-

stanislaw-orda : unukalhai (unuk.al.hayah@gmail.com)

Czas Bestii

Po raz kolejny sięgam do własnego archiwum, z którego wydobyłem tekst napisany gdzieś na przełomie lat 2008 i 2009 roku (opublikowany był podówczas na elektronicznych łamach POLIS Miasto Pana Cogito). Ponad pięć i pół roku temu powtórzyłem ten tekst na s24. Z tego wynika, że minęło sporo czasu i byłem zmuszony poddać tekst niezbędnej moderacji.

Większość danych faktograficznych oraz wszystkie cytaty z dokumentacji, na które się powołuję, przytaczam za publikacją, zatytułowaną: „22 czerwca 1941, czyli jak rozpoczęła się Wielka Wojna Ojczyźniana”, autorstwa Marka Sołonina, opublikowaną po rosyjsku w 2004 roku, zaś w przekładzie na język polski (dokonany przez Tomasza Lisieckiego), wydaną przez Dom Wydawniczy REBIS w 2008 roku. Za ww. publikacją podaję również pozycje bibliograficzne.

W oryginale tytuł cyt. publikacji brzmiał: „Beczka i obręcze, czyli kiedy zaczęła się Wielka Wojna Ojczyźniana”, ale widocznie wydawcy polskiemu tytuł w takim brzmieniu nie kojarzył się z zupełnie niczym, zatem uznał, że nie skojarzy go również czytelnik, który najpewniej będzie osobą młodą, wykształconą i mieszkającą w dużym mieście.

Na wstępie nieco uwag natury ogólnej

Opieranie się na fałszywych, niepełnych lub nieważnych informacjach w miejsce prawdziwych, kompletnych i o istotnym znaczeniu, nie może być właściwą podstawą do podejmowania trafnych ocen co do rodzaju i kierunków działania. W takiej sytuacji wszczęte działanie będzie nieodmiennie przeciwskuteczne i z góry skazane na niepowodzenie. A nich opierając swoją percepcję rzeczywistości na fałszywych przesłankach, będziemy przy każdej okazji nieprzyjemnie zaskakiwani rozwojem wypadków i faktyczną hierarchią interesów tych sił i ośrodków , które chcą nas oszukać co do swoich intencji i zamiarów. Wielu spośród z tych wśród nas, którzy mieli okazję poznać stan wiedzy oraz sposób percepcji przeciętnego obywatela tzw. demokratycznych państw zachodniej cywilizacji, było zazwyczaj zaskakiwanych jego naiwnymi czy wręcz bajkowymi wyobrażeniami na temat realiów tej części świata, która podlegała władzy sowieckiej despotii.
W tym, rzecz jasna, realiów polskich. Można by przejść do porządku nad takim stanem rzeczy, bo przecież nie ma w tym nic specjalnie dziwnego. Ludzie żyjący w orbicie systemów polityczno-społecznych funkcjonujących na Zachodzie nie mieli, ani na co dzień, ani od święta, do czynienia z ponurą prozą życia w Związku Sowieckim, czy też w krajach, które stały się obszarem jego dominiów.

Ale nie powinno nas zbytnio dziwić ani zaskakiwać powierzchowne i zniekształcone wyobrażenie ludzi Zachodu w odniesieniu do realiów egzystencji w Rosji sowieckiej i w skolonizowanych przez nią państwach. Ponadto istnieje zasadnicza różnica w postrzeganiu roli władzy w państwie, którą określił np. fakt, że elity polityczne Zachodu w XX wieku nie stawały się katami i oprawcami dla własnych społeczeństw w wymiarze, który miał miejsce w Rosji rządzonej przez kominternowców. Dlatego warto przypominać skąd kolejnym ekipom władzy w Rosji wyrastają nogi oraz kto, kiedy i jakie podwaliny dał pod wciąż aktualny etos rosyjskich postkomunistycznych elit władzy. A że ten etos jest wszechobecny i obowiązujący, przekonać się może każdy, kto pojedzie do rosyjskich miast i obejrzy postaci stojące tam na pomnikach, zapozna się z nazwami ulic czy placów albo z nazwiskami patronów instytucji publicznych. To samo można powiedzieć o patronach instytucji i uczelni wojskowych, czy resortu spraw wewnętrznych. I, rzecz jasna, wielu z tych uhonorowano patronów, to bohaterowie zdarzeń, o których będzie mowa w niniejszym tekście.

 Początki

Najlepiej rozpocząć interview historyczny od czasów, w których bolszewiccy oprawcy wypalali na tkance narodów żyjących do niedawna w imperium carów, znamię swojej władzy. Temat ten jest jak rzeka, dlatego muszę ograniczyć się do zasygnalizowania tylko niektórych zdarzeń, które posiadają wymiar kamienia węgielnego dla rozwoju formy instytucjonalnej terroru państwowego w totalitarnej despotii, jaką była władza partii sowietów.

Utrwalony został w tzw. powszechnym odbiorze, wyidealizowany przez propagandę, obraz przewrotu bolszewickiego, że oto w 1917 roku odbyła się Wielka Październikowa Rewolucja, w jej trakcie zdobyto Pałac Zimowy, przy okazji oddano wystrzał z krążownika „Aurora”, a w efekcie tych zdarzeń przejęto władzę w Rosji. Przewrót bolszewicki, który można także określić jako zbrojny zamach stanu, wywołał niesłychanie krwawą i długotrwałą wojnę domową, która de facto zakończyła się dopiero w 1922 roku, pociągając za sobą hekatombę z kilku milionów istnień ludzkich. Ale bynajmniej nie ostatnią w historii terroru komunistycznego narzuconego bezwzględną przemocą mieszkańcom Rosji. Wojna domowa w wykonaniu bolszewików koncentrowała się głównie na grabieży wszelkich dóbr materialnych oraz żywności, które można było przeznaczyć na potrzeby władzy, jej formacji zbrojnych oraz zakupu uzbrojenia i wszelkich technicznych środków walki poza granicami Rosji. Komunizm wojenny to były nieustające rekwizycje i konfiskaty w konwencji traktowania mienia obywateli Rosji jako łupu wojennego oraz przymusowy system darmowej pracy o charakterze stricte niewolniczym. Budziło to opór, który, gdy tylko się pojawił, był bezlitośnie tłumiony.

Między Oką a Donem

Jednym z pierwszych ognisk oporu była w latach 1919-1921 gubernia tambowska, region położony na środkowym Powołżu, gdzie chłopi pod dowództwem Aleksandra Stepanowicza Antonowa (ujętego i straconego w 1922 r.) zorganizowali się w oddziały samoobrony i prowadzili działania partyzanckie. Był to wówczas największy oddolny ruch przeciwko władzy bolszewików. I tam właśnie bolszewicy wypróbowali środki masowego terroru na wielką skalę, także po to, aby sterroryzować strachem „na przyszłość” ludność w innych rejonach. Metody, które przetestowano przy zdławieniu buntu chłopskiego w guberni tambowskiej , bolszewicy zastosowali jeszcze wielokrotnie w podobnych sytuacjach. Tłumienie powstania w guberni stało się poligonem doświadczalnym dla wypraktykowania logistyki terroru i represji. Granice guberni zostały otoczone „kordonem sanitarnym” przez oddziały, dowodzone przez Michaiła Nikołajewicza Tuchaczewskiego oraz Jeronima Pietrowicza Uborewicza (Jeronimas Uborevicius). Następnie oddziały te kolejno i metodycznie pacyfikowały poszczególne miejscowości. Arsenał stosowanych środków represji nie był nadmiernie urozmaicony, o czym przekonuje treść zarządzeń Komisji Pełnomocnej Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego [przypis 1], jak też meldunków dowódców akcji pacyfikacyjnej. Zachowała się bogata dokumentacja tych zdarzeń pozwalająca zilustrować sposób działania.

I tak, w meldunku z dnia 10 lipca 1921 roku, sporządzonym przez jednego z przedstawicieli rejonowej CIK, czytamy, co następuje:

3 lipca przystąpiliśmy do operacji we wsi Bogosłowka.(…). Zastosowano te same metody co w Osinowce: spośród wziętych zakładników w liczbie 58 ludzi, 4 lipca rozstrzelano pierwsza grupę – 21 ludzi, a 5 lipca – 15 ludzi. Zatrzymano 60 rodzin bandyckich, w sumie około 200 ludzi. W rezultacie osiągnięto przełom, chłopi zaczęli wyłapywać bandytów i odnaleźli ukrywaną broń. Co się zaś tyczy wsi Kariejewka, która w związku z dogodnym położeniem była dobrą kryjówką dla bandytów, przedstawiciele CIK podjęli decyzję o zniszczeniu wioski, wysiedleniu bez wyjątku całej ludności i konfiskacie jej majątku. Po zebraniu cennych materiałów – ram okiennych, siewników itp. – wieś została spalona.

Natomiast w zarządzeniu nr 171, wydanym 11 lipca 1921 roku w mieście Tambow, które podpisali Władymir Antonow-Owsiejenko oraz Nikołaj Tuchaczewski, czytamy, między innymi:

Aby ostatecznie wyrwać zwierzęco-bandyckie korzenie, Komisja Pełnomocna WCIK rozkazuje:

1.Obywateli, którzy nie chcą ujawnić swojego nazwiska, rozstrzeliwać na miejscu bez sądu

(…)

4.Rodzina, w której ukrywa się bandyta, podlega aresztowaniu i zsyłce do guberni, jej majątek konfiskuje się, a najstarszy pracujący w tej rodzinie zostanie rozstrzelany na miejscu bez sądu.

5.Rodziny, które ukrywają członków rodziny bandyty, rozstrzeliwać jako bandyckie,
a najstarszego pracującego w tej rodzinie rozstrzelać na miejscu bez sądu.

W uzasadnieniu do ww. zarządzenia, datowanym 23 lipca 1921 roku, jego autorzy tak opisują zalecany sposób działania:

Doświadczenie pierwszego odcinka bojowego pokazuje dużą przydatność do szybkiego oczyszczenia z bandytyzmu znanych rejonów w następujący sposób:

Czystki
Mieszkańcom daje się dwie godziny na wydanie bandytów i broni, a także członków rodzin bandytów. Jeśli ludność po upływie dwóch godzin nie wyda bandytów i broni, na oczach ludności rozstrzeliwuje się wziętych zakładników, po czym wybiera się nowych zakładników i zebranym powtórnie nakazuje się wydać bandytów. Każdy powinien złożyć zeznanie, nie wykręcając się niewiedzą. W przypadku uporu kontynuować rozstrzelania.

Z kolei w zaleceniu wydanym przez M. N. Tuchaczewskiego z 12 lipca 1921 roku czytamy:

Lasy, w których ukrywają się bandyci, powinny zostać oczyszczone za pomocą gazów duszących. Działania powinny być obliczone tak, aby zasłona gazowa, przenikając do lasu, zniszczyła wszystko, co żyje.

Efekty pacyfikacji w guberni tambowskiej, jak również w innych rejonach, zostały podsumowane przez samego Włodzimierza Ilicza Uljanowa (Lenina) w liście z 19 marca 1922 roku, wystosowanym przez niego do członków Biura Politycznego partii bolszewickiej. Stosowny fragment mówi o celach stosowania wypróbowanej już formy terroru:

... teraz, w tym jednym i wyjątkowo sprzyjającym momencie, mamy niemal stuprocentowa szansę na odniesienie pełnego sukcesu i rozbicie nieprzyjaciela oraz zabezpieczenie sobie niezbędnych pozycji na wiele dziesięcioleci. Właśnie teraz i tylko teraz, kiedy w rejonach głodu dochodzi do kanibalizmu, a na drogach walają się setki, jeśli nie tysiące trupów, możemy i powinniśmy z najwścieklejszą i bezlitosną energią przeprowadzić konfiskatę dóbr cerkiewnych, nie wahając się zdławić żadnego oporu. Im więcej przedstawicieli reakcyjnego duchowieństwa i reakcyjnej burżuazji uda nam się z tego powodu rozstrzelać, tym lepiej: trzeba właśnie teraz dać nauczkę temu towarzystwu, tak aby na kilka dziesięcioleci o żadnym oporze nie śmieli nawet myśleć. Możemy zabezpieczyć sobie fundusze rzędu setek milionów złotych rubli (trzeba pamiętać o gigantycznych bogactwach niektórych klasztorów). Bez tych funduszy nie do pomyślenia jest realizacja żadnych zadań państwowych w zakresie budownictwa gospodarczego i utrzymania pozycji w Genui.

Metodyczne ludobójstwo miało za główny cel złamanie wszelkiej chęci oporu u pozostałych przy życiu. Zdobycie władzy przez bolszewików zostało okupione realizowaniem totalnej wojny przeciwko społecznościom zamieszkującym ziemie Rosji, wojny prowadzonej bez żadnych zasad, bez traktowania w kategoriach człowieczeństwa kategorii ludności uznanych za wrogie. Wojny, która pochłonęła w latach 1917-1922 około pięciu milionów ofiar, w większości z głodu.

Początkowe kroki nowej władzy były wykonywane z zimnym, wyrachowanym, cynizmem. Władzy, która mordowała bez sądu, nie mając czasu na napisanie potrzebnego (sobie) w tym celu prawa. Gdy już ta władza okrzepła, zaczęła wydawać prawo, które tylko formalnie różniło się od poprzednich zarządzeń lokalnych przewodniczących CIK.

Na przykład w sierpniu 1932 roku wprowadzono przepisy karne o zaostrzeniu odpowiedzialności za kradzież i rozkradanie własności kołchozowej (popularnie nazywane prawem „trzech kłosków”). Na mocy tej regulacji tylko w 1932 roku (czyli przez niecałe pół roku obowiązywania) aresztowano 125 tysięcy kołchozowych niewolników, a z nich rozstrzelano ponad 5 tysięcy.

Dla porównania:
w systemie władzy panującym w carskiej Rosji, któremu przykleja się etykietę opresyjności, w ciągu 80 lat , tj. od roku 1825 do roku 1905 sądy wydały 625 wyroków śmierci, z których wykonano 191, tj. niespełna jedną trzecią
.

Terror głodem

Apogeum terroru głodem nastąpiło w latach 1930-1933. Powodem był fakt, iż kolektywizacja rolnictwa nie odbywała się w tempie wymyślonym przez ideologów komunistycznych. Należało zatem złamać kręgosłup chłopstwu jako warstwie społecznej, która traktowana była jako przeżytek czasów minionych i zawalidroga do przebudowy społeczeństwa. Program industrializacji, skierowany przede wszystkim na cele i potrzeby militarne, potrzebował rzesz robotników oraz produktów dla ich wyżywienia. Ponadto potrzeby te wymagały importu myśli technicznej i nowoczesnych rozwiązań inżynieryjnych. Można było to wszystko kupić bądź wykraść w państwach demokracji zachodnich. Tak czy siak, należało zdobyć środki na finansowanie tego rodzaju potrzeb.

W roku 1930 władza państwowa zabrała z kołchozów na Ukrainie i północnym Kaukazie od 30 do 40 procent zboża. W roku następnym wskaźnik ten sięgał już 50 procent, a na Kremlu zaplanowano na rok 1932 absurdalnie wysoki wskaźnik, czyli podwyższony o jedną trzecią w porównaniu do roku 1931. Ale w roku 1932 wydarzył się nieurodzaj i stało się jasne, że plany ilościowe, również ze względu na brak możliwości magazynowania, transportu oraz zwyczajnego złodziejstwa, nie będą zrealizowane, nawet przy przeprowadzeniu pełnej konfiskaty zapasów zboża, w tym także żelaznych zapasów przeznaczonych na wyżywienie rolników i ich rodzin. Tak więc, aby ratować „wykonanie planu”, przywódcy bolszewiccy nakazali, w przypadku nie wykonania w danym kołchozie planów zebrania ilości zboża, konfiskowanie także nie zbożowych zapasów żywności. Czyli ziemniaków, cebuli, buraków, marynatów, słoniny, kaszy, etc. Te drakońskie zasady rabowania wszystkiego, co się da, spowodowały masowy, śmiertelny głód na Ukrainie, na Powołżu, na Kubaniu, na północnym Kaukazie i w Kazachstanie. Głód wypędzał ze wsi setki tysięcy, a wkrótce miliony mieszkańców, którzy ruszyli na migrację do miast w poszukiwaniu ratunku przed śmiercią głodową. Ale na taką ewentualność władza miała już, przetestowane w guberni tambowskiej, metody postępowania.

Decyzja Rządu ZSRR z 22 stycznia 1933 r., podpisana przez J. Stalina i W. Mołotowa, stanowiła, między innymi:

Komitet Centralny i Rząd mają dowody na to, że masowe ucieczki chłopstwa organizowane są przez wrogów władzy radzieckiej, kontrrewolucjonistów i agentów polskich. Należy zabronić wszelkimi możliwymi środkami przemieszczania się chłopstwa Ukrainy i północnego Kaukazu do miast.

Wojsko otoczyło rejony skazane na śmierć głodową, tworząc z nich obszary swoistej kwarantanny. W pierwszym miesiącu blokady zatrzymanych zostało przez „kordon sanitarny” ok. 220 tysięcy ludzi.

Sergio Gradenigo, konsul włoski w Charkowie (na Ukrainie) naoczny świadek wydarzeń, raportował o tym do Rzymu:

W ciągu tygodnia została utworzona służba do chwytania porzuconych dzieci. O północy wywożono je ciężarówkami na dworzec towarowy nad Dońcem Siewierskim [rzeka w Rosji i na Ukrainie, dł. 1053 km, prawy dopływ Donu. - przypis mój], tam znajdował się personel medyczny, który prowadził segregację. Tych, którzy jeszcze nie opuchli od głodu i mogli przeżyć, wysyłano do baraków na Głodowej Górze lub do spichlerza, gdzie na słomie umierało jeszcze 8 000 dusz, głównie dzieci. Słabszych natomiast wysyłano pociągami towarowymi za miasto i pozostawiano, aby umierali z dala od ludzi. Po przybyciu wagonów wszystkich zmarłych wyrzucano do przygotowanych już wielkich rowów.

(…)

Każdej nocy w Charkowie zbiera się po ćwierć tysiąca trupów zmarłych z głodu i na tyfus. Dostrzega się, że wiele z nich nie ma wątroby, z której przygotowuje się pirożki i handluje nimi na rynku.

Nikt nie policzył dokładnej ilości ofiar tego głodowego ludobójstwa. Szacunki dotyczące Ukrainy wskazują tylko dla 1933 roku na 3,0-3,5 miliona, dla Kazachstanu dla całego okresu 1930-1933 na 3,0 miliony, na Powołżu, gdzie nie konfiskowano zapasów nie zbożowych, ofiar głodu było tylko około 400 tysięcy. Jednocześnie w latach 1932 i w 1933 Związek Sowiecki wyeksportował po 1,7 mln ton zboża corocznie, a ponadto 47 tysięcy ton produktów mięsnych i 54 tysiące ton ryb w 1933 roku. Na tym nie koniec. Z kraju gdzie szalało wymuszone głodem ludożerstwo, w tym samym czasie eksportowano mąkę, cukier, ziarno słonecznika i inne produkty roślinne.

Archipelag GUŁAG

Nie należy bynajmniej ulegać złudzeniu, że władza zapomniała o mieszkańcach miast i np. z powodu zaangażowania sil i środków do akcji na wsi nie starczyło jej energii, aby i o nich należycie zadbać. W tym przypadku instrumentem służącym do dowolnego dystrybuowania siłą robocza były, wprowadzone już w 1922 roku, artykuły kodeksu karnego dotyczące możliwości skazywania na karę zsyłki elementów niebezpiecznych albo aspołecznych.  Rzecz jasna, wraz z rosnącym zapotrzebowaniem na siłę roboczą potrzebną przy realizacji „wielkich budów socjalizmu”, prawodawstwo odnośnie form zsyłki oraz katalogu przewin za które ją orzekano, rozwijało się w adekwatnym tempie. I tak, od 1930 roku każdy, kto naruszał przepisy meldunkowe, podlegał karze zsyłki. Mało kto uzmysławia sobie, że obywatel Związku Sowieckiego był „przypisany” albo do miejsca zamieszkania, albo do miejsca pracy. Bez wydania stosownej przepustki przez władze administracyjne rejonu (paszportu) nie mógł swobodnie opuścić miejsca, do którego był przypisany. W przypadku zatrzymania go podczas obławy oraz stwierdzenia, że nie posiada dokumentu upoważniającego go do przebywania w miejscu, gdzie został zatrzymany, dostawał kilka lat zsyłki. Początkowo wyrok wynosił do 3 lat, potem stopniowo był ten wymiar podwyższany (od 3 do 10 lat), a ponadto jako kara dodatkowa wynosił z reguły 5 lat. Czyli na zsyłkę mógł trafić zamieszkujący dane miasto obywatel przypadkowo nie posiadający stosownego „paszportu” w chwili wylegitymowania.

Dla wykonania planu ilościowego i zgłaszanych przez „wielkie budowy socjalizmu” zapotrzebowań kadrowych, często-gęsto deportowano także te osoby, które posiadały wymagane dokumenty. Skalę zsyłek ilustrują przykładowo dane za dwuletni okres (od lutego 1930 roku do grudnia 1931 roku), w którym deportowano z dużych miast ok. 1,8 miliona tzw. zdeklasowanych i naruszających przepisy meldunkowe „elementów”. Np. w 1932 roku w Magnitogorsku (południowe Zauralie) pracowało 42,5 tysiąca zesłańców i stanowili oni ówcześnie dwie trzecie ogólnej liczby mieszkańców tego miasta. Ci pechowcy, którzy trafiali na budowy socjalizmu, mogli czuć się większymi szczęśliwcami. Ale zesłańcy mogli trafić również gdzie indziej. O jednym z takich ”gdzie indziej” (region zachodniej Syberii nad rzeką Ob’, ok. 400 km na płn.-zach. od miasta Tomsk) mowa jest we fragmencie meldunku instruktora z narymskiego komitetu miejskiego partii komunistycznej.

20 i 30 kwietnia 1932 roku z Moskwy i Leningradu wysłano do pracy na zesłaniu dwa transporty zdeklasowanych elementów, w sumie 6.144 ludzi. Po przybyciu do Tomska kontyngent ten przesadzono na barki i odstawiono na wyspę Nazino. Na wyspie nie było żadnych narzędzi, żadnych budynków ani ziarna, ani odrobiny żywności. 19 maja spadł śnieg, podniósł się wiatr, a następnie przyszedł mróz. Ludzie zaczęli umierać. Po kilku pierwszych dniach pobytu na wyspie brygada grabarzy zdołała zakopać 295 trupów. Dopiero czwartego lub piątego dnia dotarła na wyspę dostawa maki żytniej, którą wydawano po kilkaset gram. Po otrzymaniu maki ludzie biegli do wody i w czapkach, marynarkach lub spodniach rozpuszczali ja na papkę i jedli. Przy czym ogromna ich część po prostu zjadała mąkę, padała, dusiła się i umierała. Następnie zastraszająco szerzył się kanibalizm. W rezultacie z 6.100 ludzi , którzy przybyli z Tomska plus 500-700 ludzi przerzuconych z innych komendantur, do 20 sierpnia pozostało przy życiu 2.200 ludzi.

Opisany przypadek nie był wcale czymś wyjątkowym. W styczniu 1932 roku przeprowadzono pierwsze tzw. przerejestrowanie specjalnych zesłańców, które ujawniło ubytek ok. 500 tysięcy ludzi w stosunku do rejestru zesłanych. Ludzie ci głównie zmarli, a tylko znikoma ich część mogła zbiec do tajgi, gdzie najpewniej ponieśli śmierć.

Przepaść pomiędzy wierchuszką władzy, a upodlonym narodem stawała się coraz większa. Aparatczycy, którzy odbierali głodującym dzieciom ostatnie ziarnka kaszy, wydłubując je z bieda-rondelków, nie mogli już zbratać się z ludem. Zdani byli na łaskę i niełaskę Stalina. Ale wcale nie jest prawdą, że kolejne czystki i sądowe masakry z lat 1937-1938 dotknęły głównie przedstawicieli aparatu władzy bolszewickiej. W wymienionym okresie organa NKWD aresztowały per saldo 1,4 miliona ludzi, z czego połowę rozstrzelano, ponadto ok.120 tysięcy zginęło na torturach podczas śledztwa lub zmarło w trakcie pobytu w więzieniach, aresztach i łagrach. Natomiast czystka kadr aparatu bezpieczeństwa i represji, czyli funkcjonariuszy instytucji terrorystycznej władzy bolszewickiej, dotknęła ich przedstawicieli w ilości raptem niespełna dwóch tysięcy (aresztowano ok. 1.900 funkcjonariuszy państwowych różnych szczebli).

W efekcie, w roku 1940 w obozach „archipelagu GUŁAG” (Gławnoje Uprawlienije Łagierej (Główny Zarząd Obozów) osadzonych było ca 2,3 miliona więźniów, którzy odsiadywali tam minimum pięcioletnie wyroki, wydawane np. za półgodzinne spóźnienie się do pracy, za złamanie wiertła (sabotaż), za kartkę z zagranicy przysłaną przez krewnego, za złe miejsce urodzenia (zajęte tereny wschodniej Polski, Besarabii czy państw bałtyckich). Niedługo przed wybuchem wojny z Niemcami, czyli w styczniu 1941 roku, w obozach GUŁAG-u było osadzonych 1,9 miliona skazanych, 0,5 miliona znajdowało się w „regularnych” więzieniach, a na specjalnym zesłaniu (Magnitogorsk i temu podobne) przebywało 1,2 miliona. Łącznie różnego rodzaju karne zsyłki obejmowały 3,6 miliona ludzi. Zdołano oszacować, że w latach 1934-1941 (do wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej) , czyli w okresie nieco ponad siedmioletnim, różne formy pracy niewolniczej dotyczyły ca 6,0 milionów ludzi.

Na zakończenie warto dodać, że dziedziczenie statusu skazańca (status dotyczył członków rodziny „wroga ludu”) zakończyło się w Sowietach dopiero po 1954 roku, natomiast ostatni więźniowie gułagów, osadzeni z paragrafów „zsyłkowych” zostali wypuszczeni na wolność w 1960 roku.

Morał z tego nasuwa się taki, że na władcach sowieckiej i posowieckiej Rosji nie robiło i nie robi żadnego wrażenia to, ilu ludzi, swoich czy obcych, będzie trzeba zgładzić, o ile tylko uznają oni, że będzie to przydatne do realizacji celów, jakie ci władcy sobie zaplanują. I tylko Europejczykom, wychowanym w orbicie cywilizacji, niech będzie, że łacińskiej, pewne rzeczy „nie mieszczą się w głowie”. Ale przecież to, co Europejczykom mieści się w głowie, człowieka władzy o mentalności sowieckiej, obchodzi tyle, co zeszłoroczny śnieg. Jest on wszak spadkobiercą odmiennej tradycji, wywodzącej się z etosu plemion mongolsko-tatarskich.

Przypis 1:

WCIK - Wsiechrossijskij Cientralnyj Ispołnitielnyj Komitet poprzednik OGPU (Objedinionnoje Gosudarstwiennoje Politiczieskoje Uprawljenije – Zjednoczony Państwowy Zarząd Polityczny),
a OGPU było poprzednikiem NKWD (Narodnyj Komisariat Wnutriennych Dieł – Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych).

W okresie tłumienia powstania chłopskiego w guberni tambowskiej przewodniczącym WCIK był Władymir Aleksandrowicz Antonow-Owsiejenko (właściwie: Aleksander Galskij, ps. Sztyk).
W 1917 r. był on sekretarzem Piotrogrodzkiego Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego i dowodził oddziałami, które zajęły Pałac Zimowy. W latach 1922-24 pełnił on funkcję przewodniczącego Rewolucyjnej Rady Wojennej ZSRR. W 1927 r. był ministrem sprawiedliwości w Rosyjskiej Federacyjnej SSR , zaś w latach 1930-1934 był ambasadorem w Warszawie. Z kolei w 1936 r. był konsulem generalnym w Barcelonie. W 1938 r. został z rozkazu J. Stalina aresztowany i w 1939 r. stracony. W 1956 r. został zrehabilitowany. Rzecz jasna, jedna z głównych ulic w mieście Tambow nosi imię W.A. Antonowa-Owsiejenko.;

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



tagi: gułag  sowieci w rosji 

stanislaw-orda
15 września 2017 21:44
6     654    9 zaloguj sie by polubić
komentarze:
krzysztof-osiejuk @stanislaw-orda
16 września 2017 01:06

Ja może trochę off topic, ale uważam, że to jest coś o wiele bardziej istotnego, niż się może wydawać. Rzuc proszę okiem.

http://www.polis2008.pl/

zaloguj się by móc komentować


onyx @stanislaw-orda 16 września 2017 12:05
16 września 2017 12:52

Może FYM sprzedał domenę i tyle z niej zostało?

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @onyx 16 września 2017 12:52
16 września 2017 16:10

Tego nie wiem, ale wygląda to podobnie,  jakby ktoś ślad zacierał.

zaloguj się by móc komentować

onyx @stanislaw-orda 16 września 2017 16:10
16 września 2017 20:55

To był rozbudowany portal trochę śladów po sieci zostało, np. spis treści:

http://katalog.czasopism.pl/index.php/Polis_-_Miasto_Pana_Cogito

Ja już nie raz się spotkałem, że adres na którym była jakaś ciekawa strona po czasie pokazuje jakąś reklamę albo Error 404.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @onyx 16 września 2017 20:55
16 września 2017 21:59

W tych adresach brakuje spisów treści dla  połowy numerów z 2009 roku.

Kiedyś chyba przerzucałem na pendrive całość treści   numerów POLIS MPC , ale dzisiaj już nie wiem na którym pendrive miałem  to zarchiwizowane.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować