-

stanislaw-orda : schabowy z resztek mielonego

Początek i koniec agenta „Sfery”

Tekst o Adolfie Tołkaczowie (1927 - 1986), jednym z najcenniejszych dla CIA „krecie” w sowieckim przemyśle zbrojeniowym.

Nie daj Boże pod koniec czerwca 1941 r. znaleźć się w sytuacji czternastoletniego młokosa noszącego imię Adolf i mieszkającego w zwyczajnym moskiewskim domu. Od pierwszego dnia wojny życie Adolfa Tołkaczowa zamieniło się w piekło, jakby ten grzeczny młody człowiek, zawsze wzorowy uczeń, był winny nieszczęść i katastrof, które Reichsführer Adolf Hitler sprowadził na jego kraj. Nieszczęsne imię Adolf chłopiec otrzymał, rzecz jasna, od rodziców. W połowie lat 20-tych XX wieku pielęgniarka o imieniu Elizawieta Kurapajewa, pochodząca z mieszczańskiej rodziny w Orenburgu, zakochała się szaleńczo w Gieorgiju Tołkaczowie, młodym lekarzu pracującym w szpitalu miejskim w Aktobe, który był zafascynowany niemieckim romantyzmem. I kiedy w styczniu 1927 r. urodziło się ich pierwsze dziecko, jego ojciec zaproponował, aby nadać mu imię Adolf.
[Aktobe/Aqtóbe -  miasto w Kazachstanie; od 2021 r. –- Aqtöbe; ludność ok. 600 tys. mieszk.;
 w latach 1891 - 1999 r. nosiło nazwę Aktiubińsk;
Adolf to skrót od adelwolf  -  szlachetny wilk; starogerm.: adel  -  szlachetny, wolf -  wilk
.]
Niski, wątły, ale hardy chłopiec, który odmawiał ukorzenia się przed podwórkowymi łobuziakami, był regularnie przez nich bijany. W jednej z bijatyk złamano mu nos. Po miesięcznym pobycie na oddziale szpitalnym, wrócił do domu z głębokim przekonaniem, że ludzie to dranie i że musi znaleźć jakiś sposób, aby móc skutecznie się bronić.
Zdolny i obdarzony doskonałą pamięcią, Adolf miał same piątki ze wszystkich przedmiotów i był na prostej drodze do zdobycia złotego medalu. Przed egzaminami maturalnymi szkołę odwiedziła, kierowniczka wydziału oświaty publicznej w moskiewskim rejonie szczerbakowskim. Świeżo upieczona pedagog, tuż po ukończeniu Permskiego Instytutu Pedagogicznego, miała wbite fundamentalne zasady sowieckiej pedagogiki: „Szkoła musi stanowić centrum komunistycznej edukacji”. Przeglądając listy kandydatów do medali, zauważyła nazwisko Adolfa Tołkaczowa, tutejszego numeru jeden, czyli murowanego kandydata na przyszłego złotego medalistę.
„Czy  wyście kompletnie oszaleli?!”- wykrzyknęła kierownik wydziału oświaty. - „Pokonaliśmy Hitlera w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, a zaraz potem jacyś „Adolfowie” mają otrzymywać złote medale? Toż to czysty sabotaż!”.
Wystraszony dyrektor szkoły, popełnił w młodości niedopuszczalny błąd, gdyż wstąpił do Partii Socjalistów-Rewolucjonistów, czyli tak zwanych eserów. Z tak „ciemną plamą” w życiorysie oraz świetnie wiedząc, że dla bolszewików nie ma dawnych wrogów, natychmiast zapewnił towarzyszkę z rejonowego wydziału oświaty, iż: „z przedstawionej przez nią oceny sytuacji zostaną wyciągnięte właściwe wnioski”. Niesprawiedliwa „czwórka” z algebry – ulubionego przedmiotu Tołkaczowa, pozbawiła go złotego medalu oraz wyhodowała nienawiść do sowieckiej szkoły i jej nauczycieli.

W dziewiątej klasie Adolf przeczytał w popularnonaukowym czasopiśmie „Technika dla młodzieży” (u nas „Młody Technik”) artykuł o radiolokacji, w którym opisano nowoczesną, zaawansowaną technologię radiową w kontekście jej wykorzystania wojskowego. Znalazł się pod urokiem urządzeń radarowych umożliwiających szybkie namierzanie celów i precyzyjne wskazania ich pozycji. Po ukończeniu szkoły średniej Tołkaczew zapisał się na wydział optyki i radarów w Moskiewskiej Radio-Mechanicznej Szkole Technicznej, a następnie w 1948 r. zdał egzamin wstępny na wydział radiotechniczny w charkowskiej politechnice (Charkowski Instytut Politechniczny). Była to placówka naukowa o wielkiej renomie, szczycąca się posiadaniem laureata nagrody noblowskiej za 1962 r. w dziedzinie fizyki (Lew Landau), zaś miasto Charków zaliczano w Związku Sowieckim do najważniejszych centrów naukowych.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Lew_Landau

Adolf wyróżniał się w nauce, na czwartym roku otrzymał stypendium państwowe, a ponadto aktywnie działał na wydziale radiolokacji. Po błyskotliwej obronie pracy dyplomowej, Tołkaczow został zaproszony do pracy w Moskwie, w biurze konstrukcyjnym zakładu, gdzie opracowywano radary do najnowszych samolotów myśliwskich. Adolf awansował, uzyskał dwa certyfikaty wynalazcze (patenty) i zdał egzaminy wstępne na stopień kandydata nauk (odpowiednik doktora nauk). Jednak droga jego dalszej kariery uległa zahamowaniu, przede wszystkim z powodu jego negatywnego nastawienia do decyzji wysłania go na lotnisko w rejonie astrachańskim. Kierownictwo uważało poligon za wizytówkę zakładu i oceniało pracowników na podstawie wyników osiąganych przez nich podczas testów sprzętu na samolotach bojowych. Warunki pracy na poligonie były niezwykle trudne: wielomiesięczne misje z dala od rodziny, 40-stopniowy upał latem i przenikliwy wiatr w mroźną zimę. Alkoholizm stanowił poważny problem podczas tych misji. Ludzie oddzieleni od rodzin, tracili kontakt z rzeczywistością uciekając w pijaństwo w czasie wolnym od pracy, a często również w jej trakcie. Okazji do tego było aż nadto – pomyślne zakończenie fazy testowej, urodziny kolegów i rozmaite święta państwowe i resortowe. Pijaństwo szerzyło się dzięki dostępności darmowego alkoholu przemysłowego, który służył jako swoista „waluta”. Alkoholem płacono za wszystko, od nadgodzin po udane rozwiązania techniczne. Zatrważające statystyki wykazywały, że osoby, które były stale oddelegowywane na poligon, rzadko dożywały pięćdziesiątki. Dodatkowo negatywnie na zdrowie mogło wpływać również niekontrolowane, silne promieniowanie mikrofalowe stacji radarowych.

W 1957 r. Adolf poślubił Natalię Kuźminę. Jej ojciec, Iwan Kuźmin, był redaktorem gazety „Przemysł Lekki”, a matka, Sofia Badmas, pracowała jako ekonomistka w Ludowym Komisariacie Przemysłu Leśnego. Sofia urodziła się w Kremenczugu (dzisiaj Ukraina) w zamożnej rodzinie żydowskiej. W sierpniu 1937 r. Sofia Badmas, członkini partii komunistycznej została aresztowana za powiązania z „trockistowską organizacją sabotażowo-terrorystyczną” i stracona w grudniu tego samego roku. Iwan Kuźmin został aresztowany wkrótce po żonie i skazany na 10 lat łagru, a ich dwuletnia córka trafiła do sierocińca. W 1947 r. Kuźmin po odbyciu kary miał jeszcze dodatkowo dziesięcioletni zakaz zbliżania się do córki i dopiero po śmierci Stalina w 1953 r., spotkał się z nią. W 1955 r. Iwan Kuźmin został zrehabilitowany „z braku dowodów”, a w następnym roku zmarł.
Po ukończeniu szkoły średniej Natalia Kuźmina wstąpiła do Moskiewskiego Instytutu Energetycznego, a na piątym roku otrzymała przydział do Zakładu nr 339 (kodowana nazwa Naukowo-Badawczego Instytutu Radiowego w Moskwie). Podczas stażu przeddyplomowego poznała głównego inżyniera  zakładu A.Tołkaczowa. Ten poważny, oczytany i małomówny mężczyzna pomógł jej w napisaniu pracy dyplomowej, a ich relacja zawodowa stopniowo przerodziła się w przyjaźń. Łączyło ich wiele wspólnych cech, przede wszystkim poczucie niesprawiedliwości, którego doświadczyły ich rodziny. Natalia i Adolf w dwa lata później wzięli ślub. W maju 1965 r. urodził im się syn Oleg i mały pokój Nataszy stał się zbyt ciasny. Małżonkowie złożyli podanie do komitetu zakładowego i już rok później otrzymali dwupokojowe mieszkanie. Budynek, w którym je otrzymali, nie był typowy. Osiedle złożone z siedmiu takich wieżowców w nomenklaturowej dzielnicy Moskwy uchodziło za siedem moskiewskich „cudów świata”, wzniesionych dla upamiętnienia rocznicy siedemdziesiątych urodzin Stalina.
(Później śledczy KGB nie zdołali ustalić, w jaki sposób rodzinie zwykłych inżynierów udało się uzyskać mieszkanie w budynku zarezerwowanym dla sowieckiej elity, zlokalizowanym w odległości dwustu metrów od ambasady amerykańskiej).

W początkach lat 70-ych Związek Sowiecki pogrążał się w coraz głębszej stagnacji gospodarczej i technologicznej. Coraz większe środki były wydawane na zbrojenia, zaś pogłębiały się niedobory w zaopatrzeniu w najbardziej podstawowe artykuły pierwszej potrzeby. Rozwój nowych technologii, czyli także to, czym zajmował się A. Tołkaczow dokonywał się w sposób skrajnie nieefektywny. Spora część personelu nie zajmowała się opracowywaniem nowych konstrukcji, ale dozorem i donosicielstwem. Rzecz jasna zwolnienie takich osób nie wchodziło w grę. Nieelastyczny i nieporęczny system coraz mocniej rdzewiał, a ruch „do przodu” zależał głównie od kreatywności nielicznych zdeterminowanych  jednostek. Zwłaszcza w przemyśle kosmicznym względna przewaga nad USA szybko została zniwelowana po śmierci głównego konstruktora Siergieja Korolewa.

Nie wierząc w medialną propagandę sukcesu Tołkaczow wsłuchiwał się w radiowe audycje nadawane przez „wroga”. (w Sowietach krążyło wówczas popularna rymowanka: „Nowy zwyczaj jest na Rusi –   nocą słuchać BBC”).
Praca przestała przynosić satysfakcję, a przełożeni wymagali głównie realizacji prac w zaplanowanych terminach. Owe terminy stopniowo stawały się zupełnie surrealistyczne w sytuacji, gdy coraz częściej pojawiały się komplikacje i problemy z podstawowymi podzespołami. Tołkaczow zaczął rozmyślać o zmianie kraju, w którym pracował. Pomysły takie zainspirowane zostały postawą zajętą przez fizyka jądrowego Andrieja Sacharowa. Człowiek ten, znajdujący się od dawna na piedestale, faworyzowany przez władze sowieckie, znalazł w sobie odwagę, by wystąpić przeciwko praktykom sowieckiego reżimu. Opublikował za granicą manifest o łamaniu wolności obywatelskich w Sowietach oraz udzielił wywiadów na ten temat zachodnim mediom.
(manifest/esej pt.: Rozmyślania o postępie, pokojowym współistnieniu i wolności intelektualnej. Jako samizdat został powielony w 18 milionach egzemplarzy, a także wydany za granicami Związku Sowieckiego w 1968 r.).
Jeszcze inny z dysydentów, pisarz Aleksander Sołżenicyn, miał również wpływ na małżeństwo Tołkaczowów. Słuchając w eterze wrogich rozgłośni, w których czytano „Archipelag Gułag”,  Natalia płakała, wspominając los rodziców.

We  wrześniu 1976 r. sowiecki pilot przeleciał nad granicą nowo powstałym najnopwszym myśliwcem MiG-25, nazywanym w klasyfikacji NATO jako Latający Lis („Flying Fox”), i wylądował w Japonii. Zachodni specjaliści, głównie Amerykanie, natychmiast przybyli na lotnisko i podjęli szczegółowe badania cennego trofeum. Tołkaczow dowiedział się o incydencie wcześniej niż większość obywateli w kraju, ponieważ Centrum Naukowo-Produkcyjne NPO „Fazotron” – jak w 1971 r.  nazwano Zakład nr 339 – otrzymało zadanie przeprojektowania pokładowego radaru, w które wyposażone były  MiGi-25, aby zminimalizować szkody spowodowane dostaniem się kompletnego samolotu w amerykańskie ręce.
(6 września 1976 r. z lotniska Sokołowka - ok. 40 km na płn. wsch. od Władywostoku - w rejonie Czugujewskim Kraju Przymorskiego/Rosyjski Daleki Wschód -  o godz. 06:45 wystartował najnowszy sowiecki myśliwiec MiG-25P o numerze pokładowym 31. Za sterami zasiadał 29-letni starszy porucznik Wiktor Bielenko. O godz.07:40 samolot opuścił przestrzeń powietrzną Związku Sowieckiego, а o godz. 09:15 w radio japońskim ogłoszono, że uprowadzony samolot wylądował na lotnisku w Hakodate (na południowym krańcu wyspy Hokkaido – jakieś 700 km od Sokołowki), po czym jego pilot poprosił o udzielenie azylu politycznego. Szkody dla Sowietów były olbrzymie. Zmuszeni zostali, między innymi, do całkowitej zmiany systemu identyfikowania „swój  -  obcy” we wszystkich samolotach wojskowych. W efekcie zaprzestano produkcji MiG-25, a w jego miejsce skonstruowany został legendarny MiG-31)

Brawurowy wyczyn Bielenki nasunął Tołkaczowowi myśl, iż on również miałby do zaoferowania kontrahentom zza oceanu sporo interesujących ich tajemnic.
(W Polsce wówczas krążyła zagadka: „Jakie jest hasło roku 1976? -  „Migiem do Japonii”; a jakie będzie hasło roku 1977 r.?:  - „W tri miga do Japonii”).

Konsekwentnie skupił wszystkie swoje wysiłki na rzecz realizacji powziętego planu. Pierwsza próba nawiązania kontaktu z Amerykanami miała miejsce 3 stycznia 1977 r. Na stacji benzynowej dla cudzoziemców do szefa placówki CIA w ambasadzie USA, Roberta „Boba” Fultona, podszedł mężczyzna i zapytał po angielsku:
- Czy jest pan Amerykaninem? Chciałbym z panem porozmawiać.
Fulton zapytał:  - Czego pan chce?
- Wolalbym tutaj nie rozmawiać  – i przechodząc na rosyjski, dodał: - Przepraszam.
Po czym pochylił się i położył kartkę papieru na siedzeniu samochodu Fultona. Wszystko wydarzyło się w ciągu kilku sekund. Mężczyzna odwrócił się i odszedł, a Fulton wrócił do ambasady, nieświadomy, że jest obserwowany. Odręczna notatka zawierała propozycję spotkania „na zasadzie ścisłej poufności”, określając czas i miejsce. Na raport wysłany do CIA otrzymano odpowiedź:
„…chociaż notatka wydaje się wiarygodna, z obawy przed prowokacjami ze strony KGB, nie należy nawiązywać kontaktu”.

17 lutego 1977 r. o godz. 19:00, Bob Fulton, opuszczając ambasadę, zastał tego samego mężczyznę przy swoim samochodzie.
- Czego pan chce? – zapytał Fulton, otwierając drzwi.
Zamiast odpowiedzieć, mężczyzna wrzucił list do wnętrza samochodu i szybko się oddalił. W liście napisał, że rozumie obawy Amerykanów przed prowokacją ze strony KGB, ale nie ma to z nim nic wspólnego. Był inżynierem pracującym w tajnej placówce i chciał się spotkać, ponieważ ma konkretne propozycje. W centrali CIA inicjatywa nieznanego mężczyzny ponownie spotkała się z podejrzliwością,
a Fultonowi nakazano nie odpowiadać na dalsze próby kontaktu.

10 grudnia 1977 r. na moskiewskim Targu Tiszyńskim nieznany osobnik podszedł do oficjalisty z ambasady amerykańskiej, prosząc go o dostarczenie listu komuś z ambasady. Szef placówki CIA, Gus Hathaway (Gardner Rugg "Gus" Hathaway; 1925 – 2013) stwierdził, że list zawierał dwie strony maszynopisu z danymi o radarach pokładowych sowieckich samolotów wojskowych. W liście napisano, że jego autor jest obecnie zaangażowany w przeprojektowanie radaru myśliwca przechwytującego MiG-25 w celu naprawy szkód powstałych wskutek uprowadzenia tego samolotu przez Bielenkę. List zawierał między innymi informację, która amerykańskicj specjalistów wojskowych i cywilnych poraziła niczym grom z jasnego nieba: „Mam dostęp do planów rozwoju systemów wykrywania i atakowania celów na niskim pułapie.”
Rzecz w tym, że USA oparły swoją koncepcję przyszłych wojen na wykorzystaniu pocisków manewrujących „Tomahawk”, które mogły trafiać w zadany cel z dużą precyzją oraz manewrowały w locie na małej wysokości.

Skonstruownie rosyjskiego radaru zdolnego do wykrywania nisko latajacych celów stanowiłoby poważne zagrożenie dla pocisków manewrujących, dlatego dostrzegając potencjalne znaczenie tych informacji, CIA postanowiła sprawdzić osobę, która przekazała notatkę, i nadać jej kryptonim SFERA. Na spotkaniu 1 marca 1978 r. mężczyzna ten ujawnił swoją tożsamość. Późnym wieczorem, gdy Bob Hathaway i jego żona wsiadali do samochodu na ulicy centrum Moskwy, znany mu z widzenia osobnik  podszedł do samochodu, po czym wręczył kopertę mówiąc: „Proszę”. „Dziękuję” –  odpowiedział Hathaway i natychmiast odjechał. Tekst w doręczonym liście głosił:
Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, podaję podstawowe informacje o sobie. Nazywam się Adolf Georgiewicz Tołkaczow, urodziłem się w 1927 r. w Aktiubińsku (Kazachska SRR). Od 1929 r. mieszkam w Moskwie. W 1948 r. ukończyłem Technikum Optyczno-Mechaniczne (Wydział Radiotechniczny), a w 1954 r. Charkowski Instytut Politechniczny (Wydział Radiotechniczny). Od 1954 r. pracuję w Przedsiębiorstwie Naukowo-Produkcyjnym Fazotoron. Moja rodzina: żona (Natalia Iwanowna Kuźmina),12-letni syn (Oleg Tołkaczow)”.

Pierwsze spotkania Amerykanów z Tołkaczowem pokazały, że mają do czynienia ze dyscyplinowanym, skrupulatnym człowiekiem, który ściśle stosował się do poleceń i który świadomie wybrał drogę szpiegostwa, a co najważniejsze, uczestniczył w rozwoju tajnego sprzętu. Kontaktując się z Amerykanami, Tołkaczow szczegółowo przedstawił długoterminowy plan współpracy z CIA, obejmujący dwanaście lat. Zaplanował w nim przekazanie danych o radarach, uzbrojeniu rakietowym i artyleryjskim, planach, schematach, jak również o podzespołach oraz częściach do najnowszych samolotów. 
Na spotkaniu 1 stycznia 1979 r. Tołkaczow negocjował z Johnem I. Guilsherem, oficerem rezydentury w Moskwie (z-ca B. Hathawaya), wysokość swojego wynagrodzenia oraz udostępnienie sprzętu fotograficznego, który ułatwiłby zbieranie informacji wywiadowczych. Aby zwiększyć efektywność pozyskiwania informacji niejawnych, Tołkaczow otrzymał najnowocześniejsze technologie szpiegowskie – miniaturowe aparaty Molly i lustrzanki Pentax ME. Za pomocą tego sprzętu sfotografował ponad osiem tysięcy stron najbardziej tajnych informacji. Dokumenty fotografowane były w biurze Tołkaczowa, w toaletach, ale lwią część materiałów przeznaczonych do przekazania Amerykanom sfotografowano potajemnie w jego mieszkaniu, bez wiedzy syna i żony. Metoda Tołkaczowa przemycania dokumentów niejawnych była pomysłowo prosta i opierała się na lukach prawnych, które Komitet Bezpieczeństwa Państwowego przeoczył podczas opracowywania i redagowania „Instrukcji ochrony tajemnic państwowych w przedsiębiorstwach o ograniczonym dostępie”.
Oprócz sprzętu szpiegowskiego, Tołkaczow zwracał się do swoich kuratorów z CIA o zdobycie leków dla siebie i żony, okularów oraz książek zakazanych w Związku Sowieckim.

Między styczniem 1979 a czerwcem 1985 r. Tołkaczow spotkał się osobiście z Amerykanami łącznie 21 razy. Analiza informacji, które przekazał, ujawniła szczegóły 54 ściśle tajnych projektów opracowywanych i projektowanych przez sowiecki kompleks wojskowo-przemysłowy. Eksperci oszacowali, iż  wartość informacji uzyskanych dzięki pomocy Tołkaczowa wynosiła co najmniej dwa miliardy dolarów. To sprawa banalna, iż pieniądze odgrywają znaczącą rolę wśród powodów, dla których ludzie decydują się zostać szpiegami-kretami. Szefowie wywiadu doskonale zdają sobie sprawę, że wygórowane kwoty otrzymywane przez nich w ramach wynagrodzenia bardzo często doprowadzają do ich dekonspiracji. Podczas rekrutacji agenci CIA zwrócili na to uwagę Tołkaczowowi, ale on dał do zrozumienia, że ​​pieniądze są jedynie wyrazem szacunku, dowodem na to, że jego praca jest doceniana. W sumie podczas pracy dla CIA  otrzymał on około 800 000 rubli oraz 2 miliony dolarów zdeponowanych na jego zagranicznym koncie bankowym, ale z tego depozytu nie zdążył skorzystać.

Psychologowie z CIA i KGB, którzy badali osobowość Tołkaczowa, niezależnie doszli do wniosku, że był on introwertykiem, osobą pozornie spokojną, która nie wyrażała otwarcie swoich emocji. Był także skrupulatny i punktualny, wykonując dokładnie każde zadanie, co do litery i przecinka. Być może właśnie dlatego Tołkaczow tak długo unikał wpadki. Amerykanie mocno troszczyli się o agenta, który na codzień ryzykował życie. Centrala CIA usilnie zalecała, by kontakt z Tołkaczowem odbywał się drogą elektroniczną, ale oficerowie operacyjni, którzy mieli z nim bezpośredni kontakt, widzieli jak ważne jest dla człowieka żyjącego w ciągłym i wielkim stresie, aby móc  uścisnąć dłoń i spojrzeć w oczy swoim opiekunom, którym zaufał.

Po nawiązaniu stałego kontaktu Tołkaczow poprosił o kapsułkę z trucizną o kryptonimie „L-pill” (od „lethal” – zabójczy, śmiertelny). Opiekunowie z CIA kilkakrotnie próbowali przekonać go o ryzyku posiadania takiej pigułki, ponieważ w przypadku ataku nagłej paniki mogło dojść do nieuzasadnionego zażycia. 8 grudnia 1980 r. Tołkaczow otrzymał więc, zamiast pigułki, długopis ze śmiertelną trucizną którego nie zdołał użyć w chwili decydującego zagrożenia.

Ironią losu było to, że Tołkaczow padł ofiarą zdrady i choć sam wybrał dobrowolnie własną drogę zdrady, to człowiek, to który go zdradził, stał się zdrajcą z powodu słabej woli, złych nawyków i zawyżonej samooceny.

Edward Lee Howard, urodzony w 1951 r., syn hiszpańskich imigrantów i człowiek o nadzwyczaj wielkim i rzadkim talencie do języków, po ukończeniu Uniwersytetu Amerykańskiego  (Washington D.C.) zgłosił się na ochotnika do Korpusu Pokoju. Po ślubie kupił dom na przedmieściach Chicago, ale życie małżeńskie zdało mu się zbyt monotonne i postanowił wstąpić do CIA. W latach 1982 -1983 Howard odbywał szkolenie w „sowieckim” oddziale CIA, aby objąć zadania w Moskwie, gdzie miał zostać nowym opiekunem A.Tołkaczowa. Ale przed wysłaniem do Moskwy, podczas badania wariografem, stwierdzono, że Howard kłamał na temat swojej przeszłości i ukrył swój udział w kradzieży. Na podstawie wyników testu kierownictwo CIA cofnęło decyzję o przydziale dla Howarda, lecz zamiast powiadomić FBI, zwyczajnie go zwolniło, wypuszczając spod swojego nadzoru człowieka, który był w posiadaniu wielu ściśle tajnych informacji. 21 września 1984 r., Howard wściekły i żądny zemsty, wszedł do sowieckiego konsulatu w Wiedniu, gdzie wyraził gotowość podzielenia się informacjami, które uzyskał na temat działalności moskiewskiej placówki CIA i zażądał za to 150 000 dolarów. W styczniu 1985 r., otrzymał taką sumę od szefa tej sowieckiej placówki, po czym oznajmił żonie: „Dopadnę tych drani z CIA, uderzę ich mocniej, niż kiedykolwiek im się to śniło”.

Tym samym Edward Lee Howard znalazł się na kursie kolizyjnym z Adolfem Tołkaczowem, przy czym taka kolizja musiała zakończyć się dla tego ostatniego jak najgorzej. Od momentu otrzymania informacji od Howarda, funkcjonariusze KGB rozpoczęli aktywne poszukiwania amerykańskiego szpiega w obiektach Ministerstwa Przemysłu Radiowego. Kagebistom pomógl również Aldrich Hazen Ames, szef kontrwywiadu sowieckiego wydziału w CIA, przekazując informacje o szeregu „kretów” CIA w sowieckim wywiadzie i przemyśle specjalnego znaczenia. W tej sytuacji nie było już większych problemów z namierzeniem Tołkaczowa. Funki KGB założyli wobec niego całodobową inwigilację, ponadto dokonali kilka tajnych wizyt w jego domu, gdzie na strychu znaleźli skrytkę z akcesoriami szpiegowskimi. Jednak gdy czas mijał, a Tołkaczow nie nawiązywał kontaktu z Amerykanami, szefowie  KGB postanowili dłużej nie czekać i wydali nakaz aresztowania.

Tołkaczow i jego żona zostali aresztowani 9 czerwca 1985 r. Pod pretekstem rzekomego wypadku drogowego agenci KGB, przebrani za funkcjonariuszy policji drogowej, zatrzymali samochód, którym Tołkaczow i jego żona wyjeżdżali z podmoskiewskiej wioski, i poprosili go o wyjście i okazanie dokumentów. Gdy tylko Tołkaczow wysiadł z samochodu i oddał dokumenty, natychmiast go zatrzymali i, obawiając się, że użyje kapsułki z trucizną, zakneblowali mu usta. Natalię Kuźminę przesadzono do innego samochodu. Największa obawa Tołkaczowa – wpadnięcie w łapy KGB – właśnie ziściła się.
1 sierpnia 1985 r. Witalij Jurczenko, zastępca szefa jednostki kontrwywiadu USA i Kanady w KGB, zgłosił się do ambasady amerykańskiej w Rzymie i został przeniesiony do bazy lotniczej Andrews pod Waszyngtonem.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Witalij_Jurczenko
Jurczenko poinformował Amerykanów o kilku agentach pracujących dla KGB. Wśród nich był niejaki „Robert” –  były oficer CIA, który przechodził szkolenie, ale został zwolniony z wywiadu przed przydziałem do Moskwy. Na podstawie takiego opisu bez trudu zidentyfikowano Edwarda Lee Howarda. Sowiecki wywiad ostrzegł E. Lee Howarda, że ​​jeden z ich pracowników zdezerterował do Stanów Zjednoczonych i że jeśli wyczuje kłopoty, powinien natychmiast uciekać. 21 września 1985 r. Howard poleciał do Helsinek przez Nowy Jork i Kopenhagę, a stamtąd został wywieziony do Związku Sowieckiego w bagażniku samochodu ambasadora. W sierpniu 1986 r. Howard otrzymał azyl polityczny w Sowietach. Zmarł 12 lipca 2002 r. w niewyjaśnionych okolicznościach na terenie swojej daczy w prestiżowej podmoskiewskiej Żukowce. Według oficjalnej wersji złamał kark spadając przy reperacji dachu. Jego ciało skremowano, zaś miejsce spoczynku jego prochów pozostało utajnione.

Po przewiezieniu do aresztu śledczego KGB w Lefortowie Tołkaczow przyznał się do winy, ale utrzymywał, że jego rodzina o niczym nie wiedziała. Trzyosobowy trybunał wojskowy oskarżył go  o szpiegostwo. Sędzia odczytał werdykt: „Uznać go za winnego zdrady stanu w formie szpiegostwa i skazać na najwyższą karę – śmierć przez rozstrzelanie”.
Po ogłoszeniu wyroku pozwolono mu na pożegnalne spotkanie z synem Olegiem – 15 minut
w zatłoczonej sali widzeń. Jego późniejsza  prośba o ułaskawienie została odrzucona.
Wyrok wykonano 24 września 1986 r., o czym poinformował Gorbaczowa przewodniczący KGB Wiktor Czebrikow na posiedzeniu Biura Politycznego pod koniec tego miesiąca.

Podczas oficjalnej wizyty w Moskwie w październiku 1986 r. prezydent USA Ronald Reagan zwrócił się do Michaiła Gorbaczowa z prośbą o przekazanie A. Tołkaczowa do USA:
„Przecież szpiegostwo to wojna bez trupów, prawda, panie Gorbaczow?”.
Sekretarz generalny nie mógł zaspokoić życzenia prezydenta: „Za późno… został  już rozstrzelany…”.
Natalia Kuźmina została osądzona i skazana na trzy lata więzienia za pomocnictwo w szpiegostwie męża. Po odbyciu kary wróciła do Moskwy i znalazła pracę jako dyspozytorka kotłowni. Zmarła w 1991 r. Ich syn, Oleg Tołkaczow, ukończył Instytut Architektury i obecnie pracuje w Moskwie jako dyrektor firmy „ARK Group Enterprise”.

***************

Napisane na  podstawie opublikowanych w 2013 r. wspomnień jednego z współpracowników Adolfa Tołkaczowa z okresu jego pracy w moskiewskim Przedsiębiorstwie Naukowo-Produkcyjnym „Fazotoron”. Ale nie wyłącznie na nich.



tagi: krety 

stanislaw-orda
19 stycznia 2026 22:08
29     1053    15 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

Szczodrocha33 @stanislaw-orda
20 stycznia 2026 05:35

Bardzo ciekawa notka, panie Stanisławie, dziękuję. 

Adolf był wyjątkowo cennym szpiegiem dla Amerykanów. 

A przecież mogli go zabrać do USA, nie skończyłby tragicznie. 

Nie chciał?

Miał zapewne jakieś swoje powody.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Szczodrocha33 20 stycznia 2026 05:35
20 stycznia 2026 07:19

Kiedy juz został namierzono jak podejrzany wówczas skutecznej szansa ucieczki była skrajnie mało prawdopodobna. Tzn. ewakuacja kreta z Sowietów udała się zaledwie w dwóch czy w trzech przypadkach.
W tekstach rosyjskich autorów, z których korzystałem przy napisaniu notki, znajdują się sugestie, że nie starał się o takie rozwiązanie,  abstrahując, czy by się ono powiodło. Najwyraźniej to była u niego cecha charakterologiczna. Czyli, że z góry zakładał swoją egzekucję w razie wpadki.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @stanislaw-orda
20 stycznia 2026 09:02

Najbardziej zawodnym elementem w działalności wywiadowczej  jest człowiek...a to podkabluje, a to coś zgubi...

Pożoga w swoich wspomnieniach napisał, że Marian Zacharski został podkablowany przez swojego zawistnego kolegę.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @ewa-rembikowska 20 stycznia 2026 09:02
20 stycznia 2026 09:53

Jak najbardziej.

Jest takie powiedzenie, że trzy żelazne motywy dla pozyskania szpiega to" worek, korek i rozporek"

worek - pieniądze

korek - alkohol

rozporek - podstawiony wabik w postaci atrakcyjnej, młodej kobiety.

Na pewno mozna by wymienić jeszcze kilka innych (zemsta, zawiedzione aspiracje, zazdrość) ale te wymienione wcześniej  są sprawdzonymi, głównymi narzędziami rekrutacji szpiegów. Czyli, oczywiście, człowiek jest w tej grze najmniej przewidywalnym elementem.

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @stanislaw-orda
20 stycznia 2026 13:43

Wielkie dzięki za przyczynek !

Pytanie odnośnie namiarów na Mig-25P to są dane za wiki godzina wylotu (6:45) i godzina komunikatu w radio (9:15) jaki i numer pokładowy 31.  Namiary faktyczne czy postfaktyczne ?

Pasują jak ulał do moich, prywatnie pielęgnowanych, teorii niepoprawnych.

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @ewa-rembikowska 20 stycznia 2026 09:02
20 stycznia 2026 15:57

"Pożoga w swoich wspomnieniach napisał, że Marian Zacharski został podkablowany przez swojego zawistnego kolegę."

 

No i Zacharski kiedyś, w jednym z wywiadów, dał delikatnie do zrozumienia, że to co pokazują w filmach z Bondem np. to są Baśnie braci Grimm.

Nie ma to nic wspólnego z prawdziwym światem szpiegostwa.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Szczodrocha33 20 stycznia 2026 15:57
20 stycznia 2026 18:24

Ktos do WiKi to wpisał opierając sie na innych danych.
WiKi to info wtórne, a nie źródłowe.

Ja z WiKi nie przepisuję, chyba że np. daty urodzenia czy  śmierci, o ilee nie ma ich gdzioe indziej, albo postać nie jest istotna na tyle, aby miało to znaczenie.

Przyznaję bez bicia, że twoich komentarzy na ogół nie rozumiem.

I tego ostatniego także nie.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Szczodrocha33 20 stycznia 2026 15:57
20 stycznia 2026 18:26

A czy ktoś, kto skończył 18 lat  bierze za realia fabułę filmów z Bondem ?

zaloguj się by móc komentować

Paris @stanislaw-orda 20 stycznia 2026 18:24
20 stycznia 2026 19:38

Wpis  swietny,...

ale  ze  masz  do  ,,FpisUf,,  w  wiki  OGRANICZONE  ,,zaLOfanie,,  jest  jeszcze  bardziej  swietne  !!!

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Paris 20 stycznia 2026 19:38
20 stycznia 2026 20:37

Im lepsza notka, tym mniejszy rezonans

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @stanislaw-orda
20 stycznia 2026 20:53

Synem Olegiem opiekują się ludzie z CIA. Nigdy by nie był dyrektorem w Moskwie syn szpiega 

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @stanislaw-orda 20 stycznia 2026 18:24
20 stycznia 2026 21:41

"Przyznaję bez bicia, że twoich komentarzy na ogół nie rozumiem.

I tego ostatniego także nie."

 

To proszę ich nie czytać.

Będzie pan miał święty spokój.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @OjciecDyrektor 20 stycznia 2026 20:53
20 stycznia 2026 21:42

A niby skąd miałbyś to wiedzieć?

zaloguj się by móc komentować

Mingus @stanislaw-orda
20 stycznia 2026 22:11

"Profesjonalizm" CIA :) Notka - kawal dobrej roboty.  Fajnie sie tez czyta. 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Szczodrocha33 20 stycznia 2026 21:41
20 stycznia 2026 22:12

I'm very sorry.

To miało być do saturn-9

zaloguj się by móc komentować

Mingus @stanislaw-orda 20 stycznia 2026 09:53
20 stycznia 2026 22:23

Korek worek rozporek. To dobre na poziomie TW dla SB na ludzi pokroju Bolka. Nie na tym to polega

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Mingus 20 stycznia 2026 22:23
20 stycznia 2026 22:27

na tym jak najbardziej również

zaloguj się by móc komentować

Paris @OjciecDyrektor 20 stycznia 2026 20:53
20 stycznia 2026 22:30

Rzeczywiscie,...

...  wielce  zaskakujaca  ta  ,,dErektorska  karJera,,  syna  Olega  !!!

 

A  moze  komu  trzeba  ,,odpalil,,  troche  kasy  z  zagranicznego  bankowego  konta  tatusiowego...  i  teraz  moze  sie  w  Moskwie  ,,spelniac,,  zawodowo.

Tak  sobie  tylko  kombinuje.    

 

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @stanislaw-orda 20 stycznia 2026 22:12
20 stycznia 2026 22:38

"I'm very sorry.

To miało być do saturn-9"

 

A, to w takim razie przepraszam i ja.

Pełna komitywa i dalej prowadzimy nawigację, panie Stanisławie.

Przyznam że ja też nie rozumiem komentarza Saturna-9.

zaloguj się by móc komentować

zkr @stanislaw-orda 20 stycznia 2026 09:53
20 stycznia 2026 22:49

A co kierowalo takim gosciem jak Karel Curda?

zaloguj się by móc komentować

Mingus @stanislaw-orda 20 stycznia 2026 22:27
20 stycznia 2026 22:49

Alkoholik narkoman, dewiat seksualny czesto homoseksualista, albo kobieciarz, szastający kasa. Tak to świetny  materiał  osobowy na którym mozna polegać i jakże trudno go namierzyc. Niech bedzie ze tak jest. 

zaloguj się by móc komentować

BTWSelena @stanislaw-orda
21 stycznia 2026 00:07

Jak pan zaznaczył z pewnością nie opierał się o publikacje z 2013 zawierające wspomnienia Jurija Borisowicza Badajewa, byłego inżyniera i współpracownika Adolfa Tołkaczowa w Instytucie  „Fazotron”.Publikacje miały raczej charakter informujacy opinię publiczną jak zrozumiałam,bo inaczej Badajew mógłby być podejrzany o współpracę (?)...

Faktem było ,ze Tołkaczow był bardzo cennym nabytkiem dla CIA ,chociaż nie był oficerem KGB,ale miał dostęp do dokumentacji związanej z lotnictwem ZSRR.Jego dążenie do świadczenia usług CIA wynikały także z życiorysu rodziców,żony,a że nie był "ćwokiem", nienawidził tego, co się działo w ZSRR, czuł, że kraj zmierza ku upadkowi,skoro zdecydował się na taki krok.

Oprócz tego myślę,ze kasa też odgrywała jakąś rolę,niestety nie mógł wydawać jej w ZSRR.Może liczył,że jednak kiedyś się stamtąd wydostanie.?

Nie zdążył,został stracony,CIA powiesieła jego fotos w swojej siedzibie ,a  Hoffman wydał książkę "Szpieg za miliard dolarów" 

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @stanislaw-orda
21 stycznia 2026 00:08

"Podczas oficjalnej wizyty w Moskwie w październiku 1986 r. prezydent USA Ronald Reagan zwrócił się do Michaiła Gorbaczowa z prośbą o przekazanie A. Tołkaczowa do USA:
„Przecież szpiegostwo to wojna bez trupów, prawda, panie Gorbaczow?”.
Sekretarz generalny nie mógł zaspokoić życzenia prezydenta: „Za późno… został  już rozstrzelany…”."

O to mi chodziło w dyskusji z Panem, pod poprzednią notką. To znaczy - nie jestem tak uroczo naiwna, jak prezydent Reagan :), ale chodzi mi o symetryczność. Z ZSRR/Rosją nie ma symetryczności. 

Dzięki za notkę. 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @BTWSelena 21 stycznia 2026 00:07
21 stycznia 2026 04:29

Napisałem, że w oparciu o te wspomnienia. Ale nie wyłącznie.

zaloguj się by móc komentować

qwerty @stanislaw-orda
21 stycznia 2026 07:07

Miło się czyta. Odwracanie agentów to jest umiejętność o której mniej wiadomo. I np. podwójne odwracanie. Wszyscy tak czy inaczej stajemy się agentami przede wszystkim we własnych sprawach czy krucjatach.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @qwerty 21 stycznia 2026 07:07
23 stycznia 2026 06:43

Oczywiście, notek na podobne tematy można napisać dużo więcej. Ja przeczytałem kilkanaście takich historii i wybrałem z nich materiał na  dwie ostatnie. Mam przygotowywaną  jeszcze jedną, a zatem byłby cykl o charakterze tryptyku. Ale na blogu "cykle monotematyczne" szybko powodują znudzenie u czytelnika, który raczej oczekuje sensacji z  rodzaju "tu i teraz", a nie jakichś antykwarycznych bibelotów z nazwiskami o   brzmieniu spotykanym przez niego na ogół po raz pierwszy. Itede, itepe. 

zaloguj się by móc komentować

qwerty @stanislaw-orda
23 stycznia 2026 12:48

Relacje ze współczesnymi agentami wszelkiej maści - to są tematy. Coś niecoś o tym pisuję. W mediach jest tylko epatowanie tytułami- kulisy są takie, że aż ...

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @qwerty 23 stycznia 2026 12:48
23 stycznia 2026 14:14

pisanie o współczesnych przez osoby bez stosownej koncesji to zajęcie dla sapera na polu minowym, który  jesli  raz się pomyli albo żle oszacuje ryzyko, to koniec zabawy.

zaloguj się by móc komentować

BTWSelena @stanislaw-orda 23 stycznia 2026 06:43
23 stycznia 2026 15:13

Ciekawa historia byłaby Ethel i Julius Rosenbergowie.W czasie tzw zimnej wojnie USA/ZSRR byli jedynymi szpiegami straconymi na krześle elektrycznym w USA.

Tak w sumie nie pasjonuję się takimi historiami,ani mnie też nie nudzą,ale ciekawy jest sposób postępowania i rozumowania tak jednej i drugiej strony. Bo też sposób postępowania się zmienił,lecz Metody takie same.

 

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować