgarzy. Państwo wielkomorawskie graniczyło na zachodzie z obszarami podległymi wasalom króla Ludwika niemieckiego, na wschodzie zaś z plemionami słowiańskimi zależnymi od władców bułgarskich. Leżało więc ono na pograniczu dwóch sfer wpływów, między którymi nieustannie lawirowało, by utrzymać swą niezawisłość. Rości sław uważał Niemców za swego największego wroga, z niechęcią więc patrzał na wzrost wpływów księży niemieckich, postępujący w miarę chrystianizacji kraju. Widocznie Rościsław około r. 860 był tego samego zdania, co autor ŻM w 25 lat później, że o naród morawski „nikt się nie troszczył" (ŻM II) i że Morawianie przekonali się „iż niemieccy kapłani, jacy u nich przebywali, nie sprzyjali im, ale podstępy knuli przeciw nim" (ŻM X). Sytuacja była trudna. Przyjęcie oficjalne chrześcijaństwa było konieczne wobec jego postępów w kraju, a z drugiej strony przyjęcie go w formie łacińskiej oznaczało zupełne uzależnienie się od Niemiec. Pozostawało tylko jedno wyjście: przyjąć chrześcijaństwo nie łacińskie. I istotnie Rościsław, wezwawszy książąt dzielnicowych swego państwa z Świętopełkiem na czele, postanowił wraz z nimi wysłać poselstwo do Konstantynopola z prośbą o przysłanie misjonarzy greckich. Zachwianą wskutek nacisku z zachodu równowagę państwa miało przywrócić zwiększenie wpływów wschodnich.

Był to rok 863, gdy poselstwo Rościsława przybyło do Bizancjum. Dwudziestoczteroletni cesarz Michał III, po wysłuchaniu próśb posłów i po naradzie ze swym wujem Bardasem, postanowił wysłać na Morawy Konstantyna wraz z jego bratem Metodym. Na decyzję tę wpłynęła zarówno pozytywna ocena działalności obu braci w czasie misji do Chazarów sprzed sześciu laty, jak i to, że obaj pochodzili z Sołunia, „a sołunianie wszyscy biegle po słowiańsku mówią" (ŻM V). Wezwany Konstantyn, wysłuchawszy mowy posłów i słów cesarza, choć zmęczony i chory, podjął się natychmiast misji na Morawy, od razu jednak całą sprawę postawił w zupełnie nowy sposób. Doświadczenia z wyprawy do Chazarów przekonały go o konieczności nawiązania przez misjonarza kontaktu z ogółem ludności w języku dla niej zrozumiałym. Pierwszą więc troską Konstantyna było ustalenie języka misyjnego dla Słowian, to zaś było możliwe tylko przy pomocy pisma. Konstantyn czytał Pismo Święte w wielu językach, znał wiele doskonałych alfabetów ustalonych przez dawniejszych misjonarzy, zaraz więc po wysłuchaniu zleceń cesarskich zabrał się do pracy i w krótkim stosunkowo czasie dokonał najwięk -szego dzieła swego życia: ułożył alfabet słowiański, tzw. głagolicę. Składał się on z około 40 znaków prostych i złożonych. Podstawą był tu grecki alfabet małych liter (minuskuła) z dodaniem kilku znaków pochodzących z alfabetów wschodnich. Głagolica jest arcydziełem precyzyjnej analizy językoznawczej. Konstantyn po mistrzowsku wyróżnił wszystkie elementy głosowe, które służyły wówczas do odróżniania wyrazów słowiańskich, a które my dziś nazywamy fonemami samogłos-kowymi i spółgłoskowymi. Każdą samogłoskę (…) i każdą spółgłoskę (…) oznaczył on odrębną literą prostą lub (znacznie rzadziej) złożoną z dwóch prostych liter. Jedynym błędem [brakiem] alfabetu był brak odrębnego znaku dla fonemu. Zaważył tu brak joty w alfabecie greckim. Przy pomocy głagolicy zaczął Konstantyn niebawem spisywać po słowiańsku przełożone przez siebie z greki perykopy ewangelii (aprakos), tj. te jej ustępy, które ksiądz w czasie mszy czyta wiernym. Perykopy ułożone w porządku świąt roku kościelnego są najstarszym pomnikiem słowiańskiego piśmiennictwa. Powstały one w Bizancjum w r. 863, gdy Konstantyn nie miał jeszcze w pełni zamiaru tworzenia liturgii słowiań- skiej a pragnął mieć tylko teksty słowiańskie potrzebne do nauczania ludu i katechizacji. Do przekładu perykop Konstantyn użył znanego sobie od dziecka staromacedońskiego dialektu Sołunia, który tym samym zamienił na język pisany, zwany starosłowiańskim lub staro-cerkiewno-słowiańskim.
(…)
W IX w. po Chr. wszyscy Słowianie mówili jeszcze jednym językiem, wykazującym w różnych okolicach różne cechy dialektyczne, ale dobrze zrozumiałym dla wszystkich. W tych warunkach język Konstantyna stał się z małymi zmianami ogólnosłowiańskim językiem pisanym i pozostał nim przez szereg wieków.

Konstantyn wyjeżdżając w lecie r. 863 na Morawy wziął ze sobą list polecający Michała III oraz przekład perykop ewangelii. Metody towarzyszył mu, by „znowu z pokorą służyć Filozofowi i uczyć z nim" (ŻM V). Rościsław przyjął Konstantyna z wielką czcią w swej stolicy i „zebrawszy uczniów oddał mu ich na naukę" (ŻK XV). W ten sposób powstało pierwsze słowiańskie środowisko intelektualne i literackie. Konstantyn jednak wkrótce po przybyciu na Morawy przekonał się, jak trudnej misji się podjął. Ludność kraju była częściowo pogańska a częściowo chrześcijańska, nawrócona przez księży niemieckich i związana z nimi i z ich liturgią łacińską. Wprowadzenie liturgii greckiej było niezmiernie trudne wobec zupełnej nieznajomości tego języka na Morawach, przyjęcie zaś liturgii łacińskiej oznaczało zupełną kapitulację wobec Niemców. W tej sytuacji Konstantyn powziął niesłychanie doniosłą decyzję stworzenia liturgii słowiańskiej. Mogła go ona zbliżyć do ludności Moraw, gdy ta usłyszy Mszę Świętą odprawianą w zrozumiałym dla siebie języku, a tym samym mogła mu dać przewagę nad misjonarzami niemieckimi i to nie tylko w znaczeniu politycznym, ale i religijnym przez lepsze w zrozumiałej mowie zapoznanie ludności z dogmatyką i liturgią chrześcijańską. Konstantyn wraz z Metodym rzucili się do pracy i przetłumaczyli na język starosłowiański całą ewangelię oraz chrześcijańskie księgi liturgiczne. Do dziś dnia zachował się tzw. Mszał Kijowski, fragment pochodzący z X w. starosłowiańskiego przekładu mszału łacińskiego, dokonanego niezawodnie na Morawach, zawiera bowiem pewne morawskie cechy językowe. Na Morawach też zaczął Konstantyn odprawiać mszę po słowiańsku i z tą liturgią zapoznał swego brata Metodego i uczniów przydzielonych mu przez Rościsława.
(…)
Konstantyn ostatecznie przestał być wysłannikiem Bizancjum, a stał się wyłącznie misjonarzem szerzącym chrześcijaństwo. Tak minęły trzy lata. W ciągu wiosny r. 866 sytuacja zaczęła się zmieniać. Konstantyn osądził, że jego uczniowie zrobili już tak duże postępy, że należy ich wyświęcić na księży, sam jednak nie mógł tego dokonać nie będąc biskupem. Postanowił więc udać się z uczniami na południe do krajów chrześcijańskich, by tam wyświęcił ich któryś z biskupów.

(…) [Ale] sytuacja polityczna uległa gwałtownej zmianie. Rościsław został pobity przez króla Ludwika i musiał mu złożyć hołd wierności lennej. Przekreśliło to wszystkie plany księcia o uniezależnieniu kościoła na Morawach od Niemców. W tej sytuacji obecność duchownych greckich w stolicy Moraw była dla Rościsława niebezpieczna, bo psuła jego stosunki z Niemcami, o które teraz musiał bardzo zabiegać. Tymczasem duchowni niemieccy atakowali wraz ze swymi uczniami gwałtownie braci sołuńskich i to głównie za wprowadzenie liturgii słowiańskiej, twierdząc, że są „tylko trzy języki: hebrajski, grecki i łaciński, którymi się godzi chwałę Bogu oddawać" (ŻK XV). Dochodziło do gwałtow- nych dysput publicznych, w których Konstantyn nazywał stanowisko łacinników herezją trójjęzyczną lub piłacjańską, bo Piłat w tych trzech językach umieścił napis na krzyżu Chrystusa. W nowej sytuacji politycznej było to bardzo nie na rękę Rościsławowi, co dał odczuć braciom sołuńskim. Z tych względów na początku jesieni r. 866 wraz z uczniami opuścili oni Morawy (…) bez zamiaru powrotu.
(…)
Wędrując na południe przybyli bracia sołuńscy ze swymi uczniami do Panonii, tj. do dzisiejszych Węgier. Kraj ten zamieszkiwali wówczas Słowianie mówiący dialektami bliskimi częściowo narzeczom słowackim częściowo słoweńskim. Gdy w r. 833 Mojmir wypędził księcia Pribinę z Nitry, ten schronił się do Niemców i w kilka lat później król Ludwik osadził go na księstwie lennym w Panonii. Stolicą jego był Mosaburg, położony nad jeziorem Błotnym (Balaton) w jednej z najpiękniejszych okolic Europy. Tu też była siedziba jego syna i następcy Kocla. W r. 866 był on bardziej niezależny od Niemców niż Rościsław, gdy więc jesienią tego roku przybył do niego Konstantyn z bratem i uczniami, przyjął go entuzjastycznie i „rozmiłowawszy się w nauce pisma słowiańskiego, oddał mu około pięć- dziesięciu uczniów, aby się go wyuczyli" (ŻK XV). Bracia sołuńscy pozostali przeszło pół roku w gościnie u Kocla.
(…)
Wytworzyło się środowisko religijno-literackie, którego ślady zachowały się po dziś dzień. W Mosa- burgu mówiono dialektem bliskim słoweńskiemu, w czasie więc pobytu braci w tym mieście pewna ilość wyrazów słoweńskich weszła z niego do języka staro- słowiańskiego i pozostała w nim; z drugiej strony zaś, ruchowi umysłowemu wywołanemu przez Konstantyna zawdzięczamy powstanie najstarszego pomnika języka słoweńskiego o treści religijnej, tzw. Zabytków Fryzyńskich.
(…)
Po zakończeniu (…) [pobytu w Panonii] z początkiem lata r. 867 powędrował Konstantyn z bratem i z dużą już gromadą uczniów na południe do Wenecji. Miasto to (…) znajdowało się wówczas w sferze wpływów Bizancjum. Mieszała się tu kultura łacińska z grecką a Niemcy nie odgrywali żadnej roli. Z tego właśnie powodu przybył do Wenecji Konstantyn spodziewając się w tym mieście podległym wpływom greckim, a wolnym od wpływów niemieckich, łatwiej mu będzie znaleźć uznanie dla liturgii słowiańskiej i doprowadzić do wyświęcenia swych uczniów na księży. Niestety, natrafił tu na opór większy niż się spodziewał. Było to latem r. 867. W Wenecji na synodzie prowincjonalnym zgroma- dziło się kilku biskupów oraz wiele duchowieństwa świeckiego i zakonnego tak łacińskiego jak i greckiego. Gdy tylko Konstantyn pojawił się między nimi rzucili się nań wszyscy „jak kruki na sokoła i wysunęli (przeciw niemu) herezję trójjęzyczną, mówiąc: człowiecze, powiedz nam, jak mogłeś teraz stworzyć dla Słowian pismo i uczysz go, czego nikt inny pierwej nie wynalazł, ani apostołowie, ani papież rzymski, ani Grzegorz Teolog, ani Hieronim, ani Augustyn? my zaś wiemy tylko o trzech językach, którymi przystoi w piśmie Boga chwalić: hebrajskim, greckim i łacińskim. Filozof zaś odpowiedział im: Czyż deszcz od Boga nie pada na wszystkich równo? a słońce czyż nie tak samo na wszystkich świeci? czyż nie oddychamy wszyscy powietrzem jednakowo? Jakżeż więc nie wstydzicie się uznawać tylko trzy języki, a wszystkim innym ludom i językom kazać być ślepymi i głuchymi? Powiedzcie mi, czy Boga uważacie za tak słabego, że tego dać nie może, czy za tak zawistnego, że nie chce? My przecież znamy wiele ludów, które znają pismo i Bogu chwałę oddają, każdy w swoim (własnym) języku; wiadomo, że są to Ormianie, Persowie, Abazgowie, Iberowie, Sugdowie, Gotowie, Awarzy, Tursowie, Chazarowie, Arabowie, Egipcjanie, Syryjczycy i wiele innych" (ŻK XVI).
(…)
Ta wspaniała obrona liturgii słowiańskiej nie przyniosła zmiany w sytuacji. Konstantyn opuścił zgromadzenie, nie przekonawszy nikogo. Zawiodła pomoc środowiska weneckiego, Konstantyn nie miał więc innego wyjścia jak zdać się na sąd papieża. Czekał więc przez kilka miesięcy w Wenecji na wezwanie z Rzymu, które istotnie nadeszło w listopadzie r. 867.

Wielki papież Mikołaj I, krótko przed swą śmiercią 13 listopada tegoż roku, kazał Konstantynowi stawić się przed swym obliczem. Bracia sołuńscy wraz z uczniami ruszyli do Rzymu, ale gdy tam przybyli w drugiej połowie grudnia nie zastali już przy życiu Mikołaja I. Na tronie papieskim zasiadł 14 grudnia Hadrian II. Nowy papież przyjął Konstantyna z nadspodziewaną łaskawością. Wpłynęła na to ogólna sytuacja polityczno-kościelna.

Od r. 858 patriarchą w Konstantynopolu był Focjusz, dawny mistrz Konstantyna, obecny rzecznik schizmy. Papiestwo walczyło o utrzymanie jedności Kościoła rozdartego antagonizmem Niemców i Greków. Istotną przyczyną dążeń Focjusza do zerwania z Rzymem była zbytnia zdaniem jego i jego zwolenników uległość papiestwa wobec Niemców, co groziło pośrednim uzależnieniem od nich Bizancjum. W tej sytuacji uznanie przez papieża liturgii słowiańskiej, jako akt wyraźnie sprzeczny z dążeniami duchowieństwa niemieckiego, mógł być poczytany za dowód niezależności Rzymu od jego wpływów i zyskać papiestwu zwolenników w Konstantyno- polu. Uzasadnieniem tego stanowiska wobec Hadriana II zajęła się grupa duchownych greckich, przebywająca stale w Rzymie dla podtrzy- mania stosunków wschodu z zachodem. Dokonała tego za pośrednictwem dygnitarzy Kościoła łacińskiego pracujących nad umocnieniem tych stosunków.
(…)
Udało się im chwilowo sparaliżować wpływy duchowieństwa niemieckiego i przygotować uznanie liturgii słowiańskiej.

Gdy Konstantyn przybył do Rzymu, niosąc szczątki św. Klemensa-papieża, które niegdyś odnalazł na Krymie, wyszedł naprzeciw relikwi Hadrian II i niezmierzone tłumy mieszkańców Rzymu ze świecami zapalonymi w rękach. (…) „Papież zaś przyjąwszy księgi słowiańskie, poświęcił je i złożył w kościele Panny Maryi pod nazwą Fatne (dziś S. Maria Maggiore) i odśpiewano nad nimi liturgię Św. Potem zaś kazał papież dwu biskupom, Formozusowi i Gonderychowi wyświęcić uczniów słowiańskich.
(…)
Razem z uczniami wyświęcono na księdza również Metodego. Dostojnicy Kościoła, którzy brali udział w tych uroczystościach, byli wszyscy, jak już wiemy, zainteresowani w utrzymaniu liturgii słowiańskiej a tym samym i dobrych stosunków z Bizancjum.

Były to najpiękniejsze dni w życiu Konstantyna, niestety trwały one krótko. Jego wątły organizm złamały nadludzkie trudy trzech wypraw misyjnych do Arabów, Chazarów i Słowian. W pierwszych dniach r. 868 ciężka choroba zwaliła go z nóg, a stan jego przez cały rok się pogarszał. Około Bożego Narodzenia tegoż roku postanowiwszy wstąpić do klasztoru (…). Następnego dnia przywdział Konstantyn szaty mnicha w jednym z klasztorów Rzymu, wybrawszy sobie imię zakonne Kyrylos, z czego polskie Cyryl, imię mające wielką tradycję w kościele greckim, przynajmniej od czasów św. Cyryla Aleksandryjskiego w V w. W klasztorze stan jego zdrowia wciąż się pogarszał.
(…)
Konstantyn-Cyryl zmarł 14 lutego r. 869, mając lat 42, w 14 miesięcy po przybyciu do Rzymu. Hadrian II wyprawił mu wspaniały pogrzeb godny papieża. (…). Zwłoki złożono w kościele św. Klemensa w Rzymie po prawej stronie ołtarza. Na ścianach tej świątyni wymalowano w ciągu IX , X, XI w. freski, przedstawiające sceny z życia braci sołuńskich, które przetrwały do dziś dnia.

Jeżeli wielkość człowieka oceniamy stopniem jego wpływu na potomność, to Konstantyn-Cyryl był najwięk- szym z Bizantyńczyków, nikt bowiem z nich nie wywarł tak wielkiego wpływu jak on na dzieje Europy Wschodniej.
(…)
Ze wszystkich krajów, w których działał Konstantyn, nauka jego najżywszy oddźwięk znalazła w Panonii, nic więc dziwnego, że z początkiem wiosny r. 869 pojawiło się w Rzymie poselstwo od Kocla z prośbą o przysłanie Metodego. Hadrian II spełnił ich prośbę i Metody, wierny aż do śmierci ostatnim słowom brata, przybył do Mosaburga z uczniami i z listem od papieża, zapewniającym Kocla, Rościs- ława i Świętopełka o prawowierności Metodego i powierzającym mu pracę misyjną nad Słowianami w ich liturgii. Kocel przyjął Metodego z wielką czcią i wkrótce znów wysłał do Rzymu na czele poselstwa złożonego z 12 Słowian znakomitego rodu, którzy mieli przedstawić papieżowi prośbę o wyświęcenie Metodego na arcybiskupa-metropolitę Panonii ze stolicą w Sirmium (Srem) nad Dunajem, Diecezja ta, której założycielem i pierwszym biskupem był św. Andronik, według legendy jeden z 70 uczniów Chrystusa, upadła w V w. w czasie wędrówek ludów. Po złamaniu pogańskich Awarów, którzy mieli tu swe państwo, przez Karola Wielkiego przy końcu VIII w., jurysdykcję kościelną nad tymi obszarami rozciągnął episkopat bawarski z arcybiskupem salzburskim na czele, tak że podlegały one papieżowi tylko pośrednio. Papież, chcąc odzyskać bezpośrednią władzę nad Panonią, spełnił prośbę Kocla. Wskrzesił on archidiecezję syrmińską i wyświęcił Metodego, który po krótkim pobycie w Rzymie wraca przy końcu r. 869 do Panonii jako jej arcybiskup. Duchowieństwo niemieckie nie mogło [wówczas] temu przeszkodzić, gdyż król Ludwik chory i zajęty walkami ze swymi synami i ze Słowia- nami nad Łabą nie mógł go poprzeć. Arcybiskup salzburski Adalwin ograniczył się więc tylko do wysłania do Rzymu memoriału broniącego praw jego archidiecezji do Panonii. Nie miało to znaczenia i Metody mógł przez rok rozwijać ożywioną działalność misyjną i organizacyjną w tym kraju.
(…)
W r. 870 Niemcy przechodzą do kontrofensywy. W tym roku za poparciem niemieckim Świętopełk usuwa Rościsława, zostając sam księciem Moraw, ale tym samym uzależnia się od Niemców. Król Ludwik odzyskawszy zdrowie przybywa jesienią r. 870 do Bawarii jako zwycięzca swych synów i nad- łabskich Słowian. Korzystając z tego biskupi bawarscy zwołali na koniec r. 870 synod do Ratyzbony (Regensburga), na który wezwali Metodego, by przed królem Ludwikiem wytłumaczył się ze swego postępowania. W Ratyzbonie spór toczył się o upraw- nienia terytorialne biskupów bawarskich, którzy rościli sobie pretensje do jurysdykcji na obszarze Panonii i Moraw, wbrew zarządzeniom papieskim, włączającym te ziemie do wskrzeszonej metropolii syrmijskiej. Metody bronił swego stanowiska wobec króla Ludwika i biskupów bawarskich, wskazując, że prawa papieskie do tych ziem są starsze, a rozciągnięcie nad nimi władzy przez episkopat bawarski było aktem bezprawnym.
(…)
Biskupi bawarscy rozgniewani oporem Metodego uwięzili go i osadzili na początku r. 871 w bardzo ciężkim więzieniu w Szwabii. Wieść o tych gwałtach wkrótce doszła do Rzymu. Papież Hadrian II już nie żył, a jego następca Jan VIII zaprotestował przeciw nim, wysyłając w ciągu r. 871 i 872 szereg ostrych listów do biskupów bawarskich. Papież zarzuca w nich (…), że bezprawnie przywłaszczyli sobie prawo sądzenia równego sobie godnością arcybiskupa, że gwałtem usunęli go ze stolicy, uwięzili, poddawali wymyślnym szykanom, jak trzymanie na mrozie i śniegu oraz czynne zniewagi. Papież żądał bardzo stanowczo zwolnienia Metodego i przywrócenia go do władzy, a wobec króla Ludwika bronił praw Stolicy Apostolskiej do diecezji syrmińskiej, zbijając uroszczenia episkopatu bawarskiego. Gdy listy nie skutkowały; Jan VIII wysłał z wiosną r. 873 specjal- nego legata papies-kiego, Pawła z Ankony do Bawarii i na dwór króla Ludwika. Sprawa była trudna. Aby wydobyć Metodego z więzienia Paweł z Ankony musiał pójść na kompromis z Niemcami. Warunki były twarde. Panonia wracała pod jurysdykcję arcybiskupów Salzburga, a Metody pozostał tylko arcybiskupem Moraw, gdzie jednak miał współ-pracować z duchowieństwem niemieckim. Pod naciskiem Niemców Jan VIII cofnął dane przez Hadriana II w r. 867 zezwolenie na liturgię słowiańską. Dopiero na tych warunkach udało się po dwóch i pół latach wydobyć Metodego z więzienia w lecie r. 873. Przy zwolnieniu legat papieski Paweł z Ankony wręczył Metodemu list Jana VIII z zakazem odprawiania nabożeństw po słowiańsku, Metody jednak zakazowi temu się nie poddał.
(…)
Zwolniony z więzienia przybył Metody na Morawy przy końcu lata 873 r. (…). Przez 12 lat (873 - 885) aż do swej śmierci był Metody arcybiskupem-metropolitą Moraw.

Zaraz na początku jego rządów zdarzył się ciekawy wypadek który rzuca pewne światło na stosunki panujące w sąsiednim państwie Wiślan, Obszar dzisiejszej Polski podzielony był w IX w. na szereg państw plemiennych, z których dwa największe tworzyło plemię Polan nad średnią Wartą i jeziorem Gopłem, oraz plemię Wiślan nad górną Wisłą w okolicach Krakowa i Wiślicy. Otóż autor Żywotu Metodego zaraz po opisie jego przybycia na Morawy umieszcza następujący ustęp: „Był zaś w nim (tj. Metodym) także dar proroczy, tak że spełniało się wiele przepowiedni jego, z których jedną lub dwie opowiemy. Książę pogański, silny bardzo, siedzący na Wiśle, urągał wiele chrześcijanom i krzywdy im wyrządzał. Posławszy zaś do niego (kazał mu) powiedzieć (Metody): Dobrze (będzie) dla ciebie, synu, ochrzcić się z własnej woli na swojej ziemi, abyś nie był przymusem ochrzczony w niewoli na ziemi cudzej; i będziesz mnie wspominał. Tak się też stało" (ŻM XI). Tekst ten jest niezawodnie najstarszym źródłem historycznym, odnoszącym się do chrystianizacji ziem polskich, szczegółowa inter- pretacja jego dała jednak powód do licznych sporów”.
(…)

Tekst nasz podaje informacje o dwóch faktach: o wrogim stanowisku księcia Wiślan wobec chrześcijan, na co odpowiedzią był protest Metodego, oraz o dokonanym w jakiś czas później chrzcie tego księcia w niewoli zgodnie z przepowiedzią arcybiskupa. Co do pierwszego z tych faktów nasuwa się pytanie, czy książę siedzący „w Wiśle" (czy „w Wiślech", bo obie wersje występują w rękopisach) prześladował chrześcijan w swoim państwie, tj. na obszarze późniejszej Małopolski, czy też na obszarze państwa wielkomorawski eg o. Wydaje mi się, że pierwsza z tych interpretacji jest prawdo- podobniejsza. Przede wszystkim nasz tekst mówi wyraźnie o prześlado- waniach politycznych („urągał wiele chrześcijanom i krzywdy im wyrządzał") a nie o wojnach i napadach. Ponadto o napadach Wiślan na państwo wielkomorawskie nie ma w źródłach żadnej wzmianki, a wydają się one tym bardziej nieprawdopodobne, że od r. 873 państwo Świętopełka było w fazie silnej ekspansji militarnej. Bezpośrednio przed cytowanym ustępem o księciu pogańskim mamy w ŻM następujące zdanie: „Tym bardziej też (tj. po przybyciu Metodego w r. 873) państwo morawskie zaczęło rozszerzać swe granice na wszystkie strony i wrogów swoich zwyciężać, jak to i oni sami ciągle opowiadają" (ŻM X). Ustęp o księciu Wiślan jest umieszczony na samym początku relacji o rządach Metodego na Mora- wach, a więc jego interwencja u księcia musiała mieć miejsce zaraz po jego przybyciu do tego kraju w r. 873. Wydaje się więc wysoce prawdopodobne, że na obszarze dzisiejszej Małopolski już około r. 875 byli jacyś chrześcijanie, których prześladował książę Wiślan. Widocznie do jego kraju przenikała wówczas z Moraw wiara chrześcijańska, czym interesował się Metody, skoro wysłał poselstwo do księcia „w Wiśle", protestując przeciw prześladowaniom.

A teraz sam fakt chrztu. ŻM został napisany w lecie r. 885 już po spełnieniu proroctwa Metodego, wynika stąd, że między r. 875 a 885, Świętopełk pokonał księcia Wiślan i zmusił go do chrztu „w niewoli na ziemi cudzej". Ze wzmianki ŻM, że „państwo morawskie zaczęło rozszerzać swe granice na wszystkie strony” wynikało by, że zwycięstwo nad Wiślanami połączone było z podbojem i chrystiani- zacją ich kraju. Nawet tak ostrożny badacz jak J. Dąbrowski przyjmuje, „że wobec przyjęcia chrztu przez tegoż księcia na ten moment przypadają początki chrześcijaństwa u Wiślan" (o. c. s. 12). Ponieważ stało się to za rządów Metodego na Morawach, a więc w okresie panowania tam liturgii słowiańskiej, przeto te początki chrześcijaństwa zostały zaszczepione Wiślanom w obrządku słowiańskim. Dopiero po r. 885 i na Morawach i w kraju Wiślan zwyciężyła liturgia łacińska. Za tą interpretacją przemawia fakt trwałości instytucji kościelnych w Małopolsce. Gdy w r. 1034 po śmierci Mieszka II załamało się państwo Piastów, reakcja pogańska objęła całą północ Polski, Kościół natomiast utrzymał się w Krakowie, który też Kazimierz Odnowiciel uczynił swą stolicą, gdy w r. 1040 wrócił z Niemiec. Większa trwałość instytucji kościelnych w Małopolsce niż w Wielkopolsce dowodzi ich większej tu starożytności i pośrednio przemawia za tym, że chrześcijaństwo przeniknęło do kraju Wiślan już w IX w.

Działalność Metodego wydawała wspaniale owoce, tak w samych Morawach, jak i poza ich granicami, czego koroną było ochrzczenie przez arcybiskupa księcia czeskiego z dynastii Przemyślidów, który dobrowolnie wraz ze swym ludem przyjął chrześcijaństwo. Mimo tego zewsząd otaczały Metodego wrogie nastroje szerzone przez duchowieństwo niemieckie z biskupem-sufraganem Nitry, Wichin- giem na czele. Zarzuty Niemców dotyczyły nie tylko liturgii słowiańskiej, ale również spraw dogma- tycznych. Metody, jak cały Kościół wschodni nauczał, że Duch Święty pochodzi tylko od ojca, natomiast duchowni niemieccy uczyli, że pochodzi on od Ojca i Syna (formuła filioque). Ponieważ sprawa nie była jeszcze wówczas ujęta w dogmat, przeto stanowisko Metodego nie mogło uchodzić za herezję, za jaką je duchowieństwo niemieckie podawało. Oburzeni tym uczniowie Metodego w odpowiedzi nazywali naukę Niemców „herezją hiopaterską" (od wyrazów greckich hyiós: syn i pater: ojciec). Duchowni niemieccy mówili do ludu: „nam papież oddał władzę, a jego każe wypędzić z jego nauką" (ŻM XII). Doszło do tego, że zarówno Wiching jak i namówiony przez niego Świętopełk napisali listy do Jana VIII zarzucając Metodemu fałszywą naukę i posługiwanie się liturgią słowiańską, czego papież mu zakazał listem z r. 873 wręczonym przy zwolnieniu z więzienia.

Jan VIII nauczony smutnym doświadczeniem ze zjazdu w Ratyzbonie i nie chcąc dopuścić do ponownego sądzenia Metodego przez Niemców posłużył się bardzo zręcznym manewrem. W r. 879 wysłał on dwa listy, jeden do Metodego z nakazem, by się stawił w Rzymie dla oczyszczenia się z zarzutów, drugi do Świętopełka wyraża-jący zdumienie, że takie nauki głosi Metody, i zawiadamiający, że go wezwał przed swoje oblicze. Niemcy po tych listach byli pewni, że papież potępi Metodego i dlatego Wiching i inni duchowni niemieccy, nie atakują go już więcej, udali się razem z nim do Rzymu. Jakież było ich zdumienie, gdy po przybyciu Metodego do Wiecz-nego Miasta i po zbadaniu sprawy, Jan VIII w całości przyznał mu słuszność. Uznał prawowierność jego nauki, choć Metody jak cały Kościół wschodni nie uznawał filioque. Nie było to wówczas jeszcze dogmatem, „a w tym momencie było zawieszenie broni z patriarchą Focjuszem, co wykorzystała znana nam już grupa duchownych greckich w Rzymie i jej przyjaciele wśród dostojników łacińskich, by raz jeszcze sparaliżować wpływy niemieckie. Metody odniósłszy pełne zwycięstwo w Wiecznym Mieście wraca na Morawy z Bullą Jana VIII Industrice tuae... z czerwca r. 880, zaadresowaną do Świętopełka. Papież stwierdza w niej całkowitą prawowier- ność Metodego, przyznaje mu wszelkie prawa i przywileje arcybiskupa, oraz zezwala w pełni na używanie języka słowiańskiego w liturgii, z tym tylko zastrzeżeniem, że ewangelia ma być odczytana najpierw po łacinie a potem dopiero w przekładzie słowiańskim, jak całe nabożeństwo. Dla księcia na jego żądanie msza ma być odprawiana po łacinie. Mimo tak wyraźnego stanowiska papieża Wiching nie przestał intrygować i podburzać ludność przeciw swemu zwierzchni- kowi. Metody osobnym pismem doniósł o tym papieżowi, który listem z 23 marca r. 881 ostro skarcił sufragana Wichinga i powtórzył nakaz, by był on w zupełności posluszny swemu metropolicie. To stano- wisko Jana VIII oraz zwycięstwa Świętopełka nad graniczącymi z nim wasalami Niemców, zapewniły Metodemu swobodę działania aż do końca jego życia.

Metody zdawał sobie jednak sprawę z tego, że zwycięstwo to jest tylko chwilowe i że przy pierwszej sposobności nienawiść Niemców wybuchnie ze zdwojoną siłą, podcinając możliwości rozwoju liturgii słowiańskiej na Morawach i w krajach sąsiednich. Postanowił się więc zabezpieczyć z drugiej strony przez nawiązanie stosunków z ojczystym Bizancjum, z którym od r. 863 kontakty były tylko pośrednie. Początkowo rozchodziły się nawet pogłoski o niechęci cesarza do Metodego. Na szczęście wymiana listów dowiodła, że tak nie jest, i Metody wyprawił się nad Bosfor, by uzgodnić swe stanowisko z tamtejszymi teologami i zdobyć uznanie dla liturgii słowiańskiej ze strony Kościoła wschodniego.

Gdy Metody przybył do Konstantynopola, cesarz Bazyli I i patriarcha Focjusz przyjęli go bardzo łaskawie, a cesarz ,,naukę jego pochwaliwszy zatrzymał z uczniów jego kapłana i diakona wraz z księgami" (ŻM XIII), by w stolicy odprawiali msze po słowiańsku. Jest to pierwszy ślad liturgii słowiań- skiej na Bałkanach, gdzie wkrótce miała się ona wspaniale rozwinąć, bo Bizancjum nigdy nie cofnęło raz danego przyzwolenia na nią. Bazyli I i Focjusz zgodzili się na wszystkie postulaty Metodego i hojnie go obdarowawszy odesłali uroczyście na Morawy. Po powrocie Metody rozwinął dalszą pracę dla umocnienia wspólnego dzieła obu braci. Dotychczas człowiek czynu, uosobienie woli i odwagi, porzucił w ostatnich latach życia zgiełk świata i zajął się przede wszystkim pracą w zaciszu domowym obliczoną na przyszłość. Doprowadził wówczas do końca wykształcenie całego zastępu uczniów, których wyświęcił na księży. Szkoła braci sołuńskich była doskonała. Najwybitniejsi jej przedstawiciele jak Św. Klemens i Gorazd znali w słowie i piśmie grekę, łacinę i starosłowiański oraz literaturę liturgiczną i teologiczną w tych językach.
(…)
W środowisku swych uczniów zabrał się Metody do uzupełniania ksiąg słowiańskich, dotychczas bowiem bracia sołuńscy, wspólnym wysiłkiem przełożyli tylko ewangelię, psałterz oraz teksty liturgiczne do odprawiania mszy świętej i innych nabożeństw, W ciągu sześciu miesięcy, od marca do 26 października 884 r. pracował Metody intensywnie nad dalszymi przekładami, „Posadził spośród uczniów swoich dwu kapłanów szybko piszących” (ŻM XV) i podyktował im przekład z greki na starosłowiańskie perykop, z wszystkich ksiąg Starego Testamentu z wyjątkiem ksiąg Machabejskich. W ten sposób przełożył wówczas Metody również nomokanon czyli reguły prawa kościelnego i tzw. Pateryk, tj. dzieła Ojców Kościoła, szczególnie cenione w Kościele Wschodnim.

W zimie z r. 884 na 885 zdrowie Metodego, który przekroczy} już sześćdziesiątkę, zaczęło się wyraźnie pogarszać. Gdy był już bardzo chory, zebrali się jego uczniowie i zapytali go: ,,Kogo uważasz, ojcze i mistrzu nasz czcigodny, spośród uczniów swoich (za godnego), aby został w nauczaniu następcą twoim? Wskazał im więc jednego ze znanych uczniów swoich, Gorazda (…).. I na rękach kapłanów spoczął w Panu dnia szóstego miesiąca kwietnia r. 885 po Chr.
(…)
Nastroje, jakie panowały wśród uczniów Metodego bezpośrednio po jego śmierci, odzwierciedla doskonale jego Żywot, napisany w lecie 885 r. Głęboka cześć dla pamięci mistrza i dla jego następcy Gorazda, oraz wiara w dobrą przyszłość liturgii słowiańskiej na Morawach dominowała u wszystkich. Jak piorun z jasnego nieba spadło na [uczniów Metodego] jesienią tegoż roku pismo [papieża] Stefana V. Duchowieństwo niemieckie w atmosferze zbliżającej się schizmy złamało ostatecznie wpływy greckie w Rzymie i zdobyło decydujący wpływ na nowego papieża, któremu pokazano tylko ów list Jana VIII z r. 873 do Metodego wychodzącego z więzienia. List ten, zakazujący liturgii słowiańskiej, choć autentyczny, wyrwany jednak z całokształtu dokumentów odnoszących się do braci sołuńskich, dawał fałszywe wyobrażenie o stosunku Jana VIII do nich. Nowy papież nie znający sprawy a jednostronnie poinformowany przez Niemców, oparł się wyłącznie na tym dokumencie i w osobnym piśmie wysłanym do Morawy potępił naukę Metodego, zakazał liturgii słowiańskiej i zawiesił w działaniu Gorazda, dopóki on nie przybędzie do Rzymu celem oczyszczenia się z zarzutów.

List papieski był hasłem do ataku dla duchowieństwa niemieckiego pod przewodem biskupa Wichinga, który pozyskał dla swych planów także księcia Świętopełka. Wobec ogólnych i gwałtow- nych prześladowań uczniowie Metodego pod wodzą św. Klemensa, Słowianina z Moesji (tj. z dzisiejszej północnej Bułgarii), opuścili Morawy i schronili się do państwa Bułgarów, które wówczas bezpośrednio od wschodu graniczyło z obszarem wielkomorawskim. Ci uczniowie, którzy nie zdołali uciec, zostali schwytani i sprzedani w niewolę, jednak przynajmniej część ich została przez agentów bizantyńskich wykupiona na targu niewolników w Wenecji i przewieziona do Konstantynopola jeszcze w r. 886, tak że zaraz mogli się oni połączyć z główną grupą uczniów Metodego, która pod przewodem św. Klemensa w tym samym roku zjawiła się w stolicy Bułgarii. Jedynie o Goraździe, jego dalszych losach i śmierci brak nam pewnych informacji.

W Bułgarii panował car Borys, który w r. 865, czyli 21 lat wcześniej, przyjął chrześcijaństwo z Bizan- cjum. Liturgia grecka słabo się jednak rozwijała w tym państwie, gdy więc pojawili się uczniowie Metodego, niosąc zrozumiałą dla wszystkich liturgię słowiańską, przyjęto ich z radością i w krótkim czasie liturgia ta popierana przez carów zapanowała w całym państwie bułgarskim. Uczniowie Metodego skupiają się w dwóch centrach literackich: w stołecznym Presławiu i w Ochrydzie, w Macedonii. Za panowania cara Symeona (893 - 927), wielkiego ich protektora, oba centra rozwinęły świetną działalność literacką, polegającą głównie na przekładach z greki. W Ochrydzie pisał św. Klemens (między innymi pochwałę Św. Cyryla), oraz biskup Konstantyn, w Presławiu - Jan Egzarcha,. Najoryginalniejszym pisarzem epoki był mnich Chrabr, autor świetnej obrony piśmiennictwa słowiańskiego. Autorzy ci uzupełnili dzieło pisarskie braci sołuńskich i przyczynili się do tego, że w ciągu X w. liturgia i piśmiennictwo słowiańskie objęło całą Ruś i Bałkany, a więc wszystkich Słowian wschodnich i południowych wraz z dzisiejszą Rumunią językowo romańską. Europa pękła na dwie połowy: zachodnią o języku kościelnym łacińskim i wschodnią o języku starosłowiańskim używanym w analogicznej funkcji, a przepaść dzieląca te dwa obszary coraz bardziej z biegiem wieków się pogłębiała. Stan ten pociągnął za sobą nieobliczalne skutki. Zwrócimy tylko uwagę na wpływ jaki on wywarł na losy Kościoła Katolickiego i Polski.

Jak widzieliśmy Hadrian II i Jan VIII byli jeszcze papieżami całego chrześcijaństwa, wschodniego i zachodniego. Stali oni na stanowisku uniwersalnym, uznając możliwość współistnienia w obrębie chrześcijaństwa wielu języków liturgicznych a zatem i wielu kultur. Jan VIII w bulli Industriae tuae z czerwca 880 r. stwierdza - zgodnie ze stanowiskiem Klemensa-Cyryla wyrażonym w czasie dysputy w Wenecji w r. 867 - że chwała Boża może być głoszona nie tylko w trzech językach, łacińskim, greckim i hebrajskim, ale także i w innych, skoro Bóg stworzył je tak samo ku Swojej chwale. W tych warunkach we wszystkich krajach chrześcijańskich przeważał również uniwersalizm: chęć utrzymania jedności chrześcijaństwa oraz posłuszeństwo wobec postanowień sześciu soborów powszechnych i papieży rzymskich.

Oba Żywoty Konstantyna i Metodego pełne są dowodów czci i uległości wobec Hadriana II i ł Jana VIII. Cały ten kunsztowny gmach uniwersalnego Kościoła rozpadł się wkrótce po nich, pod naciskiem brutalnego imperializmu niemieckiego, który był w IX w. największą potęgą militarną Europy. Duchowieństwo niemieckie zdobyło około r. 885 decydujący wpływ na Stefana V, który stanął na stanowisku możliwości istnienia tylko trzech języków liturgicznych, co w praktyce oznaczało monopol łaciny i związanej z nim kultury w życiu Kościoła. Nie dało się to pogodzić z tradycjami chrześcijaństwa wschodniego, które pozostało nadal na stanowisku współistnienia wielu chrześcijańskich języków liturgicznych i kultur. Wobec tej sprzeczności założeń schizma była nieunikniona i Focjusz pozyskał dla niej decydujące czynniki na wschodzie. Nastąpiła okcydentalizacja Kościoła Rzymskiego, jego zacieśnienie się do kręgu kultury zachodnio-europejskiej i związanie się z nią. Fakt ten miał olbrzymi wpływ na dzieje naszego narodu. Polska była jednym wielkim narodem słowiańskim katolickim bez zastrzeżeń. Poza nią katolicyzm ustalił się tylko u Chorwatów i Słoweńców oraz u części Słowaków i Łużyczan, były to jednak grupy etniczne liczebnie słabe, które w ciągu historii nie stworzyły trwałych i odrębnych organizacji państwowych. Czechy podminowane były zawsze tendencjami antyrzymskimi, gdyż na tym terenie katolicyzm był związany z germanizacją. Każdy więc ruch narodowy czeski, stając z konieczności do walki z Niemcami, stawał się antykatolicki. Tak było w w. XV i XVI, tak też w w. XIX i XX, mimo wielu różnic, które od siebie różniły te dwa okresy.

Wśród innych narodów naszej rodziny panowała liturgia słowiańska. Tylko Polska była równocześnie słowiańska i szczerze katolicka. Pociągnęło to za sobą jej wyodrębnienie i wyobcowanie na terenie Europy. Od reszty Słowiańszczyzny oddzielał ją mur rzymski, od reszty Europy łacińskiej jej słowiański język i kultura, Gdy polityka federalna, prowadzoną między w. XIV a XVIII, załamała się, Polska znalazła się sama. Powstało tragiczne pytanie, jak wyjść z tej sytuacji. Przedyskutowanie tego zagadnienia, które jest jądrem problemu polskiego, przekracza oczywiście ramy niniejszego szkicu, którego celem było jedynie przypomnienie dziejów Konstantyna i Metodego w przeddzień 1100-lecia powstania liturgii słowiańskiej; 863 - 1963."

 

 

 

 


 

 






 

 

 


 

 

 

 

 

 



tagi: cyryl i metody 

stanislaw-orda
3 stycznia 2019 10:33
2     855    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
gabriel-maciejewski @stanislaw-orda
3 stycznia 2019 10:44

No, ale to ujednolicenie języka powodowało, że wszyscy mogli się porozumieć ze wszystkimi. Wielojęzyczna liturgia zaś ułatwiała tylko zarządzanie centralne Kościołem, nie wiem skąd ten żal wyraźny w głosie profesora

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @stanislaw-orda
3 stycznia 2019 21:18

Profesor zmarł ponad pół wieku temu i już na to nie odpowie.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować