-

stanislaw-orda : unukalhai (unuk.al.hayah@gmail.com)

Modlitwa Św. Heleny do Trzech Króli

Waugh Arthur Evelyn St. John
https://pl.wikipedia.org/wiki/Evelyn_Waugh

tłumaczyła:
Ewa Gieratowa (Bronxville, NY)

 

„Podobnie jak ja - przybyliście późno. Pasterze byli tu już dawno, nawet i bydło. Dołączyli się do chórów anielskich, zanim wy jeszcze zdecydowaliście się ruszyć w drogę. Dla was naruszony został odwieczny porządek przestworzy i nowe wyzywające światło zabłysło wśród zdziwionych gwiazd.

Jakże pracowicie przybywaliście - zatrzymując się, obliczając - gdy pasterze od razu przybiegli tu boso. Jak dziwacznie wyglądaliście w drodze ze swym egzotycznym orszakiem, z niedorzecznymi darami. Dotarliście wreszcie do ostatniego etapu i gwiazda zatrzymała się nad wami.
 

Coście wówczas zrobili? Złożyliście wizytę Herodowi, wymieniając śmiertelne komunały, od których zaczęła się święta wojna motłochu i urzędów z niewinnością. Ale jednak przyszliście i nikt was nie odtrącił. Dla was również znalazło się miejsce przed żłobkiem, a wasze niepotrzebne. dary zostały przyjęte, bo ofiarowaliście je z serca. W tym nowym porządku miłości, który się właśnie narodził i wy macie swe miejsce. Nie byliście gorsi w oczach świętej Rodziny, niż wół i osioł.
 

Jesteście patronami wszystkich późno przybywających uciążliwie wędrujących ku prawdzie - których dezorientuje wiedza i filozofowanie, którzy z uprzejmości potrafią stać się współwinnymi i którym zagrażają własne ich talenty i zdolności.
 

Przez Tego, który nie odrzucił waszych dziwnych darów, módlcie się za ludzi uczonych, wysubtelnionych, zawiłych. Niech i oni zmieszczą się wśród klękających na słomie. Niech nie będą zapomniani przed tronem Boga, gdy prostaczkowie przyjdą do swego królestwa.”

(za: ZNAK nr 3 (43), 1958)

ponadto:

http://stanislaw-orda.szkolanawigatorow.pl/medrcy-swiata-monarchowie


 



tagi: epifania 

stanislaw-orda
6 stycznia 2019 13:27
71     1668    12 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Grzeralts @stanislaw-orda
6 stycznia 2019 14:31

Piękna modlitwa.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @stanislaw-orda
6 stycznia 2019 14:32

Zastanawiajace, iż dotychcczas w Polsce nie przełożono książki E. Waugha o Edmundzie Campionie, męczenniku i błogosławionym Kościoła Katolickiego.  Tak wielu u nas  anglistów, tak dużo oficyn wydawniczych, a książka wydana w 1957 r. nie doczekała się polskiego przekładu. Kto trzyma szlaban na tego rodzaju polityce wydawniczej?

Czyżby fobia antyjezuicka napędzała az do dzisiaj nadwislańską  masonerię religijną i antyreligijną?

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @stanislaw-orda
6 stycznia 2019 14:54

Dziękuję 

.

 

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @stanislaw-orda
6 stycznia 2019 15:09

Jakby tu powiedzieć. Evelyn Waugh był konwertytą na katolicyzm i bardzo aspirującym do brytyjskiej arystokracji potomkiem "rzetelnych protestantów". Ożenił się z córką starej brytyjskiej rodziny katolickiej Herbertów mimo sprzeciwów rodziny panny młodej. Był bardzo "intelektualny" w swoich dziełach i niektóre jego książki były bardzo popularyzowane po II WW przez brytyjską telewizję. Co winno dać do myślenia. Pod koniec wojny był wysłany do towarzystwa Randolphowi Churchillowi synowi Winstona w jego "misji" do Jugosławii do partyzantki Tito. Która miała mu się nie podobać. Ale pojechał i służył.
Wydaje się, że najciekawsza byłaby dla nas jego książka z podróży po Meksyku w roku 1938- już po utopieniu we krwi powstania Cristeros.

Nie wiem, co sądzić o tej "modlitwie". Może Anglicy z wyższych sfer ją zrozumieją.

Natomiast może zacytuję Papieża Leona Wielkiego ( z aPCh24.pl ) :"... Leon Wielki,  papież, pouczał w homilii na święto Objawienia Pańskiego, że złoto było symbolem królewskości Chrystusa, ten kruszec bowiem zawsze kojarzył się z władzą, potęgą, bogactwem. Przynależał się on także Jezusowi jako Królowi królów, Temu, który posiadł władzę ponad wszelkim stworzeniem. Kadzidło miało symbolizować Jego boskość, bowiem dym ze spalanej na ołtarzu ofiarnym aromatycznej żywicy unosił się ku górze, ku niebu, które nawet u ludów pogańskich kojarzyło się z siedzibą  bogów. Ale innych bogów nie ma, jak uświadamiał swoich współczesnych Paweł Apostoł, jest tylko jeden Bóg.

Wreszcie mirrę w postaci przyrządzonego balsamu używano w obrzędach pogrzebowych. W tym przypadku mirra symbolizowała ludzką naturę Chrystusa, bowiem właśnie mirrą miało być namaszczone Jego ciało po śmierci, a przecież jako człowiek Jezus umarł....".

Jeśli chodzi o drogę, którą Mędrcy jechali do małego Jezusa, to również wg artykułu pana Jana Gacia z PCh24.pl :'...U Mateusza czytamy, że Mędrcy ze Wschodu przybyli wpierw do Jerozolimy, a nie do Betlejem i tam, w Świętym Mieście, rozpytywali o miejsce narodzin Mesjasza. Wniosek stąd taki, że wyruszyli oni znad Eufratu, a nie z Arabii Szczęśliwej, bo pierwszym dużym miastem na szlaku z rejonu Zatoki Perskiej była po Damaszku właśnie Jerozolima. Tak zatem postępowali tą samą drogą, jaką siedemnaście wieków wcześniej przemierzał Abraham po wyjściu z miasta Ur w Charanie w wędrówce do kraju, który ci ukażę (Rdz 12,1), by użyć słów Jahwe....".


Jak dla mnie, to ta Modlitwa św. Heleny Evelyna Waugh jest lekko depresyjna ale za to kokieteryjna intelektualnie:))) W planach zbawienia nic nie dzieje się "późno" w sensie "gorzej".

Ale sama postać Evelyna Waugh bardzo ciekawa i warta analizy. Wiele pytań w związku z jego drogą życiową i otoczeniem towarzyskim.

https://www.pch24.pl/zloto--kadzidlo-i-mirra------------------------------,20313,i.html

zaloguj się by móc komentować

boson @pink-panther 6 stycznia 2019 15:09
6 stycznia 2019 15:18

dodałbym jeszcze miejsce i czas publikacji - znak, 1958

a owa Robbery under law : the Mexican object-lesson1940

nie wznawiana...

https://www.amazon.co.uk/Robbery-under-law-Mexican-object-lesson/dp/B00086YIQ8/ref=sr_1_1?s=books&ie=UTF8&qid=1546784223&sr=1-1&keywords=Robbery+Under+Law+evelyn

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @pink-panther 6 stycznia 2019 15:09
6 stycznia 2019 15:31

Betlejem judzkie to były południowe przedmieścia Jerozolimy, ok. 8 km od Pałacu Heroda.

Mędrcy podróżowali z Sippar (80 km na północ od Babilonu) "szlakiem jedwabnym"  biegnącym potem przez Damaszek i do portów fenickich na Morzu Sródziemnym. Niewykluczone, że wcześniej skręcili północnym skrajem Morza Tyneriadzkiego (jezioro Genezaret) na Pereę,  skąd było niespełna 100 km do Jerozolimy.

zaloguj się by móc komentować

boson @pink-panther 6 stycznia 2019 15:09
6 stycznia 2019 16:22

poprawka - owa Robbery under law: the Mexican object-lesson miała jednak drugie wydanie w 1999.

dwie ciekawostki:

1. Waugh's trip to Mexico was financed by the Cowdray Estate, which held extensive interests in Mexican oil and had suffered heavy losses due to the nationalization.

https://en.wikipedia.org/wiki/Robbery_Under_Law

2. W tym samym roku pojechał do Meksyku, ponoć na zlecenie Watykanu, G. Greene!

Też napisał raport: https://en.wikipedia.org/wiki/The_Lawless_Roads

i można go przeczytać w sieci:

https://archive.org/details/GreeneGrahamTheLawlessRoads/page/n3

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @stanislaw-orda 6 stycznia 2019 15:31
6 stycznia 2019 16:22

Czyli w sumie "musieli" przez Jerozolimę.

Przyznam, że z "brytyjskich pisarzy katolickich" był mi znany trochę Graham Greene, też konwertyta. Też dużo podróżował po egzotycznych krajach a docent wiki pisze, że nawet "był zaangażowany w działalność szpiegowską na rzecz Wielkiej Brytanii".T też jego książki były wydawane w PRL przez PAX i to regularnie. Czyli "nie był niebezpieczny", zwłaszcza kiedy pokazywał pijanego "ożenionego przymusowo" księdza w Meksyku pod rządami  partii, która "pierwsza uznała ZSRR".

A tego Evelyna Waugh kojarzyłam z daleka jako "wybitnego pisarza brytyjskiego" i nic poza tym.
Więc dzięki za przywołanie tej postaci, bo on nawet ciekawszy niż Graham Greene.  Najpierw w roku 1928  ożenił się z jedną wesołą panienką z wyższych sfer brytyjskich "po anglikańsku" ( w kościele św. Pawła ) ale wesoła panienka po podróży poślubnej do Egiptu oświadczyła młodemu mężowi, że właśnie ich wspólny znajomy John Heygate "został jej kochankiem" i zszokowany Evelyn wniósł o rozwód w 1929.
A w 1930 r. "został przyjęty na członka Kościoła Katolickiego". Brak info na temat przyczyn takiej konwersji. W 1936 r. ożenił się po długich staraniach o anulowanie poprzedniego małżeństwa z panienką ze starego rodu katolickiego, której tatko był arystokratą, żołnierzem, dyplomatą i oczywiście - szpiegiem brytyjskim, lub jak kto woli "oficerem wywiadu", który m.in "załatwiał niepodległość Albanii"- sir Aubrey Herbert, którego ojciec z kolei, 4-ty Earl of Carnarvorn Henry Herbert był dwukrotnie Sekretarzem Stanu ds Kolonii w rządach Premiera Disraeliego. I przy okazji w drzewku genealogiczym wychodzi, że pierwsza żona Evelyna Waugh była córką Lady Winifred Herbert, najstarszej córki Earla Carnarvorn a druga była córką jego syna z drugiego małżeństwa.
Normalnie "wszystko w rodzinie".
W tych okolicznościach przyrody przeczytanie jakichś książek Evelyna Waugh uważam za "obowiązek patriotyczny:)))

 

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @boson 6 stycznia 2019 16:22
6 stycznia 2019 16:24

Dzięki za info. I dzięki za te fascynujące informacje o zleceniodawcach podróży obu tych niezwykłych Brytyjskich katolików. Po prostu bezcenne.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @boson 6 stycznia 2019 16:22
6 stycznia 2019 16:44

Znalazłam w sieci dojście do książki "Robbery under Law", niestety po angielsku.

https://archive.org/details/WaughEvelynRobberyUnderLawTheMexicanObjectLesson/page/n3

zaloguj się by móc komentować

boson @pink-panther 6 stycznia 2019 16:44
6 stycznia 2019 16:47

dziękuję - polskich tłumaczeń tych dwu pozycji chyba w ogóle nie ma...

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @pink-panther 6 stycznia 2019 16:22
6 stycznia 2019 17:01

Mnie zastanawia skąd się w Anglii wzięły "bogate stare rody katolickie" po tylu wiekach prześladowań i zaciekłego tępienia papistów. Pomijmy Anglię, wystarczy popatrzeć na Irlandię co tam robili z katolikami. A tutaj proszę, mamy stare rody katolickie, uznane w "society" i w dodatku bogate. Coś mi tutaj nie gra.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @mniszysko 6 stycznia 2019 17:01
6 stycznia 2019 17:12

biednym zawsze wiatr w oczy, a bogatym przeciwnie

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @stanislaw-orda 6 stycznia 2019 17:12
6 stycznia 2019 17:35

Ja mam podejrzenia, że ta "katolickość" jest przyszywana. Przez cały XVII i XVIII wiek z przerwami katolicy w sferach "society" byli źle widziani. Aby utrzymać majątek, trzeba robić interesy. W Anglii na robienie interesów na taką skalą musiało być przyzwolenie. Jak więc ci bogaci katolicy w owym czasie przeżyli?  Ja tutaj piszę o tych, którzy przez sam swój status byli wystawieni na widok publiczny a po kryjomu w takim kraju jak Anglia chyba było rzeczą niemożliwą się bogacić i utrzymywać swój status majątkowy w nieświadomości innych. No więc jak to było? 

zaloguj się by móc komentować

qwerty @mniszysko 6 stycznia 2019 17:35
6 stycznia 2019 19:36

to 'przyszywanie' stanowi element odwracania uwagi i budowania scenografii społecznej [iluzja], to jak z systemem wielopartyjnym w prl-u: sd, zsl, pzpr i jest system wielopartyjny, kto zaprzeczy ten nie umie liczyć do trzech

zaloguj się by móc komentować

qwerty @mniszysko 6 stycznia 2019 17:35
6 stycznia 2019 19:40

a w RP? 1995r. US Stare Miasto [ten od Układu zamkniętego] "Pan ma dużo pieniędzy a my tutaj mało zarabiamy...", 2000r. UKS Kraków "i jeszcze jest Pan katolikiem chodzącym co tydzień do Kościoła, przez takich jak Pan do Europy nie możemy wejść..." formy ustrojów 'totalnych' są rózne ale wszystkie zawsze mają doskonale wytypowane ofiary do likwidacji/eliminowania

zaloguj się by móc komentować

Krzysztof5 @stanislaw-orda
6 stycznia 2019 20:20

 Waugh i inni

P. Johnson-Intelektualisci

 

 Odlot rozumu

Pod koniec II wojny światowej nastąpiła znacząca zmiana w dążeniach świeckich intelektualistów, przesunięcie akcentu z utopizmu na hedonizm. Przesunięcie to, zrazu bardzo powolne, później nabrało tempa. Początki tego procesu najlepiej można prześledzić rozpatrując poglądy i stosunki między trzema pisarzami angielskimi, urodzonymi w roku 1903. Są to: George Orwell (1903-1950), Evelyn Waugh (1903-1966) i Cyril Connolly (1903- 1974). Dałoby się ich określić jako: Starego Intelektualistę, Antyintelektualistę i Nowego Intelektualistę. Waugh zaprzyjaźnił się z Orwellem dopiero wtedy, gdy autora Folwarku zwierzęcego dosięgła śmiertelna choroba. Waugh i Connolly spierali się ze sobą całe dorosłe życie. Orwell i Connolly znali się od czasów szkoły. Każdy z tych pisarzy patrzył ostrożnie, sceptycznie, czasem z zazdrością na pozostałych. Connolly, odczuwający osobiście niepowodzenia całej trójki, napisał pełen żalu nad sobą dwuwiersz na egzemplarzu Wergiliusza, który podarował krytykowi teatralnemu T. C. Worsleyowi: „W Eton uczył się z Orwellem, Waugh z nim studiował w Oksfordzie. Potem nikim pozostał, tak jak przedtem był nikim"1. Było to jednak dalekie od prawdy. Pod pewnymi względami okazał się najbardziej wpływowy spośród nich trzech. ... Evelyn Waugh, na przykład, nigdy nie przestał doceniać znaczenia czynnika irracjonalnego w życiu. Nawiązał korespondencję z Orwellem i odwiedził go w szpitalu; gdyby Orwell żył nadal, przyjaźń ich z pewnością by się rozwinęła. Przede wszystkim doszli do wspólnego wniosku, że pisarz, którego podziwiali, P. G. Wodehouse, nie powinien być represjonowany za swe nierozsądne (ale zupełnie nieszkodliwe w porównaniu z Ezrą Poundem) wojenne audycje radiowe. W tej sprawie obaj, Orwell i Waugh, nalegali, by jednostka okazała się ważniejsza od abstrakcyjnego pojęcia sprawiedliwości ideologicznej. Waugh szybko uznał Orwella za potencjalnego zdrajcę szeregów inteligencji. Notował w swym dzienniku pod datą 31 sierpnia 1945: „Zjadłem dziś obiad z moim komunistycznym kuzynem Claudem [Cockburnem], który ostrzegał mnie przed literaturą trockistowską, tak więc przeczytałem z dużą przyjemnością Folwark zwierzęcy Orwella"13. Podobnie uznał siłę oddziaływania Roku 1984, choć uważał za nieprawdopodobne, by nie przetrwał duch religijny, który by stawił opór odmalowanej przez Orwella tyranii. W swym ostatnim liście do Orwella, z 17 lipca 1949, Waugh podniósł tę sprawę dodając: „Niech pan patrzy, tak mnie pańska książka podnieciła, że zaryzykowałem wygłoszenie kazania"14. Jeśli Orwell z oporem i opóźnieniem przyjął niepowodzenie utopii z racji istotnego absurdu ludzkiego postępowania, to Waugh podtrzymywał krzykliwie taką opinię przez większą część swego dorosłego życia. Rzeczywiście, żaden wielki pisarz, nawet Kipling, nigdy nie przedstawił lepiej postawy antyintelektualnej. Waugh, podobnie jak Orwell, wierzył w doświadczenie osobiste, w poznanie sprawy własnym okiem, będąc przeciwny teoretycznemu fantazjowaniu. Warto odnotować, że chociaż nie starał się, jak Orwell, żyć wraz z ludźmi gnębionymi, był jednak nałogowym podróżnikiem i odwiedzał często odległe i trudno dostępne rejony. Waugh spotkał wielu ludzi, był uczestnikiem wielu wydarzeń i miał zarówno praktyczną, jak i książkową wiedzę o świecie. Pisząc o sprawach poważnych, Waugh wykazywał nadzwyczajny szacunek dla prawdy. Jedno z jego dzieł politycznych, opis meksykańskiego reżimu rewolucyjnego, zatytułowany Robbery Under Law (1939), poprzedza apel do czytelników. Wyjaśnił w pełni i dokładnie, co uprawniło go do pisania na ten temat i jak wydało mu się to nie odpowiadające wymaganiom. Zwrócił uwagę na książki tych autorów, których poglądy były odmienne niż jego własne, i ostrzegł czytelników, by nie opierali swoich opinii o tym, co się dzieje w Meksyku, tylko na jego relacjach. Waugh podkreślał, że boleje nad literaturą „zaangażowaną". Czytelników, jak pisał, „znużeni przywilejem istnienia wolnej prasy", postanowili „narzucić sobie dobrowolną cenzurę", organizując kluby książki - miał na myśli Klub Książki Lewicowej (LBC) Gollancza - będą więc „zupełnie pewni, że cokolwiek przeczytają, będzie napisane z zamiarem potwierdzenia ich dotychczasowych poglądów". Oddając sprawiedliwość swoim czytelnikom, Waugh uznał za słuszne podsumować własne przekonania. 254 Pisał, że jest konserwatystą i wszystko, co zobaczył w Meksyku, umocniło jego poglądy. Człowiek z natury swojej „jest wygnańcem na tej ziemi i nigdy nie będzie ani samowystarczalny, ani doskonały". Sądził, że szanse człowieka na osiągnięcie szczęścia „nie są bardzo pomniejszone przez warunki polityczne czy ekonomiczne, w jakich człowiek żyje", i że nagłe zmiany w położeniu człowieka zwykle pogarszają sprawy, „a bronią ich źli ludzie, powodowani złymi zamiarami". Waugh wierzył w rząd: „Ludzie nie mogą żyć razem nie kierując się zasadami", które jednak „winny ograniczać się do minimum bezpieczeństwa". „Żadna forma rządu dana przez Boga ... nie jest lepsza od innej", a jeśli „anarchiczne elementy społeczeństwa" są zbyt silne, to „trzeba zająć się jedynie utrzymaniem pokoju". Według Waugha nierówności bogactwa i stanowisk są „nieuniknione", przeto „dyskusje nad korzyściami ich usunięcia są bez znaczenia". Faktycznie ludzie „z natury rzeczy dopasowują się do systemu klasowego", jest on bowiem „konieczny dla pracy zespołowej". Wojna i podbój są także nie do uniknięcia. Sztuka jest naturalną funkcją człowieka i „zdarza się", że największa sztuka powstaje „w systemach tyranii politycznej", chociaż, jak pisał Waugh, „nie sądzę, by wiązała się ona z jakimś szczególnym systemem". W końcu Waugh oświadczył, że jest patriotą w tym sensie, że nie uważa, by brytyjski dobrobyt komuś innemu koniecznie szkodził, ale jeśli tak się zdarzyło, to „chcę, by Wielkiej Brytanii dobrze się wiodło, a nie jej rywalom". Waugh opisał więc aktualny stan społeczeństwa i jakie w nim winny nastąpić zmiany oraz własne stanowisko. Oczywiście miał swoją wyidealizowaną wizję tego społeczeństwa, ale będąc antyintelektualistą bez skrępowania przyznawał, że nie jest ona możliwa do urzeczywistnienia. Jego idealne społeczeństwo, opisane we wstępie do książki opublikowanej w roku 1962, miało cztery warstwy. Na szczycie było „źródło zaszczytu i sprawiedliwości". Tuż poniżej byli „mężczyźni i kobiety, których władza pochodzi z góry, a są oni strażnikami tradycji, moralności i przyzwoitości". Muszą być „gotowi do poświęceń", ale są zabezpieczeni „przed zarazkami korupcji i ambicji dzięki dziedzicznemu władaniu", są „karmicielami sztuk i cenzorami obyczajów". Poniżej znajdują się „klasy przemysłu i wykształcenia", ćwiczone od dzieciństwa „w obyczajach uczciwości". Na samym dole zaś wyrobnicy ręczni, „dumni ze swoich umiejętności i związani z tymi, którzy są wyżej, wspólną wiernością dla monarchy". Waugh wyciągał w końcu wniosek, że idealne społeczeństwo unieśmiertelnia siebie: „W ogóle to człowiek jest najlepiej przystosowany do tych zadań, które widział wykonywane przez swego ojca". Jednakże taki ideał „nigdy w historii nie istniał ani istnieć nie będzie", zresztą „co roku oddalamy się od niego coraz bardziej". Mimo wszystko Waugh nie był defetystą. Nie wierzył bowiem, jak mówił, w opłakiwanie, a później bicie pokłonów przed duchem epoki: „duch epoki jest duchem tych, którzy go tworzą, i im silniejsze są wyrazy sprzeciwu wobec panującej mody, tym większe prawdopodobieństwo zawrócenia go z drogi ku zgubie"15. Waugh stale i odpowiednio do swego olbrzymiego talentu „sprzeciwiał się panującej modzie". Jednakże wyznając takie poglądy, oczywiście powstrzymywał się od udziału w polityce jako takiej. Ujął to następująco: „Nie pragnę doradzać memu władcy w wyborze jego sług"16. Sam unikał polityki. Ubolewał również, że tak wielu z jego przyjaciół i współczesnych, nie tylko Cyril Connolly, uległo w latach trzydziestych duchowi epoki, zdradziło literaturę i oddało się politykowaniu. Connolly fascynował Waugha, który pisał o nim w kilku swoich książkach i w sposób błyskotliwy komentował wypowiedzi Connolly'ego. Skąd takie zainteresowanie Connollym? Były tego dwa powody. 255 Po pierwsze, Waugh uważał Connolly7 ego za godnego uwagi z powodu znakomitego dowcipu i umiejętności „ujmowania w lapidarnej formie, zdanie po zdaniu, rozkosznych ćwiczeń z parodii, wyśmienitej narracji, błyszczących metafor", czasami „uderzająco oryginalnych"17. Jednocześnie Connolly'emu brakowało poczucia struktury literackiej, architektury - jak wolał to określać Waugh - a także wytrwałej energii, dlatego nie mógł stworzyć większego dzieła. Była to według Waugha wielce interesująca cecha. Po drugie, i było to o wiele ważniejsze, Waugh uznawał Connolly'ego za reprezentatywnego ducha swych czasów, a więc kogoś, kogo trzeba obserwować jak rzadkiego ptaka. W swoim egzemplarzu The Unquiet Grave Connolly'ego, obecnie przechowywanym w Ośrodku Badawczym Nauk Humanistycznych (Humanities Research Center) uniwersytetu stanu Teksas w Austin, Waugh poczynił wiele uwag o charakterze Connolly'ego: był on, jak pisał, „najbardziej typowym człowiekiem mojego pokolenia", z „autentycznym brakiem erudycji", „ukochaniem bezczynności, swobody i dobrobytu", „romantycznym snobizmem", „trwonieniem i rozpaczą", „wielkim talentem wypowiedzi". Jednocześnie „krępowało go lenistwo" i dokuczała mu bardzo irlandzkość. I choć starał się to ukryć, „był Irlandczykiem w znoszonym ubraniu, imigrantem tęskniącym za domem, zawstydzonym, bardzo śmiesznym w domu publicznym, z gotowym cytatem na ustach, bojącym się wiedźm i boginek, dumnym ze swoich wyczynów"; miał też Connolly „głębokie przekonanie Irlandczyka, że na świecie liczą się jedynie dwie rzeczywistości: piekło i USA"18. W latach trzydziestych Waugh ubolewał, że Connolly pisał „o ostatnich wydarzeniach literackich" nie jak pisarz, który „wykorzystuje swój talent i poszukuje go na swój sposób", ale że traktował te wydarzenia jako „serię »ruchów«, podkopów, bombardowań i okrążeń lub też partyjnych albo wyborczych oszustw. Zapewne odzywał się w nim Irlandczyk". Potępiał Connolly'ego ostro, że „wpadł w szpony zaangażowania", w „zimny, wilgotny wilczy dół polityki, do którego wjechali poślizgiem jego przyjaciele". Waugh uważał to za „przykry koniec tak wielkiego talentu, za najbardziej zdradliwego wroga obietnicy"19. Sądził, że opętanie Connolly'ego polityką nie będzie trwało długo i że jest on zdolny do dokonania rzeczy jeśli nie lepszych, to z pewnością innych. W każdym bądź razie, jak ktoś taki jak Connolly może radzić ludzkości, jak ma kierować swymi sprawami? No właśnie! Nie będąc złym człowiekiem, Connolly odznaczał się charakterystycznymi moralnymi słabościami intelektualisty, i to w zadziwiającej mierze. Po pierwsze, choć wyznawał zasady równości, przynajmniej gdy było to modne w latach 1930-1950, pozostał do końca życia snobem. „Nic nie rozjuszało mnie bardziej niż to, że traktowano mnie jak Irlandczyka" - skarżył się, wskazując, że Connolly było jedynym irlandzkim nazwiskiem wśród nazwisk ośmiorga pradziadków.  

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Krzysztof5 6 stycznia 2019 20:20
6 stycznia 2019 20:39

 Nie rozumiem co ma piernik do wiatraka.

Ja nie  poszukuję  jakichś krystalicznie czystych ideałów.

Zamieściłem króciutki tekst, który wydał mi się ciekawy.

Nie tylko mnie, ale takze redakcji ZNAKU w czasach, gdy red. nacz. tego periodyku  była Hanna Malewska, o ile w ogóle cos ci to nazwosko mówi.

Reasumując, co ma do rzeczy, czy  autor tego tekstu pokłócił się z  kimś,   ile razy  i dlaczego.

 

I drugie dlaczego:  dlaczego miłąbym  uznawać, że P. Johnston pisze prawdę,w szczególnosci  o katolickich pisarzach bądź intelektualistach. On jest wyrocznia jakowaś czy co?  W kadym razie na pewno nie dla mnie.

zaloguj się by móc komentować

boson @stanislaw-orda 6 stycznia 2019 20:39
6 stycznia 2019 20:43

Jacek Woźniakowski a nie Hanna Malewska

zaloguj się by móc komentować

Krzysztof5 @boson 6 stycznia 2019 20:43
6 stycznia 2019 21:08

no tak,

Przemija postac tego swiata,

i dostalem modlitwa w twarz...

a podzielilem sie jeno informacja...

 Nie rozumiem co ma piernik do wiatraka.

pogadaj z szefem o defastacji emocji....

zaloguj się by móc komentować

Krzysztof5 @Krzysztof5 6 stycznia 2019 21:08
6 stycznia 2019 21:10

bylo do stanislaw-orda

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @boson 6 stycznia 2019 20:43
6 stycznia 2019 21:30

racja, po cztero i pół letnim zakazie wydawania (ostatni numer luty1953) zmieniono redakcję (Woźniakowski od czerwca 1957 r.).

Wyleciał Gołubioew, a Malewska była członkiem  zespołu redagującym przez  jeszcze trochę lat.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @mniszysko 6 stycznia 2019 17:01
6 stycznia 2019 21:31

Pytanie jest poniekąd krępujące, bowiem po raz pierwszy z tym "problemem" czyli "katolicką arytokracją" w zetknęłam się w biografii długoletniego Księcia Walii syna króla "szaleńca" Jerzego III Hanowerskiego. Ten książę znany był ze swojego konfliktu z ojcem i wielce romansowym życiem. W roku 1784 a więc kiedy miał lat 22 przedstawiono mu dwukrotną wdowę 6 lat od niego starszą, z domu ur. Marię Annę Smythe, z rodziny baronetów Smythe, który to tytuł został utworzony w roku 1641 za czasów króla Karola II.

Pierwszy mąż Edward Weld jest przedstawiony jako "bogaty katolicki właściciel ziemski" i miał nawet młodszego brata - kardynała Thomasa Welda (1773-1837). O wyznaniu drugiego męża Thomasa Fitzherberta nie się nie mówi. Zmarł w roku 1781.

No i kiedy została przedstawiona następcy tronu w 1784, ten się tak zakochał, że zaczął ją prosić o wyjście za mąż. W końcu 15 grudnia 1785 r. doszło do zawarcia potajemnego związku małżeńskiego w domu panny młodej w obecności w charakterze świadków: wuja i brata panny młodej a ślubu udzielał kapelan Księcia Walii, który był zadłużony na 500 funtów. Oczywiście  skoro "kapelan księcia", to ślub anglikański, ale nieważny wg prawa angielskiego, bowiem na ślub Księcia Walii musi wyrazić zgodę Król i Rada Królewska a takiej nie było. W dodatku ożenek z katoliczką powodował utratę prawa do tronu.

Para żyła zgodnie dość długo jak na ówczesne warunki na dworze bo aż do roku 1794, kiedy zarządzono ożenek Ksiecia Walii z Karoliną Brunszwicką.  Pani Fitzherbert zawiadomiła listownie, że jej "związek z księciem" został zakończony a książe zawiadomił brata.

Na przykładzie rodziny baronetów Smythe widać z jednej strony - sekwestr majątku w 1644 r. i odbudowę znaczenia za króla Karola II. To były chyba bardzo nieliczne rody ale ich przetrwanie w czasach elżbietańskich i Cromwella jest dla mnie tajemnicą.

W przypadku Herbertów, o których mówimy, znajduję informację, iż Aubrey Herbert ożenił się z panną Mary Gertrudą Vesey, która była córką Johna Vesey 4-go wicehrabiego de Vesci (1844-1903) , który ożenił się z lady Anną Herbert córką George'a Herbert 11 -go hrabiego Pembroke. I oboje konwertowali z protestantyzmu na katolicyzm. Ta konwersja zatem odbyła się  w II połowie XIX w. dopiero.

To jest bardzo rozwojowy temat.

 

https://en.wikipedia.org/wiki/Thomas_Weld_(cardinal)

zaloguj się by móc komentować

boson @pink-panther 6 stycznia 2019 21:31
6 stycznia 2019 21:43

Anglia to nie Szkocja

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @mniszysko 6 stycznia 2019 17:35
6 stycznia 2019 22:42

Może "oddam głos" samemu E. Waugh. Oto co powiedziałna ten temat w "Dlaczego Rzym?"

ZNAK 2(56) luty 1959 (str. 241 – 244)

"Urodziłem się w Anglii, w 1903 roku. Idąc za przykładem moich przodków - nasze drzewo genealogiczne ma pastorów anglikańskich na każdym odgałęzieniu - skłaniałem się zdecydowanie ku religii Kościoła anglikańskiego. Ojciec mój chodził regularnie do kościoła i prowadził wzorowe życie. W całym jego stosunku do religii było przede wszystkim dużo zdrowego rozsądku. Teologią nie interesował się. Nie pociągała go też specjalnie polityka. Głosował tylko na partię konserwatywną, tak jak jego ojciec i dziadek. W tym samym duchu wykonywał swoje obowiązki religijne, skrupulatnie i dokładnie.

Gdy miałem dziesięć lat, napisałem, ośmiozgłoskowym wierszem, jak Hiawatha, [poemat Longfellowa] długi i nudny poemat o czyśćcu i, ku przerażeniu moich rodziców, którzy przecież trafnie oceniali charakter syna, wyraziłem zamiar pójścia do stanu duchownego. Umiałem biegle mówić o ornatach i naukach Erastusa [szwajcarski teolog, zwolennik Zwinglego]. Sprawom tym oddawałem się z takim samym zapałem, z jakim moi rówieśnicy poszukiwali gniazd ptasich i bawili się koleją na szynach. Stosownie do moich upodobań, umieszczony zostałem w szkole o najbardziej religijnym nastawieniu. Zaledwie doszedłem do lat szesnastu, oświadczyłem najuroczyściej wobec kapelana szkoły, że Boga nie ma. Gdy miałem lat dwadzieścia sześć, zostałem przyjęty do Kościoła katolickiego. Wszystkie późniejsze doświadczenia życiowe posłużyły tylko do ugruntowania mojej lojalności do tej religii. Jak wytłumaczyć te dziwaczne kaprysy? Najpierw kilka słów na temat religijności mego dzieciństwa. Nie sposób odmówić pewnej realnej wartości memu ówczesnemu zapałowi religijnemu. W gruncie rzeczy była to tylko jakby ulubiona zabawa, jak zbieranie jajek ptasich i kolej na szynach moich kolegów. Moje ówczesne upodobanie dla spraw religii tłumaczy się też po części skłonnością dziedziczną. Były w nim także prawdziwe wzruszenia estetyczne. W ten sposób wielu ludzi przez całe życie ciągnie coś do kościoła. U mnie zbiegało się to jeszcze z okresem dojrzewania.

Moi nieangielscy czytelnicy muszą zrozumieć, że siła z jaką Kościół anglikański apeluje do poczucia piękna, jest czymś zupełnie osobliwym i jedynym, właściwym tylko tym wyspom.

W innych krajach pierwszy odruch zainteresowania się Kościołem katolickim powstaje w wyobraźni konwertyty pod wpływem zewnętrznej okazałości kultu i bogactwa katolickiej liturgii, które stanowią wybitny kontrast z chłodem i prostotą nabożeństw protestanckich sekt. W Anglii jest wszystko jest na odwrót. Siła przyciągania działa w innym kierunku. Średniowieczne katedry i kościoły, przepych dworskich ceremonii, który otacza monarchię, długa historyczna przeszłość Canterbury i Yorku, społeczna organizacja parafii wiejskich, tradycyjna kultura Oksfordu i Cambridge, liturgia pisana w złotym wieku angielskiego języka literackiego - wszystko to stanowi własność Kościoła anglikańskiego. Tymczasem katolicy zbierają się w nowoczesnych budynkach o żałosnym nieraz wyglądzie na nabożeństwa, odprawiane zwykle przez prostych irlandzkich misjonarzy. Łatwość z jaką porzuciłem pobożność mego dzieciństwa, najlepiej świadczy o jej płytkości. Jest naturalnie wielu katolików, którzy przynajmniej na pewien okres życia tracą wiarę, zawsze jednak po zaciętej walce, w której chodzi zazwyczaj o zasady moralne. Ja pozbyłem się mojej odziedziczonej po przodkach wiary z tak lekkim sercem, jak gdyby tu chodziło o kurtkę, z której wyrosłem. Stało się to w następujących okolicznościach:

W czasie pierwszej wojny światowej wielu wykładowców uniwersytetów angielskich, patriotycznie nastawionych, zgłaszało się ochotniczo do szkół średnich na stanowiska zajmowane przez młodszych nauczycieli, aby umożliwić im pójście do służby wojskowej. Wtedy to przyszedł do mojej szkoły jeden z czołowych wówczas teologów oksfordzkich, obecnie juz biskup. Ten uczony i nabożny człowiek niebacznie przyczynił się do tego, że stałem się ateistą. Raz w czasie lekcji powiedział nam, że żadna z ksiąg Pisma Świętego nie była dziełem tego autora, któremu się ją przypisuje. Potem wdał się z nami w rozważania o naturze Chrystusa, sposobem znanym z VI wieku. Gdy raz utraciłem pewność odziedziczonych zasad wiary, nie byłem już w stanie podążać za jego rozumowaniem. Dla mnie niedostępne były te wyżyny logiki, na których on umiał pogodzić sceptycyzm człowieka ze stanowiskiem duchownego. W tym samym czasie czytałem rozprawę o człowieku Aleksandra Pope'a. Znalezione w tekście przypisy naprowadziły mnie na lekturę Leibniza i wtedy rozpocząłem na własną rękę studiować na pół zrozumiałe dla mnie zasady metafizyki. W nowej nauce postąpiłem akurat tyle, że mogłem się tylko gruntownie uwikłać w zagadnieniach teorii poznania. Najprościej było zaniechać dalszych poszukiwań przyjąć, że człowiek jest w ogóle niezdolny do jakiegokolwiek poznania.

Byłem pedantem i nudziarzem, to nie ulegało wątpliwości. Przypuszczam jednak, że gdybym był katolikiem i uczył się w katolickich szkołach, to przy istnieniu tylu nauczających zakonów znalazłbym kogoś dość cierpliwego na to, by wespół ze mną zastanowił się nad tym, co było rezultatem braku doświadczenia i zbytniej pewności siebie. I jeszcze jedno; gdybym się umacniał duchowo, przystępując do Sakramentów świętych, na pewno zbyt wysoko ceniłbym swoją religię, by wyrzekać się jej tak kapryśnie. Tymczasem w szkole dokładnie już określono mój stan. Miał to być "okres przejściowy", coś zupełnie normalnego u wszystkich zdolnych chłopców. Zdany na własne siły miałem sam znaleźć sobie wyjście. Dalsze dziesięć lat mego życia to materiał raczej dla powieściopisarza, niż dla eseisty. Czytelnicy, którzy znają moje powieści, zrozumieją może, czym był ten świat, w który poniosła mnie wybujała natura. Dziesięć lat przebywania w tym świecie wystarczyło, żeby mi wykazać, że bez Boga życie w nim, czy gdziekolwiek na ziemi, jest nie tylko niezrozumiale, ale i niemożliwe do przetrwania.

Wniosek był oczywisty. Teraz powstaje tylko pytanie. Dlaczego Rzym?

Katolik, gdy straci wiarę i na nowo odkrywa jej potrzebę, wraca niechybnie do Kościoła, który porzucił. Dlaczego ja nie wróciłem? W tej sprawie każdy Europejczyk łatwiej znajdzie odpowiedz niż np. Amerykanin. Przypuszczam, że jest rzeczą zupełnie możliwą, żeby ktoś

  1. i wychował się w niektórych zwłaszcza częściach Stanów Zjednoczonych, nie zdając sobie nigdy sprawy z wyjątkowej pozycji Kościoła w Ameryce. Dla tego człowieka katolicy są tylko jedną z wielu społeczności, które wzbudzają jednakowy podziw i domagają się na równi uznania i lojalności. W Europie to jest niemożliwe. Przez dziewięćset lat Anglia była katolicka, potem protestancka przez wieki; w ostatnim stuleciu przyszedł agnostycyzm. Katolicka struktura leży tu jakby tylko zagrzebana pod warstwą późniejszych przemian. W Anglii, wszystkie dziedziny życia, jej historia, topografia, prawo, archeologia - wszędzie wskazują na katolickie pochodzenie. Każda podróż zagranicę, dokądkolwiek się pojedzie, ujawnia lokalny

i tymczasowy charakter herezyj i schizm, a uniwersalny i wieczny charakter Kościoła. Dla mnie było zupełnie oczywiste, że niemożliwym jest aby pewna herezja czy schizma głosiły prawdę, a Kościół pozostawał w błędzie. Mógłbym tylko przypuszczać, że wszyscy są w błędzie, że cała chrześcijańska nauka o objawieniu jest oszustwem albo nieporozumieniem.

Jeżeli jednak chrześcijańskie objawienie było prawdziwe, to Kościół jest społecznością założoną przez Chrystusa, a wszystkie inne odłamy religijne są dobre tylko w tym stopniu, w jakim udało im się ocalić coś z tej ogromnej katastrofy, jaką była Wielka Schizma i Reformacja. To było dla mnie tak oczywiste, że nie podlegało nawet dyskusji. Pozostawało jeszcze tylko zbadać historyczne i filozoficzne przekonania, że chrześcijańskie objawienie jest autentycznym objawieniem. Miałem wielkie szczęście poznać światłego i świątobliwego księdza, który podjął się udowodnić mi to. W rezultacie moje przyjęcie do Kościoła było następstwem głębokiego i rozumnego przekonania, a nie tylko kwestią emocji.

Odtąd życie moje jest nieustanną pełną radości podróżą odkrywczą po rozległych obszarach, na których przyznano mi jakby prawa obywatelskie. Słyszałem o tym, jak niektórzy konwertyci w późniejszym życiu spoglądają z tęsknotą ku zapałowi pierwszych miesięcy wiary. U mnie jest coś przeciwnego, gdy patrzę w przeszłość, zdumiewam się nad własną zarozumiałością, która kazała mi myśleć, że to ja sam dojrzałem do tego, żeby być przyjętym do Kościoła. Zdumiewa mnie także zaufanie księdza, który widział możliwość postępu duchowego w tak jałowej duszy. Od czasu do czasu moi przyjaciele, którzy są poza Kościołem, proszą mnie o radę. Są rzeczy w Kościele, które ich pociągają, są inne, które odpychają lub intrygują. Do nich zwracam się ze słowami, które są rezultatem moich własnych doświadczeń: "Come inside", „Przystań do Kościoła". Nie możesz wiedzieć czym Kościół jest, jak długo pozostajesz poza nim, choćbyś posiadł wielką biegłość w dziedzinie teologii, cała ta wiedza jest niczym w porównaniu z wiedzą, jaką posiada najprostszy, rzeczywisty członek „Świętych Obcowania"."

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @mniszysko 6 stycznia 2019 17:01
6 stycznia 2019 22:46

Po przejrzeniu historii Biskupa Welda odnoszę wrażenie, że trochę angielskich katolickich księży emigrowało w czasie prześladowań na kontynent.Czytam bowiem w historii Stonyhurst College- katolickiego, że  założony został w roku 1593 w St Omer we Francji  przez Ojca Roberta Personsa jezuitę, "główną postać Angielskiej Misji Towarzystwa Jezusowego", wyświęconego w Rzymie  w roku 1575 r. Był on towarzyszem Świętego Edmunda Campiona SJ w misji 1580 r.
Ojciec Parsons założył też Angielski College w Valladolid w Hiszpanii dla angielskich księży rzymsko katolickich za zgodą Króla Hiszpanii Filipa II w roku 1589.

 

Historia napaści oddziałów  hrabiego Essexa na port w Kadyksie w Hiszpanii i splądrowanie miasta i sprofanowanie kościołów, w tym Figury Matki Boskiej - ma swój dalszy ciąg w Katolickim College'u założonym przez Ojca Personsa. Zniszczona Figura Our Lady Vulnerata  została przeniesiona do Madytu i  umieszczona w prywatnej kaplicy Królowej Hiszpanii.
Wtedy księża i seminarzyści angielscy z Seminarium/College'u w Valladolid zwrócili się z prośbą do Królowej, aby mogli naprawić tę Figurę, którą zniszczyli ich współobywatele brytyjscy. Królowa wyraziła zgodę i w roku 1600 Figura Matki Boskiej Zranionej znajdowała się w Kaplicy Seminarium w Valladolid.

Z tego Seminarium byli stale wysyłani potajemnie księża do Anglii. Na liście wiki znajduje się 23 nazwiska męczenników. Egzekucje dwóch ostatnich wymienionych w haśle są z lat 1646 ( Thomas Whittaker - beatyfikowany 1987) i 1642 - Edward Morgan SJ. Większość pozostałych była wyłapywana po kilku/kilkunastu (!!!) latach działalności w ukryciu i po torturach skazywana na śmierć.

Więc oni do kogoś tam jeździli i może wśród tych, którzy ukrywali księży przybywających potajemnie z kontynentu, były również rodziny arystokratyczne, które "się czaiły"  ale przyjmowały i ukrywały tych księży.

A znowu  ten katolicki college dla "zwykłych" angielskich chłopców był przeniesiony w 1772 r. do Brugii i Liege.  Z tego okresu też są męczennicy.

Np. ksiądz John Poppington edukowany zarówno w St Omer jak i w Valladolid został wysłany do Anglii potajemnie w 1663 ale został "namierzony" w ramach tzw. "Popish Plot" ( Spisek Papieski) i skazany oraz zamordowany w wyrafinowany sposób w roku 1679.
Pod hasłem w wiki "Popish Plot" jest informacja o "procesie pięciu katolickich lordów": Williama Herberta 1-go markiza Powis, Wiliama Howarda 1-go wicehrabiego Stafford, Henry;e go Arundella 3-go barona Arundell of Wardour, Wiliama Petre 4-go barona Petre i Johna Belasyse I-go barona Belasyse. Sprawa była powikłana proceduralnie i w efekcie Lorda  Stafforda zdołali skazać 7 grudnia 1680 r. i został ścięty 29 grudnia. Baron Petre zmarł w Tower a pozostałych 3 przetrwało rozgrywki między izbami parlamentu i zostało oczyszczonych.

  Szkoła z Liege i Brugii została przeniesiona  do Stonyhurst w Anglii w roku 1794. Szkoła miała charakter "dzienny" , uczyły się tam dziewczynki i chłopcy w wieku 13-18. Przeniesienie do Stonyhurst było możliwe, bo absolwent collegu z czasów Liege - podarował Towarzystwu Jezusowemu budynki Stonyhurst Hall i 30 ha gruntu.

Było to  w czasie wielkiego napływu katolicków  francuskich, głównie arystokraji - do Anglii w trakcie Rewolucji Francuskiej.
Samo Towarzystwo Jezusowe zostało odtworzone w Wielkiej Brytanii w roku 1803 właśnie w Stonyhurst.

Natomiast nadal nie ma jasnego obrazu, czy mogły przetrwać jakieś "stare rody" bez okresowego "przejścia na protestantyzm' lub okresowej emigracji na kontynent.  Istnienie collegu w St. Omar przez cały wiek XVII pokazuje, że coś się działo w tych sprawach wśród angielskich rodzin.  Trzeba by było analizować każdą rodzinę osobno.

 

 

https://en.wikipedia.org/wiki/Stonyhurst_College

https://en.wikipedia.org/wiki/Colleges_of_St_Omer,_Bruges_and_Li%C3%A8ge

https://en.wikipedia.org/wiki/English_College,_Valladolid

https://en.wikipedia.org/wiki/Robert_Persons

https://en.wikipedia.org/wiki/Popish_Plot

https://translate.google.com/translate?hl=pl&sl=en&u=https://en.wikipedia.org/wiki/John_Plessington&prev=search

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @boson 6 stycznia 2019 21:43
6 stycznia 2019 22:50

Nie mordowali katolików w Szkocji?

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @pink-panther 6 stycznia 2019 22:46
6 stycznia 2019 22:50

& mniszysko

Ojciec Wincenty ma rację, że coś tu nie gra z tymi „katolickimi” starymi rodami.

Waugh jest w prostej linii potomkiem Filipa Herberta, 4 Earla Pembroke i 1-go Earla Montgomery (1584-1650) oraz jego drugiej żony Susan de Vere (siostry Oxforda). Filipowi i jego bratu zadedykowane było pierwsze folio Szekspira z 1623 roku… Był znanym wrogiem katolików, wspierając purytanów. Tak się ciągnęło aż do dziewiętnastowiecznej konwersji.

Późniejsi baroneci Smythe biorą się od najemcy dóbr zakonnic w Nunstainton, które zostały ich pozbawione podczas kasaty klasztorów, Williama Smythe. William ponoć był żarliwym katolikiem (choć to dziwne, że jednocześnie przejął majątek po zakonnicach), który wdał się wraz z żoną w powstanie północne przeciwko Elżbiecie (1569), tyle tylko, że nie zapłacił za to ani głową, ani konfiskatą majątku, który dopiero zabrano w XVII wieku za popieranie Rojalistów. Można więc zastanawiać się nad jego żarliwością, albo funkcją.

A katoliccy Weldowie pochodzą od piętnastowiecznych Weldów, a później londyńskiego kupca, który w 1608 został nawet burmistrzem Londynu. Jeszcze w końcówce XVI wieku był szeryfem Londynu, a w 1603 został pasowany na rycerza. Taka kariera też zastanawia. Z pewnością zebrał sporo pieniędzy i nabył nieruchomości, ale jak to było z jego katolicyzmem, to również zagadka.

zaloguj się by móc komentować

boson @pink-panther 6 stycznia 2019 22:50
6 stycznia 2019 22:58

??? Szkocja to sam czarny rdzeń herezji - kalwinizm - tam katolicy mogli przetrwać tylko w wysokich górach i tak przez 300 lat...

Anglia to "bułka z masłem" - kryptokatolicyzm musiał przetrwać "tylko" sto parę lat...

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @ainolatak 6 stycznia 2019 22:50
6 stycznia 2019 23:02

Trochę wyjaśniam w komentarzu z 22:46 a generalnie powtarzam, że trzeba byłoby sprawdzać poszczegółne genealogie i życiorysy.

Wiele się zmieniło w czasie Rewolucji Francuskiej, kiedy napłyneli arystokraci francuscy - katolicy. Wtedy zezwolono na przeniesienie katolickiego angielskiego collegu z Brugii i Liege do Anglii - w 1794 r.
A wcześniej mamy procesy "katolickich lordów" jeszcze w latach 80-tych XVII w. I misje katolickich księży z angielskiego seminarium w Valladolid Hiszpania w XVII w. Coś się działo, ale dopiero teraz a konkretnie w 2015 r. biskup katolicki ogłosił zbiórkę kasy na zbadanie DNA kości z grobu, w którym najprawdopodobniej pochowano jakichś skazanych na śmierć księży, w tym jednego beatyfikowanego.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @pink-panther 6 stycznia 2019 23:02
6 stycznia 2019 23:26

że trzeba byłoby sprawdzać poszczegółne genealogie i życiorysy.

Dokładnie, trzeba byłoby badać życiorysy. To jest chyba słabo badane, kto pomagał przybywającym księżom. Gdzieś tam sie pokazuje taka pozycja, ale tekstu się na szybko nie dokopałam

https://www.cambridge.org/core/journals/british-catholic-history/article/elizabethan-priests-their-harbourers-and-helpers1/0DD38227482B9A77B8EE584C6167F1A3

Biorąc też pod uwagę, że pomoc była karana m.in. konfiskatą majątku, to ci co mieli więcej więcej ryzykowali, więc jestem ciekawa, czy przypadkiem właśnie średnio zamożni ich częściej nie chowali po domach. A na przestrogę całkiem nieźle działały fałszywe oskarżenia o pomoc, kiedy chciano się pozbyć konkurenta do danej własności i tytułu.

zaloguj się by móc komentować

genezy @stanislaw-orda
7 stycznia 2019 00:52

Za komuny leciał serial Znowu w Brideshead, który bardzo mi się wtedy podobał (przeczytałem też książkę), mocne zakończenie (jest o starym katolickim rodzie). Po latach obejrzałem pierwszy odcinek i zaskoczyło mnie bardzo spedalone towarzystwo głównego bohatera w czasie jego edukacji w Cambridge i jakoś odeszła mnie chętka, żeby to dalej oglądać.

Ciekawy temat to publikacje w UK autorów którzy byli katolikami. Za publikacją m.in. Greene'a czy Waugh stał Tom Burns:

https://en.wikipedia.org/wiki/Tom_Burns_(publisher)

Trochę szkoda, że w wiki przeoczono (w sumie mało ważną informację), że syn Burns'a napisał o swoim tacie książkę zatytułowaną "Tatko szpieg". Zabawne, bo wydawało mi się, że tylko za publikacjami romantyków stała armia (jako rodzaj powiedzmy że ekstrawagancji, a nie że tylko). Greene to wiadomo- szpieg, Waugh pracował dla SAS (np. sporządził raport o sytuacji Kościoła Katolickiego pod presją komunistów w Jugosławii, czy razem z synem Churchill'a?).

https://www.telegraph.co.uk/culture/books/bookreviews/6408282/Papa-Spy-by-Jimmy-Burns-review.html

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @genezy 7 stycznia 2019 00:52
7 stycznia 2019 01:06

A gdzie jest na[isane, że katolik nie może być szpiegiem?

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @genezy 7 stycznia 2019 00:52
7 stycznia 2019 01:10

Świetne! Synek się wysypał ;)

Nie mogło być inaczej biorąc pod uwagę taką "Moc i chwałę", która wbrew opinii "działa prokatolickiego" robiła straszną robote. Nie do przełknięcia.

 

zaloguj się by móc komentować

genezy @stanislaw-orda 7 stycznia 2019 01:06
7 stycznia 2019 01:53

Nie każdy jest jak kpt. Wrona, że trzeba mu położenie każdego bezpiecznika do checklisty wpisać.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @genezy 7 stycznia 2019 01:53
7 stycznia 2019 11:45

A jak ma  się rozłożenie akcentów w serialu do przesłania ideowego zawartego w książce?

I kto poprawnie je odczytuje?

Czy np. według tej samej receptury jak w wersji filmowej "Imienia róży" w relacji do  powieści U. Eco?

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @ainolatak 6 stycznia 2019 23:26
7 stycznia 2019 11:53

Stąd rodzi się moje pytanie. Nie o przetrwanie katolików jako takich ale wielkich, bogatych katolickich rodów. Albo tych prześladowań nie było, co już jest fantazją, albo musieli zapłacić jakąś cenę za przetrwanie i możliwość utrzymywania w dobrym stanie bogatych majątków. Doskonale wiem, że tam nic za darmo nie było.

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @mniszysko 7 stycznia 2019 11:53
7 stycznia 2019 11:53

Pytanie jest właśnie o tę cenę.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @mniszysko 7 stycznia 2019 11:53
7 stycznia 2019 15:38

Cenniki się nie zachowały

zaloguj się by móc komentować


stanislaw-orda @stanislaw-orda 6 stycznia 2019 21:30
7 stycznia 2019 23:38

a następnie H. Malewska była red. nacz.ZNAKU od nr listopadowego 1960 r. do numeru marcowego (włącznie) 1973 r.
Po niej na funkcji red. nacz. był Bohdan Cywiński (ale nie chce misie sprawdzać jak długo).

zaloguj się by móc komentować

genezy @stanislaw-orda 7 stycznia 2019 11:45
8 stycznia 2019 12:07

Myślę, że wszyscy wspólnie na twoim blogu odczytaliśmy przesłanie ideowe zawarte w tej książce- prawdziwe przesłanie. Ja je tylko zdefiniuje: przesłaniem ideowym Brideshead Revisited jest fikcyjna kreacja starych, ciągle istniejących, rodów katolickich w Anglii.

zaloguj się by móc komentować

genezy @genezy 8 stycznia 2019 12:07
8 stycznia 2019 12:29

Bogaci arystokraci-katolicy vs. biedny protestant (świetny Jeremy Irons).

 

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @genezy 8 stycznia 2019 12:07
8 stycznia 2019 14:57

Coś jest na rzeczy. Ciekawe, że  w III części Sagi Rodu Forsythów pojawia się "przedstawiciel katolickiego starego rodu" Michael Mont, który żeni się z córką Soamsa (?).

Ale pojawia się wątek tzw. Jacobite peerage ( księga genealogiczna)  , którą zapoczątkował "ostatni katolicki Król Anglii, Szkocji i Irlandii" - James II of England ( pozbawiony tronu przez tzw Glorious Revolution) i zmarły na wygnaniu we Francji. Jego córką była protestantka Mary, która wyszła za mąż za Williama znanego jako William III Orański, król.

Więc ten katolicki tatko nadał tytuły arystokratyczne swoim zwolennikom już na emigracji a te tytuły były cały czas uznawane przez: Francję, Hiszpanię i Papieża!!!! Tych tytułów było ponad 30 a może i 50 różnej rangi. Lista w załączaniu. Jest na nim nazwisko owego Herberta.

Tytuły te NIE były uznawane przez Wilhelma Orańskiego III. 
Natomiast właściwy pretendent do tronu Anglii Szkocji i Irlandii czyli syn Króla Jamesa II - Jakub Franciszek Edward Stuart (ur. 1688) był uznany za prawowitego króla przez Ludwika XIV. Ważne dla nas jest to, że był ożeniony w 1719 r. z wnuczką Króla Jana III Sobieskiego - Marią Klementyną Sobieską, córką Królewicza Jakub. Maria Klementyna Stuart jest pochowana w Bazylice św. Piotra w Watykanie.
Jakub Franciszek Stuart miał z nią dwóch synów: Karola Edwarda Stuarta - przeszedł do historii jako "Bonnie Prince Charlie", zwany Młodszym Pretendentem  i Henryka Benedykta Marii Klemensa Franciszka Ksawerego Stuarta, który został księdzem i poszedł w kardynały. Ochrzcił go Papież Benedykt XIII  a święcenia kapłańskie otrzymał od Papieża Benedykta XIV. Po śmierci w 1807 r. pochowany w Bazylice św. Piotra w Watykanie.

Zwolennicy Starego i Młodego Pretendenta - Jakobici wywołali trzy powstania w celu odzyskania władzy dla katolickich następców tronu : 1715 (wsparcie Francji), 1718 - wsparcie Hiszpanii i długie oraz krwawe i nieomal zakończone sukcesem - 1745-1746. I wtedy sprawa szła o tron dla "Bonnie Prince Charlie", który nawet wylądował desantem na "wyspie".

Tak więc temat "starych rodów katolickich" w Zjednoczonym Królestwie - jest rozwojowy.
 

Fakt, iż nikt w Polsce NIE naucza historii rodziny Sobieskich i powiązania ich z rodziną Stuartów - daje wiele do myślenia.

https://en.wikipedia.org/wiki/Jacobite_Peerage

zaloguj się by móc komentować

genezy @pink-panther 8 stycznia 2019 14:57
8 stycznia 2019 15:23

i własnie dlatego napisałem "...rodów katolickich w Anglii", a nie "angielskich rodów katolickich". Ta książka to fantastyka. 

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @genezy 8 stycznia 2019 15:23
8 stycznia 2019 15:27

Nikt tak uporczywie i z zapamiętaniem nie kłamie na temat katolicyzmu jak brytyjscy protestanci:)))) Dopilnują każdego szczegółu. W serii popularnych " romansów dla anglosaskich pań" pojawiła się książka, w której jest wymieniana postać wnuka ostatniego katolickiego Króla Anglii, Szkocji i Irlandii - Kardynała Stuarta - jako pijaka obleśnego. Nic im nie umknie.
Bolszewicka propaganda uczyła się od nich i niezbyt jej wyszło.

zaloguj się by móc komentować


pink-panther @boson 8 stycznia 2019 15:56
8 stycznia 2019 16:22

Brdzo to piękne, ale najciekawsza część nie jest prztłumaczona na język polski. To jak większość ludzi ma poznać najciekawszą część czyli to, że jednak Klementyna się NIE zagłodziła" tylko żyła w typowym "konfliktowym małżeństwie arystokratycznym".

Może o. Szustak upowszechniłby tę niezwykle ciekawą historię.

zaloguj się by móc komentować

boson @pink-panther 8 stycznia 2019 16:22
8 stycznia 2019 16:27

za to komentarz, nie bardzo piękny - taka łatwizna

zaloguj się by móc komentować

jestnadzieja @pink-panther 8 stycznia 2019 16:22
8 stycznia 2019 16:29

Może o. Szustak upowszechniłby tę niezwykle ciekawą historię.

:)))))

 

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @pink-panther 8 stycznia 2019 14:57
8 stycznia 2019 16:42

Bardzo dziękuję za rozległe objaśnienia. Mnie interesuje jedno. Z tego co więc dóbr raz skonfiskowanych nie przywracano prawowitym właścicielom i nie mam tutaj na myśli dóbr kościelnych. Pomijając Stuartów, którzy byli ze Szkocji i chwiejni w dziedzinie konfesji, wewnętrzna polityka Anglii była tak nastawiona, aby pozbawić katolików możliwości realnego ekonomicznego oddziaływania. Więc skąd te stare (to jeszcze idzie zrozumieć, mogły się uchować) ale i bogate oraz co więcej cieszące się uznaniem society rody? Dla mnie to jedena wielka ściema. albo gra pozorów. Znaczy się były i funkcjonowały w charakterze słupa do rozpoznawania wroga.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @pink-panther 8 stycznia 2019 15:27
8 stycznia 2019 17:02

Nienawiść i opanowanie narzędzi propagandy kuto już w okresie przedreformacyjnym. Wśród angielskich postępowców pisarzy i akademików (szczcególnie z Cambridge) antykatolicyzm był bardzo widoczny, nie tylko potępiali katolików jako jawnych kłamców, ale utożsamiali katolicką literaturę ze słabą fikcją. Taki wpływowy akademik i pisarz jak Roger Ascham (nauczyciel Elżbiety I, kolega Williama Cecila i Johna Dee) potępiał ignorancję i analfabetyzm przedreformatorskiej przeszłości i jej potomków twierdząc, że wtedy nie czytano książek religijnych, a jedynie dziwaczne romanse napisane w klasztorach przez gnuśnych mnichów. Jakoś przymykał oko na to, że to gwiazda „złotego wieku” czyli Robert Sidney celebrował w swoim pisaniu fikcję, nazywając ją poszukiwaniem głębokiej prawdy, kiedy ktoś robił mu zarzuty pisania głodnych kawałków. A już zupełnie oczy miał zamknięte np. na katolickiego poetę metafizycznego Roberta Southwella. Jezuitę, męczennika i świętego katolickiego, słynnego ze swoich traktatów religijnych, które kursowały w manuskryptach, niosąc katolikom pocieszenie w czasie prześladowań elżbietańskich. Zamordowany za rzekomy współudział w spisku Babingtona.

Tak im zostało do dzisiaj. Dopilnowanie prawie wszystkich elementów zmyslonej historii...

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @mniszysko 7 stycznia 2019 16:02
8 stycznia 2019 17:03

Pan Stanisław mnie uprzedził ;)

Teraz można tylko ewentualnie szacować po wielkości majątku, który udało się "mimo wszystko" zachować.

zaloguj się by móc komentować

genezy @pink-panther 8 stycznia 2019 15:27
8 stycznia 2019 19:27

To jest absolutnie niemożliwe, żeby tam jakikolwiek ród katolicki przetrwał (ustawodawstwo, prześladowania, rabunek, śmierć). Może jacyś pojedyńczy straceńcy przez jakiś czas dawali radę, ale przecież nawet oni musieli co niedzielę uścisnąć dłoń miło uśmiechającego się pastora.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @mniszysko 8 stycznia 2019 16:42
8 stycznia 2019 19:37

Podejrzewam, że na Wyspie czyli w Anglii, odbywało się regularne polowanie z nagonką, przerwane chwiejnym panowaniem Stuartów a utopione we krwi (dosłownie) po przegranym powstaniu jakobitów w 1746 r. Część tych rodzin na stałe wyemigrowała na kontynent, tak jak Polacy emigrowali po Powstaniu Listopadowym i Styczniowym. A część została przykładnie wymordowana a majątki skonfiskowane. Więc dlatego piszę o tych "ostatnich nadaniach tytułów arystokratycznych" osobom związanym ze Stuartami, bo ci mogli przetrwać na kontynencie. W samej Anglii nie było szans. Nowe rody protestanckie, wywodzące się z rabusiów klasztorów były wyjątkowo wyczulone na pojawienie się potencjalnych - mścicieli.

Natomiast widać mocne "zelżenie" terroru pod koniec XVIII w. po tym, jak pojawili się emigranci francuscy, w 100% katolicy. Wtedy katolicyzm na Wyspie - zaczął być tolerowany i pojawiło się to Seminarium w Shrewsbury przeniesione z Liege.

Są bardzo małe szanse aby  William  książę Cumerland, najmłodszy syn królewski z dynastii hanowerskiej,  który dokonał rzezi szkockich rodów zamieszanych w powstanie jakobitów 1745 - pozwolił na pozostanie chociaż jednego jawnego katolika ze szlachty- na Wyspie. Po bitwie pod Culloden kazał dobić wszystkich rannych a 1000 jeńców sprzedał jako niewolników na plantacje. Proszę znaleźć jakiegoś króla katolickiego, który dokonywałby podobnych praktyk z oponentami politycznymi. 

To było wówczas w pełnym tego słowa znaczeniu - państwo policyjne. A nawet w "lekkich powieściach dla pań" można znaleźć takie "kwiatki", że "głowy przywódców powstania jakobitów" były nabite na jakieś słupy na moście na Tamizie i tkwiły tam miesiącami - ku przestrodze. A najlepsze towarzystwo przemieszczało się tym mostem na bale i inne wieczorynki.

Ale w tym czasie mamy kardynałów katolickich i to nie tylko Edwarda Stuarta.  Czyli struktury kościelne - katolickie dla Anglii, Szkocji i Irlandii - pozostały w ciągłości dzięki seminariom duchownym i szkołom katolickim dla młodzieży angielskiej. na kontynencie. Za nimi prawdopodobnie włóczyli się po Europie szpiedzy brytyjscy, chociaż nie było to tak bardzo potrzebne, bo masoneria, która od roku 1717 r. szybko zakładała siatki krajowe - zapewne spełniała "rolę pomocniczą" dla "braci w Anglii" w tej jakże bolesnej sprawie.

zaloguj się by móc komentować

boson @genezy 8 stycznia 2019 19:27
8 stycznia 2019 19:44

ło matko, ale ci dopiekli... i ty tam mieszkasz, na tej wyspie?

zaloguj się by móc komentować

genezy @boson 8 stycznia 2019 19:44
8 stycznia 2019 19:59

O żeszty, to wciąż obowiązuje Popery Act?

Przecież o tym uścisku z uśmiechem mówił twój idol GB- to ja mam ci takie trywia przypominać? No że jak nie było uścisku z powodu nieobecności to była kara pieniężna, a jak znowu to... pamiętasz? Nie pamiętasz... co za ludzie, nic ich nie obchodzi pobódka gimnastyka b. krótk.

zaloguj się by móc komentować

genezy @stanislaw-orda
8 stycznia 2019 20:01

mówimy o historii, tak? czy o chwili obecnej?

zaloguj się by móc komentować

genezy @boson 8 stycznia 2019 19:44
8 stycznia 2019 20:03

Dobra- pokaż mi ten stary ród katolicki w Anglii.

zaloguj się by móc komentować

boson @genezy 8 stycznia 2019 19:59
8 stycznia 2019 20:06

mam już dość, ledwie zipię - mam ci podać tytuły i tematy twoich... no... angolskich notek?

adios

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @mniszysko 8 stycznia 2019 16:42
8 stycznia 2019 20:34

Za powstaniami jakobickimi i całym ruchem na rzecz Stuartów nie stali tylko katolicy, a również rody które robiły to, bo wspierały monarchię i uznawali wygnanych katolickich Stuartów za prawdziwych monarchów brytyjskich i irlandzkich, mimo że sami byli protestantami, anglikaninami. Ruch lojalnych wobec Stuartów w Szkocji i Walii miał właśnie bardziej charakter dynastyczny (anglikańscy torysi, kalwiniści) a w Irlandii religijny (katolicy). Z resztą o ile Jakub II był katolikiem to już młody Pretendent jakoś słabo się określał i był ponoć tolerancyjny w sprawie wyznania.

Zaczęło się już w 1689 r., kiedy  Jakub II wylądował w Irlandii, a parlament wezwany do Dublina uznał go za króla. Ale jego irlandzko-francuska armia została pokonana. Powstanie z 1715 roku prowadził na północnym wschodzie Szkocji John Erskine, hrabia z Mar, zwany skaczącym Jankiem od częstotliwości zmiany opcji politycznej. Oprócz tego, że był ochrzczony wiele nie wiadomo, a religia była raczej mu obojętna. Jego ojciec zaangażowany w pierwsze bunty zadłużył majątek, więc John odziedziczył tylko długi i niewiele miał do stracenia.

W ostatnim powstaniu z 45’ wśród katolickich szkockich dowódców armii byli wychowani we Francji – James Drummond, książę Perth i jego brat Lord John Drummond,. Ale inni dowódcy, tacy jak generał porucznik Lord George Murray i dowódca Life Guards, David Wemyss, Lord Elcho, byli protestantami.

„Mały krąg głównych powierników Karola obejmował dwóch Irlandczyków, jego dawnego nauczyciela w Rzymie, Sir Thomasa Sheridana i adiutanta generalnego armii Jakobitów (starszego oficera administracyjnego) i ułkownika Johna William O'Sullivan. Ich wpływ na księcia naprzykrzał się niektórym szkockim dowódcom, takim jak Lords George i Elcho, ponieważ Szkoci wierzyli, że Irlandczycy nie mają wiele do stracenia poza życiem.” – ten cytat może oznaczać, że katolicy raczej z bogatych rodów irlandzkich nie pochodzili.

Z kolei niewielu angielskich katolików, mimo że chodziło o katolickiego pretendenta do tronu była zainteresowana przyłączeniem się do kampanii Karola. Najznakomitsi angielscy katolicy - książę i księżna z Norfolk, którzy odzyskali tytuł dopiero w 1660 po tym jak za Elżbiety I został im odebrany wraz z majątkiem, a  4-ty książę stracony,  publicznie demonstrowali poparcie dla króla Jerzego... Więc, być może niektórym udało się później, za Karola II odzyskać majątek, stąd padają - według mnie w celach propagandowych - hasła stare, bogate katolickie rody, ale raczej biednie to wyglada jeśli schodzimy do przykładów. 

Rzeczywiście ci, którzy wyemigrowali w czasach kiedy albo potracili majątki, albo nie mogli się kształcić, chcieli wrócić, jednak porażki Jakobitów tego powrotu wcale nie umożliwiły tak jak miały.

 

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @ainolatak 8 stycznia 2019 20:34
8 stycznia 2019 21:15

młody Pretendent jakoś słabo się określał i był ponoć tolerancyjny w sprawie wyznania.

sprawa rzeczywiście rozwojowa, i wiele elementów do sprawdzenia jeszcze w innych źródłach jak ten powyższy. Bo jak ta tolerancja się miała do brata kardynała...

zaloguj się by móc komentować

genezy @boson 8 stycznia 2019 20:06
8 stycznia 2019 22:06

Nie rozumiesz, to jest zawiedziona miłość.
 
Ze starych rodów ostał się tylko ten, ale z braku laku:

 

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @genezy 8 stycznia 2019 20:03
8 stycznia 2019 23:33

Sprawa jest bardzo trudna ale jednak można spróbować  zakwalifikować House of Howard będącego gałęzią najstarszego i najważniejszego rodu - Książąt Norfolk, wywodzących się od samego Króla Edwarda I (1272-1307)  i jego drugiej żony Małgorzaty Franuckiej - przez ich syna Thomasa hrabiego Norfolk.  Na tę rodzinę składają się rody: Plantagenetów, Mowbray i Howardów.
I zgodnie z przypuszczeniami tytuł "Księcia Norfolk" został zlikwidowany w 1572 r. przez Elżbietę I wraz z egzekucją w wieku lat 35 jej kuzyna 4-go księcia Norfolk Thomasa Howarda za "próbę poślubienia Marii Królowej Szkotów" i "spisek z Królem Hiszpanii Filipem II" . Ale sam Thomas Howard był wychowany jako protestant.

Tytuł księcia Norfolk a "odnowiony" w 1660 przez Króla Karola II i przyznany Thomasowi Howardowi (1627-1677) Jego brat Filip Howard został zakonnikiem i doszedł do stanowiska kardynała Kościoła Katolickiego - w dużej mierze przebywał na emigracji.

I w Domu Howardów występuje największa ilość katolików tzw. recuzantów czyli "odmawiających uczęszczania na nabożenstwa anglikańskie" i  dwóch z nich zostało męczennikami: odpowiednio Philip Howard , 20-ty hrabia Arundel - Swięty Kościoła Katolickiego (kanonizacja Paweł VI 1970 r.) oraz William Howard 1  Wicehrabia Stafford - Błogosławiony KK - ( beatyfikacja Papież Pius XI w 1929 r.)
Dom Howardów utrzymał się do dzisiaj ale po reformacji mógł się poszczycić tym, że pewna część jego przedstawicieli pozostawała przy wierze katolickiej. Ale sytuacje były co najmniej skomplikowane i np. Henry Howard 6-książę Norfolk - głosował w parlamencie przeciwko swojemu stryjowi Staffordowi (Popish Plot), kiedy tamtego skazano na śmierć. A jest przedstawiany jako - katolik.

A ponieważ sukcesja w Anglii "idzie zygzakiem po linii męskiej" tytuł przechodził również na protestantów.

Więc takiej "czystej linii katolickiej" nie ma żadna rodzina arystokracji brytyjskiej. Ale Howardowie mają kilku prominentnych katolików, którzy stali przy wierze w najtrudniejszych czasach.
 

zaloguj się by móc komentować

boson @genezy 8 stycznia 2019 22:06
9 stycznia 2019 12:05

rozumiem, że z bliska, z wnętrza gorzej widać

zaloguj się by móc komentować

genezy @stanislaw-orda
9 stycznia 2019 20:51

Teraz klikam z miasteczka Wilanów i tutaj faktycznie coraz gorzej widać, dlatego wolę popatrzeć w inną stronę (nie chodzi o Wilanów ale o tenkraj). Trochę jestem zaskoczony odbiorem tego o czym piszę, dlatego że mnie interesują właściwie dwie sprawy: obrazy i powiedzmy literatura i generalnie do tych spraw się odnoszę w swoich tekstach. Lubię Anglię i lubię Anglików (na pewno bardziej niż Francuzów czy Niemców), no ale jeśli chodzi o całą tę tzw. historię to ona niestety jest jaka jest- natomiast moja tendencyjność jest spowodowana zainteresowaniami (dlatego mało o żydach).

Ale temat odbioru jest szerszy i niejako koresponduje z tym, o czym kiedyś napisał Atem- o grzeczności, o pewnej delikatności wypowiedzi- w każdym razie staram się nie bluzgać. 

 

zaloguj się by móc komentować

genezy @pink-panther 8 stycznia 2019 23:33
9 stycznia 2019 21:14

Ciekawe słowo recusancy, jest gorzej niż mi się zdawało:

https://en.wikipedia.org/wiki/Recusancy

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @genezy 9 stycznia 2019 20:51
9 stycznia 2019 21:52

Niestety, nie rozumiem co mój wpis ma z tym wspólnego

zaloguj się by móc komentować

genezy @stanislaw-orda 9 stycznia 2019 21:52
9 stycznia 2019 22:05

a nie, to nie przycisk jest wadliwy, tylko my wszyscy (boson miał być kliknięty)

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @genezy 9 stycznia 2019 21:14
11 stycznia 2019 12:29

No właśnie poczytałam sobie o tych Recusantach i przypomniało mi się, że na tym właśnie polegała wojna z KK- na PRZYMUSZANIU do uczestniczenia w tzw. nabożeństwach czy tzw. mszach - anglikańskich pod groźbą sporej kary. Za każdą nieobecność. Więc tzw. prości ludzie - nie mieli wyjścia, jeśli nie chcieli zostać bez dachu nad głową, bo z drugiej strony czekała ustawa "od żebrakach". To było wyjątkowo okrutne państwo dla swoich obywateli. I to okrucieństwo ma posmak jakiegoś diabolizmu.

zaloguj się by móc komentować

genezy @pink-panther 11 stycznia 2019 12:29
12 stycznia 2019 02:45

GB opowiadał, że ten zwyczaj witania się pastora przy wejściu do kościoła miał właśnie taki praktyczny wymiar- wyłapania tych, którzy ośmielili się nie przyjąć- bo pastor to urzędnik państwowy. Teraz ten zwyczaj witania się z wiernymi w progu jest tam praktykowany także na naszych mszach, czego sam doświadczyłem.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować