-

stanislaw-orda : unukalhai (unuk.al.hayah@gmail.com)

Polak, Węgier …

Z powodu prozaicznej okoliczności, iż jeszcze nie zdołałem zredagować ostatecznej wersji notek (dwóch)  o Całunie Jezusowym, wrzucam, póki co, tekst ze swojego domowego archiwum (ale nie ze zasobów blogowych w s24). Autorem tekstu jest Stefan, hrabia Badeni, a tekst liczy sobie, bagatelka, 70 lat, stanowiąc jedną z czterech odsłonv„cyklu węgierskiego”, które ów autor zamieszczał w 1949 roku na łamach londyńskich „Wiadomości” (prezentowany tekst zamieszczono w nr 169).  Jak to bywa regułą przy publikacjach sprzed wielu dziesięcioleci, wypadało ją uzupełnić o przypisy, co też uczyniłem.

Ale najpierw słowo o Autorze

Stefan Rafał Stanisław hr. Badeni, herbu Bończa (urodzony 22 lub 24 października 1885 w Radziechowie, ok. 100 km na płn. wsch. od Lwowa, dziedzicznej posiadłości matki Cecylii z hrabiów Mier, herbu własnego. Linia hrabiowska Mierów wygasła „po mieczu” 29.04.1885 r. , zaś swoje pochodzenie wywodziła ze szlachty szwedzkiej i szkockiej. Radziechów położony w pół drogi z Lwowa do Łucka, po II wojnie znalazł się w granicach Ukrainy.
Historyk i pisarz, ostatni właściciel dóbr Koropiec nad Dniestrem (pomiędzy Stanisławowem i Buczaczem) i Zaburze (niedaleko Tarnopola) oraz Znosicze na Polesiu (kilkanaście km na południe od m. Sarny). II wojna światowa zagnała S. Badeniego na Węgry, gdzie pomagał tamtejszym polskim uchodźcom. W latach 1944-45 był więziony przez Niemców w obozie koncentracyjnym w Mauthausen, a po klęsce III Rzeszy wyjechał do Francji, skąd w 1947 r. przeniósł się do Irlandii i tam przebywał do śmierci. Zmarł 16.08.1961 r. w Dublinie . Jego grób znajduje się na St. Brigid’s Cemetery - hrabstwo Dublin (Saint Brigid Church of Ireland Churchyard)

Katolik wykształcony w gimnazjum jezuickim i gimnazjum im. Króla Jana Sobieskiego w Krakowie, następnie studiował w Pradze i Monachium;, mecenas sztuki, publicysta, autor książki pt. „Świat przedwczorajszy”, szkicującej świat idei XIX-wiecznej Europy, jak również rozprawy pt. „Tragiczne Węgry”, czy wspomnień z wypraw łowieckich pt. „Szczęśliwe dni”. Po wojnie wydał wspomnienia z pobytu w obozie koncentracyjnym Mathausen pt. „Zabłąkany w piekle” .

Niektóre dzieła zostały przetłumaczone na język angielski. Nie poświęcił się karierze artystycznej, gdyż ze względu na tradycję rodową musiał zająć się majątkami ziemskimi i „służbą ziemi”. Po wojnie osiadł na emigracji w Irlandii, skąd pisał teksty do „Wiadomości” w Londynie, zaś po 1949 roku również do katolickiego tygodnika „Życie”. Pisał m.in. o próbie pojednania między katolicyzmem a prawosławiem. Jego majątek przejęty przez Sowietów, a ród skazano na unicestwienie.

Stefan Badeni pochodził z rodziny zasłużonej w Galicji (ojciec był marszałkiem krajowym, stryj premierem Austro-Węgier). On sam uczył się za granicą, studia humanistyczne dla zainteresowanego historią Stefana były najlepszym wyborem. Rezydował w pałacu w Koropcu, nad Dniestrem. Hodował bydło, konie, w majątku były stawy rybne, gorzelnia, wielka uprawa orzechów włoskich i moreli. Jego żoną została Maria z Jabłonowskich, ślub wzięli w Zakopanem. Życie kwitło... do 17 września 1939 roku, gdy spadły w okolicy Koropca pierwsze niemieckie bomby. Dzień później Badeni wraz z rodziną opuścił swój dom, na zawsze. Koropiec leżał tuż przy granicy z Węgrami. Zamieszkali w Budapeszcie, uczestnicząc w działaniach konspiracyjnych. W 1944 aresztowany przez Gestapo trafia do obozu Mauthausen.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Koropiec

http://drugarzeczpospolita.blogspot.com/2013/07/paac-badenic-w-koropcu.html

Oto właściwy tekst:

Jeśli cudzoziemcowi w Budapeszcie potrzeba było widocznych dowodów że naród węgierski otacza swoją przeszłość nieprzeciętną czcią i wdzięcznością, znajdował je w pomnikach liczniejszych tutaj, aniżeli w stolicach innych państw. Wśród tylu, niewiele było bogatych i pięknych, tym bardziej ujmowała sumienność, z jaką nie chciano pominąć żadnej zasłużonej postaci. Nieraz kult przeszłości wydawał się za daleko posunięty. Ze zdziwieniem spostrzegłem, że pamięć Attyli, którego przywykłem uważać za bicz boży, jest tutaj uczczona jedną z dużych ulic. Jeden wszakże pomnik wydawał mi się zbyt niepozorny: upamiętniony nim generał, Andrzej Hadik[1], dokonał rzeczy której mu długo mogli zazdrościć dowódcy armii sprzymierzonych; zajął Berlin. W drugim roku siedmioletniej[2] wojny z 3.000 huzarów uderzył z daleka, rozproszył załogę i nałożył kontrybucję. Nie pozostał długo, bo już nadciągał rozeźlony Fryderyk[3], ale miał jeszcze czas kazać dodać do talarów 500 par rękawiczek. Posłał je w darze Marii Teresie[4]. Wszystkie 1000 sztuk okazały się na lewą rękę.

- Wiedzieliśmy zawsze - zauważyła monarchini - że z Berlina kommt nichts rechtes[5].

Dzielny zagończyk został po latach pierwszym gubernatorem Galicji i Lodomerii. Po raz wtóry spotkali się Polacy z jego nazwiskiem podczas ostatniej wojny. Koszary Hadika były siedzibą Budapeszteńskiego N.K.W.D. czy GeStaPo.

Z trwaniem wojny i powstaniem w Kraju państwa podziemnego sąsiadujące Węgry[6] stały się dogodnym terenem akcji pomocniczej; gospodarze neutralnego państwa przymykali oko na niejedno, a znajdujący się na Węgrzech cywilni gestapowcy, pewni rychłego zwycięstwa Niemiec jeszcze nie naciskali. Aresztowano niekiedy Polaków, ale na krótko, i nie traktowano ich źle .

Wiosną 1941 ubyły czołowe postaci rządu węgierskiego Minister spraw zagranicznych hr. Csaky[7], po podpisaniu niefortunnego paktu wieczystej przyjaźni z Jugosławią, zaproszony przez księcia Pawła[8] w góry słoweńskie na kozice, zaziębił się śmiertelnie. Wkrótce po jego zgonie wstrząsnęło krajem samobójstwo premiera hr. Telekiego[9]. Spadkobierca obu tek, dyplomata Bardossy[10], mało dotąd znany nie miał jeszcze nieprzyjaciół i był białą kartą wobec Niemców. Tym pomyślnym okolicznościom nie odpowiadał charakter człowieka chwiejnego, a przy tym wielce próżnego. Gdy Niemcy ruszyły przeciw Rosji, chciał utrzymać neutralność, ale interwencja posła Rzeszy spowodowała natychmiast zerwanie stosunków z nowym wrogiem Hitlera. Nie wystarczało to generałom węgierskim z szefem sztabu Werthem na czele. Licząc na szybki i zupełny tryumf niemiecki, obawiali się że Rumunia ubiegnie Węgry w nagrodach. Wydarzył się incydent nad Koszycami: nieznane samoloty rzuciły bomby zabijając kilka osób. W tymże dniu Węgry wypowiedziały wojnę. Sprawcą incydentu z pewnością nie była Rosja. Poseł węgierski w Moskwie widział Mołotowa zmieszanego, przelęknionego, uprzejmego. Pytał, nie bez słuszności, czego Węgry mogą chcieć od Rosji i chciał dawać posłowi samolot do Budapesztu, aby położenie jeszcze uratował. Mnóstwo wszakże Węgrów miało Rosjan za sprawców nalotu. Wierzył w to i regent. Dla niego, jak dla każdego Węgra, Rosja była niebezpieczeństwem najgroźniejszym .

Admirał Horthy[11] - zdrowia krzepkiego mimo siedemdziesięciu kilku lat – był szlachcicem o zabarwieniu raczej liberalnym, kalwinem. Dawny adiutant Franciszka Józefa odniósł podczas pierwszej wojny zwycięstwo w nieznacznym ale jedynym wówczas austro- włoskim starciu morskim koło Otranto.

Więcej jeszcze ceniono, że sprężyście opanował w r. 1918 bunt części floty. W r. 1920 wybrało go zgromadzenie narodowe regentem, zastępcą nieobecnego króla. Później mieli mu rojaliści bardzo za złe, że nie oddał władzy przybyłemu nagle ze Szwajcarii Karolowi [12]. Za młodu wiele podróżował, był sportsmanem, zawołanym jeźdźcem, dobrym strzelcem. Uroczyste swe odwiedziny w Polsce wspominał z przyjemnością i ubolewał, iż nie miał już sposobności okazać, że gościnność węgierska przewyższa jeszcze polską. Horthy znał wytrwałość Anglików, jako stary marynarz miał dla nich uznanie, ale gdy powracał z kwatery głównej Hitlera, popatrzywszy z bliska na sprawność
i potęgę niemieckiej machiny, powątpiewał o możliwości jej złamania. Dyplomacie zachodniemu, przestrzegającemu przed ponownym postawieniem na złego konia, odpowiedział;

- Niemców nie lubię ale do Rosji mam wstręt najgłębszy, Anglia w Trianon okaleczyła Węgry okrutnie [13], czy mogę żądać od mego narodu, by się teraz dla jej dogodności dał zmiażdżyć przez Hitlera?

Chociaż Anglia dopiero z końcem r. 1941 wypowiedziała Węgrom wojnę, część dyplomatów opuściła kraj wcześniej, za nimi wyjechali inni cudzoziemcy. Budapeszt stał się smutniejszy, zimniejszy. Nie ucieszył się przyjazdem Ribbentropa. Dziatwa szkolna w niepogodny zimowy dzień, ustawiona w długie szeregi, powiewała chorągiewkami i skandowała obce jej nazwisko. Gościem od ponurego Niemca weselszym był Ciano[14]. Co prawda starsze panie dbałe bardziej o zapasy w spiżarni aniżeli o powodzenie w salonach, opowiadały sobie ze zgrozą, że włoski mąż stanu, wyjeżdżając, uwiózł 20 kg herbaty.

Pojawiały się w Budapeszcie nowe polskie twarze. Czasem przybywał ktoś z Kraju, czasem ze stron jeszcze dalszych, nie mówiąc o powodach przybycia. Płk Stanisław Rostworowski [15] urządził w domu węgierskiej Akcji Katolickiej wypożyczalnię książek. Nie była bogata, ale mógł swobodnie przyjmować rozmaitych abonentów. Poznałem go jeszcze w krakowskim gimnazjum Sobieskiego. Wśród tylu, których wojna zabrała, był chyba jednym z najlepszych.

W szkole już zakładał stowarzyszenie patriotyczne którego zasady całym swym życiem wprowadzał w czyn, wolny przy tym, jak niewielu, od wszelkiej osobistej ambicji. Gdy teraz po dziesiątkach lat spotkałem go znowu jako wysłannika Armii Krajowej na niebezpiecznym posterunku, przychodził mi na myśl Skrzetuski w zakończeniu Trylogii, który przesłużywszy siłę swego wieku stanął jeszcze i w chocimskiej potrzebie. Za czyste życie przypadła Rostworowskiemu śmierć czysta, choć zadał ją gestapowiec. Został aresztowany w r. 1944 w Krakowie przypadkowo. Gdy przy pierwszym przesłuchaniu Niemiec mu ubliżył, uderzył go w twarz i po chwili poległ od kuli pistoletu.

Ale jeszcze trzy lata dzieliły go od zgonu. Po wyjeździe mych dzieci na Zachód i po śmierci mej żony, ofiarowałem mu swoją skromną współpracę. Bylem wprawdzie analfabetą jako pracownik podziemny, ale mogłem oddać pewne usługi na ziemi. Z dawnych jeszcze czasów miałem na Węgrzech liczne znajomości i łatwiejszy dostęp do osób wpływowych. Nie będąc podejrzany władzom bezpieczeństwa mogłem poruszać się swobodniej od innych.

W marcu 1942 regent udzielił dymisji Bardossy’emu nazbyt ulegającemu Niemcom. Następca, Kallay[16], był pełen zdrowego rozsądku i patriotą mającym jedynie ambicję wyprowadzenia kraju z trudnego położenia. Szukał tajemnie porozumienia z mocarstwami Zachodu; było to arcytrudne, gdyż Niemcy coraz baczniej śledziły niepewnego sprzymierzeńca.

W tym samym czasie regent odniósł powodzenie osobiste i niejako dynastyczne. Izby obrały jego starszego syna wiceregentem. Stefan Horthy był miłym młodym człowiekiem lubiącym się bawić. Wszystkimi sympatiami był po naszej stronie.

- Proszę mną rozporządzać - mówił do mnie, gdy go raz ostatni widziałem.

Nową godnością był onieśmielony i z własnej inicjatywy, przezwyciężając opory, udał się jako lotnik na front rosyjski. W lecie na dwóch granicach kurierzy nasi wpadli w ręce Niemców. W Budapeszcie nastąpiły liczne aresztowania dokonywane ponoć zawsze o 5-ej rano. Rostworowski zdołał zbiec, ale uwięziono jego dzielną pomocnicę, p. Marię Krzeczunowiczównę, znajomą moją ze Lwowa. Gestapo żądała mego aresztowania ale władze węgierskie odmówiły. Aresztowanych przywożono do koszar Hadika. Niebawem przeniknęły wieści o stosowanych tam środkach przymusu. Władze cywilne nie miały wpływu na drugi wydział [wywiad i kontrwywiad], zwróciłem się więc do znajomego pułkownika tego wydziału. Gdy wspomniałem o traktowaniu uwięzionych, udał zdumienie:

- Wykluczone, u nas to nie istnieje.

Nie uzyskawszy niczego liczyłem na bliski powrót z frontu i pomoc wiceregenta.

20 sierpnia, poświęcony pamięci pierwszego i świętego króla Węgrów [17] zawitał radosny. Jak corocznie niesiono uroczyście relikwie, prawicę królewską z kaplicy zamkowej do katedry św. Macieja[18]. Niewielka otwarta przestrzeń koło tej katedry była skąpana w żarze słonecznym pod lazurowym stropem nieba.

Baldachim otaczali magnaci; książę prymas kardynał Seredi [19], benedyktyn i uczony kodyfikator, pięknym „rzymskim” ruchem powoli błogosławił tłumom po obu stronach. Za nim szedł regent w błyszczącym mundurze admirała; głowa wysoko podniesiona o twarzy ogorzałej, wychudłej z zarysowanym silnie nosem przypominała orlą. Szli ministrowie z Kallay’em , którego siwizna ładnie się odcinała od czerni narodowego stroju. Wzrok jego ślizgał się po nas w zamyśleniu. Krok dzielił go od regenta a przepaść tragedii; on już wiedział że tego poranka zginął w samolocie Stefan Horthy. Dopiero po zakończeniu długiej uroczystości zgłosił się do regenta na zamku szef kancelarii wojskowej. Biedny ojciec był bliski fizycznego załamania; opanował się i sam zawiózł okrutną wieść swej żonie.

Pogrzeb odbył się z całą pompą na jaką stać było kraj. Zaciekawili mnie goście zagraniczni; Ciano i Ribbentrop szli obok siebie. Protokół przeznaczył starszemu rangą Włochowi stronę prawą, ale zabrał mu ją Ribbentrop. Szedł z tym sztucznie nieprzeniknionym wyrazem szarej twarzy, który chyba kopiował z portretów Talleyranda. Słuchał dźwięków Chopina. Ciano, młodszy i wychowany w kulcie fizycznej tężyzny, tak na plażach opalony, że był w tej chwili podobny do Maura, kroczył w pozie bohaterskiej. Prymas i biskupi brali udział jako zwykli goście żałobni. Widok uroczystego pochodu ministrów kalwińskich zrobił na mnie wrażenie.

Pozbawiony tak nagle możnego rzecznika, postanowiłem w sprawie uwięzionych napisać do przebywającego na froncie szefa sztabu. Szefem sztabu i najważniejszą osobą wojskową na Węgrzech był od niedawna gen. Szombathely[20], którego poznałem przelotnie w jesieni 1939 r. W liście podkreśliłem, iż piszę do niego z tym większym zaufaniem, że pamiętam z jaką przyjemnością opowiadał mi o zbrataniu na naszej wspólnej granicy, a zdaję sobie sprawę, że akt taki obowiązuje ludzi honoru także na przyszłość. Powróciwszy, generał przysłał mi zaproszenie do swego biura. Wprowadzono mnie zaraz. Z głębi pokoju szedł ku mnie wysoki i smukły jeszcze oficer kawalerii dawnej c. k. armii. Znałem ten lekki, odmierzony elastycznie krok i ruch zaokrąglonych nieco łokci. Przywitał mnie równie serdecznie jak uprzejmie:

- Jakże się panu wiedzie na Węgrzech? Jak się pan czuje u nas?
- Doskonale, skoro nie jestem gościem pana, ekscelencjo, w koszarach Hadika.

Generał milczał, widziałem w jego oczach wahanie. Ale postanowił być szczery.

- Te metody o których pan pisał do mnie - rzekł mocny głosem - stosuje się wszędzie w sprawach szpiegowskich. Stosują je Anglia, Ameryka …
- Ale tu chodzi o Węgrów i Polaków; czyż Węgrzy chcą dorównać gestapowcom w Polsce?

Rozłożył szeroko ręce

- Pan wie pod jakim jesteśmy naciskiem, a rodacy pana wprowadzają nas w kłopotliwe położenie. Niechże jadą do Londynu, chętnie to każdemu ułatwię. Ale - dodał po chwili - polecenia o które pan pisał, wydałem.

Rozmawialiśmy jeszcze dłuższy czas, oczywiście o wojnie. Generał się rozgrzewał.
- Proszę mi wybaczyć - zawołał - Polska nie robiła dobrej polityki. Uprawiała politykę mocarstwową, mocarstwem nie będąc.
- Ale Polska pierwsza się sprzeciwiła Hitlerowi. O nas się potknął.
I z naiwnością Polaka roku 1942 do dodałem:
- Po jego upadku świat będzie nam wdzięczny.

Sprzymierzeniec Hitlera nie zdziwił się że to mówię, gdy armie niemieckie szły w głąb Rosji, a zwycięski Rommel stał u bram Egiptu.

Mówiłem z zachwytem o Churchillu i o Roosevelcie; O Churchillu także z miłością. Powiedziałem, że w lecie 1940, jak mitologiczny Atlas, dźwigał na samotnych barkach sklepienie wolnego jeszcze świata.

- Ach - przerwał Szombathely - Churchill, Roosevelt, wszak to tylko spekulanci, maklerzy. Ale co pan mówi o Stalinie? To jest wielki człowiek.

Przy pożegnaniu obiecał mi w szczególności opiekować się p. Krzeczunowiczówną. Dotrzymał słowa. Opowiadała mi później z jak niemiłym uczuciem jechała z więzienia na ponowne przesłuchanie do „Koszar”. Ale przyjęto ją grzecznie, a przesłuchujący oficer, jak nauczyciel chcący przepchać ucznia do wyższej klasy, sam poddawał korzystne odpowiedzi

Aresztowanych Polaków trzymano w różnych więzieniach. Była przewidziana rozprawa sądowa i wybrałem adwokata dla mojej klientki, którą mogłem odwiedzać raz na dwa tygodnie. Wolno też było dostarczać więzionym odzieży. Organizacja polska rozporządzała pieniędzmi, panie zakupywały hojnie i ze znawstwem, i dwie walizy zawiozłem na smętną przymgloną dymami fabrycznymi Conti utca [21]. Podoficer obecny zawsze przy naszych spotkaniach cenzurował zawartość i zastanawiał się nad przeznaczeniem każdego przedmiotu. Był bardzo ciekawy i niejednokrotnie p. Krzeczunowi- czówna i ja spuszczaliśmy skromnie oczy.

Nastąpił pogrom pod El-Alamein. Propaganda niemiecka mówiła o odwrocie taktycznym. Żartowano w Budapeszcie, że zegarek postępuje i odzywa się tik-tak, a Rommel się cofa i mówi „Taktik”. Wkrótce potem tryumfalne wylądowanie w Afryce, ta wyraźna cezura w przewlekłym rytmie wojny ukazała nam rysujący się nareszcie kształt zwycięstwa. Przed świętami Bożego Narodzenia niespodziewanie wypuszczono wszystkich Polaków. Opowiadano, że sam regent wydał rozkaz. Panowie wprost z więzień pospieszyli do „espressów”, panie do zakładów kosmetycznych. Potem niektórzy, nie ufając swej wolności, ukryli się na pewien czas .

Wszyscy inni budapeszteńscy Polacy w tym przedświątecznym okresie ożywiali przyjemnie ulice. Spotykając się życzyliśmy sobie znowu świąt błogosławionych i dodawaliśmy, że to już będą przed oswobodzeniem Kraju – ostatnie.

Któż z nas mógł wówczas przewidzieć smutny ogrom naszej pomyłki.

 

Przypisy:

[1] Andrzej Hadik, hrabia Futak (Count András Hadik de Futak), 1710 -1790. Marszałek polny (kawaleria). w armii Cesarstwa austriackich Habsburgów Pierwszy gubernator prowincji Galicji i Lodomerii (po pierwszym rozbiorze Polski), pełnił ten urząd od stycznia 1774 r. do czerwca 1774 r. Hrabstwo Futak to obecnie m. Futog na terytorium Serbii ( prowincja Vojvodina);
http://en.wikipedia.org/wiki/Andr%C3%A1s_Hadik]

[2] Wojna siedmioletnia toczona w latach 1756-1763 w której wlczyły Wielk Brytania, Prusy i Hanower przeciwko Francji, Austrii, Szwecji, Saksonii i Rosji. W tej wojnie straty osobowe walczących stron przekroczyły milion ludzi. Wojna toczyła się w Europie, Ameryce Polnocnej, Azji (Indie) i na Karaibach. Czyli działania były prowadzone na trzech kontynentach, i z tego względu powinna być uznana za pierwszą wojnę „światową”;

[3] Fryderyk II Wielki (1712-1786), król Prus;

[4] Maria Teresa von Habsburg (1717-1780), niekoronowana (współ)cesarzowa Austro-Węgier;

[5] niem. - nie przychodzi nic dobrego;

[6] http://stanislawow.net/publikacje/cracovia/opow_grod.htm

[7] István Csáky (lipiec 1894 – styczeń 1941) – hrabia, polityk. Minister spraw zagranicznych Węgier w okresie od 10.12.1938 do 7.01.1941;

[8] książę Paweł Karadziordziewić (1893-1976), regent królestwa Jugosławii w latach 1934-41;

[9] Pál Teleki hrabia Szék (1.11.
1879 - 3.04.1941) – polityk. Premier Węgier w latach 1920
-1921 oraz 1939 -1941. Minister Spraw Zagranicznych
od 21.12.1940 do 4.02.1941 ;

[10] László Bárdossy de Bárdos (10.12.1890 - rozstrzelany 10.01.1946 w Budapeszcie) – węgierski dyplomata i polityk. Minister Spraw Zagranicznych od 4 lutego 1941 do 7 marca 1942, premier od
3 kwietnia 1941 do 7 marca 1942 (jednocześnie minister SZ i premier);

[11] Miklós Horthy de Nagybánya (18.06.1868 - 9.02.1957 w Estoril, Portugalia) – węgierski admirał, regent państwa w latach 1920–1944;

[12] Karol I Habsburg (1887-1922), ostatni cesarz Austro-Węgier; Błogoslawiony Koscioła katolickiego od 3.10.2004r.

[13] https://medianarodowe.com/traktat-w-trianon/

[14] Galeazzo Ciano, (1903-19440, min. spraw zagr., zięc Benito Mussoliniego;

[15] https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/stanislaw-janusz-rostworowski

[16] Miklós Kállay de Nagy-Kálló (23.01. 1887 14.01.1967 w Nowym Yorku) – polityk, premier Królestwa Węgier w czasie II wojny światowej (od 9.03.1942 do 19.03.1944);

[17] Stefan I Święty (969-1038), król Węgier z dynastii Arpadów (od 1001 r.)

[18] Świątynia koronacyjna królów węgierskich w dzielnicy Buda (do 1873 r. Buda była odrębnym miastem);

[19] Jusztinián Serédi (1884-1945), benedyktyn, arcybiskup Ostrzyhomia i prymas Węgier (1927-45);
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jusztini%C3%A1n_Ser%C3%A9di

20] Ferenc Szombathelyi (17.05.1887 – 4.11.1946) – generał-pułkownik armii węgierskiej.
W latach 1939-1941 dowódca VIII Korpusu węgierskiego. Pełnił obowiązki dowódcy Grupy "Karpaty" (Kárpát Csoport) walczącej po stronie niemieckiej, w skład której wchodziły zmechanizowane wojska węgierskie. Od września 1941 do 1944 szef sztabu generalnego armii węgierskiej. Po ujawnieniu negocjacji, jakie prowadził z aliantami przywódca Węgier
Miklós Horthy, wojska niemieckie wkroczyły w kwietniu 1944 roku na Węgry i Szombathelyi został usunięty ze stanowiska oraz umieszczony w areszcie domowym. Po przejęciu władzy na Węgrzech przez faszystowskich strzałokrzyżowców w październiku 1944 roku został aresztowany.

Po zakończeniu wojny zatrzymany przez wojska amerykańskie na terenie Niemiec, potem jako zbrodniarz wojenny deportowany na Węgry, uznano bowiem, że ponosi odpowiedzialność za masakrę ludności serbskiej w Wojwodinie w styczniu 1942, gdzie przez trzy dni żołnierze armii węgierskiej zamordowali od 3 tys. (według źródeł węgierskich) do 10 tys. osób (według źródeł jugosłowiańskich). Podczas procesu w Budapeszcie, 22.05.1946 został skazany na karę dożywocia (dwaj inni węgierscy generałowie, Ferenc Czeydner i József Grassy otrzymali wyroki śmierci). Komunistyczne władze jugosłowiańskie także chciały osądzić węgierskich generałów za masakrę ludności w Wojwodinie. Szombathelyi, Czeydner i Grassy zostali wydani Jugosłowianom pod warunkiem, że wobec Szombathelyi'ego nie zostanie orzeczona surowsza kara niż dożywocie. Mimo to, w kolejnym pokazowym procesie orzeczono karę śmierci przez rozstrzelanie. Ostatecznie 4.11.1946
w miejscowości Petrovaradin (węg. Pétervárad) na Wojwodinie, gen. Szombathelyi został stracony przez
wbicie na pal;

[21] utca – (węg) ulica.

 



tagi: polska i węgry 

stanislaw-orda
9 maja 2019 23:36
13     1000    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
MarekBielany @stanislaw-orda
10 maja 2019 00:48

Czy z Budy została "buda dla psa" ?

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @stanislaw-orda
10 maja 2019 00:55

Piękne: "Smutny ogrom naszej pomyłki".

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @MarekBielany 10 maja 2019 00:48
10 maja 2019 09:39

Najlepiej pojedź i sam sprawdź

zaloguj się by móc komentować

IanThomas @stanislaw-orda
10 maja 2019 09:45

Doskonały tekst źródłowy dot. mało znanych wydarzeń. Warto go mieć na uwadze rozważając chociażby analogie pomiedzy pokojem ryskim a traktatem w Trianon. Ani Polsce ufającej w sojusze zachodnie, ani Węgrom w niechętnym sojuszu z Niemcami nie udało się odzyskać utraconych ziem.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @IanThomas 10 maja 2019 09:45
10 maja 2019 10:48

W orginale tekst nosi tytuł "Koszary Hadika", ale, rzecz jasna, taki tytuł  nikomu z niczym by się nie  skojarzył.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @stanislaw-orda
10 maja 2019 12:50

Dziwaczny  jest zapis w polskiej Wiki o miejscowosci  Koropiec  (pierwszy link w notce) ze sławnym pałacem Badenich (drugi lw kolejnosci ink w notce).

W zakładce  ww. zapisu zatytułowanej "Ludzie związani z Koropcem"  pominięci zostali  przedstawiciele rodu hrabiów Badenich.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @stanislaw-orda 10 maja 2019 09:39
11 maja 2019 00:08

Po co jechać ?

Nie ma Moskva Ter. (czy jak tam)

:)

zaloguj się by móc komentować



stanislaw-orda @MarekBielany 11 maja 2019 01:07
11 maja 2019 07:59

to choć przynajmniej żałuj

zaloguj się by móc komentować


MarekBielany @stanislaw-orda 11 maja 2019 07:59
12 maja 2019 21:51

Czego ?

Multilokacji ?

To nie dla mnie.

Serdecznie pozdrawiam.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @MarekBielany 12 maja 2019 21:51
13 maja 2019 13:03

No to się dogadaliśmy.

Pozdrawiam wzajemnie.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować