Nieproszony gość z wizytą u Stalina. Dokończenie.
Link do części pierwszej:
https://stanislaw-orda.szkolanawigatorow.pl/nieproszony-gosc-z-wizyta-u-stalina-cz-1
kontynuacja
Obsłudze i służbie nakazano milczeć na temat daczy w Kuncewie, tak jakby w ogóle nie istniała. Oficjalny komunikat prasowy został zredagowany w dotychczasowej konwencji: „Stalin zmarł
w swoim mieszkaniu w Kremlu”.
W artykule opublikowanym 35 lat później Swietłana Alliłujewa dodaje: „Zrobiono to po to, by nikt z służby na daczy nie mógł narzekać”.
Ale to przecież ocena kompletnie nietrafna: kto przejmowałby się skargami służby, jeśli można było bez problemu pozbyć się jej bez śladu.
[W tym miejscu moje – S.O. – zastrzeżenie do ww. opinii autora Jurija Drużnikowa. Służba
na daczy Stalina to nie byli przypadkowi ludzie z łapanki, ale osoby po protekcji i dokładnym sprawdzeniu, czyli ze wskazaniem od wysokich szczebli nomenklatury. Nie dałoby się pozbyć ich „po cichu”, nie wzbudzając wewnętrznych perturbacji. Nie były to bowiem dwie czy trzy osoby, ale dosyć liczny zespół]
Część słuzby, która mieszkała tu ze Stalinem przez dwadzieścia lat, nie miała gdzie się podziać. Dwoje popełniło samobójstwo. Wałka, czyli Walentyna Istomina, tak zwana siostra-gospodyni, a faktycznie
oddana mu konkubina, której powierzał degustację potraw i spanie z nim, przeżyła, ale gdzieś ją ukryto.
[Walentyna/Barbara Wasiliewa Istomina (1915 – 1994); podoficer (sierżant), później młodszy oficerorganów bezpieczeństwa wewnętrznego. Jako osiemnastolatka wyjechała z rodzinnej wsi w obwodzie orłowskim do Moskwy „za pracą”; przyjęta w charakterze kucharki na daczy Stalina po protekcji jego szefa ochrony (N. Własik). Stali darzył ja bezgranicznym zaufani9em i tylko ona mogła przyrządzać mu piosiłki. Po śmierci Stalina do 1959 r. pracowała w 9-tym departamencie KGB, potem odesłano ją na emeryturę].
Po pozbyciu się Berii ze struktury władzy sowieckiej nadeszło pilne polecenie, by wszystko przywrócić i odtworzyć miejsce zamieszkania towarzysza Stalina dokładnie takim, jakie było.
Pod koniec lat sześćdziesiątych poznałem kobietę, pracownicę muzeum. Opowiadała, jak jesienią pamiętnego roku 1953 zadzwoniono do niej i zaproszono do recepcji na Łubiance. Kobieta pożegnała się z mężem i dziećmi, wzięła woreczek z sucharkami i wyszła. Przyjął ją starszy mężczyzna w stopniu majora. Po sprawdzeniu dokumentów poprosił ją bardzo uprzejmie, by pojechała z nim, jak to ujął, „w jedno miejsce”, gdzie „potrzebujemy pani porady”.
Zabrano ją do Kuncewa. Tam major służb bezpieczeństwa wyjaśnił, o co chodzi:
– Podjęto decyzję o otwarciu w tym domu muzeum. Całe życie służyłem pod rządami Stalina i teraz wszystko tu wygląda tak samo jak za jego dni. Proszę się rozejrzeć i powiedzieć, czy w aktualnym stanie można to otworzyć dla zwiedzających?
Oprowadzono ją po domu. Naliczyła szesnaście pokoi (wszystkich nie pokazano). W każdym stały kanapy. Na każdej kanapie leżał gruby koc.
– A gdzie on spał? – zapytała.
– Tego nikt nie wie – odparł jego były ochroniarz. – W którym pokoju spał i kiedy – w dzień czy w nocy – mogliśmy tylko zgadywać. Nie wolno było mu przeszkadzać. Spał w ubraniu. Zamykał drzwi od wewnątrz albo po prostu zakładał łańcuszek. Jeśli służba wiedziała, gdzie się znajduje, podsuwała mu jedzenie przez szczelinę pod drzwiami. Ale czy to ma znaczenie?
– To będzie prywatny dom-muzeum – wyjaśniła. – Należy, zgodnie z zasadami obowiązującymi w muzealnictwie, zadbać o to, by dla zwiedzających było jasne, gdzie znajduje się gabinet, gdzie sypialnia i td. A okazuje się, że tutaj wszystkie pokoje są identyczne. Jeśli więc zwiedzający zadadzą np. pytanie: „Dlaczego spał w różnych miejscach?”, to przewodnicy będą musieli to wyjaśnić.
Major wysłuchał jej uważnie i poprosił:
– Czy mogłaby pani przedstawić wszystkie swoje zastrzeżenia na piśmie?
– Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń – odpowiedziała muzealnik. – Ale skoro pan zapytał, to odpowiedziałam.
– Proszę więc przedstawić uwagi na piśmie do mojego raportu dla kierownictwa…
– A czy były tam portrety? – zapytałem kobietę.
– Jakie portrety?
– Członków Biura Politycznego?
– Nie, portretów na pewno nie było.
O portretach nie wspomina także Swietłana Alliłujewa, autorka książki „Dwadzieścia listów do przyjaciela”
Kilka dni później muzeum otworzyło drzwi dla zwiedzających. Najwyraźniej spieszyli się, by wykonać polecenie, i pospiesznie powyłączyli z ekspozycji zbędne pomieszczenia. Czyj to był pomysł z tym muzeum i jaki miał mieć cel? A może najpewniej rytualna inercja.
I po co powiesili portrety członków Biura Politycznego? Wydaje się, że wydając polecenie w kwestii otwarcia muzeum, towarzysze przywódcy myśleli nie tyle o jego sławie, co o sobie. Półbóg stał się ćwierćbogiem, ale mitologiczna aura władzy wciąż działała. Tron z podciętymi nóżkami opustoszał, ale towarzysze zostali na liście dworskiego personelu, bo nie było jasne, kto tron zajmie, a przecież zgodziłby się każdy z nich. Ale statek władzy przechylał się, zmierzając nieuchronnie do zatonięcia. Dworacy złapali się zatem rąbka szynela mitotwórcy, niczym koła ratunkowego, próbując utrzymać się na powierzchni.
Dom, nawet po śmierci gospodarza, pozostawał wciąz siedzibą ludojada, który przez całe życie sam żył w strachu i który uczynił ten strach stanem codziennym i powszechnym. Ale w ten sam sposób uczynił powszechnymi równiez własny purytanizm, makiawelizm i gusta. Jego kuncewskie horyzonty stały się horyzontem dla całego kraju. Natomiast ten horyzont okazał się dla wszystkich płotem z drutem kolczastym.
Stalin mógłby równie dobrze prowadzić posiedzenia Biura Politycznego z portretami jego członków, zamiast z nimi samymi. Portrety wyrażały swoje zdanie równie aktywnie, jak ich żywe pierwowzory. Ale po co miałby całe dnie spędzać na patrzeniu na portrety tych, którymi głęboko pogardzał i taktował jak sługusów? Dzisiaj stało się dla mnie jasne, że to sami spadkobiercy postanowili powiesić własne wizerunki w sali i wymyślili legendę, że wielki przywódca sadzał ich pod portretami. Niemniej , prekursorem takiego postępowania był właśnie Stalin. Przecież na starych fotografiach był on zawsze dodawany jako nieodłączny towarzysz Lenina. I w taki oto sposób członkowie Biura Politycznego zostali posiadaczami berła sekretarza generalnego. Bez wątpienia pragnęli władzy i zaszczytów, które on żelazną ręką zagarnął dla siebie. Właśnie dlatego, jako pierwsi, trafili do muzeum najlepsi pisarze z sekretarskimi stanowiskami (nas, studentów, wpuszczono za nimi dzięki potężnym koneksjom). Dworscy, zaufani pisarze mieli bowiem kontynuować kult bałwochwalstwa, zmieniając tylko nazwiska.
Na przykład pisarz, o którym wspomniałem na początku tej opowieści, czekał, aż minie okres osobistej skromności nowego przywódcy, i gdy tylko nadarzyła się okazja, poprawił wiersz o chłopcu, który teraz wyruszył do bramy Kremla z prezentem dla towarzysza Chruszczowa. Ale ponownie nie udało się opublikować wiersza, gdyż Chruszczowa zastąpił kolejny przywódca. Ten utalentowany literat nie poddał się i kolejny raz przerobił swój poemat. Tym razem chłopiec szedł do towarzysza Breżniewa. Jednak autor najwyraźniej nie miał szczęścia, gdyż zaawansowani metrykalnie sekretarze generalni zmieniali się w tak szybkim tempie, że nawet najbardziej genialny poeta nie nadążyłby z przeróbkami. Ale daleki jestem od łatwego żartowania z tego kolegi, bo jeśli tylko pojawi się stosowna koniunktura polityczna, czytelnik przekona się, że to wcale nie jest temat do żartów. Wspominam o tym dlatego, że miejsce pobytu przywódców pozostaje do dziś tajemnicą. Ale teraz wszyscy już wiedzą, że nie mieszkają oni na Kremlu, mimo iż niektórzy mają tam apartamenty, jak twierdził pisarz Borys Bałter, na wypadek niepokojów społecznych.
[Borys Isaakowicz Bałter (1912 – 1974); rosyjski pisarz i scenarzysta; m.in. książka i film na jej podstawie „Do zobaczenia, chłopcy” z 1963 a film rok później. Tytuł „pożyczony” z ballady B. Okudżawy]
Myślałem o tym, spacerując po Waszyngtonie podczas wycieczki po Białym Domu, gdzie łatwiej o wstęp niż do którejś z ekskluzywnych restauracji. I wszystko, co znajduje się wewnątrz Białego Domu, zostało wielokrotnie opisane oraz sfotografowane. A można na miejscu kupić kolorowe pocztówki.
Nie wiem, ile osób i z jakich grup społecznych zdołało odwiedzić posiadłość w Kuncewie. Przypuszczam, że niewiele, bo doszły mnie słuchy, że muzeum zostało zamknięte po kilku dniach. Zamknięto je z taką samą dyskrecją, z jaką zostało otwarte. Oczywiście nie ogłoszono tego publicznie, a XX Zjazd KC KPZS nie miał z tym ponoć nic wspólnego.
Stało się to w czasach zamętu, kiedy otoczenie Stalina nie wiedziało jeszcze, co zrobić: śpiewać „Suliko” czy zatuszować sprawę. Wybrali tę drugą ewentualność. A przecież muzeum mogłoby służyć obu celom. I chyba ten drugi byłby jeszcze lepszy. Ale o tym będzie trochę dalej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Suliko
Adwokat Leonid Ojrich ujawnił sporo szczegółów:
– Był moment, kiedy na górze nagle postanowiono przeznaczyć ten teren na pokazowy dom dziecka. Na dyrektora mianowano działacza partyjnego Aleksandra Pierowa. Wcześniej kierował on regionalnym zarządem uzdrowiskowym. Przyjaźniliśmy się. Udało mi się dzięki niemu również odwiedzić stalinowską daczę.
– Czy było tam jakieś wyposażenie?
– Nie, wszystko już wywieziono z domu, wycofano ochronę, wyłączono nawet światło i postawiono strażnika. Pierow był bardzo dumny ze swojego nowego miejsca pracy. Posadził mnie z żoną do swojej „Pobiedy” i zawiózł, żeby pokazać daczę Stalina. Pamiętam, że samochód zostawiliśmy przy bramie, przeszliśmy przez dwa ogrodzenia, a między nimi biegały owczarki niemieckie. Po domu i po ścieżkach chodziliśmy z latarką. Pokoje były puste. W ogrodzie pozostały grille: na nich przygotowywano szaszłyki dla Stalina. W tym czasie Pierow otrzymał polecenie, aby zajął się kompletowaniem mebli do domu dziecka. Zamówione zostały w fabryce w Rydze i już zaczęto dostarczać.
https://pl.wikipedia.org/wiki/GAZ_M-20_Pobieda
– Ale przecież nie otwarto żadnego domu dziecka?
– Ledwie po dwóch miesiącach władze zmieniły zdanie i w zarządzie gospodarczym Kremla odebrano Pierowowi klucze.
Tak więc nowi przywódcy wciąż mieli nie rozwiązany dylemat, co dalej zrobić z domem Stalina. Dlaczego ani Chruszczow, ani żaden z nich nie wprowadził się do luksusowej stalinowskiej daczy? Nie było to dla nich łatwe. Pozostał tam ich śmiertelny strach. Ale przecież nie obawiali się opinii publicznej. Zapewne poczuliby się niekomfortowo zostając pośmiewiskiem w oczach kolegów. Niedaleko w tym samym lesie zachowała się także dacza Kalinina, w której zakwaterowywano specjalnych gości – przywódców „braterskich partii komunistycznych”. Pokazywano im również „Muzeum Kuncewskie”.
Dla przywódców z nowego rozdania stalinowski dom był już przestarzały i zwyczajnie zbyt mały. Po zapoznaniu się ze standardami życia na Zachodzie wszyscy oni pragnęli dla siebie komfortu na światowym poziomie. Wymogiem racji stanu nie były już skromność w życiu prywatnym, ani ascetyzm terrorystów, gotowych w każdej chwili narzucić polowy płaszcz i uciekać. Nie pijackie hulanki z tańcami przy gramofonie, ale efektowne przyjęcia „w sobolowych futrach”. Wszystko to wymagało innej architektury, nowoczesnej infrastruktury i luksusowego wyposażenia. No i lokalizacji gdzieś w głębi i ciszy podmiejskich lasów, skoro Chruszczow jednym pociągnięciem pióra przyłączył do Moskwy miejscowość Kuncewo wraz z całą jej okolicą. Typowo miejska zabudowa zaczęła wkraczać na te tereny, przybliżając się w kierunku stalinowskiej posiadłości. Las jeszcze pozostał, ale obok stawiano już bloki mieszkaniowe, co za bytności Stalina było stanowczo zabronione.
Na teren posiadłości w Kuncewie trafiłem ponownie w 1976 r., udając się z wizytą do chorego przyjaciela-dziennikarza. Leżał w jednym z budynków, w którym wcześniej ulokowała się stalinowska ochrona. Teraz wzniesiono tu wielopiętrowy oddział terapeutyczny szpitala nr 1 Czwartego Zarządu Ministerstwa Zdrowia, filii „Kremlowki”. Przystanek autobusowy przy dawnym dziewiątym kilometrze szosy mińskiej nosi skromną nazwę „Pierwszy szpital”. Nie był to coprawda najbardziej ekskluzywny ze szpitali dla partyjnej nomenklatury, ale nie był tez przecież przeznaczony dla zwykłych śmiertelników. W tej samej sali co mój przyjaciel, który trafił tam dzięki koneksjom, leżeli zastępca jakiegoś ministra, syn byłego pracownika Komitetu Centralnego oraz osobisty szofer Błatowa, pomocnika Breżniewa, czyli pacjenci wg partyjnej tabeli rang.
[Anatolij Iwanowicz Błatow (1914 – 1988), sowiecki dyplomata i ambasador; główny teren działania - Niemcy Zachodnie]
Szofer Błatowa narzekał, że doprowadził się do wrzodu żołądka z powodu ślubu córki szefa. Na ślub sekretarze komitetów obwodowych z całego kraju wysyłali mu paczki. Szofer przez dwa tygodnie biegał jak szalony po dworcach i hotelach. I oczywiście pił z wszystkimi. I wtedy właśnie pękł u niego ten wrzód.
Wiceminister opowiadał, jak na szczytach władzy zamierzają rozprawić się z żydami w kraju.
„Polskie rozwiązanie” – natychmiastowe wygnanie – nie wchodzi w grę: najpierw trzeba przygotować następców w kluczowych gałęziach kultury i nauki. A w międzyczasie zwalniać zbędnych i zatrzymywać pozostałych do czasu przygotowania rosyjskiej zmiany. Pod wieczór rozmowy w salach ucichły. Dało się słyszeć trzask odbiorników radiowych. Zarówno kierowcy, jak i ministrowie wyciągali spod poduszek odbiorniki krótkofalowe i nastawiali je na zakres częstotliwości rosyjskojęzycznej sekcji „Głosu Ameryki”.
Wyszedłem z dawnego budynku ochrony i powędrowałem w stronę lasu. Nad fosą przebiegał most, ale dalej drogę przecinało wysokie ogrodzenie, tak dobrze zapamiętane z lat studenckich. Przez przesunięcie ogrodzenia znacznie okroili teren posiadłości,. Przypomniała mi się jedna z rozmów w szpitalu (leżąc tuż obok domu Stalina, chorzy w rozmowach co chwilę wracali do tego kultowego totemu). Syn pracownika komitetu centralnego opowiedział, że przed dużymi imprezami partyjnymi w domu Stalina kwateruje się osoby, które opracowują i uzgadniają sprawozdania dla kierownictwa. Ponoć tutejsza atmosfera sprzyja twórczości.
Jakieś dziesięć lat później byłem u znajomej w Domu Weteranów Filmowych, wybudowanym w pobliżu tego samego lasu. Weteranom pozwala się chodzić na skraj parku, ale nie do samej byłej siedziby Stalina. Wokół niej wzniesiono nowe ogrodzenie z żelbetonu. A w środku, jak mówią, wszystko pozostało takie samo jak dawniej. I słusznie. A co, jeśli znów się przyda? Przeczekajmy spokojnie chwilowy chaos, a potem się zobaczy, co jeszcze można począć z narodowym sanktuarium.
Gdyby to zależało ode mnie, już teraz ponownie otworzyłbym muzeum Stalina w Kuncewie. Prawdziwe czy fałszywe – to nie ma znaczenia. Im bardziej fałszywe, tym – choć brzmi to paradoksalnie – bardziej realne. Muzeum nie tyle skromnego, co prymitywnego mizantropa. Muzeum Biura Politycznego w Państwowym Parku Komunistycznym. Pomieściło by ich wszystkich, rządzących w tym nieszczęsnym kraju. Muzeum triumfu i nędzy ideologii sowieckiej. Muzeum, które w odróżnieniu od wszystkich innych podlega nie Ministerstwu Kultury, lecz odpowiedniemu departamentowi na Łubiance.
**************
Wykaz wszystkich moich notek na portalu "Szkoła Nawigatorów" pod linkiem:
https://stanislaw-orda.szkolanawigatorow.pl/troche-prywaty
tagi: dom w którym umarł stalin
|
|
stanislaw-orda |
| 30 lipca 2026 20:23 |
Komentarze:
|
|
MarekBielany @stanislaw-orda |
| 30 lipca 2026 21:21 |
Szofer Błatowa narzekał, że doprowadził się do wrzodu żołądka z powodu ślubu córki szefa. Na ślub sekretarze komitetów obwodowych z całego kraju wysyłali mu paczki. Szofer przez dwa tygodnie biegał jak szalony po dworcach i hotelach. I oczywiście pił z wszystkimi. I wtedy właśnie pękł u niego ten wrzód.
:( dopiero wtedy.
Szofer biegał i pił.
:)
|
|
stanislaw-orda @MarekBielany 30 lipca 2026 21:21 |
| 30 lipca 2026 21:36 |
Czyżbyś mu pozazdrościł?
|
|
MarekBielany @stanislaw-orda 30 lipca 2026 21:36 |
| 30 lipca 2026 21:44 |
Czego ?
|
saturn-9 @stanislaw-orda |
| 30 lipca 2026 22:21 |
W tekście literówka miast "dd" jest "ss" gdy Chruszczow znika ze sceny. Runiczne odniesienie bowiem na klawiatura.pl "s" i "d" przez miedzę.
.
|
|
stanislaw-orda @saturn-9 30 lipca 2026 22:21 |
| 30 lipca 2026 22:32 |
dzięki, poprawiłem
|
|
stanislaw-orda @MarekBielany 30 lipca 2026 21:44 |
| 30 lipca 2026 22:32 |
a cholera wie
|
|
MarekBielany @stanislaw-orda 30 lipca 2026 22:32 |
| 30 lipca 2026 22:38 |
taka tam cholera ?
|
|
MarekBielany @MarekBielany 30 lipca 2026 22:38 |
| 30 lipca 2026 22:39 |
z ABC be
|
|
stanislaw-orda @MarekBielany 30 lipca 2026 22:39 |
| 30 lipca 2026 22:59 |
I co Cię znów gnębi?
|
Wojciech2 @stanislaw-orda |
| 31 lipca 2026 19:23 |
„Polskie rozwiązanie” – natychmiastowe wygnanie – nie wchodzi w grę:.." - przykro to mnie zaskoczyło, bo coś takiego nigdy się w Polsce nie zdarzyło. Świadczy to zdanie o sile żydowskiej propagandy i o ich stosunku do Polski. Nawiasem mówiąc, nie słyszałem oskarżeń pod adresem Litwinów czy Ukraińców ani żądań zwrotu nieruchomości.
|
|
stanislaw-orda @Wojciech2 31 lipca 2026 19:23 |
| 31 lipca 2026 19:41 |
Nie wszyscy na świecie podzielają polski punkt widzenia. Zresztą Autor cytuje wypowiedź, tak więc nie jest to jego własna opinia. Nota bene autor jest z pochodzenia Żydem, jego prawdziwe nazwisko to Jurij Izrailiewicz Alperowicz, a przybranego nazwiska używał od 1971 roku jako tzw. nazwiska literackiego w swoich publikacjach.
To nadzwyczajne, że z niemal 20-stronowego tekstu można wyciągnąc jeden wers i na jego podstawie recenzować wątek, który jest w tym eseju kompletnie nieistotny. A przy okazji, czyja to wina, że ktoś o czymś nie słyszał. Moja czy może Jurija Drużnikowa? I co to powinno kogokolwiek obchodzić, że ktoś o czymś nie słyszał.
|
Wojciech2 @stanislaw-orda 31 lipca 2026 19:41 |
| 31 lipca 2026 21:03 |
Ja niczego nie recenzuję. Zwracam jedynie uwagę na antypolonizm. Nie wszyscy na świecie podzielają polski punkt widzenia, ale prawie wszyscy przypisują Polakom niepopełnione winy. Na miłość boską, gdzie się Pan tu dopatrzył jakiegoś ataku czy wyrzutu. Nie obchodzi mnie Jurij Drużnikow, ale obchodzi mnie to, że nie słyszałem oskarżeń pod adresem Litwinów czy Ukraińców, a Polacy stale zmuszani są do przepraszania za wszystko.
|
|
MarekBielany @stanislaw-orda 30 lipca 2026 22:59 |
| 31 lipca 2026 21:09 |
Biologia jako nauka o której nie mam żadnego pojęcia.
Ostatnia lekcja to tak w maju przed mundialem w NRF/RFN.
|
|
stanislaw-orda @Wojciech2 31 lipca 2026 21:03 |
| 31 lipca 2026 21:51 |
Jeszcze raz zatem, czyli co to ma wspólnego z treścią zamieszczonej notki.
To nawet nie dziesiątego rzędu znaczenie w jej tekscie. Mogłbym bez najmniejszej szkody dla całości ten akapit wyrzucić, podobnie jak powyrzucałem rózne inne odautorskie komentarze, które u nas i tak byłby niezrozumiałe. No, ale skoro "zawadził" o Polskę, to zostawiłem.
NIestety, nie mogę zrozumieć jaki sens, by robić z igły widły.
|
|
stanislaw-orda @MarekBielany 31 lipca 2026 21:09 |
| 31 lipca 2026 21:52 |
A do czego potrzebne ci takie pojęcie?