-

stanislaw-orda : unukalhai (unuk.al.hayah@gmail.com)

Najlepiej trzymajmy się Ziemi

 

Notka o Całunie Jezusa Nazarejczyka opóźni się przynajmniej o tydzień. Poza wszystkim za chwilę tematykę na „SN” zdominuje kolejna konferencja i jej rezonans. Aby zatem blog nie zardzewiał, proponuję tekst z rodzaju bujania w obłokach (np. w Obłokach Magellana). To jest fragment większej całości, którą napisałem 10 lat temu, ale nic istotnego nie uległo dezaktualizacji. Czyli przedstawiam fragment tematyki, z którą wówczas debiutowałem w necie.

Wyobraźmy sobie, że w jakimś dowolnym miejscu w Polsce jest sporych rozmiarów plac. Najlepiej gdyby był więcej niż sporych rozmiarów. W miastach o taki trudno, więc mógłby to być teren po byłym lotnisku w jakimś dowolnym miejscu naszego kraju i że na środku tego placu świeci, sporych rozmiarów i kulistego kształtu, żółty chiński lampion. Załóżmy, iż jego średnica wynosi 70 centymetrów, czyli nasz lampion jest kulą o wymiarach, mniej więcej, typowego stolika kuchennego. A ponadto w odległości 75 metrów od lampionu znajduje się kamyk o rozmiarach średniej wielkości koralika lub grubego śrutu do mocnej wiatrówki. Czyli kamyk ten ma przekrój trochę ponad pół centymetra (6,4 mm). Możemy być pewni tego, że nie dostrzeglibyśmy tego kamyka stojąc obok lampionu. Jakkolwiek nie można wykluczyć, iż dokonałby tego ktoś o wybitnie sokolim wzroku.

Taką scenografię możemy sobie łatwo wyobrazić. Pokazuje ona model układu Słońce – Ziemia skonstruowany przy zachowaniu proporcji rzeczywistych rozmiarów wymienionych ciał niebieskich, oraz odległości między nimi. Ale Słońce i Ziemia są elementami dużo bardziej rozległej struktury, zwanej Układem Słonecznym. Dlatego w budowanym modelu wkomponujemy pomiędzy Słońcem i Ziemią jeszcze dwa kamyki. Jeden o rozmiarach prawie dokładnie takich, jak ten symbolizujący Ziemię, który umieścimy 20 metrów bliżej lampionu-Słońca, oraz kamyczek prawie dwukrotnie mniejszy od poprzednich, jeszcze kolejne 30 metrów bliżej. Kamyk i kamyczek w naszym modelu przedstawiają planetę Wenus oraz planetę Merkury. Ponadto Ziemia ma sporych rozmiarów naturalnego satelitę, czyli Księżyc, który przedstawiałoby ziarnko żwiru o grubości niecałych 2 mm, a znajdowałoby się ono w odległości 20 centymetrów od kamyka-Ziemi.

W kolejnym etapie budowy modelu potrzebny jest jeszcze jeden kamyk o wielkości, mniej więcej, połowy kamyka-Ziemi i położony od niego jeszcze o 40 metrów dalej, licząc od lampionu-Słońca.  W ten sposób nasz model zostałby uzupełniony o planetę Mars. Rzeczywisty Mars posiada dwa księżyce o nazwach działających mocno na wyobraźnię, bo nazywają się one Strach i Przerażenie (łac. Phobos i Deimos). Jednak w przyjętej dla naszego modelu skali nie można ich przedstawić, gdyż wynika z niej, że obiekt o średnicy wynoszącej 1000 km rzeczywistego wymiaru, posiadałby przekrój 0,5 milimetra. A Fobos i Dejmos to zaledwie kilkunastokilometrowe bryły skalne. Przy okazji księżyców Marsa warto przytoczyć dygresję. Otóż istnienie ich zostało „wykrakane” przez Jonathana Swifta w książce pt: „Podróże Guliwera”. I chociaż pierwsze wydanie tej książki ukazało się w 1726 roku, to astronomowie wypatrzyli te księżyce dopiero 100 lat później. Mars, jako ostatni z kamyków umieściliśmy w odległości 115 metrów od lampionu-Słońca.

Nasz model w tym stadium przedstawia tylko fragment rzeczywistego Układu Słonecznego, ale ponieważ mamy do dyspozycji wystarczająco rozległy plac, wobec tego możemy kontynuować budowę. Tak więc, w odległości 390 metrów od lampionu-Słońca i 315 metrów od kamyka-Ziemi umieścimy średniej wielkości pomarańczę, która przedstawia planetę Jowisz. W porównaniu do dotychczas zainstalowanych kamyków i kamyczków jest to gigant o średnicy ponad siedmiu centymetrów (7,2 cm).W rzeczywistym kosmosie Jowisz otacza kilkadziesiąt naturalnych satelitów (księżyce), ale w modelu możemy umieścić tylko cztery z nich (Io, Europa, Ganimed, Callisto), czyli tylko te, których rozmiary są wystarczająco duże. Niektórzy może wiedzą, że są to tzw. księżyce galileuszowe, czyli zaobserwowane po raz pierwszy przez Galileusza za pomocą układu soczewek (luneta). Księżyce Jowisza znajdowałyby się w różnych miejscach rozrzucone na odległości do 15 metrów od planety-pomarańczy. A 715 metrów od lampionu-Słońca i 640 metrów od kamyka-Ziemi znalazłaby się trochę mniejsza pomarańcza, a może jeszcze lepiej mandarynka o średnicy 6,0 cm, która przedstawiałaby planetę Saturn. Podobnie jak w przypadku Jowisza, prawdziwy Saturn otoczony jest gromadą kilkudziesięciu księżyców, ale ze znanych już powodów moglibyśmy zaznaczyć tylko pięć z nich (Tethys, Dione, Rea, Tytan, Japet). Saturnowy księżyc Tytan, obok księżyca Jowisza Ganimeda, to dwa największe tego rodzaju obiekty Układu Słonecznego. Ich rozmiary są o połowę większe od Księżyca ziemskiego i są także większe od planety Merkury. Większe rozmiary od ziemskiego Księżyca ma jeszcze tylko jowiszowy Callisto, natomiast jowiszowe Io i Europa mają rozmiary doń zbliżone. Imiennie wymienione, jak i pozostałe księżyce Saturna byłyby porozrzucane w odległości do 8 metrów od mandarynki-planety. Możemy nawet umieścić wokół mandarynki cieniutką wstążeczkę, która przedstawiała by nam pyłowe pierścienie Saturna. Znacznie dalej, bo nieomal 1,5 km od lampionu-Słońca znajdowałby się orzech włoski o średnicy jednego cala (2,5 cm). To byłaby planeta Uran. Gdybyśmy chcieli dojrzeć ten orzech z miejsca przy lampionie lub kamyku-Ziemi, nie byłoby to możliwe bez pomocy specjalistycznego, i to bardzo, oprzyrządowania optycznego. Prawdziwy Uran posiada sporo księżyców, a w naszym modelu moglibyśmy uwzględnić cztery z nich (Ariel, Umbriel, Tytania, Oberon). Wszystkie znane księżyce zgrupowane byłyby w odległości do jednego metra od orzecha-planety.

Najdalej od lampionu-Słońca, bo w odległości ponad dwóch kilometrów (2,2 km), znajdowałby się jeszcze jeden orzech włoski, tylko minimalnie mniejszy niż poprzedni. To byłby orzech-Neptun, czyli ostatnia „legalna” planeta Układu Słonecznego. A o takiej jednej która stała się od niedawna „nielegalną”(Pluton), będzie mowa nieco później. Jak wszystkie wielkie planety Układu, także Neptun posiada dość liczne grono księżyców, które skupiłyby się w odległości do 5 metrów od tego „orzecha”. Ale tylko jeden z nich moglibyśmy uwzględnić w naszym modelu, a mianowicie Trytona, którego średnica wynosi, mniej więcej, trzy czwarte średnicy Księżyca ziemskiego.

Gdybyśmy więc, stojąc przy ostatnim orzechu, spojrzeli w kierunku lampionu-Słońca, dostrzeglibyśmy zamiast sporej świecącej dużej kuli, tylko niewielką żaróweczkę.

Wymieniliśmy i uwzględniliśmy w ramach tak zbudowanego modelu główne obiekty struktury Układu Słonecznego. Musimy w nim przedstawić i uwzględnić jeszcze jeden rodzaj bardzo szczególnych i kłopotliwych obiektów. Nie są to ani planety, ani ich naturalne satelity (księżyce). Obiektem tym jest gruz kosmiczny, czyli pozostałości obłoku planetarnego, z którego uformował się Układ Słoneczny, a które nie zostały wykorzystane do budowy Słońca i planet i nie zostały dotychczas uwięzione w polach grawitacyjnych planet jako ich księżyce lub pyłowe pierścienie. Mowa jest o rumowisku skalno-lodowych odłamków o bardzo zróżnicowanych rozmiarach, uwięzionym grawitacją Słońca na orbitach okołosłonecznych, a które nazywamy planetoidami oraz kometami. Lód w strukturze komet i planetoid to nie tylko zamarznięta woda, ale także scalony dwutlenek węgla, cyjanowodór i inne związki zawierające np. węgiel i siarkę. Lód ten jest skażony radioaktywnym izotopem wodoru (tryt), który wytwarza się wskutek oddziaływania twardego promieniowania kosmicznego z molekularną strukturą lodu.

Najbliższy Słońcu i Ziemi pas planetoid przebiega między orbitami Marsa i Jowisza, mniej więcej dwa do trzech razy dalej niż Ziemia. Składa się on z nieokreślonej ilości, w większości niewielkich fragmentów gruzu skalnego. Oszacowano natomiast (w przybliżeniu), że nawet ok. milion tych fragmentów może mieć średnicę powyżej 1 km, z czego ok. 1000 sztuk posiada rozmiary zawierające się w przedziale 30-100 km, a ok. 200 sztuk to kolosy o średnicy powyżej 100 km.

Trzy największe planetoidy pasa planetoid, tj. Ceres, Pallas i Westa mają średnice o rozmiarach odpowiednio 460, 260 i 250 km i łącznie zawierają blisko połowę masy wszystkich planetoid w pasie. W naszym modelu moglibyśmy zaznaczyć taki pas planetoid np. szczyptami popiołu zupełnie mikroskopijnych rozmiarów, zagubionymi w pasie o szerokości 90 metrów, który zaczynałby się ok. 160 metrów od lampionu-Słońca, a kończył gdzieś w odległości ok. 250 metrów od niego. Grawitacja Jowisza wymiotła dotychczas oraz wymiata nadal dużą część planetoid (obecny pas jest resztówkową pozostałością znacznie większej ongiś tej struktury), niektóre z nich przechwytuje i wówczas stają się jowiszowymi księżycami, a pozostałe, nie wyrzucone jeszcze z pasa, grupuje w tzw. węzłach rezonansu. Rezonans taki powstaje wówczas, gdy okres obiegu planetoidy wokół Słońca stanowi wielokrotność takiego obiegu przez planetę Jowisz, czyli najczęściej są to rezonanse o proporcjach wyrażonych w liczbach całkowitych, np.:  2:1, 3:1, 3:2, 4:1. Pewna część planetoid porusza się na rezonansowej orbicie z Jowiszem o wartości 1:1. Szacuje się, że zbiorcza masa pasa planetoid to ok. 5,0% masy ziemskiego Księżyca, który z kolei ma masę ok. 1,2 % masy Ziemi. Niby to mało, ale zderzenie z Ziemią obiektu z pasa planetoid, którego rozmiar średnicy byłby  nie mniejszy niż 2,0 km, spowodowałoby globalny kataklizm i najprawdopodobniej zniszczyło znakomitą większość ekosystemu na planecie wraz z prawie wszystkimi istotami żywymi. Stąd też ważnym zadaniem obserwatoriów astronomicznych jest monitorowanie orbit poszczególnych planetoid, których trajektorie przebiegają bliżej Słońca niż orbita Marsa. Dotychczas zidentyfikowano i ustalono orbity dla kilkudziesięciu tysięcy takich obiektów. Morał z tego taki, że żadne niespodzianki nie są wykluczone, ale póki co, powinniśmy traktować pas planetoid tak, jak arsenał zardzewiałych niewypałów. Ale też bez jakiejś nadmiernej przesady, skoro zbiorcza masa pasa planetoid to około 5,0% masy naszego niespełna dwumilimetrowej średnicy ziarnka żwiru, czyli modelowego Księżyca. Powinniśmy być szczęśliwi z powodu, że Jowisz oraz Saturn, ci kosmiczni strażnicy Ziemi, mają tak duże rozmiary i swoją grawitacją albo wyrzucają planetoidy gdzieś na dalekie kresy Układu Słonecznego (efekt tzw. procy grawitacyjnej), albo trzymają je na uwięzi, aby obiegały Słońce po orbitach, w miarę odległych od naszej planety.

Kolejnym zbiorowiskiem takiego gruzu jest pas planetoid za orbitą Neptuna. Musiało ono otrzymać nazwę własną, aby można było odróżnić je od poprzedniego pasa. Zatem jest ono znane jako Pas Kuipera, oczywiście od nazwiska odkrywcy (Gerard Peter Kuiper – astronom amerykański holenderskiego pochodzenia). W naszym modelu byłby to obszar rozciągający się od 3 do 8 km od lampionu-Słońca. Niedawno Pas Kuipera wzbogacił się o jednego z największych swoich przedstawicieli, został nim Pluton i jego kilka księżyców, z których jedynie Charon mógłby być odrębnym pyłkiem w naszym modelu (Charon ma średnicę o rozmiarze ok. 1200 km, czyli  dwóch trzecich średnicy Plutona). Wynikało takie wzbogacenie z okoliczności, w której Pluton, mający dotychczas status planety, w 2006 roku decyzją Międzynarodowej Unii Astronomicznej (IAU) został go pozbawiony. Po prostu, zdaniem astronomów z ww. Unii był, jak na planetę, zbyt mały. Po tej degradacji stanowi obecnie wraz ze swoim największym księżycem (pozostałe cztery, dotychczas poznane, są znacząco mniejszych rozmiarów), ciasny układ dwóch planetek (planet karłowatych). W naszym modelu wspomniany układ planetek reprezentowany byłby przez ziarnko żwiru o średnicy nieco ponad 1mm (Pluton) oraz oddalone od niego o 1 cm drugie, trochę mniejsze ziarnko żwiru (Charon). Oba ziarnka umieścilibyśmy w odległości prawie 3 km od lampionu-Słońca. Szacuje się że w Pasie Kuipera mogą być nawet tysiące planetoid o rozmiarach większych niż 100 km, oraz nieoszacowana ilość obiektów o mniejszych rozmiarach. Dotychczas rozpoznanych zostało około tysiąca obiektów z tych większych obiektów, tych które znajdują się przy wewnętrznej krawędzi tego pasa. Bardziej odległe z nich są bowiem niewidoczne nawet przy użyciu wielkich teleskopów. Stąd wniosek, iż poza pojedynczymi przypadkami (Eris, Makemake, Haumea, Sedna, 2007 QR), żaden z pozostałych lokatorów Pasa Kuipera nie mógłby być uwzględniony w modelu.

Obydwa skrótowo przedstawione pasy planetoid są głównym rezerwuarem komet. Gdy któraś z planetoid, z powodu np. zawirowań w oddziaływaniach grawitacyjnych, zostanie wytrącona ze swojej, w miarę kołowej, stabilnej i dalekiej od Słońca orbity, i w wyniku takich perturbacji trajektoria jej orbity stanie się nazbyt ekscentryczna oraz silnie eliptyczna, to może w swoich fragmentach zacząć przebiegać w okolicach Słońca (i Ziemi). Jeśli jej tor będzie przebiegać bliżej niż wynosi dwukrotna odległość Ziemi od Słońca, zamarznięte frakcje planetoidy zaczną się ogrzewać i ulatniać (sublimacja). Planetoida będzie „parować”, a my będziemy mogli ją dostrzec jako kometę z towarzyszącym jej wówczas warkoczem ulatniających się cząstek i gazów. A jeśli już przeleci obok Słońca i oddali się od niego poza wspomniana graniczną odległość, warkocz zaniknie, bo kometa ponownie zamarznie. I jeśli kometa pojawia się cyklicznie, straci ona w końcu zbyt dużo tego lepiszcza, a jej struktura zrzeszotowieje, czyli kometa stanie się coraz bardziej „luźna”, tym samym  podatna na fragmentaryzację (rozpadnięcie). W ten sposób kometa gubi sukcesywnie swój ładunek materii.  Część takich fragmentów może zostać skierowana w kierunku Ziemi, choć  prawie wszystkie spalą się w atmosferze. Wówczas widzimy to zjawisko jako meteoryty. Kilka razy do roku są to prawdziwe deszcze meteorytów, gdyż grawitacja Słońca silnie odkształca dosłonecznie trajektorię  orbit takich szczątków. Ziemia znajduje się względnie blisko Słońca, i w swoim obiegu okołosłonecznym przecina kilka razy w roku te smugi złożone z odłamków  komet, tak więc na ziemskim niebie meteoryty są często obserwowanym zjawiskiem. Komety pochodzące z pasa planetoid, mają okresy obiegu wokół Słońca w granicach kilku lat, natomiast wywodzące się z Pasa Kuipera mają okresy obiegu kilkudziesięcioletnie lub dłuższe. Najbardziej znanym przedstawicielem tych ostatnich jest kometa Halley’a. Typowa kometa ma rozmiary w granicach kilkunastu lub kilkudziesięciu km. A to oznacza, że w naszym modelu nie możemy przedstawić komet, gdyż w przyjętej skali nie mogą być one widoczne. Niemniej, powinniśmy koniecznie pamiętać, że istnieją.

I wreszcie na najdalej wysuniętych rubieżach Układu Słonecznego znajduje się najbardziej rozległe zbiorowisko podobnych obiektów. Sięga ono prawie połowy odległości do najbliższej gwiazdy od Słońca. W skali właściwej dla naszego modelu musiałoby zatem sięgać do odległości 7.500 - 8.000 km i, oczywiście, na Ziemi nie znajdzie się plac o tak dużych rozmiarach. Musimy zrezygnować z jego zaznaczenia i pozostaje nam w tym przypadku do dyspozycji tylko wyobraźnia. Zbiorowisko  to określane jest jako Obłok Oorta lub Chmura Oorta, oczywiście także od nazwiska jego odkrywcy (Jan Hendrijk Oort astronom holenderski). Uważa się, że zawiera ono setki miliardów, a może bilionów planetoid, komet oraz zamarzniętych fragmentów z pyłów, gazów i kurzu. Najbliższa krawędź Obłoku w skali naszego modelu znajdowałaby się w odległości minimum 200 km od lampionu-Słońca. Gdy jakiś obiekt z Obłoku zabłądzi do wewnętrznych rejonów Układu Słonecznego, to z pewnością prędko tutaj nie powróci, gdyż poruszać się będzie po orbicie parabolicznej. Pełny taki obieg to grube tysiące, dziesiątki lub setki tysięcy lat. Tego rodzaju odwiedziny zdarzają się rzadko, jednym z ostatnich a widowiskowych obiektów była kometa Hyakutake, która przeleciała w okolicach Słońca w 1994 roku. Znacząca destabilizacja bodaj części tego zbiorowiska, jakim jest Chmura Oorta, spowodowana np. oddziaływaniem jakiegoś masywnego ciała niebieskiego, które zbliżyłoby się do rubieży Układu Słonecznego, mogłaby spowodować dosłownie „dopust boży” na planetach naszego Układu.

Na tym możemy zakończyć prezentację sąsiedztwa Ziemi.

Jeśli byśmy popatrzyli na ukończony już model Układu Słonecznego, ograniczając go do koła o trzykilometrowym promieniu, liczonym od lampionu-Słońca, zauważylibyśmy, że składałby się on głównie z olbrzymich obszarów pustki. Wystarczy przecież wyobrazić sobie, że w jednym miejscu zebraliśmy lampion, kamyki, kamyczki, żwir a nawet szczyptę popiołu, pomarańczę, mandarynkę i dwa orzechy. Wszystko razem zajęłoby na powierzchni takiego koła (ca 29 km kw.) miejsce o wielkości nie wartej wzmianki.

Należy mieć wszakże na uwadze, że naszkicowany model jest statyczny. W rzeczywistości jego wszystkie składniki znajdują się w ruchu (panta rei), poza rzecz jasna ruchem Słońca, które jest w stosunku do składników Układu Słonecznego „nieruchome’. Oczywiście także ono obiega (wraz ze swoimi planetami) centrum galaktyki zwanej Drogą Mleczną, ale trwa taki jeden obieg ca 250 milionów lat ziemskich, natomiast ten ruch Słońca jest „zauważalny” dopiero daleko spoza Układu Słonecznego.

Aby uzmysłowić sobie, że wszechświat to przede wszystkim nie planety i ich księżyce, gwiazdy czy galaktyki bądź innego rodzaju obiekty materii kosmicznej, ale głównie bezmiar „pustki”, zilustruję ten aspekt jeszcze jednym porównaniem.

Otóż wyobraźmy sobie, że nasze Słońce-lampion ze wstępu niniejszego tekstu znajduje się w odległości 1 metra od obserwatora (oczywiscie hipotetycznego) na Ziemi. Czyli że w takiej scenerii obserwator siedzi przy stole o szerokości 1 metra i patrzy na lampkę o rozmiarach (przekroju) niecałego centymetra (9,3 milimetra), bo taki właśnie rozmiar miałoby w proponowanej skali nasze Słońce. A w jakiej odległości od owego obserwatora znajdowałaby się kolejna najbliższa gwiazda, inna niż Słońce? Ano, w odległości circa 270 kilometrów. (Kilometrów!).

Czyli obserwator siedzi za tym stołem, dajmy na to w Warszawie, patrzy sobie na małą lampeczkę, a kolejna lampeczka znajduje się powiedzmy w Suwałkach. Albo obserwator w Krakowie, a ta kolejna w Koninie. Albo, analogicznie we Wrocławiu, a lampeczka w Nowym Targu, albo Rzeszowie a  lampeczka w Łodzi, albo w Zielonej Górze a takaż lampeczka w Częstochowie. Albo obserwator w Szczecinie a druga lampeczka w Toruniu, etc., etc.

Tylko że ta druga lampeczka to mało masywny i chłodny „czerwony karzeł” (Proxima w gwiazdozbiorze Centaura, trzeci składnik systemu gwiezdnego alfy Centaura), który świeci w oczach ziemskiego obserwatora mniej więcej 18 tysięcy razy słabiej niż Słońce. Natomiast  wydajność energetyczna tej gwiazdki (ilość emitowanej energii w jednostce czasu) stanowi 1/600 słonecznej (0,00167). Bo Proxima to chłodny, niezbyt masywny (12 procent masy Słońca), czerwony karzeł, który świecąc tak słabo, nie jest dostrzegalny gołym okiem.  Po to żeby zarejestrować jego widmo potrzeba profesjonalnego teleskopu. Proxima nie może dostatecznie ogrzać żadnej z ewentualnych swoich planet, a gdyby znajdowała się jakaś na bardzo ciasnej orbicie, nastąpiło by zjawisko podobne jak w układzie Ziemia – Księżyc, gdy oddziaływanie grawitacyjne znacznie masywniejszego składnika powoduje, iż składnik mniej masywny jest stale zwrócony do niego tą samą stroną. I ta strona planety byłaby spalana żarem, zaś strona odwrotna byłaby zamrożona. Dodam, że czerwone karły posiadają niestabilne atmosfery, które targane są gwałtownymi, acz chaotycznymi erupcjami ich warstw powierzchniowych. Erupcje te mogły by sięgać powierzchni bliskiej planety, co wymiatałoby z takiej planety atmosferę, jeśliby taka była.

A przecież Słonce nie znajduje się w najmniej zasobnym w gwiazdy rejonie Galaktyki. Oczywiście, nie znajduje się także w tym najbardziej zagęszczonym, powiedzmy że w  takim  średnio nasyconym  gwiazdami, nie będących składnikami skupisk zwanych mgławicami gwiezdnymi, ani też specjalnego miejsca jakim jest region wokół centrum naszej galaktyki (Zgrubienie Centralne), gdzie gwiazdy są upakowane nawet kilkadziesiąt razy ciaśniej niż w okolicy Słońca. Ale to byłby temat na zupełnie inne opowiadanie.

Już bardzo dawno temu zaszokowały mnie wspomniane proporcje. I być może dlatego stałem się amatorem-hobbystą najpierw astronomii, a z czasem astrofizyki.

I chociaż z przedstawionych proporcji odnośnie rozmiarów otaczającego nas świata pozaziemskiego łatwo można dojść do wniosku o znikomości znaczenia kamyka o nazwie Ziemia, to przecież właśnie na nim pojawiły się istoty, które wymienione w tekście struktury (oraz im podobne) zdolne są badać, rozpoznawać i zrozumieć ich funkcjonowanie.

 

 

 



tagi: ziemia i układ słoneczny 

stanislaw-orda
7 marca 2019 13:06
41     1570    13 zaloguj sie by polubić
komentarze:
stanislaw-orda @stanislaw-orda
7 marca 2019 14:51

Pełny tytułu notki miał mieć brzmienie: "Lepiej trzymajmy się Ziemi, niż bujajmy w obłokach",
no ale ...

zaloguj się by móc komentować

atelin @stanislaw-orda
7 marca 2019 15:37

Lubię kosmos i takie o nim opowieści.

Napisał Pan: "W skali właściwej dla naszego modelu musiałoby zatem sięgać do odległości 7.500 - 8.000 km i, oczywiście, na Ziemi nie znajdzie się plac o tak dużych rozmiarach. Musimy zrezygnować z jego zaznaczenia i pozostaje nam w tym przypadku do dyspozycji tylko wyobraźnia."

Jeszcze istnieją suche dna słonych jezior - mają rozmiary znacznie większe i nie wymagają uruchomiania wyobraźni, zdaje się, że służą do pobijania rekordów prędkości.

Ale konkluzja z Pańskiej notki przytłacza. Szkoda, że nie pamiętamy o tych "znaj proporcjum mocium panie" na każdym kroku.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @atelin 7 marca 2019 15:37
7 marca 2019 15:46

gwoli wyjasnienia:

w moim porównaniu chodzi o długość promienia dla orbity wokółsłonecznej,  o a nie o jakieś powierzchnie, które  mierzone moga być  w km kwadratowych.

zaloguj się by móc komentować

atelin @stanislaw-orda 7 marca 2019 15:46
7 marca 2019 15:58

Wiem, że chodzi o promień. https://pl.wikipedia.org/wiki/Bonneville_(jezioro) Na takim suchym dnie jeziora spokojnie zmieściłby się cały model Układu Słonecznego w przyjętych przez Pana proporcjach. Pozdrawiam.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @atelin 7 marca 2019 15:58
7 marca 2019 16:06

jesli chodzi o Ukłsd Słoneczny z przyległosciami (Chmura Oort, to nie zmieściłoby się - ). Natomiast gdy mowa o Solar System do  granicy orbity  Plutona, to oczywiscie nie potrzebne jest   dno słonego jeziora.  Ani dużego, ani nawet małego,chociaż małe byłoby  jak najbardziej  uzyteczne .Podałem, że  wówczas wystarczy obszar o pow. ok. 19 km kw., tj. koło o promieniu 3,0 km.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @stanislaw-orda 7 marca 2019 16:06
7 marca 2019 16:12

oczywiscie, powierzchnia to 29 km kw.

zaloguj się by móc komentować

MarcinD @stanislaw-orda
7 marca 2019 17:41

Ja też lubię tematykę astronomii i astrofizyki.

Przez całe moje życie Pluton był planetą. I nie mogę się ciągle przyzwyczaić do tego, że nagle "nie jest". Nie jest raptem od 2006, a tak jakby nigdy nie był. To taki dowód na to, jak wiele rzeczy jest umownych i decyduje o nich garstka ludzi zaledwie.

Dla mnie Pluton jest planetą Układu Słonecznego i już. I nie powinno się robić takich zmian, bo to jest trochę niepoważne.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @MarcinD 7 marca 2019 17:41
7 marca 2019 17:57

Pluton pozostał  planetą, ale określonej kategorii.  Zaliczono go do gatunku planet karłowatych (czyli planetek).

Publicystyczne kategorie medialne stosowane bez zrozumienia i kontekstu nie są kategoriami, które obowiązują w środowisku  astronomów.

Np. Słońce należy na obecnym etapie swojej ewolucji do gwiezdnej kategorii karłów. Za jakies 4 mld lat (ziemskich) zacznie ewoluowa, poprzez fazę podolbrzyma,  do kategorii olbrzyma, a potem, gdy utraci ok. połowy swojej masy, stanie sie odrębnym rodzajem obiektu gwiezdnego, tzw.   białym karłem (samo gpołe jądro  odarte z  powłok atosfery słonecznej).

vide: https://www.salon24.pl/u/dawidowicz/554682,dlaczego-slonce

zaloguj się by móc komentować

chlor @MarcinD 7 marca 2019 17:41
7 marca 2019 17:58

Amerykanie byli bardzo dumni z odkrycia Plutona, bo wcześniej znaczących sukcesów w astronomii nie mieli. Organizacja w której europejczycy byli w większości tak zmieniła kryteria, aby zrobić im na złość. Właściwie to był główny powód degradacji Plutona.

zaloguj się by móc komentować

MarcinD @stanislaw-orda 7 marca 2019 17:57
7 marca 2019 18:44

Ano właśnie, a wcześniej to niby kategoria planety karłowatej nie istniała? Albo nagle zmieniły się jakieś obiektywne kryteria? Nie, po prostu umówili się, że nagle po iluś tam latach stała się karłowata, więc dzieci w szkole już się nie uczą o 9 planetach, ale o 8. I to jest niepoważne.

zaloguj się by móc komentować

MarcinD @chlor 7 marca 2019 17:58
7 marca 2019 18:45

Tego nie wiem, ale jakiś powód był i na pewno nie miał nic wspólnego z Plutonem.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @MarcinD 7 marca 2019 18:44
7 marca 2019 18:48

Najwyraźniej przegłosowali idiotyzm demokratycznie, jak to często zdarza się  w postępowej  post-racjonalnej Europie.

Ale tak, między Bogiem a prawdą,czy  jaka to dla nas jakaś różnica?

zaloguj się by móc komentować

qwerty @stanislaw-orda
7 marca 2019 18:49

sposób obrazowania dystansów znakomity, na co dzień nie rozważamy problemów odleglości/metryk/klasyfikacji/... i takie liniowe podanie quasi skali wielkości przestrzeni poprawia nastrój; to jak z efektem emanowania fal elektromagnetycznych przez ludzki mózg - idą w przestrzeń i kresu/mety nie widać, fotony/inne też swój bieg bez końca uprawiają

zaloguj się by móc komentować

qwerty @stanislaw-orda 7 marca 2019 18:48
7 marca 2019 18:52

różnica żadna i jak Ziemia zostanie nazwana softkarłem przez 'uczone' gremium to dokładnie nic nie zmienia, a przyczyny dot. Plutona mogą okazać się bardzo ale to bardzo prozaiczne [ludzkie cechy]

zaloguj się by móc komentować

MarcinD @stanislaw-orda
7 marca 2019 18:58

A'propos samego tematu, to polecam obejrzeć sobie jedną z wielu dostępnych na YT animacji, pokazujących rozmiary znanych obiektów we Wszechświecie, od najmniejszego do największego.

Moim skromnym zdaniem jedne z ciekawszych to:

https://www.youtube.com/watch?v=5zoTYKylUIY

https://www.youtube.com/watch?v=i93Z7zljQ7I

 

W tematyce nazwijmy to dzisiaj popularno naukowej są też interesujące wizualnie animacje, np. na temat skali temperatur:

https://www.youtube.com/watch?v=J2BaK8Pt2iU

albo symulacje jakby wyglądały z Ziemi gwiazdy inne niż Słońce, gdyby znajdowały się w tej samej odległości:

https://www.youtube.com/watch?v=ANTYF6g2Q9A

albo porównanie rozmiarów czarnych dziur (też do ich mas):

https://www.youtube.com/watch?v=FBchtofZJSM

zaloguj się by móc komentować

chlor @MarcinD 7 marca 2019 18:58
7 marca 2019 19:53

No nie wiem. Dlaczego w tych symulacjach wszystkie słońca wschodzą i zachodzą w tym samym miejscu horyzontu? Dochodzą do zenitu po czym cofają się. Efekt oświetlenia dość słaby. Przecież w niektórych przypadkach piasek nagrzewał by się  do czerwoności, albo nawet ulegał stopieniu w południe.

zaloguj się by móc komentować

smieciu @MarcinD 7 marca 2019 18:58
7 marca 2019 19:54

Ten pierwszy filmik znakomicie obrazuje też że nasza wiedza jest jak plamki planet wobec wielkości Układu Słonecznego. W takim optymistycznym wypadku :)

Są oczywiście teorie, które mówią że Wrzechświat nie jest jakoś specjalnie pusty. Nie tylko są światy o większej ilości wymiarów (niż nasze 3, ale bez przesady, nie ma ich zbyt wiele ;) ) ale i też te trójwymiarowe są są tak skonstruowane że my ich nie widzimy... Choć właśnie mogą znajdować się tuż obok i dla niektórych z nich nasz świat jest widoczny.

Tak czy siak ogrom tego wszystkiego jest ... zasadniczo nie do wyobrażenia. I kto wie może nie warto sobie tym nadmiernie zawracać głowy. Zwłaszcza że ewidentnie tak to jest właśnie zbudowane by sobie tym głowy nie zawracać. Nawet na Marsa pewnie nigdy nie dotrzemy a co dopiero dalej. I pal licho że według mnie teorie Einsteina, ograniczenie do c, to bzdury. Nie zmienia to specjalnie wiele :)

zaloguj się by móc komentować

qwerty @smieciu 7 marca 2019 19:54
7 marca 2019 20:02

warto sobie tymi zagadnieniami zawracać głowy, oj, warto

zaloguj się by móc komentować

chlor @qwerty 7 marca 2019 20:02
7 marca 2019 20:20

Te pradawne marzenia socjalistów o tysiącach rozumnych cywilizacji w Kosmosie. A tu jak na na razie nawet mikroba-ufoludka nie znaleziono. Ani te cywilizacje nas nie szukają.

zaloguj się by móc komentować

smieciu @stanislaw-orda
7 marca 2019 20:31

Nie no oczywiście ciekawe. Do pewnych wniosków można dojść. Np. do takich że o ile „fizyczne” podróżne międzygwiezdne czy planetarne nie są możliwe to kto wie czy nie istnieją inne sprytniejsze sposoby. Zakładające przeniesienie naszej osobowości (czegoś częściowo znanego pod pojęciem duszy) w ciało gdzieś indziej. Ciało przystosowane do warunków panujących gdzieś indziej. Taka teoria jest naturalna. Nawet w nauce KK gdzie przecież dochodzi do opętań czyli przejęcia ciała przez byt skądinąd...

Dalszą naturalną i logiczną koleją rzeczy byłoby przyjęcie że bardziej zaawansowane cywilizacje zgłębiły ten temat i tak się wcielają w różnych ludków na Ziemi. Co wiele tłumaczyłoby :)

Dobra jeszcze raz polecam „Oni Żyją” Carpentera. Choć film ten może nie traktuje tego w ten sposób to świetnie oddaje ideę. Jeśli coś w tym jest to co robiliby w ramach swoich interesów przykładowo? Nie ważne zresztą. Film jest naprawdę fajny, w paru miejscach uderza w samo sedno. Można go różnie zinterpetować ale nie można uznać że jego pomysł jest głupi a już w żadnym wypadku że jest jedynie fikcją.

zaloguj się by móc komentować


chlor @smieciu 7 marca 2019 20:32
7 marca 2019 21:10

No nie wiem. Zwrócę uwagę na ten film, ale nie mam większych nadziei. Sądzę że wszechświat opiera się na konstrukcji bardzo prostej, choć nie da się wykazać naukowo jakiej. Twórcy z kultury protestancko-ateistycznej raczej nie dają rady. Choćby te ich wizje raju, w których przez tunel trafiamy do cudnej krainy, witani przez ulubione padłe kiedyś zwierzątka domowe i przodków. Każdy ma tam domek z ogródkiem.

zaloguj się by móc komentować

smieciu @chlor 7 marca 2019 21:10
7 marca 2019 21:36

Nie no, filmiku nie będziesz żałować :) Warto zwrócić też uwagę na to jak Carpenter dysponując niskim budżetem potrafi zrobić dobry film. Właściwie można go zakwalifikować jako klasę B, typowo nisokobudżetówkę ale dało się z tego sporo wycisnąć.

Wizja raju z ogródkiem też mnie nie przekonuje :) Tak swoją drogą to kto wie jak to było. Był sobie Lucyfer, siedział w tym ogródku i ... no odbiło mu ;) Ewentualnie znudziło się...

Ja w każdym razie zawsze myślałem że jakbym miał tak siedzieć z tymi zwierzątkami to chyba zeżarłbym to jabłko choćby z nudów :) No i teraz mam okazję tego żałować ;)

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda
7 marca 2019 21:46

Bardzo mi się podoba tytuł notki. Oczywiście miałam astronomię na studiach. Obowiązywał podręcznik prof Rybki. Zresztą profesor mieszkał niedaleko. We Wrocławiu oczywiście. Potem jeszcze go spotykałam pracując troszkę w PTMA w Krakowie gdzie przyjechał z racji jakiejś konferencji. 

.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @smieciu 7 marca 2019 19:54
7 marca 2019 22:56

Ale co takiego  miałoby wynikać z tego, że dla Ciebie teoria Einsteina to bzdura?

zaloguj się by móc komentować

MarcinD @chlor 7 marca 2019 19:53
7 marca 2019 23:03

Chodzi tu tylko o efekt wielkości. W porównaniu do naszego Słońca.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @chlor 7 marca 2019 20:20
7 marca 2019 23:04

Zawsze nadzwyczaj śmieszyła mnie  teza, iż oto  jacyś kosmicie fatygowali się przez  setki czy tysiące lat światła, aby   Ziemianom poustawiać jakieś piramidy z bloków skalnych, czy wykuć w kamieniu  jakies napisy, hieroglify,etc. Tak jakby ci kosmici niczego lepszego nie mieli do roboty u siebie.

Znałem i znam ludzi, którzy takie bajania brali  (i biorą)  serio.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @smieciu 7 marca 2019 20:31
7 marca 2019 23:07

Proszę nie wrzucać  tutaj tego rodzaju wątków.

Na swoim blogu wolnoc Tomku, ale ja tutaj mam nisko ustawiony próg tolerancji dla "zaawansowych cywilizacji,  innych wymiarów bytu" tudzież podobnych fantasmagorii. A filmu na pewno nie obejrzę. 

zaloguj się by móc komentować

MarcinD @smieciu 7 marca 2019 19:54
7 marca 2019 23:11

Gdyby program lotów kosmicznych z lat 60-tych trwał nadal, a nie został praktycznie zatrzymany, prawdopodobnie już byśmy dolecieli do Marsa. Przecież w ciągu 10 lat dolecieliśmy na Księżyc, a od tego czasu minęło już ponad 50.

Tylko, że z jakiegoś powodu powszechny postęp technologiczny w ostatnich 50 latach skupia się na elektronice użytkowej oraz internecie. Przynajmniej ten jawny. Nieraz mnie to zastanawiało, bo to naprawdę jest słabe. Ale pewnie wszystkie smart-sprzęty mają swoją poważną rolę do odegrania.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @MarcinD 7 marca 2019 23:11
8 marca 2019 03:37

Przetestowano w trakcie  programu "Apollo"systemy łączności jak też inne systemy służące przede wszystkim do zastosowań militarnych, zatem nie było już potrzeby kontynuowania kosztownego programu lotów załogowych na Księżyc.

Z kolei załogowa wyprawa na Marsa to w chwili obecnej misja z rodzaju kami-kaze, nie bardzo wiadomo czemu mająca służyć, poza zaspokojeniem ludzkiej pychy i   próżnej ciekawości telewizyjnych fanów sensacji.

zaloguj się by móc komentować

MarcinD @stanislaw-orda 8 marca 2019 03:37
8 marca 2019 08:06

Krótko mówiąc szansa na nią będzie dopiero w sytuacji kolejnego wieloletniego konfliktu na skalę globalną. W czasach pokoju sprzedajemy ludziom inne marzenia.

zaloguj się by móc komentować

MarcinD @stanislaw-orda 8 marca 2019 03:37
8 marca 2019 08:08

A moja odpowiedź była komentarzem w kwestii zdolności ludzi do lotu na Marsa w funkcji czasu, który upłynął od lotu na Księżyc. To czy i po co, to już oczywiście inna sprawa.

zaloguj się by móc komentować

bendix @stanislaw-orda 8 marca 2019 03:37
8 marca 2019 08:17

W sumie masz rację ale może tak jak przy lotach na Księżyc rozwiną jakieś nowe technologie i to wtedy ma sens. Tylko taki.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @bendix 8 marca 2019 08:17
8 marca 2019 08:51

Przetestowali długotrwałe stany nieważkosci na MSK. Wielomiesięczny pobyt w stanie nieważkosci skutkuje  atrofią mięśni i de facto trwałą dysfunkcją organizmu. Ograniczyli pobyt na MSK maksymalnie do półrocznych turnusów, ale to spory obiekt i pomiescił salkę do ćwiczeń siłowych, co okazało się dosyć skutecznym panaceum na skutki nieważkości. 
No, ale do Marsa trzeba by lecieć w te i nazad dużo dłużej, a do tego jeszcze tam na miejscu  prawie roczny pobyt w oczekiwaniu na "okno czasowe" startu  w kierunku Ziemi. No i trzeba siedzieć cały czas tam za osłonami przed promieniowaniem UV i innym kosmicznym paskudztwem, bo nie ochroni zbyt rzadka atmosfera. A  grawitacja 2,5 raza mniejsza niż ziemska. I gdyby coś nie wyszłoby  ze startem powrotnym, to kaputt, zakładając, że w ogóle dolecą i wylądują bez problemów.

Tak więc, jaki jest sens aby tam wysyłać ludzi? 

zaloguj się by móc komentować

atelin @MarcinD 7 marca 2019 18:44
8 marca 2019 08:54

I w tym momencie powinien się saturn9 wypowiedzieć. ;-)

zaloguj się by móc komentować

qwerty @chlor 7 marca 2019 20:20
8 marca 2019 20:14

Nie te obszary zainteresowań miałem na myśli

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @stanislaw-orda 8 marca 2019 08:51
8 marca 2019 22:14

To jest ciekawe, bo dorastałem w czasach podboju kosmosu. Zanim zapoznano już orbitę, to na Ziemi zdetonowano bomby A i H. Stąd musiało być jakieś pojęcie o ochronie przed UV i innym. Tak sądzę. Pamiętam filmy z przygotowań do pracy w stanie nieważkości - kandydaci w basenie obciążeni do zerowej wyporności. Ciekawe: czy znaleźli się ochotnicy, aby przez pół roku (ziemskiego) nie wychodzić z basenu ?

:)

Pozwolę sobie zamarzyć: wysyłam na Marsa parę: małą (gupik ?) rybkę w kosmicznym akwarium (a) i najmniejszego ssaka żyjącego w wodzie (ale oddycha powietrzem) też w akwarium (b - z powietrzem). W pierwszym locie zawracają (t.j. my ich zawracamy) wokół czerwonej planety i szczęśliwie lądują żywe. Porównujemy z rodzeństwem, którym opiekowaliśmy się na Ziemi.

W tańszym wariancie wysyłam tylko jedną żabę.

Bez sensu.

:)

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @MarekBielany 8 marca 2019 22:14
8 marca 2019 23:54

Problem polega na tym, że NASA to spora instytucja z olbrzymim budztem i tysiacami "na etacie" oraz tysiącami na zleceniu przy realizacji poszczególnych programów. Ona, jak wszelkioe instytucje,  musi znaleźć sens zatrudniania tej armii ludzi, którzy chcą jeść, mają kredyty do spłacenia i dzieci na drogich studiach. Musi znaleźć uzasadnienie czyli musi "racjonalizować" najbardziej odjechane koncepcje. W końcu czyz  jie po to ludzie koncza studia, aby potrafić to wasnie czynić?

Tak więc z tego, między innymi, względu suflowane są przez pracowników i współpracowników NASA -  a często są nimi uznani naukowcy, a zatem traktowani przez innych jako autorytety w kwestiach, w których się wypowiadają - rozmaite "newsy" o egzoplanetach, o "kolonizacji Marsa", o mozliwosciach eksploracji kosmosu, a juz zwłaszcza działa na wyobraźnieszukanie "drugiej Ziemi".

To odmiana alchemii intelektualnej, gdyz np.  czasach trochę bardziej odległych rozmaici władcy niemało grosza przeznaczali na poszukiwanie metody zamieniania , dajmy na to ołowiu w złoto.

Zatem nie ma co się dziwić, że i politycy są skłonni, z rozmaitych powodów, choś najczęściej zupełnie prozaicznych ( np. ich bliscy krewni są pozatrudniani w placówkach NASA), wydawać środki z podatków na owa alchemię.

A przecież przy obecnej technologii lot do najbliższego systemu gwiezdnego trwałby kilka dziesiątek tysięcy lat i to w jedna stronę.

Zapomnijmy wiec o drugiej Ziemi, a zresztaą dobry Bóg wiedział co robi, odgradzając inne światy takim bezmiarem  przestrzeni, gdyz  chyba powinno wystarczć całkowicie, że niszczymy własną planetę , zatem  wara nam od niszczenia tych innych.

 

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @stanislaw-orda 8 marca 2019 23:54
9 marca 2019 00:07

Dlatego w eksperymencie proponowałem tylko okrążenie wokół czerwonej planety i szczęśliwy powrót - żaby.

:)

Z żabiej, to nie ma nic gorszego jak strumień - mamony. To jest tych kartek z obrazkami.

:)

zaloguj się by móc komentować


przemsa @stanislaw-orda
9 marca 2019 06:34

Fajnie napisane, ciekawe. Dzięki.

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować